Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Posty oznaczone jako ‘Youtube’

The story of lonely bicycle wheel…

Posted by charliethelibrarian w dniu 5 Grudzień 2011

Rower to piękna maszyna. Rower to zbiór wielu, bardzo wielu części zarówno drobnych jak i większych gabarytowo. Te części i elementy muszą ze sobą idealnie współpracować, muszą być zawsze w najlepszym stanie i być gotowe na wszystko. Czasem jednak jakiś bibliotekarz, który myśli, że jest profesjonalnym mountain bikerem, rozwali ważny element w swoim ukochanym rowerku, bo zjeżdżał jak szalony z pagórków w podkrakowskich lasach. Ten sam bibliotekarz niczego się nie nauczył po swoim wypadku i wciąż kusi los. Jednak tym razem za jego lekkomyślność zapłaciła niewinna ośka. Opowiem Wam historię smutną, rzewną, czasem nawet przerażającą. Będą łzy wzruszenia i radości, będą przekleństwa w chwilach gwałtownego uniesienia, ale mogę Wam już teraz zdradzić, że skończy się happy endem.

Biedne kółeczko z uszkodzoną ośką rozpoczęło wędrówkę do warsztatu remontowego. Odczuwało ono bardzo boleśnie brak swojego ukochanego towarzysza. Samotnie tocząc swoje szprychy poszukiwało nasze KOŁO substytutów szczęścia. Na początku próbowało KOŁO samoistnie stanąć na swej oponie. Przez chwilę wydawało się, że sukces został osiągnięty. Stało! Czuło powietrze przepływające przez szprychy, było przez chwilę samo dla siebie i nie potrzebowało nikogo, żadnego wsparcia, żadnej litości i współczucia. W tej jednej chwili KOŁO było władcą wszechświata, było w samym jego centrum. Przez chwilę miało wrażenie, że dokonało przełomu w rozwoju i wytyczyło nową ścieżkę innym jemu podobnym.

KOŁO SAMO!

KOŁO SAMO!

 

Niestety KOŁO nie jest przystosowane ewolucyjnie do tego, by samoistnie stawiać czoła przeciwnościom losu. Zimny prysznic nastąpił bardzo szybko.Bolesna była to lekcja życia. Nasze KOŁO poobijało sobie szprychy i jeszcze bardziej złamało ośkę, już i tak zniszczoną przez wstrętnego Charliego, który skazał KOŁO na wędrówki po zamglonym i zasmogowanym Krakowie.

Lekcja życia

Lekcja życia

 

Poszukiwanie oparcia zmuszało KOŁO do desperackich prób przytulania się do zupełnie obcych słupków. Nadzieje kółeczka na chwilę odpoczynku przy pewnym słupku zostały brutalnie zmiażdżone. Słupek to był zwykły dupek i nie wyrażał chęci pomocy dla kółka.

Słupek - dupek

Słupek - dupek

 

Dalsza wędrówka zaowocowała próbą przypodobania się rowerowi, który istniał w rzeczywistości 2D. KOŁO jest jednak trzywymiarowe i zupełnie nie pasowało do roweru płaskiego jak modelki z Fashion TV.

2D i 3D

2D i 3D

 

Przez zupełny przypadek KOŁO trafiło do biblioteki. Tam przez chwilę znalazło wsparcie i zrozumienie ze strony zakurzonych tomów, mogło nawet przez chwilę zawisnąć w powietrzu. Niestety o kręceniu się nie mogło być mowy. I choć gorąco namawiane na pozostanie za regałami, KOŁO opuściło z żalem gmach biblioteki.

 

Library wheel

Library wheel

Jeszcze długo trwała bezustanna wędrówka KOŁA po Krakowie, który w te dni jawił się niczym z obrazów Wyspiańskiego i wierszy Boya. Młodopolska aura towarzyszyła wędrówce KOŁA, przypominając wciąż o marności tego świata i bólu istnienia. Mgła wymieszana z powietrzem czarnym od dymu z kamienicznych pieców oblepiała KOŁO zimną, lepką warstwą uświadamiając jak ważna i istotna do odczuwania szczęścia całego organizmu jest sprawność i doskonałe zdrowie wszystkich jego elementów. Na szczęście warsztaty krakowskie uporały się z tą okropną usterką i KOŁO w pełni sprawne mogło dołączyć do ukochanego rowerka. Powrót był pełen wzruszeń i choć rower starał się zachować jak na prawdziwego ROWERA przystało i był ciut grubiański to KOŁO zdawało sobie sprawę, że w głębi swej ramy ROWER drży ze wzruszenia.

Happy end

Happy end

 

Mówiłem, że będzie happy end:) Teraz tylko szukam grupy filmowców, którzy zgodzą się napisać scenariusz, zgodzą się nakręcić film za zupełną darmochę, po to by podbić cały świat historią o samotnym kole! Ole!

 

 

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 4 »

New generation…

Posted by charliethelibrarian w dniu 22 Październik 2011

Od czasu do czasu Charlie ma przemożną chęć i pragnienie, aby napisać coś mądrego. Tekst, który swą przenikliwością i ostrością spojrzenia na otaczający świat powali na kolana Czytelników. Nie mówię, że tym razem tak będzie. Jednak chciałem zwrócić Wam uwagę na pewne zjawisko.

Poruszę temat interesujący i na czasie. New generation. Nie chodzi mi o Pepsi Generation Next (swoją drogą pamiętacie te reklamy?) Chodzi o generację tak zwanych cyfrowych tubylców, czyli pokolenie urodzone i wychowywane w erze cyfrowych urządzeń, komputerów, komórek, Internetu. Termin ukuł dekadę temu Marc Prensky w swoim “Digital Natives, Digital Immigrants”. Od tamtej pory określenie cyfrowego tubylca i imigranta zrobiło zawrotną karierę. Zwłaszcza wśród ludzi zajmujących się edukacją, jej przyszłością oraz zmianami, które w edukacji zachodzą. Ale ja nie o tym, nie o tym.

Po Youtube krążą ostatnio filmiki z małymi dziećmi, które bawią się Ipadami, jak my kiedyś klockami. Filmiki te stały się podstawą do kolejnej fali dyskusji o pokoleniu cyfrowym. Na początek pokażę jeden z nich:

Co sądzicie o tym filmiku? Moim zdaniem ojciec trochę przesadził z tym kodowaniem OS (Operation System) dziecka. Ipad to po prostu błyszcząca, migająca, grająca zabawka. To chyba oczywiste, że jednoroczne dziecko będzie bardziej zainteresowane czymś co się rusza i reaguje na dotyk niż czymś statycznym. Wiele dziecięcych zabawek wydaje dźwięki, gdy coś się naciśnie. Ojciec jest trochę za bardzo podekscytowany i podjarany swoim odkryciem, że Jobs mu dziecko przeprogramował. Małe podrośnie, zacznie się orientować co jest co i czar kodowania pryśnie. Pozostanie jedynie oswojenie z cyfrowymi urządzaniami.

Z ręką na sercu przyznaję, że przeczytałem dziesiątki komentarzy pod tym filmikiem. Nie było to łatwe zadanie. Oddzielanie ziarna od plew to prawdziwa mordęga. Zaprawdę powiadam Wam, moderatorzy na forach internetowych mają ciężkie zadanie i powinni dostawać dodatki za pracę w ciężkich warunkach. Osiemdziesiąt procent komentarzy nie dotyczyła absolutnie tematu filmiku, czyli podejścia dziecka do gazety, jako zepsutego Ipada. Komentarze wykpiwały umiejętność nagrywania filmu (zamiast w normalnej pozycji film jest nakręcony pod złym kątem), inne wyśmiewały Jobsa i produkty firmy Apple. Jeszcze inne broniły tych produktów. Większość to pewnie zwykły trolling, jednak czytanie bolało. Zdarzały się nawet komentarze, że Ipady uchronią środowisko naturalne przed degradacją, bo czytanie książek i czasopism na tablecie oszczędza drzewa (!). Zaledwie kilka przeczytanych przeze mnie komentarzy poruszało problem oswojenia się dziecka z cyfrowym światem. Z tych kilku większość wyrażała podobną opinię do mojej. Kilka mocno beształa młodego ojca za nadmierną ekscytację i brakiem podstawowych informacji o wychowaniu dzieci. Moim zdaniem z tego filmiku wniosków o przeprogramowaniu OS dziecka nie można wyciągnąć.

Takie wnioski mogą pojawić się po obejrzeniu następnego filmu:

Tutaj mamy dwuletniego dzieciaczka, który “bawi” się swoim Ipadem. Tak przynajmniej w opisie podał autor filmiku. Nawiążę do komentarzy, których również przejrzałem mnóstwo. Zaczynam się poważnie obawiać o swoje zdrowie psychiczne. Ludzie są straszni, gdy myślą, że są anonimowi. A przecież w Googlach już prywatności nie ma! Komentarze poruszały w kolejności: powątpiewanie w wiek dziecka, które dopiero co skończyło 2 latka, wyśmiewanie się z imienia chłopczyka, które brzmi Bridger. Mamy jeszcze falę komentarzy od wielbicieli Apple i ich przeciwników. Na szczęście pojawiają się również głosy w miarę poważnej dyskusji. Jedni użytkownicy martwią się o dzieciaka, który nie wychodzi na zewnątrz, a rodzice powinni mu kupić kredki, bo dzieciak będzie nienormalny, gdyż za dużo czasu spędza przed tabletem, a nie na zewnątrz. Inni internauci walczą z tą opinią wskazując prosty fakt, że filmik ma zaledwie kilka minut, nie wiemy jak dziecko jest wychowywane i czy Ipad jest dla Bridgera całym życiem. I żeby przestali atakować ojca, jako nerda i freaka, bo kupił młodemu (bardziej sobie) Ipada. Czytanie komentarzy to droga przez mękę:)

Co ja o tym filmiku myślę? W przeciwieństwie do tego pierwszego mamy tutaj świadome korzystanie z urządzenia zwanego Ipadem. Użytkownik jest prawdopodobnie w wieku lat dwóch. I choć ma rzeczywiście dziwne imię śmiga po Ipadzie bardzo sprawnie i bez problemów. Potrafi uruchamiać aplikacje przeznaczone do kompletnie różnych rzeczy. Rysowanie, odtwarzanie filmów video, włączenie multimedialnej bajeczki. Co o tym myśleć? Parafrazując powiedzenie Starków z “Gry o tron” powiem tyle, “FUTURE IS COMING”. Nie jestem pediatrą, nie znam się na dzieciakach, ale wydaje mi się, że  takie rzeczy będą się działy i to jest naturalna konsekwencja dorastania w cyfrowym świcie. Kto wie z jakich urządzeń będzie korzystał Bridger, gdy będzie nastolatkiem. Ja w wieku 2 lat biegałem w tetrowych pieluchach, w kraju socjalistycznej szczęśliwości i bawiłem się, tym co było pod ręką. W wieku piętnastu lat biegałem (już nie w pieluchach) do kumpli na Internet z modemu:). I też pewnie moim rodzicom nie śniło się, że po pierwsze będę dorastał w wolnej Polsce, a po drugie, że będą mogli do mnie dzwonić z każdego miejsca naszego pięknego kraju. Kolejna uwaga – dzieci lepiej łapią wszelkie nowinki technologiczne niż dorośli. Ja sam pamiętam, że w domu mym rodzinnym, byłem jedyną osobą, która potrafiła obsługiwać magnetowid (programować kanały, programować nagrywanie, czy też ustawić zegarek:), dodam, że nauczyłem się tego bez żadnej instrukcji, bo była ona w języku germańskim. Bridger należy już do nowego, czy wspaniałego, świata, tego nie jestem w stanie określić.

Jako bibliotekarz mogę tylko stwierdzić, że trzeba wyjść z podniesionym czołem i stawić czoła przyszłości tak, jak Starkowie stawiają czoła zimie. (Nie żebym nawoływał do walki z przyszłością:) Uważam, że nie należy się jej bać, trzeba ją adaptować i przyswajać. Bo ja również należę do cyfrowych tubylców, ale czuję, że między mną, a Bridgerem rośnie przepaść, której nie chciałbym pogłębiać.

To tyle od mnie:)

P. S. Przebrnąwszy przez niezliczone komentarze znalazłem wpis o tak zwanym “United States Patent 6506148″. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale sam fakt, że istnieje metoda pozwalająca na manipulację ludzkim systemem nerwowym za pomocą zmiennego pola elektromagnetycznego z monitorów i TV brzmi strasznie. Patent dotyczy wyżej wspomnianej metody manipulacji obrazem video w taki sposób, by emitować określoną częstotliwość oddziałującą na nasz mózg!, Patent dotyczy również programu komputerowego i jego różnych wersji, który pozwala na ingerencję w system nerwowy osoby znajdującej się blisko monitora. Można go sobie zakupić i stosować. Badania potwierdziły, jakąś tam skuteczność! Nie jestem panikarzem, ale nie brzmi to zbyt przyjemnie.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 11 »

Perły z lamusa

Posted by charliethelibrarian w dniu 5 Wrzesień 2011

Pamiętacie ten program telewizyjny pana Zygmunta Kałużyńskiego? To dzięki niemu poznałem klasykę amerykańskiego i światowego kina. Dziś szalenie modne stają się wszelkiego rodzaju blogi, strony poświęcone starym filmom, reklamom, artykułom prasowym. Sam na swoim blogu często wrzucam jakieś materiały retro wyszperane z magazynu mojej biblioteki.

Obecnie dostęp do takich materiałów w wersji cyfrowej jest znacznie łatwiejszy i wygodniejszy. Działają biblioteki cyfrowe, które na potęgę digitalizują wiele cennych materiałów. Tutaj coś z naszego podwórka: Federacja Bibliotek Cyfrowych. O Google Books nawet nie będę wspominał.

Ale ja nie o tym, nie o tym. Jest taki portal www.openculture.com, i tam są przeróżne materiały dostępne za darmo. (W Polsce też jest kilka takich portali, z wrodzonego lenistwa nie będę ich wymieniał).

Wracając do “Pereł z lamusa”. Na openculture.com znalazłem listę czterystu dwudziestu filmów jakie można za darmo obejrzeć sobie w sieci.

Link do listy:  www.openculture.com/freemoviesonline.

Większość z nich to filmy z lat trzydziestych i czterdziestych, które można sobie zobaczyć na Youtube, Dailymotion, Internet Archive i tym podobnych. Inne są dostępne na stronach, gdzie trzeba ściągnąć jakiś programik, żeby sobie obejrzeć ten film.

Jedyną przeszkodą może być brak znajomości angielskiego oraz kiepskawa (do oglądania) jakość filmów.

Sprawdziłem, jest kilka filmów z gatunku sci-fi/horror – może na jakiś seans się skuszę.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Ray Bradbury “Kroniki marsjańskie”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Czerwiec 2011

Ray Bradbury "Kroniki marsjańskie"

Ray Bradbury "Kroniki marsjańskie"

Powrót do mojego ulubionego gatunku trwa. Tym razem będzie o klasyku nad klasykami po germańsku będzie to Klassiker der Klassiker (albo jakoś tak). Trochę historii bo tej książki raczej nie da się opisywać bez historycznego tła. Zacznijmy od tego, że została wydana w roku 1950! W tamtych czasach Mars mógł wydawać się planetą, która zostanie prędzej czy później odwiedzona przez rodzaj ludzki. Jak wiemy, Mars na razie został opanowany przez ziemskie łaziki, które dzielnie ślą zdjęcia z powierzchni Czerwonej Planety. Ale wtedy Bradbury napisał książkę, która okazała się ogromnym sukcesem i dziś jest właśnie takim “Klassikerem” science – fiction. Choć tak naprawdę z science – fiction. do którego przywykliśmy raczej niewiele ma wspólnego.A to dlatego, że nie ma tam za dużo naukowych dywagacji, opisów lotów kosmicznych, trudności z terraformowaniem nowej planety i tak dalej i tak dalej.

“Kroniki marsjańskie” to zbiór opowiadań, które opisują jak to ludzkość została przywitana przez Marsjan i jak im się odpłaciła. O naszej ignorancji, przeświadczeniu, że wszystko możemy robić na naszą modłę, a inne kultury czy nawet pozaziemskie cywilizacje mogą nas pocałować w dupę. Tak naprawdę “Kroniki…” mogłyby opisywać podbój Ameryki Południowej lub Północnej. Tam również lokalne cywilizacje zostały zniszczone przez żądnych konkwistadorów lub bogobojnych purytan. I żadnym usprawiedliwieniem nie jest fakt, że stało się to setki lat temu. Bradbury chciał w “Kronikach…” to właśnie przesłanie przekazać.

To książka, która mimo sześciu dych na karku broni się sama, bo jest uniwersalną opowieścią o naszej naturze, głupocie i charakterze gatunku. Niszczymy wszystko co nam nie pasuje, nawet jeśli robimy to przypadkiem to nie ma dla nas usprawiedliwienia. Nie potrafimy współżyć ze sobą na naszej planecie a co dopiero gdy spotykamy obcą kosmiczną rasę, która jest od nas starsza i mądrzejsza. Owszem zdarzają się w opowiadaniach pozytywni, dobrzy ludzie ale są oni właśnie wyjątkiem potwierdzającym regułę. Książka pisana tuż po wojnie, kreśliła również ponurą wizję samozagłady ludzkości. Niektóre rzeczy i podejście do podróży międzyplanetarnych i tak dalej po tylu latach tchną naiwnością ale naprawdę nie przeszkadza to zupełnie.

Dla mnie czytanie tej książki było przyjemnością, opowiadania różniące się znacząco długością stworzyły coś na kształt impresji narracyjnej. Pamiętam, że czytałem tę książkę w latach młodości ale wtedy nie podobała mi się tak bardzo. No cóż byłem wówczas pod silnym wrażeniem tak zwanej hard s-f, więc wybaczę temu mojemu ja sprzed lat kilkunastu. Polecam gorąco, nie tylko miłośnikom s-f, choć ci powinni tę pozycję znać :)

 

P. S. A teraz videło nagrane przez wielbicielkę Raya, w którym prosi go ona o… zresztą zobaczcie sami :)

 

 

Prawda, że pozytywny kawałek :) Oczywiście, mam na myśli przesłanie dotyczące czytania książek a nie hmm…

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Cat library

Posted by charliethelibrarian w dniu 4 Marzec 2011

Macie w domu kota? Macie również książki, które zajmują wam każdą możliwą przestrzeń i biedny kotek nie ma gdzie się podziać. Fundnijcie mu taką fajną półeczkę:

 

Ja kota nie posiadam ale gdybym miał mieć to zastanowiłbym się nad takim rozwiązaniem :)

 

P. S. Jeszcze o kotach, przeczytajcie sobie ten tekst:Kot w rurze. Suchar ale śmieszy wciąż.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Wszystkiego naj…

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Grudzień 2010

Święta to dobra tradycja mimo wszystko. Tak sobie myślę, kiedy już wszyscy się wykrzyczą, wydenerwują podczas przygotowań do świąt z reguły są już tak zmęczeni, że odpoczynek świąteczny to dla nich błogosławieństwo. Może coś w tym jest.

U nas w naszym pięknym kraju święta oprócz radości, bliskości z bliźnimi, ogólnej życzliwości dla ludzi i świata, pięknych ozdób cieszących oko, wszechobecnej miłości oraz słodyczy od których zbiera się na… jeszcze więcej miłości i słodyczy. Oprócz tego wszystkiego i wielu innych samych pozytywnych rzeczy jakie święta wnoszą w nasze życie, jest jeszcze coś – będę bardzo przyziemny ale chodzi o jedzenie! Co prawda Kazik śpiewał w jednej ze swoich piosenek “co z Bogiem może mieć wspólnego, że ludzie żrą jak świnie” ale wydaje mi się, że trochę przesadził. Najedzony człowiek zapada bowiem w stan błogiej nieświadomości, jest znacznie skłonniejszy do metafizycznych rozważań nad naturą Boga i wszechświata. Oczywiście musi być najedzony a nie przejedzony.

A więc ludzie czytający tego bloga – radości, pogodnych świąt oraz takich jakie sobie życzycie. Abyście spędzili je tak jak chcecie, a nie wbrew sobie – bo co to za radocha z przymusu. I wracając do jedzenia. UWAŻAJCIE! Bo możecie skończyć jak ten grubas ze skeczu Monthy Pythona:

P. S. Świat nie jest sprawiedliwy i nie wszyscy mogą spędzić święta tak jakby chcieli. Dlatego warto pomagać, nawet to głupie klikanie w Pajacyka coś daje. A podobnych stron w sieci jest mnóstwo. Więc jeśli ktoś chce troszeczkę sobie poklikać polecam dodatek do Firefoxa, którego sam używam: Pajacyk XPI. Dodatek każdego nowego dnia gdy odpalimy przeglądarkę, włącza nam linki, które podaliśmy w opcjach. Bardzo wygodne i nie trzeba pamiętać, samo nam przypomni. Drobny gest ale zawsze coś.

Jeśli ktoś używa na co dzień innej przeglądarki jestem pewien, że są podobne dodatki.

P. S. 2 Aha i podobno jak coś się robi w Wigilię to potem robi się to przez cały rok! A więc może będę dodawał wpisy również w przyszłym roku czego sobie i Czytelnikom życzę!

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

WUWZELE są k…a wszędzie!

Posted by charliethelibrarian w dniu 26 Czerwiec 2010

Nie wiem czy ktoś już o tym pisał (pewnie tak), ale ja dopiero teraz zobaczyłem opcje na youtubie taką, że można sobie kliknąć na piłeczkę przy oglądanym filmiku i co? i mamy dźwięk tych zjebanych trąbek. No to już jest k…a lekka przesada. Mam nadzieję, że te trombki to raczej nie zostaną zaadaptowane u nas bo co to za przyjemność oglądać mecz przy JEDNOSTAJNYM buczeniu jakiś afrykańskich wynalazków. Może u nich w Afryce to taki zwyczaj ale ja mieszkam, żyję, pracuję we Europie i nie podobaja mi się te trąbki.

Zresztą o tych mistrzostwach to można pisać i pisać.

Dla przykładu umieszczę filmik właśnie z taką piłeczką do kliknięcia:

Aha WAŻNE – dopiero teraz zobaczyłem, że opcja jest dostępna tylko na serwisie. W moim linku nie działa, więc proszę sobie po prostu kliknąć filmik i automatycznie zostaniemy przeniesieni na Youtubie gdzie piłeczkę już widać. I można sobie spokojnie oglądać przy przecudownym dźwięku narodowego instrumentu RPA.

Zresztą filmik sam w sobie zabawny, ale ta opcja, funkcjonalność czy jak to tam nazwać to puszczanie oczka do userów Youtube. Po prostu mnie to rozwaliło :)

I jeszcze zdjęcie paska żeby nie było, że sobie coś wymyśliłem:

P. S. Wszelkie błędy stylistyczne som zamierzone (żeby nie było, że nie potrafię po polskiemu pisać). Po prostu stwierdziłem, że uatrakcyjni to moją wypowiedź :) W pewien przewrotny sposób.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Ćwiartka…

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Październik 2009

Stało się – 25 lat temu 27 października roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego, gdzieś w powiatowym szpitalu na Mazowszu przyszedłem na świat. Był to dzień, w którym na świat (według Wikipedii) przyszła również Kelly Osbourne, jakiś chiński koszykarz oraz Michał Jurecki – piłkarz ręczny, natomiast na zawsze ze światem pożegnali się – no na pewno ktoś się pożegnał wikipedia jednak nie podaje żadnych znanych nazwisk. Był to rok, w którym na szczycie listy Billboardu królował ten kawałek:

Ciekawe czy ktoś to jeszcze pamięta.

Natomiast na szczycie radiowej listy Trójki ten:


Był to też rok, w którym nakręcili “Gliniarza z Beverly Hills” – jeden z moich ulubionych filmów.
Okładka z tygodnika “Przekrój” z 28 października wyglądała następująco:

Okładka tygodnika Przekrój z 28 października 1984 roku

Okładka tygodnika Przekrój z 28 października 1984 roku

Jak tylko coś mi przyjdzie do głowy to napiszę. A byłbym zapomniał jeden z moich ulubionych zespołów dał tego dnia koncert w Glasgow, oto link:

Steve Jobs zaprezentował APple MAcintsha (to było w styczniu 1984 ale chyba wciąż się liczy :)
Aha a UNESCO ogłosiło dzień 27 października Światowym Dniem Dziedzictwa Audiowizualnego, zapodając te filmiki z Youtube przyczyniam się do rozpowszechniania dziedzictwa Audiowizualnego :)
W 1984 roku Nena śpiewała również 99 Luftballoons :)
A światowa premiera “Terminatora” miała miejsce dzień wcześniej:


Hehe jak tak człowiek pogrzebie to naprawdę ciekawe rzeczy znajdzie :)
Powinienem pewnie teraz się zastanawiać, podsumowywać 25 lat swojego życia, ale naprawdę jakoś nie mam na to ochoty.
Za to wrzucę trailer “Gliniarza z Beverly Hills” :D

To na razie chyba tyle, wpis na pewno będzie edytowany.

 

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.