Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Posty oznaczone jako ‘stanisław lem’

Stanisław Lem “Szpital przemienienia”

Posted by charliethelibrarian w dniu 10 Grudzień 2011

Stanisław Lem "Szpital..."

Stanisław Lem "Szpital..."

Coraz bardziej wsiąkam i zanurzam się w Lemie. Skończyłem właśnie jego pierwszą książkę napisaną ponad sześćdziesiąt lat temu. U Lema nie ma znaczenia jak dużo wody w Wiśle upłynęło, jego proza wciąż się podoba, wciąż intryguje i zmusza do zastanowienia się nad naszym życiem, krajem, światem, losem. „Szpital…” to historia młodego lekarza, który zostaje zatrudniony w sanatorium dla psychicznie chorych, gdzieś na świętokrzyskim zadupiu. Niby nic takiego, ot młody pan doktór i jego pierwsza posada. Jednak Stefan Trzyniecki rozpoczyna pracę w kraju, przez który właśnie przeszła zawierucha wojenna. I w tym kraju, który utracił niepodległość i uległ niemieckiemu okupantowi istnieje szpital dla wariatów, który zdaje się być punktem zawieszonym w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Owszem plotki o łapankach i wywózkach dochodzą do pracowników. Traktowane są jednak jako przerażające i odległe echa innego świata. Znacznie bardziej dają się we znaki trudności z zaopatrzeniem szpitala w leki i jedzenie. Poza tymi ograniczeniami życie w sanatorium płynie „normalnym” i „zwyczajnym” trybem. O ile można użyć takich słów w przypadku domu wariatów. Stefan jest bystrym obserwatorem i wraz z nim poznajemy zarówno personel szpitala, który stanowi dość szerokie spektrum różnorakich osobowości, od doktora Kautersa, który trzyma książki oprawione w skórę z wewnętrznej strony kobiecych ud, po doktora Marglewskiego, usilnie starającego się wykazać, że geniusze to w istocie szaleńcy. Pacjentów tego ośrodka również poznajemy dzięki Stefanowi. Różni wśród nich są wariaci. Czy też bardziej poprawnie psychicznie chorzy. I tak mijają nam dni. Wraz ze Stefanem dyskutujemy z poetą Sekułowskim na temat życia, człowieczeństwa, wiary, sztuki. Wszystko toczy się zwyczajnie, aż do wstrząsającego i makabrycznego końca. Końca, który zafundowali obłąkanym Niemcy. Lem oddał mistrzowsko atmosferą ostatniej nocy przed przyjazdem plutonu egzekucyjnego. Chaos, panikę, Armagedon w szpitalnych salach. Rozpaczliwe próby ratowania bardziej „zdrowych”. Bezsilność w obliczu śmierci, przerażenie i strach przed agonią. Tchórzostwo i bohaterstwo okazane przed oprawcami. Ostatnie kilkanaście stron powieści to istne pandemonium.

Lem okazał się dla mnie świetnym pisarzem realistycznym. Scena operacji na otwartym mózgu została oddana tak wiernie i plastycznie, że dosłownie stanęła mi przed oczami. Dodatkowo piękny i interesujący styl pisania.

„Potem w biel przesączyło się nieco złota; nastąpił niepokój, potworzyły się perłowe wiry, aż tuman chmur rozciągnął się po horyzont, ścieńczał, opadł, a z pękających chmur łysnął dzień, lśniący jak nagi owoc kasztanu”.

Piękne czyż nie? Było takich opisów świata znacznie więcej.

Nie sposób mówić o tej książce i nie wspomnieć faktu, że Lem napisał ją w 1948. Było to tuż przed ogłoszeniem socrealizmu głównym i jedynie słusznym prądem artystycznym. Lem opowiadał później, że został zmuszony do napisania dalszych części, które nie będą tak kontrrewolucyjne i będą zawierać więcej elementów słusznej walki klas. I tak „Szpital przemienienia” stał się pierwszym tomem trylogii „Czas nieutracony”. Lem stanowczo odciął się później od dwóch tomów i zabronił ich wydawać. Ja mam wydanie z 1955 gdzie jest trylogia. Przeczytam sobie z czystej ciekawości, co też mistrz i jego krytycy tam nawypisywali. Bo „Szpital przemienienia” uznany został za książkę zbyt wywrotową i godzącą w socjalizm. Nic dziwnego, skoro Lem pisze (wkładając słowa w usta Sekułowskiego): „[…] a jeżeli chodzi o teorie rewolucyjne, nędzarze nie mają czasu na takie rzeczy. Tym się zawsze zajmowali renegaci pasibrzuchów. Ludziom jest zresztą zawsze źle.” Jak można tak pisać w czasach, gdy rewolucja socjalistyczna buduje Nową Polskę. Zresztą książkę Lemowi wydali dopiero po siedmiu latach.

Zamierzam również przypomnieć sobie film Edwarda Żebrowskiego „Szpital przemienienia”. Pamiętam go jak przez mgłę.

„Szpital przemienienia” to książka napisana z klasą. Kto zna późniejsze książki Lema, nie będzie w żaden sposób zawiedziony czy rozczarowany. Jest książką inną od późniejszych, ale widać w niej światły i niezwykły umysł pana Stanisława. Polecam gorąco.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 10 »

Stanisław Lem “Katar”

Posted by charliethelibrarian w dniu 21 Listopad 2011

Stanisław Lem "Katar"

Stanisław Lem "Katar"

Ech, nie zostałem posiadaczem Kindla:( Gratuluję zwyciężczyni Claudette :) A ja zostaję póki co w świecie “analogowych” książek.

Katar moi drodzy, to zmora ludzkości na którą nie wynaleziono jeszcze lekarstwa. Jedynie Goździkowa może coś na ten temat wiedzieć, ale ona siedzi w bólach głowy i raczej nie prędko podeśle nam rozwiązanie. Lem w swojej książce również nie dał ludzkości szans na wyleczenie się z kataru. Gorzej! Sprawił, że katar sienny może być przyczyną zgonów! A jeśli dodatkowo jesteś bogatym, samotnym turystą po pięćdziesiątce z USA, przebywającym na kuracji w kąpieliskach siarkowych we Włoszech to masz przechlapane. Katar sienny okazuje się jedną z cech wyróżniających ofiary tajemniczych śmierci, które poprzedzone są nagłymi napadami szaleństwa. I ów wyżej wspomniany katar (niech będzie na wieki przeklęty on i potomstwo jego!) może powodować śmierć, ale nie musi. Zmiennych jest bowiem tyle, że prywatny detektyw będący kiedyś astronautą musi się zwracać o pomoc do francuskich naukowców z ich specjalnym superkomputerem. Komputer może się przyda, może się nie przyda. Ale przygoda astronauty jest jak najbardziej ciekawa, interesująca i wciągająca.

Przeczytany przez mnie, kolejny kryminał Lema. Kryminał, który choć ociera się o science-fiction raczej typowym science nie jest. Mamy co prawda podróż na Marsa, ale tylko jako tło. Mamy bliżej nieokreśloną sytuację polityczną panującą na świecie i w Europie podczas śledztwa, ale również można ją uznać za mało ważną. Ważne w tej powieści jest prawdopodobieństwo, dedukcja i intuicja. Ważna jest trafna analiza świata i obnażenie roli “przypadku”, który w końcowym rozrachunku przypadkiem nie jest. Lem w sposób bardzo inteligentny potrafi prowadzić z czytelnikiem grę co rusz podsuwając mu pod nos nieprawdopodobne scenariusze wydarzeń. Tak nieprawdopodobne, że aż prawdziwe. Czy za dziwnymi i trudno wytłumaczalnymi zgonami amerykanów stoją terroryści? Czy też w grę wchodzi obca cywilizacja, której ludzkość nigdy nie pozna i nigdy nie zrozumie, gdyż liczba możliwych cywilizacji zupełnie różnych od nas jest ogromna. Pan Stanisław po raz kolejny miło mnie zaskoczył robiąc ze “zwykłego” kryminału bardzo interesującą i zajmującą książkę. Zagadka kryminalna jest tutaj ważna nie przeczę. Jednak jakoś nie było mi spieszno do poznania jej rozwiązania.

Lem pisał “Katar” w połowie lat siedemdziesiątych. Amerykanie podbijali wtedy kosmos, po Księżycu misja na Marsa wydawała się oczywistą oczywistością. Sytuacja polityczna świata była niespokojna, we Włoszech działały lewackie grupy terrorystyczne (Lem uczynił zamach terrorystyczny jednym z wątków w swej książce). Czytając “Katar” po raz kolejny mogłem ujrzeć talent pisarza do jak najbardziej trafnej oceny rzeczywistości, mechanizmów rządzących ludźmi i cywilizacją.

Polecam gorąco:)

 

P. S. Znajdziecie nawet kilka smaczków językowych sprzed trzydziestu sześciu lat:) (Tusz – kto bierze tusz?)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 5 »

Stanisław Lem “Śledztwo”

Posted by charliethelibrarian w dniu 12 Sierpień 2011

Stanisław Lem "Śledztwo"

Stanisław Lem "Śledztwo"

Po pierwsze sorki za jakość zdjęcia, ale miałem egzemplarz z roku 1969, a wtedy jakoś do robienia wystrzałowych okładek się nie przykładali.

Charlie opowie Wam dzisiaj o kryminale napisanym przez polskiego największego pisarza fantastycznonaukowego. A więc rozsiądźcie się wygodnie, podkręćcie gaz, walnijcie browara, sztachnijcie się szlugiem czy jointem. Co tam Wam pomaga się rozluźnić i przygotować na najgorsze. Bo to nie będzie interesujący wpis. Nie będzie żadnych zachwytów i ukłonów przed arcymistrzem literatury. Nie będzie polecania i zachłystywania się pięknem prozy Lema. Charlie pojedzie po całości i powie, że “Śledztwo” nie przypadło mu do gustu. Owszem dostrzegł kilka jasnych punktów, jednak było ich stanowczo za mało. Charlie powie wręcz, że “Śledztwo” jest książką niewiele lepszą od przeciętnych.

Co jest przyczyną tego skowytu rozżalenia? Dlaczego Charlie tak narzeka? Być może to moja wrodzona niechęć do kryminałów. Nieszczególnie przepadam za tego typu książkami. Owszem przeczytałem w swoim życiu kilka, a pewnie i więcej książek kryminalnych, alem nie zapałał do nich uczuciem gorącym. Można powiedzieć, że mój stosunek do powieści, w których jest detektyw i jest zagadka, i jest rozwiązanie (albo go nie ma), ma wiele wspólnego ze stosunkiem młodzieży do lektur szkolnych. Owszem niektóre można i zrozumieć, a nawet przeczytać, ale po co (oczywiście generalizuję i jadę ze stereotypem)? Przecież jest tyle ciekawszych rzeczy do roboty. Tak się przedstawia znajomość moja, książek z gatunku powieści kryminalnych.

Wracając do Lema i jego powieści, jest intrygująca zagadka: otóż w kostnicach pod Londynem w tajemniczych okolicznościach znikają zwłoki. Wygląda to tak, jakby nieboszczykom się odwidziało i stwierdzili, że zamiast grzecznie gnić pod ziemią, wolą sobie jeszcze po niej pospacerować. Solidny brytyjski Scotland Yard zabiera się do pracy. A osławiona angielska policja, która nigdy nie traci zimnej krwi i zawsze reaguje błyskawicznie (potwierdzą to mieszkańcy Londynu w ostatnich dniach) pomaga mu z całych sił. Inspektor Gregory, dostaje tę sprawę, chociaż jego szef otwarcie mu mówi, że raczej nie ma o nim zbyt dobrego zdania. Gregory zabiera się do pracy, bada wszystkie wątki, bla bla bla, znikają kolejne zwłoki, bla bla bla, zima albo wiosna, bla bla bla, chyba szalony naukowiec, bla bla bla, ranny policjant, bla bla bla, martwy kot, bla, bla bla, nocne stukanie w pokoju, bla bla bla, ufoludki, bla bla bla, zmartwychwstania, bla bla bla, niezbyt szalony naukowiec – taki ekscentryk bardziej, bla bla bla, KONIEC. Mógłbym tak dłużej, ale po co, ani to zabawne, ani bardzo mądre w moim wykonaniu. Po prostu tak wyglądało moje czytanie “Śledztwa”. Dłużyło mi się strasznie, takie przegadane, na dodatek w większości o totalnie mało interesujących rzeczach. I zakończenie też nie spełniło mych oczekiwań. Mogło się wydawać dosyć ekstrawaganckie, ale zupełnie zbędne. Lem mógł to skończyć, w lepszym stylu. Nie czytałem “Śledztwa” za jednym zamachem, raczej tak po kawałku i może to był mój błąd. Takie są moje wrażenia. I głupio mi tak pisać o książce WIELKIEGO pisarza, ale tak już mam.

O pozytywnych stronach książki. Oczywiście rzuca się tutaj w oczy przenikliwość i dalekowzroczność pisarza. Opisuje on schemat wojny atomowej, jak będzie wyglądała zagłada i dlaczego mózgi elektronowe będą rządzić ludźmi. Jest jeszcze kilka smaczków science-fiction, ale nie będę ich tu przytaczał zostawię to ciekawskim. Kilka uwag dotyczących kondycji ludzkości, kilka filozoficznych przemyśleń na temat kondycji wszechświata. Z pozytywnych to chyba wszystko.

Podsumowując: “Śledztwo” nie jest książką, którą bym polecił każdemu. Jest powieścią przeznaczoną dla jego wielbicieli, których powinna w stu procentach zadowolić. Mnie średnio, bardzo średnio się podobała.

P. S.  I taka ciekawostka, książka została napisana pod koniec lat pięćdziesiątych. W książce bohater dużo podróżuje autem. Lem pisze w niejo placyku postojowym, miejscach do postoju. Lem pisze: zostawił auto na placyku, zatrzymał samochód. Rzuciło mi się od razu, że ani razu nie padło słowo parking. A przecież akcja dzieje się w Londynie! Ciekawe, kiedy słówko parking na dobre zadomowiło się w polszczyźnie.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 5 »

Stanisław Lem “Dzienniki gwiazdowe”

Posted by charliethelibrarian w dniu 9 Luty 2011

Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe"

Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe"

No to teraz moi drodzy książkonauci, będzie o absolutnym klasyku literatury fantastyczno naukowej. Wybitnej książce naszego pisarza. “Dzienniki gwiazdowe” to zbiór opowiadań, w których poznajemy astronautę Ijona Tichego.

Astronauta ów to człek niezwykle ciekawski i wciąż nosi go przemożna chęć poznawania coraz to nowych planet i ich mieszkańców. I tak sobie podróżuje ten nasz astronauta od galaktyki do galaktyki, od małych systemów planetarnych po ogromne skupiska setek milionów planet. Podróżuje w swej zielonej rakiecie, z której odłazi lakier a mózg elektronowy opowiada mu dowcipy z brodą. Każda jego wizyta to opis świata obcych. Poznawanie zupełnie dziwacznych kultur ale w jakiś niewytłumaczalny sposób strasznie podobnych do naszej kochanej Ziemi. Na przykład na jednej planecie Pincie bodajże, Ijon opisuje zadziwiający system rządów, w którym mieszkańcy pragną zostać rybami i non stop żyją w wodzie. Bulgocząc wciąż jak to dobre jest życie ryby wesoło zanurzają się powolutku pod wodę. Oficjalne organy wciąż powtarzają, że niedługo wszyscy mieszkańcy dostąpią tego zaszczytu i będą oddychać skrzelami. Ale póki co niech zacisną zęby bo planeta i nią rządzący przeżywają chwilowe trudności oraz występują chwilowe braki. Ci którzy pragną bulgotać trochę inaczej niż wszyscy albo nie daj wielka rybo! mówią, że ludzie w ogóle nie powinni żyć w wodzie mają nomen omen przechlapane. Owi osobnicy są usuwani do karnych brygad gdzie wykonują rybie posągi. Piękna ta podróż,  w której Lem świetnie wypunktował pewien system społeczny socjalizmem zwany. Gdzie indziej nasz dzielny kosmiczny wędrowiec spotyka zakonnika, który żali się, że misja chrystianizacyjna wśród obcych idzie opornie, wręcz bardzo opornie. Kiedy zaciekawiony nasz podróżnik pyta się tego bogobojnego męża dlaczego. Ten opisuje mu, że wszyscy ci obcy zbyt dosłownie biorą nauki Kościoła. Jedni wysłuchawszy kazań zakonnika o tym jak to męki cielesne natychmiast otwierają drogę do raju, chcąc zapewnić owo miejsce swemu ulubionemu kaznodziei robią mu z dupy jesień średniowiecza (kolokwialnie rzecz ujmując).Co nie spotyka się ze zrozumieniem Kościoła. Inni z kolei masowo wstępują do zakonów i zaprzestają się rozmnażać albowiem Kościół powtarza, że spółkowanie grzechem jest i tylko czystość cielesna może otworzyć bramy niebios. W skutek tych masowych wstąpień do klasztorów całej rasie grozi wyginięcie. Zakonnik najbardziej jednak obawia się naukowców, ludzi rozumu, racjonalistów. To oni stanowią prawdziwe zło nauczając prawd naukowych i wyjaśniając wszelkie zjawiska, które do tej pory przypisywane były Wszechmocnemu.

Wszystkie podróże Ijona czegoś nas nauczą, coś nam opowiedzą o nas samych i naszej planecie. W dodatku na kartach książki tryskają fontanny humoru, abstrakcyjne skojarzenia wyglądają zza każdej planetoidy a lekkość pióra Lema sprawia, że klasyk ten czytałem z przyjemnością. Pod płaszczykiem fantastycznych planet i ras Lem celnie punktuje naszą ludzką psychikę i nasze zachowania. Sparafrazuję Gombrowicza i napiszę: “Lem wielkim astronautą był! I zachwyca, wciąż zachwyca”.

Jako ciekawostkę dodam, że przez lata powstały różne zbiory opowiadań Lema o tytule “Dzienniki gwiazdowe”. Ja posiadam książkę z roku 1958. A więc prawdziwego staruszka. I w tym zbiorze jest jedna podróż Ijona Tichego, której podobnież Lem zakazał publikować później. Jest to podróż dwudziesta szósta. Ijon ląduje w niej na dziwnej planecie nazywającej się Merka. Owa Merka jest zagrożona przez inny kraj tak zwaną Raszę i Czajnę. Ijon trafia na dziwne ćwiczenia, podczas których symulowany jest atak przy użyciu tajemniczej broni jaką jest ejbom. Bardzo zgrabne opowiadanko będące satyrą na Amerykę lat pięćdziesiątych, która tak naprawdę również nie była takim sympatycznym krajem podówczas. Opowiadanie jest również przykładem niezłej propagandy komunistycznej :D Nic więc dziwnego, że Lem troszku się go wstydził i traktował jako takie trochę niechciane dzieciątko co to zdarzyło mu się przypadkiem.

“Dzienniki gwiazdowe” mimo tylu lat i tak wielu późniejszych książek z gatunku literatury fantastycznej wciąż wychodzą obronną ręką i można spokojnie je polecać następnym pokoleniom, które być może sięgną gwiazd tak jak Ijon Tichy.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz »

Tomasz Lem “Awantury na tle powszechnego ciążenia”

Posted by charliethelibrarian w dniu 22 Wrzesień 2010

Tomasz Lem "Awantury na tle powszechnego ciążenia"

Tomasz Lem "Awantury na tle powszechnego ciążenia"

Stanisław Lem – człowiek monument, człowiek legenda. Jego żywot mógłby spokojnie zostać rozdzielony pomiędzy kilku zwykłych śmiertelników a i tak wiedliby oni życie ciekawe i niebanalne. Krótko mówiąc Lem był mega mózgiem i geniuszem. Ale poza tym był także człowiekiem. Takim co to je, pije i tak dalej i tak dalej. Założył nasz pisarz rodzinę z ukochaną swoją kobietą. Efektem miłości był syn Tomasz. I ów syn Tomasz dorastając sobie u boku geniusza miał niepowtarzalną okazję patrzeć na Lema – człowieka. Z jego przywarami, wadami ale również zaletami. Tomasz L. został tłumaczem, para się zresztą tym zajęciem do dzisiaj. Zdarzyło się mu jednak popełnić książkę pełną wspomnień o swoim ojcu. I muszę przyznać, że kapkę, tfu nawet nie kapkę ale całkiem spory garnek talentu po ojcu odziedziczył. Książkę czyta się jednym tchem, jest pełna świetnych, zabawnych anegdot dotyczących życia Lemów i samego Lema, który choć geniuszem był, to miewał swoje słabostki. Zdarzały mu się bardzo ludzkie pomyłki i błędy. A to zapomniał sobie ręcznego zaciągnąć i samochód mu się staczał do garażu a to przez swoją bezpośredniość uświadamiał gościom, że w świetle trudności jakie przeżywa socjalistyczna gospodarka zmuszeni są spożywać wątróbki przeznaczone dla psów.

Panu Tomaszowi udało się napisać książkę ciepłą, humorystyczną, z przymrużeniem oka, nie popadł w nadmierną egzaltację na temat jakiego to miał wielkiego ojca. A co często zdarza się potomkom wielkich ludzi. Wszystko opisane jest z dystansem. Książka jest bardzo pogodna. Polecam każdemu, nie trzeba być fanem twórczości Stanisława Lema by książkę jego syna przeczytać z czystą przyjemnością. Lektura pozostawiająca w duszy ciepły odcisk swych kartek.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , | 1 komentarz »

Stanisław Lem “Ciemność i pleśń”

Posted by charliethelibrarian w dniu 14 Grudzień 2009

Stanisław Lem "Ciemność i pleśń"“Ciemność i pleśń” to zbiór sześciu opowiadań Lema. Dwa znałem wcześniej bo głównym bohaterem tych opowiadań był Pirx. Ogólnie Lema głównie kojarzę właśnie dzięki Pirxowi oraz dzięki książce “Bajki robotów”. Coś tam innego również czytałem, ale rozwiało się to w mrokach niepamięci.

Ogólnie wrażenia po lekturze są bardzo pozytywne. Czytało się bardzo zgrabnie, lektura wciągnęła. Niektóre zagadnienia tchnęły trochę stęchlizną ale pomysły naprawdę jak to u Lema genialne. Jedno z opowiadań zatytułowane “Sto trzydzieści siedem sekund” opisuje sieć teleinformatyczną, taką jaką wyobrażał sobie Lem. Powiem krótko – założenia podobne ale wnioski inne. Tytuł opowiadania dotyczy liczby 137, jest ona jakąś istotną liczbą w matematyce czy tam astrofizyce, zajmował się nią niejaki Eddington tu trochę więcej o tej liczbie Eddington number, dla mnie to czarna magia. Mam również skojarzenia z serialem “Flash forward” gdzie cała ludzkość odpłynęła właśnie na 137 sekund, i każdy widział swoją przyszłość za 6 miesięcy. Tylko że tam to tłumaczyli jakąś kabałą czy cuś. Nie zdziwiłbym się, że mogą coś powiedzieć w serialu o tej liczbie Eddingtona.

Natomiast tytułowa “Ciemność i pleśń” to opowiadanie przesycone czarnym humorem i ironią. W sposób dosyć zabawny i nieoczekiwany wieszczące zagładę.

Ogólnie pozytywna lekturka, miło spędzony czas. Polecam:)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.