Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Posty oznaczone jako ‘życie’

Stanisław Lem “Szpital przemienienia”

Posted by charliethelibrarian w dniu 10 Grudzień 2011

Stanisław Lem "Szpital..."

Stanisław Lem "Szpital..."

Coraz bardziej wsiąkam i zanurzam się w Lemie. Skończyłem właśnie jego pierwszą książkę napisaną ponad sześćdziesiąt lat temu. U Lema nie ma znaczenia jak dużo wody w Wiśle upłynęło, jego proza wciąż się podoba, wciąż intryguje i zmusza do zastanowienia się nad naszym życiem, krajem, światem, losem. „Szpital…” to historia młodego lekarza, który zostaje zatrudniony w sanatorium dla psychicznie chorych, gdzieś na świętokrzyskim zadupiu. Niby nic takiego, ot młody pan doktór i jego pierwsza posada. Jednak Stefan Trzyniecki rozpoczyna pracę w kraju, przez który właśnie przeszła zawierucha wojenna. I w tym kraju, który utracił niepodległość i uległ niemieckiemu okupantowi istnieje szpital dla wariatów, który zdaje się być punktem zawieszonym w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Owszem plotki o łapankach i wywózkach dochodzą do pracowników. Traktowane są jednak jako przerażające i odległe echa innego świata. Znacznie bardziej dają się we znaki trudności z zaopatrzeniem szpitala w leki i jedzenie. Poza tymi ograniczeniami życie w sanatorium płynie „normalnym” i „zwyczajnym” trybem. O ile można użyć takich słów w przypadku domu wariatów. Stefan jest bystrym obserwatorem i wraz z nim poznajemy zarówno personel szpitala, który stanowi dość szerokie spektrum różnorakich osobowości, od doktora Kautersa, który trzyma książki oprawione w skórę z wewnętrznej strony kobiecych ud, po doktora Marglewskiego, usilnie starającego się wykazać, że geniusze to w istocie szaleńcy. Pacjentów tego ośrodka również poznajemy dzięki Stefanowi. Różni wśród nich są wariaci. Czy też bardziej poprawnie psychicznie chorzy. I tak mijają nam dni. Wraz ze Stefanem dyskutujemy z poetą Sekułowskim na temat życia, człowieczeństwa, wiary, sztuki. Wszystko toczy się zwyczajnie, aż do wstrząsającego i makabrycznego końca. Końca, który zafundowali obłąkanym Niemcy. Lem oddał mistrzowsko atmosferą ostatniej nocy przed przyjazdem plutonu egzekucyjnego. Chaos, panikę, Armagedon w szpitalnych salach. Rozpaczliwe próby ratowania bardziej „zdrowych”. Bezsilność w obliczu śmierci, przerażenie i strach przed agonią. Tchórzostwo i bohaterstwo okazane przed oprawcami. Ostatnie kilkanaście stron powieści to istne pandemonium.

Lem okazał się dla mnie świetnym pisarzem realistycznym. Scena operacji na otwartym mózgu została oddana tak wiernie i plastycznie, że dosłownie stanęła mi przed oczami. Dodatkowo piękny i interesujący styl pisania.

„Potem w biel przesączyło się nieco złota; nastąpił niepokój, potworzyły się perłowe wiry, aż tuman chmur rozciągnął się po horyzont, ścieńczał, opadł, a z pękających chmur łysnął dzień, lśniący jak nagi owoc kasztanu”.

Piękne czyż nie? Było takich opisów świata znacznie więcej.

Nie sposób mówić o tej książce i nie wspomnieć faktu, że Lem napisał ją w 1948. Było to tuż przed ogłoszeniem socrealizmu głównym i jedynie słusznym prądem artystycznym. Lem opowiadał później, że został zmuszony do napisania dalszych części, które nie będą tak kontrrewolucyjne i będą zawierać więcej elementów słusznej walki klas. I tak „Szpital przemienienia” stał się pierwszym tomem trylogii „Czas nieutracony”. Lem stanowczo odciął się później od dwóch tomów i zabronił ich wydawać. Ja mam wydanie z 1955 gdzie jest trylogia. Przeczytam sobie z czystej ciekawości, co też mistrz i jego krytycy tam nawypisywali. Bo „Szpital przemienienia” uznany został za książkę zbyt wywrotową i godzącą w socjalizm. Nic dziwnego, skoro Lem pisze (wkładając słowa w usta Sekułowskiego): „[…] a jeżeli chodzi o teorie rewolucyjne, nędzarze nie mają czasu na takie rzeczy. Tym się zawsze zajmowali renegaci pasibrzuchów. Ludziom jest zresztą zawsze źle.” Jak można tak pisać w czasach, gdy rewolucja socjalistyczna buduje Nową Polskę. Zresztą książkę Lemowi wydali dopiero po siedmiu latach.

Zamierzam również przypomnieć sobie film Edwarda Żebrowskiego „Szpital przemienienia”. Pamiętam go jak przez mgłę.

„Szpital przemienienia” to książka napisana z klasą. Kto zna późniejsze książki Lema, nie będzie w żaden sposób zawiedziony czy rozczarowany. Jest książką inną od późniejszych, ale widać w niej światły i niezwykły umysł pana Stanisława. Polecam gorąco.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 10 »

Joanna Olczak-Ronikier “Korczak: Próba biografii”

Posted by charliethelibrarian w dniu 2 Listopad 2011

Joanna Olczak-Ronikier "Korczak..."

Joanna Olczak-Ronikier "Korczak..."

Korczak w moim życiu funkcjonował do tej pory na zasadzie postaci mitycznej, znanego pedagoga, który zginął wraz z dziećmi, którymi się opiekował. Taki obraz wyniosłem ze szkoły. Sąd dziecięcy, nowatorskie metody wychowawcze, heroiczna śmierć i „Król Maciuś Pierwszy”. Taki schematyczny i bardzo płytki obraz Janusza Korczaka funkcjonował w mym umyśle. Och! Naiwności niemalże dziecięca, która sprawia, że spłycamy i upraszczamy tak wiele rzeczy. Na szczęście warto się Ciebie pozbywać dzięki lekturom takich książek jak opisywana poniżej.

Najsmutniejsza książka jaką przyszło mi czytać od bardzo dawna. Przeczytałem dzieje życia Korczaka z wciąż obecną w zakamarkach mego umysłu świadomością losu, jaki go spotkał. Nie udało mi się odciąć od tej wiedzy. I nawet wtedy, gdy autorka prowadziła mnie przez jego lata dziecięce z ojcem i matką, którzy jako Żydzi, walczyć musieli o uznanie w polskim środowisku. Nawet wtedy, gdy autorka poruszała interesujący moim zdaniem epizod w życiu Korczaka, który polegał na włóczeniu się po najgorszych melinach Warszawy, picia wódki z szemranym towarzystwem, nawet wtedy wciąż widziałem finalną scenę z filmu Wajdy. Świadomość końca Korczaka nie opuszczała mnie również, gdy czytałem o jego sukcesach, spełnianiu się marzeń, sławie literata, sukcesach pedagogicznych i naukowych. Zresztą sama autorka nie pozostawia nam żadnych złudzeń, co do przyszłości. Nawet w chwilach szczęśliwych, opisach dzieci, które wreszcie mogą się cieszyć życiem czai się widmo Zagłady.

W tej próbie biografii pełno jest ludzi ważnych dla Polski, ważnych dla naszej historii. Niektóre postacie nakreślone zostały bardzo wyraziście i mocno. Pełno jest również ludzi, których można określić jako ziarna, które zmielone zostały przez żarna młyna historii. Gdyby nie „Pamiętnik” i inne pisma Korczaka nikt nie pamiętałby o dzieciach, które zginęły straszną śmiercią tylko dlatego, że były małymi żydkami. Nikt nie znałby ich imion i cech, które na zawsze zostały uwiecznione przez pióro i ołówek Korczaka. I to jest w tej książce najbardziej wzruszające.

Podziwiam autorkę za styl, w jakim napisana i opowiedziana jest historia Korczaka, czyli Henryka Goldszmita. Jest rzeczowy i spokojny, ale nie suchy i beznamiętny. W sposób wyciszony i nie natarczywy prowadzi nas autorka przez kolejne siódemki lat życia pedagoga. (Ważny motyw w życiu Korczaka, który podzielił swe losy na okresy siedmioletnie). Przy okazji poznajemy świetnie nakreślony obraz społeczeństwa polskiego i problemów, które dotykały zasymilowanych Żydów. Korczak również stykał z nienawiścią i antysemityzmem, który w Polsce tuż przed wojną osiągnął naprawdę spore rozmiary. Jego reputacja wybitnego pedagoga, literata często przegrywała z atakami antyżydowskich środowisk. Dodatkowe nieprzyjemności powodował fakt, że należał do loży masońskiej (kolejna ciekawostka z życia Korczaka, o której nie miałem pojęcia). Wszystkie ataki brał na siebie i obracał na swą korzyść z właściwą sobie ironią i poczuciem humoru.

Czytałem tę książkę i byłem wzruszony. Czytałem tę książkę i byłem pełen podziwu dla siły Korczaka. Czytałem tę książkę i byłem przerażony. Czytałem tę książkę i byłem pełen bezsilnej złości na świat i ludzi. Czytałem tę książkę i obiecywałem sobie, że będę lepszym człowiekiem.  Czy coś z tych obietnic składanych samemu sobie zostanie zrealizowanych? To będę wiedział tylko ja, ale jak mawiał Stary Doktor w marzeniach tkwi siła.

 

P. S. Wybrałem zdjęcie okładki bez obwoluty, moim zdaniem lepiej wygląda. Bardziej pasuje do treści.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 5 »

Środek do osiągnienia szczęścia…

Posted by charliethelibrarian w dniu 30 Sierpień 2011

 

Tytuł wpisu jaki jest każdy widzi. Nie ma tutaj błędu mego. Zresztą zobaczycie sami.

Tak chciałem refleksyjnie, bo to wakacje praktycznie za nami. Pogoda, choć piękna niesie ze sobą już oddech jesieni, oby tej złotej polskiej.

Miło spędziliście wakacyjny czas? Czy osiągnęliście choć przez chwilę ten stan, za którym wszyscy tak gonią całe życie?

Szczęście?

Ja powiem tyle, że były to najlepsze wakacje w moim życiu. A wakacji już trochę przeżyłem:D

I choć spłukany jestem jak rząd Grecji (z tymże nie mam co liczyć na miliardy euro “pożyczki” na wieczne nieoddanie, ba nawet na złotówkę pożyczki!) jestem zadowolony i szczęśliwy.

Powodem, dla którego robię tutaj takie osobiste wycieczki jest jedno hasło, znalezione w “Kalendarzu powszechnym na rok 1822″ bodajże, (jak zwykle zapominam sprawdzić dokładniej!). Bez zbytniego ględzenia oto ono (to hasło znaczy się):

 

 

www.charliethelibrarian.wordpress.com

 

 

A Wy, który środek, drogę wybierzecie?

Wakacje jeszcze trwają, więc korzystajcie z nich w pełni:) Pozdrawiam serdecznie:)

 

Opublikowany w Praca, Wpisy | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 5 »

Wiesław Myśliwski “Kamień na kamieniu”

Posted by charliethelibrarian w dniu 28 Marzec 2011

Wiesław Myśliwski "Kamień na kamieniu"

Wiesław Myśliwski "Kamień na kamieniu"

Lektura tej książki w moim wykonaniu trwała długo. Ale nie dlatego, że książka jest nudna, zła czy słaba. Po prostu specyficzny styl narracji nie pozwalał mi się wciągnąć zupełnie. Czytając “Kamień…” czułem się tak jakbym rozmawiał z moim dziadkiem jednym lub drugim lub z babciami. Tematy, które znam z własnego doświadczenia dodatkowo sprawiały, że książka odbierana była przeze mnie jako do bólu prawdziwa.

Historia Szymona Pietruszki mogła wydarzyć się u mnie na wsi i jego żywot nie różniłby się niczym od innych żywotów z tej wioseczki. Powiedzieć, że “Kamień…” to książka o życiu jest czymś tak oczywistym jak stwierdzić, że w dzień jest jasno. Znajomych motywów, motywików było mnóstwo, gadulstwo Pietruszki sprawiało, że odnajdywałem co chwilę jakieś zagrzebane wspomnienia  z dzieciństwa. Jak zaczyna się książka – Szymon idzie na targ sprzedać krowę po to żeby mieć za co wybudować grób. Bo jak wiadomo, grób musi być. Co to za człowiek, który przed śmiercią grobu nie ma już przygotowanego. Niechluj z niego i zrzuca najcięższą robotę na innych. Dlatego też gdy dziadek był chory, to z wujkami budowaliśmy dla niego kwaterę na cmentarzu. Miastowi powiedzą, że jak tak można – dziadek przecież jeszcze żył. Ale jesień już była, jeszcze ładna pogoda, jednak nie wiadomo jak długo będzie trwał słoneczny wrzesień. A później kopać tak grób w deszczu, gdzie wieje zimno i plucha. To nawet nie chodzi o wygodę kopiącego ale o robotę dodatkową jaka by nas czekała. A tak to szybko wykopaliśmy grób, wujek murarz postawił wszystko elegancko jak trzeba. Dziadek koło ojca swego spoczął, znaczy się mojego pradziadka. I kiedy na Adama przyszedł czas – miał już mogiłę jak się patrzy. Nie trza było gorączkowo szukać kogoś kto  grób przygotuje. Pamiętam jak dziś, w ósmej klasie podstawówki byłem, sobota, październik marchewkę z babcią wykopywaliśmy kiedy sąsiad przyjechał i powiedział, że z dziadkiem źle i po księdza trzeba dzwonić. To dokończyliśmy tylko to cośmy mieli zaczęte, żeby porządek był i poszliśmy do domu. Sam byłem u babci wtedy bo jedna siostra na zawodach gimnastycznych była a druga nie pamiętam już gdzie się podziewała. Nic nie wygrała a jeszcze sobie nogę jakoś tak uszkodziła, że miesiąc w łóżku przeleżała. Śmiałem się później, że jak dziadek umierał to ją jeszcze popchnął za to, że marchewki nie zbiera tylko się po zawodach włóczy. Wracając do Szymona – żywot ciekawy chłop wiódł, i dużo przeżył a niezły był z niego hultaj. W partyzantce był, niejednego zabił a ze śmiercią kilka razy zatańczył tak, że ona sama się zakręciła i zamiast zabrać go do siebie zostawiała na tym łez padole. I kobiety lubił a i one go lubiły. Umiał chłop i wypić i zatańczyć a w miłości też był niczego sobie. Wiele dziewek chciałoby go za swego chłopa ale jemu ani w głowie żeniaczka. Niecierpliwy był na to za bardzo. Brały go czasem takie złości, że nie mógł się opanować i reagował jak wściekły byk. Nie myślał wtedy zupełnie – jak ja gdy rzuciłem się na gościa na zabawie we wsi. Burak będzie mi tu kozaczył i panienkę co to ją sobie upatrzyłem na wieczór zagadywał, a znał mnie i wiedział, że ja się koło niej kręcę. Skoczyłem do gościa, zdzieliłem w ryj i byłoby po wszystkim bo juchą się zalał i dalszej ochoty do walki nie wykazywał. Ale z koleżkami przyjechał i tamci doskoczyli do mnie. Dobrze, że na zabawie kuzyni moi byli to poradziliśmy sobie z hołotą i na kopach wyprosiliśmy ich z remizy. Mimo kilku uszkodzeń na moim ciele ja i dziewczynka wieczór możemy wpisać w poczet udanych. Pietruszka również z kościołem był na bakier, w gminie działał. Ślubów udzielał a robił to pięknie i zgrabnie lepiej nawet od samego księdza. Nie dziwota, że ludzie do niego garnęli i śluby w gminie brać zaczęli. Na koniec jako stary i schorowany człowiek poszedł jednak do księdza, bo przecież miejsce na grób trzeba mieć. Pietruszka szedł pełen obaw ale ksiądz przywitał go niemal po przyjacielsku i godne miejsce na pochówek za darmo oddał. Fakt ten wprawił Szymona w zdumienie. I trochę Pietruszka spokorniał ale tylko trochę.

Taka jest cała ta książka, wątki i opowieści przeplatają się, cofamy się w czasie i przeskakujemy naprzód. Dowiadujemy się mnóstwa rzeczy o świecie i człowieku. Piękne to i fascynujące. Polecam każdemu tę książkę. Można dzięki niej nabrać dystansu do nas samych i zrozumieć sporo.

Cóż mi piekło, księże proboszczu, jak byłem na ziemi.”

P. S. Przytoczone w tekście wspomnienia należą do Charliego :)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , | Komentarzy: 6 »

Winston Groom “Forrest Gump”

Posted by charliethelibrarian w dniu 6 Luty 2011

Winston Groom "Forrest Gump"

Winston Groom "Forrest Gump"

Po długich, jakże długich polowaniach na tę książeczkę udało mi się dorwać ją w swoje łapki. Określenie książeczkę pasuje idealnie bo nie jest to opasłe tomisko. I książeczka nie jest bynajmniej określeniem pejoratywnym – znaczy się w kontekście lekceważenia. “Forrest Gump” to mądra książka, nawet bardzo mądra. Ale mówiąc o książce nie obejdzie się bez porównań do filmu, który poznałem wcześniej niż książkę. Bez tych porównań się nie da. Moje ostrożne przypuszczenia są takie, że większość osób z mojego pokolenia nawet nie wie, że Zemeckis  nakręcił film na podstawie książki. Film pana Roberta na trwale wpisał się złotymi głoskami w historię kina, popkultury, wrył się w świadomość wielu ludzi. A sceny z tego filmu stały się kultowe. Film Zemeckisa jest świetny, ale książka jest zdecydowanie lepsza. Po pierwsze jest prawdziwsza. Zemeckis postać Forresta wyidealizował, wiem jak to brzmi ale w filmie Forrest nie robi nic złego. Wszystko przytrafia mu się nie z jego winy. Jego historia jest ckliwa i wzruszająca – co spodobało się wielu milionom ludzi. W książce Forrest jest idiotą ale również geniuszem. Jest typem, którego lekarze określają idiota savant. Nawet w książce pojawia się to określenie. W skrócie chodzi o to, że debil (to nie żadne negatywne określenia ale medyczny termin), który nie potrafi sobie zawiązać sznurówek i ma problemy z zapamiętaniem kilku zdań równocześnie zna i rozumie! fizykę kwantową, a szachy ma w małym paluszku. Taki jest właśnie Forrest. Kretyn nie potrafiący zapamiętać kilku zagrań w “futbola”, jednocześnie jest matematycznym geniuszem. Facet, który gdy ma przemawiać publicznie jedyne co umie powiedzieć to “CHCE MI SIE SIKU”, wygrywa międzynarodowy turniej szachowy. Oto cały Forrest, w filmie łagodny jak baranek, grzeczniutki, niewinny. W książce już taki nie jest. Cała historia z Jenny, która była taka romantyczna w filmie, w książce jest również romantyczna ale jest również bardziej hmm… życiowa. Forrest i Jenny nie byli żadną platoniczną miłością bo jak nam opowiada Forrest:  “wyprawialiśmy rzeczy o jakich nawet nie śniłem. Ale Jenny miała niesamowite pomysły! Pokazywała mi różne pozycje, co to bym sam na nie nigdy nie wpadł…”. Gdyby w filmie Zemeckis pokazał Forresta jak jara zielsko i pije wódę to raczej taki “normalny” to znaczy taki nie całkiem niewinny Forrest nie spodobałby się tak wielu ludziom (mam nadzieję, że ludzie, którzy nie palą zielska i nie piją wódy nie obrażą się, że uznałem te czynności za “normalne”). Po przeczytaniu książki znacznie bardziej wolę tego książkowego Forresta. Po pierwsze ma więcej przygód niż ten z filmu. Po drugie nie jest takim niewinnym cielęciem jak Tom Hanks i jak trzeba to potrafi przypierdolić komu trzeba, choć jego podejście do życia można określić jako “płyń z prądem”. Gump przyjmuje los i wszystkie wypadki ze stoickim spokojem, ale gdy trzeba potrafi zawalczyć o swoje. A wszystko to robi w prosty i nieskomplikowany sposób idioty. Forrest sam z siebie nie potrafi oszukiwać, robi to jedynie na życzenie innych osób co często wpędza go w kłopoty. Książka nie kończy się może klasycznym happy endem ale przesłanie jest proste – ważne jest by spojrzeć na swoje życie i tak jak Forrest powiedzieć “nie było nudne jak flaki z olejem”

Groom napisał książkę ironiczną i pouczającą. Postać Forresta pozwala spojrzeć na nas, tak zwanych “normalnych” ludzi z zupełnie innej perspektywy. Forrest to idiota i jako taki może sobie pozwolić na bardzo wiele w społeczeństwie. Ludzie przebaczają idiotom ich prawdomówność i szczerość biorąc je za przejaw debilizmu. Zresztą w książce jest kilka odniesień do literatury światowej i roli idioty czy też błazna w wielu dziełach literackich. A rolą tą jest właśnie obnażanie obłudy, hipokryzji czy też śmieszności ludzi. Jak wspomniałem na początku mądra bardzo mądra książka. Polecam, każdemu idealnie nadaje się na jakieś życiowe dołeczki czy też chwile zwątpienia. Postaram się kupić sobie egzemplarz coby książeczkę mieć pod ręką.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 8 »

Wszystkiego naj…

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Grudzień 2010

Święta to dobra tradycja mimo wszystko. Tak sobie myślę, kiedy już wszyscy się wykrzyczą, wydenerwują podczas przygotowań do świąt z reguły są już tak zmęczeni, że odpoczynek świąteczny to dla nich błogosławieństwo. Może coś w tym jest.

U nas w naszym pięknym kraju święta oprócz radości, bliskości z bliźnimi, ogólnej życzliwości dla ludzi i świata, pięknych ozdób cieszących oko, wszechobecnej miłości oraz słodyczy od których zbiera się na… jeszcze więcej miłości i słodyczy. Oprócz tego wszystkiego i wielu innych samych pozytywnych rzeczy jakie święta wnoszą w nasze życie, jest jeszcze coś – będę bardzo przyziemny ale chodzi o jedzenie! Co prawda Kazik śpiewał w jednej ze swoich piosenek “co z Bogiem może mieć wspólnego, że ludzie żrą jak świnie” ale wydaje mi się, że trochę przesadził. Najedzony człowiek zapada bowiem w stan błogiej nieświadomości, jest znacznie skłonniejszy do metafizycznych rozważań nad naturą Boga i wszechświata. Oczywiście musi być najedzony a nie przejedzony.

A więc ludzie czytający tego bloga – radości, pogodnych świąt oraz takich jakie sobie życzycie. Abyście spędzili je tak jak chcecie, a nie wbrew sobie – bo co to za radocha z przymusu. I wracając do jedzenia. UWAŻAJCIE! Bo możecie skończyć jak ten grubas ze skeczu Monthy Pythona:

P. S. Świat nie jest sprawiedliwy i nie wszyscy mogą spędzić święta tak jakby chcieli. Dlatego warto pomagać, nawet to głupie klikanie w Pajacyka coś daje. A podobnych stron w sieci jest mnóstwo. Więc jeśli ktoś chce troszeczkę sobie poklikać polecam dodatek do Firefoxa, którego sam używam: Pajacyk XPI. Dodatek każdego nowego dnia gdy odpalimy przeglądarkę, włącza nam linki, które podaliśmy w opcjach. Bardzo wygodne i nie trzeba pamiętać, samo nam przypomni. Drobny gest ale zawsze coś.

Jeśli ktoś używa na co dzień innej przeglądarki jestem pewien, że są podobne dodatki.

P. S. 2 Aha i podobno jak coś się robi w Wigilię to potem robi się to przez cały rok! A więc może będę dodawał wpisy również w przyszłym roku czego sobie i Czytelnikom życzę!

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Bo bez mp3 z myślami swemi sam zostaniesz…

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Kwiecień 2010

Naszła mnie tak refleksja. Jeżdżąc na rowerze, idąc gdzieś samemu zawsze mam ze sobą telefon z mp3. Nigdy nie słucham muzyki zbyt głośno, najczęściej jedną słuchawką, żeby mieć kontakt z rzeczywistością. Ale zawsze coś tam brzęczy. Wczoraj popsuły mnie się słuchawki i musiałem jechać bez muzyki. I wtedy człowiek zostaje sam na sam ze swoimi myślami. Toż to przerażające jest.  Z reguły nie są to myśli (przynajmniej w moim przypadku) pozytywne. Najczęściej dopadają mnie jakieś egzystencjalne pierdoły: w stylu co dalej z Twoim życiem, przydałaby się jakaś kobieta, ciekawe co teraz robi była narzeczona. Całe szczęście, że słuchawki nie psują się zbyt często :) Dzięki Ci o wynalazco odtwarzacza przenośnego.

BTW okazuje się, że wynalazcą walkmana nie jest firma Sony tylko jakiś niemiecki naukowiec:Andreas Pavel. Tak czy siak takie wynalazki zmieniają oblicze świata.
Na koniec przestrzegam przed zbyt głośnym i zagłuszającym słuchaniem mp3 bo to może grozić śmiercią lub groźnym wypadkiem wypadek w Dąbrowie to stary link ale nie chciało mnie się grzebać dalej.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , | 1 komentarz »

Ćwiartka…

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Październik 2009

Stało się – 25 lat temu 27 października roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego, gdzieś w powiatowym szpitalu na Mazowszu przyszedłem na świat. Był to dzień, w którym na świat (według Wikipedii) przyszła również Kelly Osbourne, jakiś chiński koszykarz oraz Michał Jurecki – piłkarz ręczny, natomiast na zawsze ze światem pożegnali się – no na pewno ktoś się pożegnał wikipedia jednak nie podaje żadnych znanych nazwisk. Był to rok, w którym na szczycie listy Billboardu królował ten kawałek:

Ciekawe czy ktoś to jeszcze pamięta.

Natomiast na szczycie radiowej listy Trójki ten:


Był to też rok, w którym nakręcili “Gliniarza z Beverly Hills” – jeden z moich ulubionych filmów.
Okładka z tygodnika “Przekrój” z 28 października wyglądała następująco:

Okładka tygodnika Przekrój z 28 października 1984 roku

Okładka tygodnika Przekrój z 28 października 1984 roku

Jak tylko coś mi przyjdzie do głowy to napiszę. A byłbym zapomniał jeden z moich ulubionych zespołów dał tego dnia koncert w Glasgow, oto link:

Steve Jobs zaprezentował APple MAcintsha (to było w styczniu 1984 ale chyba wciąż się liczy :)
Aha a UNESCO ogłosiło dzień 27 października Światowym Dniem Dziedzictwa Audiowizualnego, zapodając te filmiki z Youtube przyczyniam się do rozpowszechniania dziedzictwa Audiowizualnego :)
W 1984 roku Nena śpiewała również 99 Luftballoons :)
A światowa premiera “Terminatora” miała miejsce dzień wcześniej:


Hehe jak tak człowiek pogrzebie to naprawdę ciekawe rzeczy znajdzie :)
Powinienem pewnie teraz się zastanawiać, podsumowywać 25 lat swojego życia, ale naprawdę jakoś nie mam na to ochoty.
Za to wrzucę trailer “Gliniarza z Beverly Hills” :D

To na razie chyba tyle, wpis na pewno będzie edytowany.

 

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

A propo Testosteronu

Posted by charliethelibrarian w dniu 4 Maj 2009

Na dole w jednym z wpisów dałem fragment Testosteronu. Filmu, który mnie osobiście podoba się bardzo. Dwa czy trzy dni temu rozmawialiśmy ze znajomymi właśnie na temat tego wybitnego dzieła (wcale nie ironizuję), od razu można było zauważyć linię podziału: kobietom film się nie podobał, uważały go za nudny i bez sensu oraz baardzo tendencyjny. A faceci zupełnie odwrotnie – mówili, że to film pokazujący prawdziwe oblicze kobiet i że my mężczyźnie jesteśmy tylko pionkami w odwiecznej ewolucyjnej grze.
Uważam, że kobiety po prostu nie rozumieją całej atmosfery filmu – chodzi mi o to, że siedzi kilku gości przy wódce i gada o życiu, kiedy wyraziłem ten mój pogląd na forum koleżanka skwitowała to krótko:
- No to jeśli tak to wygląda – to strasznie nudni jesteście. Bo gadacie bez sensu.
Odpowiedziałem, że ona zwyczajnie tego nie zrozumie, bo owszem i może kiedyś piła z facetami i myśli, że wie jak to wygląda “od środka” ale tak naprawdę niczego nie wie. Bo jeśli w gronie facetów jest jakaś laska, to oni NIGDY nie będą zachowywać się tak jak w swojej bezpiecznej, męskiej kompanii.
Uff, ale się rozpisałem. Nadmienię jeszcze, że z kumplami oglądaliśmy ten film na KACA w akademiku – to było NASZE lekarstwo na tą ciężką przypadłość – i nie ma nic lepszego niż zimny browar, który sączony powoli pozwala zwalczyć zgubne skutki picia wódki oraz cudowne teksty z Testosteronu. Na przykład ten:

Jest ich oczywiście jeszcze pełno. Cały film to majstersztyk jeśli chodzi o teksty.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.