Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Posty oznaczone jako ‘science – fiction’

Maja Lidia Kossakowska “Grillbar Galaktyka”

Posted by charliethelibrarian w dniu 11 Grudzień 2011

Maja Lidia Kossakowska "Grillbar Galaktyka"

Maja Lidia Kossakowska "Grillbar Galaktyka"

Po Lemie, który jest daniem doskonałym aczkolwiek może być postrzegany jako potrawa wyrafinowana oraz wyłącznie dla prawdziwych smakoszy. Czas na coś znacznie bardziej lekkostrawnego i ociekającego sosem galaktycznym. Kossakowska i jej najnowsza książka. Długo kazała czekać na siebie autorka świetnego cyklu o zdemoralizowanych aniołach.

O czymże jest “Grillbar Galaktyka”? Otóż jest o wszystkim! Mamy w nim całą galacticę z jej ogromem, różnorodnością ras, gatunków, planet, zwyczajów, tradycji, technologii i kuchni! Bo przecież każda rasa musi jeść, oprócz Żywych Kryształów z układu Gemmy, które nie jedzą. Są one jednak wyjątkiem i poza nimi wszyscy jedzą wszystko i wszystkich. Hermoso Madrid Iven to szef kuchni w znanej restauracji, który zarządza zespołem prawdziwych wariatów i świrów. Wspólnie przyrządzają jedne z najlepszych dań w Galaktyce. Hermoso zadowolony z życia w miarę jest, kaskę zarabia niezłą, przygody w pracy są, robi to co lubi i nikt mu w gary nie zagląda… Do czasu. Kontrole z Ministerstwa Zdrowego Żywienia z Unii Międzygalaktycznej; pasożyty, które zadziwiająco przypominają ósmego pasażera Nostromo; miłosne rozterki – to wszystko zaczyna go trochę przygniatać. Te problemy to jednak nic wielkiego w porównaniu z oskarżeniem o morderstwo ważnego członka mafii. Hermoso musi brać nogi za pas i wiać na dugi koniec galaktyki. Zaczyna się jego odyseja, tuła się biedaczek od knajpy do knajpy. Nigdzie jednak nie zazna spokoju, bo wciąż mu deptają po piętach nasłani przez mafię cyngle. Pakuje się w jedną przygodę za drugą, poznaje grupkę oddanych przyjaciół, z którymi odkrywa mroczny spisek Śluźni, która pragnie zawładnąć Unią Międzygalaktyczną. Mogę chyba zdradzić, że jego przygody kończą się happy endem:)

„Grillbar Galaktyka” to świetna rozrywka. Kossakowska dobrze i z wyczuciem pogrywa sobie z czytelnikiem odniesieniami do popkultury. Czytało się błyskawicznie, książka zabawna i śmieszna. Brawo za ogromną wyobraźnię i dobrze skrojony Wszechświat. Oczywiście zdarzały się zgrzyty. Momentami za dużo było tych wymyślnych dań z dziwacznych stworzeń oraz kilka fragmentów czuć mocno spalonym patosem i tkliwością. Kossakowska przemyca również polityczne odniesienia do świata naszego. Dostaje się urzędasom z Unii Międzygalaktycznej, którzy chcą zmusić własnych obywateli do bezwzględnego posłuszeństwa, narzucają bezsensowne przepisy, bo społeczeństwo jest za głupie i trzeba każdego prowadzić za rączkę. Zastanówmy się czy czasem nie znamy takiej Unii, co to banany prostuje i wszystkim mówi jak mają żyć, a sama jest na skraju upadku… Nie da się również nie zauważyć, że dostaje się po dupie wszystkim zwolennikom poprawności politycznej, która osiągnęła w Galaktyce Hermoso stopień absurdu (nie tylko w galaktyce Hermoso).

Kossakowska zaserwowała mi kawał porządnie wypieczonej, dobrze przygotowanej frajdy. Oczywiście, aż takiego szału nie było, na kolana nie padłem, do gotowania obcych się nie zabieram, ale bawiłem się znakomicie:)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 10 »

Stanisław Lem “Katar”

Posted by charliethelibrarian w dniu 21 Listopad 2011

Stanisław Lem "Katar"

Stanisław Lem "Katar"

Ech, nie zostałem posiadaczem Kindla:( Gratuluję zwyciężczyni Claudette :) A ja zostaję póki co w świecie “analogowych” książek.

Katar moi drodzy, to zmora ludzkości na którą nie wynaleziono jeszcze lekarstwa. Jedynie Goździkowa może coś na ten temat wiedzieć, ale ona siedzi w bólach głowy i raczej nie prędko podeśle nam rozwiązanie. Lem w swojej książce również nie dał ludzkości szans na wyleczenie się z kataru. Gorzej! Sprawił, że katar sienny może być przyczyną zgonów! A jeśli dodatkowo jesteś bogatym, samotnym turystą po pięćdziesiątce z USA, przebywającym na kuracji w kąpieliskach siarkowych we Włoszech to masz przechlapane. Katar sienny okazuje się jedną z cech wyróżniających ofiary tajemniczych śmierci, które poprzedzone są nagłymi napadami szaleństwa. I ów wyżej wspomniany katar (niech będzie na wieki przeklęty on i potomstwo jego!) może powodować śmierć, ale nie musi. Zmiennych jest bowiem tyle, że prywatny detektyw będący kiedyś astronautą musi się zwracać o pomoc do francuskich naukowców z ich specjalnym superkomputerem. Komputer może się przyda, może się nie przyda. Ale przygoda astronauty jest jak najbardziej ciekawa, interesująca i wciągająca.

Przeczytany przez mnie, kolejny kryminał Lema. Kryminał, który choć ociera się o science-fiction raczej typowym science nie jest. Mamy co prawda podróż na Marsa, ale tylko jako tło. Mamy bliżej nieokreśloną sytuację polityczną panującą na świecie i w Europie podczas śledztwa, ale również można ją uznać za mało ważną. Ważne w tej powieści jest prawdopodobieństwo, dedukcja i intuicja. Ważna jest trafna analiza świata i obnażenie roli “przypadku”, który w końcowym rozrachunku przypadkiem nie jest. Lem w sposób bardzo inteligentny potrafi prowadzić z czytelnikiem grę co rusz podsuwając mu pod nos nieprawdopodobne scenariusze wydarzeń. Tak nieprawdopodobne, że aż prawdziwe. Czy za dziwnymi i trudno wytłumaczalnymi zgonami amerykanów stoją terroryści? Czy też w grę wchodzi obca cywilizacja, której ludzkość nigdy nie pozna i nigdy nie zrozumie, gdyż liczba możliwych cywilizacji zupełnie różnych od nas jest ogromna. Pan Stanisław po raz kolejny miło mnie zaskoczył robiąc ze “zwykłego” kryminału bardzo interesującą i zajmującą książkę. Zagadka kryminalna jest tutaj ważna nie przeczę. Jednak jakoś nie było mi spieszno do poznania jej rozwiązania.

Lem pisał “Katar” w połowie lat siedemdziesiątych. Amerykanie podbijali wtedy kosmos, po Księżycu misja na Marsa wydawała się oczywistą oczywistością. Sytuacja polityczna świata była niespokojna, we Włoszech działały lewackie grupy terrorystyczne (Lem uczynił zamach terrorystyczny jednym z wątków w swej książce). Czytając “Katar” po raz kolejny mogłem ujrzeć talent pisarza do jak najbardziej trafnej oceny rzeczywistości, mechanizmów rządzących ludźmi i cywilizacją.

Polecam gorąco:)

 

P. S. Znajdziecie nawet kilka smaczków językowych sprzed trzydziestu sześciu lat:) (Tusz – kto bierze tusz?)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 5 »

Jacek Dukaj “Król Bólu”

Posted by charliethelibrarian w dniu 9 Listopad 2011

Jacek Dukaj "Król Bólu"

Jacek Dukaj "Król Bólu"

Mam problem z czytaniem. Otóż za dużo tych książek jest! Pałętają się wszędzie, nowości, klasyki, arcydzieła i szmirowate, kiczowate powieści, które chciałoby się czytnąć, wchłonąć, poznać. A tu jeszcze przydałoby się jakiś filmik obejrzeć, pójść na piwko, pojeździć na rowerze. I poza tym pracować… Life is too short…  Nie załamuję się jednak i dzielnie podnoszę rękawicę i nadstawiam drugi policzek okrutnemu losowi, który zmusza mnie do podejmowania coraz trudniejszych wyborów.

Jacek Dukaj – na blogu pisałem o „Xavrasie” i „Wrońcu”, jeśli klikniecie to zrozumiecie, że pisałem praktycznie same peany:) Inne jego opowiadania i powieści czytałem wcześniej, więc nie ma po nich śladu na blogu. Odczucia pozostawiły po sobie bardzo pozytywne.

Jakie wrażenia po „Królu Bólu”, najnowszym zbiorze opowiadań? No cóż, wrażenia są mieszane. Po pierwsze primo chciałem nadmienić, że „Król…” leżał u mnie na półce już od wakacji. Podczytywałem go sobie w wolnych chwilach, ale odłożyłem na dłużej, bo nie mogłem przebrnąć przez pierwsze opowiadanie pod tytułem „Linia oporu”. Po drugie primo, w tym opowiadaniu Dukaj naprawdę popłynął. Niczym Chruszczow, który zaczął napieprzać butem w siedzibie ONZ podczas przemówienia w okresie kryzysu kubańskiego. Zwyczajnie nie mogłem tego czytać. Zero fabuły, bełkot – co prawda świetnie wystylizowany – jednak nie zmienia to faktu, że dla mnie to był bełkot. Po trzecie primo ultimo udało mi się jednak przełamać wstręt i czytanie wznowiłem, z czego jestem ogromnie zadowolony i proszę o nagrodę szanowną komisję d/s mobilizacji czytelniczej.

Na szczęście podczas dalszej lektury było już lepiej. Opowiadania „Oko potwora” nie dało się nie porównać do lemowskiej fantastyki. Statki kosmiczne ze stosami atomowymi, członkowie załogi znani tylko ze względu na swoją funkcję. Kosmos jakiego nie powstydziłby się Lem. Ponadto świetnie oddana atmosfera paranoi, podejrzliwości, klaustrofobii jaka musiałaby panować na takich statkach kosmicznych. Wszystkie te plusy przysłania jeden minus. Otóż Dukaj znów zaczyna popadać w nadmierne filozofowanie i całe fragmenty tego opowiadania znów stają się filozoficzną kupą słów, dla mnie osobiście nie do strawienia. Prosty ze mnie człowiek i proste lubię przyjemności.

Tytułowy „Król Bólu i pasikonik” to Dukaj, którego lubię. Świetnie opisana Ziemia, która podzieliła się na strefy, których nie można przekraczać, ze względu na różnice w DNA mieszkańców. A wszystko przez bioterroryzm. Dukaj znów zachwycił ogromem wyobraźni i rozmachem opisywanego świata. Czytając miałem wrażenie, że czytam opis bardzo prawdopodobnej przyszłości ludzkości. Zresztą Dukaj we wszystkich swoich opowiadaniach poruszył problem przyszłości ludzkiego gatunku. Zarówno jeśli chodzi o rozwój technologii i nauki jak i sferę filozoficzną i egzystencjalną, oraz wszelkie implikacje społeczne, które rozwój danej technologii ze sobą niesie. Czytanie opowiadań Dukaja nie pozostawia nam wątpliwości, że pan pisarz sporo nad tym główkował i główkuje dalej. A zasób wiedzy, jaki wydaje się posiadać daje mu do tego główkowania pełne usankcjonowane prawo.

„Aguerre w świcie” to również świat napisany z rozmachem, drobiazgi i szczegóły życia społecznego, obyczajowego przytłaczają i wszystkie opisane rzeczy zdają się mieć sens i swoje miejsce w świecie stworzonym przez Dukaja. Niestety tak jak w poprzednich opowiadaniach autor znów dryfuje w stronę przedziwnych konstrukcji logicznych i filozoficznego. Można się zgubić, ale nie trzeba. Opowiadanie mimo dryfowania świetne.

„Szkoła” opowiadanie to napisał Dukaj mając lat dwadzieścia. Ech, zazdrość tak potężnie Charliem targnęła, że mało co nie zadławiłem się herbatką jak się dowiedziałem o tym fakcie. Świetne, mocne, przez większą część niemal społecznikowskie opowiadanie o slumsach i niedoli dzieci z faveli. Ale końcówka powala i miażdży. I znowuż pomysł genialny i błyskotliwy.

„Serce mroku”. Oglądaliście „Czas Apokalipsy”? Czytaliście „Jądro ciemności”? Zakładam, że tak. Bo przecież blog Charliego elitarnym jest i sama śmietanka internetowego towarzystwa tutaj zagląda:D Trudno więc, żeby ta śmietanka nie znała tak oczywistych pozycji w kulturze i popkulturze. „Serce mroku” utrzymane jest mocno w temacie dwóch wymienionych wyżej tytułów. Zresztą gra słów z nazwą powieści Josepha Conrada oczywista:) Tylko zamiast kongijskiej dżungli, mamy dżunglę obcej planety. A zamiast Marlowa mamy nazistę z Astro Corps. Trzecia Rzesza w kosmosie? Niezły absurd. Mnie się podobało:) Dobre, ciężkie opowiadanie. Czułem duchotę i obcość planety Mrok. Nawet czułem sympatię do nazisty wędrującego przez nieznaną dżunglę, by uciszyć Polaka, który oszalał i nadawał dziwaczne sygnały ze środka Piekła (dziś trzeba uważać, na to co się pisze i dlatego oświadczam, że sympatia nie była znów taka wielka, raczej maciupeńka).

„Crux” można powiedzieć, że opowiadanie z naszego podwórka, bo i o Polsce i takie zabawne wręcz. Radosna i przyjemna chwila wytchnienia po ciężkich klimatach poprzednich opowiadań. Czytało się dobrze, ironia i humor skrzyły się bardzo wyraźnie i pomysł również fantastyczny. Dukaj w wersji soft albo light. Jak kto woli.

„Piołunnik” też z naszego podwórka. Klimat dosyć interesujący. Służba Bezpieczeństwa, osiemdziesiąty szósty rok. Wybuch w Czarnobylu i zmarli powstający z grobów, lasów, pól. I jeden wódz rewolucji wie skąd jeszcze. A we wszystko to wplątany kapitan SB, co to miał misję jechać do Krakowa, na Wawel. I w razie gdyby nasi wielcy królowie i wodzowie powstali z umarłych strzelić im po kuleczce w potylicę. Ech te komuchy i ich metody rozwiązywania problemów. Opowiadanie również przyjemne i bardzo dobrze się czytało.

Cóż można rzec o całym zbiorze? To co napisałem na początku – wrażenia mieszane. Z jednej strony zachwyca ogromna i szalenie ciekawa oraz płodna wyobraźnia pisarza. Z drugiej raziła mnie maniera filozofowania i zbędnego ględzenia. Jestem jednak zadowolony, że skończyłem „Króla Bólu”. Mogę z czystym sumieniem rzec, że Dukaj jest jednym z najciekawszych pisarzy science-fiction w Polsce i nie tylko.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 6 »

Stanisław Lem “Śledztwo”

Posted by charliethelibrarian w dniu 12 Sierpień 2011

Stanisław Lem "Śledztwo"

Stanisław Lem "Śledztwo"

Po pierwsze sorki za jakość zdjęcia, ale miałem egzemplarz z roku 1969, a wtedy jakoś do robienia wystrzałowych okładek się nie przykładali.

Charlie opowie Wam dzisiaj o kryminale napisanym przez polskiego największego pisarza fantastycznonaukowego. A więc rozsiądźcie się wygodnie, podkręćcie gaz, walnijcie browara, sztachnijcie się szlugiem czy jointem. Co tam Wam pomaga się rozluźnić i przygotować na najgorsze. Bo to nie będzie interesujący wpis. Nie będzie żadnych zachwytów i ukłonów przed arcymistrzem literatury. Nie będzie polecania i zachłystywania się pięknem prozy Lema. Charlie pojedzie po całości i powie, że “Śledztwo” nie przypadło mu do gustu. Owszem dostrzegł kilka jasnych punktów, jednak było ich stanowczo za mało. Charlie powie wręcz, że “Śledztwo” jest książką niewiele lepszą od przeciętnych.

Co jest przyczyną tego skowytu rozżalenia? Dlaczego Charlie tak narzeka? Być może to moja wrodzona niechęć do kryminałów. Nieszczególnie przepadam za tego typu książkami. Owszem przeczytałem w swoim życiu kilka, a pewnie i więcej książek kryminalnych, alem nie zapałał do nich uczuciem gorącym. Można powiedzieć, że mój stosunek do powieści, w których jest detektyw i jest zagadka, i jest rozwiązanie (albo go nie ma), ma wiele wspólnego ze stosunkiem młodzieży do lektur szkolnych. Owszem niektóre można i zrozumieć, a nawet przeczytać, ale po co (oczywiście generalizuję i jadę ze stereotypem)? Przecież jest tyle ciekawszych rzeczy do roboty. Tak się przedstawia znajomość moja, książek z gatunku powieści kryminalnych.

Wracając do Lema i jego powieści, jest intrygująca zagadka: otóż w kostnicach pod Londynem w tajemniczych okolicznościach znikają zwłoki. Wygląda to tak, jakby nieboszczykom się odwidziało i stwierdzili, że zamiast grzecznie gnić pod ziemią, wolą sobie jeszcze po niej pospacerować. Solidny brytyjski Scotland Yard zabiera się do pracy. A osławiona angielska policja, która nigdy nie traci zimnej krwi i zawsze reaguje błyskawicznie (potwierdzą to mieszkańcy Londynu w ostatnich dniach) pomaga mu z całych sił. Inspektor Gregory, dostaje tę sprawę, chociaż jego szef otwarcie mu mówi, że raczej nie ma o nim zbyt dobrego zdania. Gregory zabiera się do pracy, bada wszystkie wątki, bla bla bla, znikają kolejne zwłoki, bla bla bla, zima albo wiosna, bla bla bla, chyba szalony naukowiec, bla bla bla, ranny policjant, bla bla bla, martwy kot, bla, bla bla, nocne stukanie w pokoju, bla bla bla, ufoludki, bla bla bla, zmartwychwstania, bla bla bla, niezbyt szalony naukowiec – taki ekscentryk bardziej, bla bla bla, KONIEC. Mógłbym tak dłużej, ale po co, ani to zabawne, ani bardzo mądre w moim wykonaniu. Po prostu tak wyglądało moje czytanie “Śledztwa”. Dłużyło mi się strasznie, takie przegadane, na dodatek w większości o totalnie mało interesujących rzeczach. I zakończenie też nie spełniło mych oczekiwań. Mogło się wydawać dosyć ekstrawaganckie, ale zupełnie zbędne. Lem mógł to skończyć, w lepszym stylu. Nie czytałem “Śledztwa” za jednym zamachem, raczej tak po kawałku i może to był mój błąd. Takie są moje wrażenia. I głupio mi tak pisać o książce WIELKIEGO pisarza, ale tak już mam.

O pozytywnych stronach książki. Oczywiście rzuca się tutaj w oczy przenikliwość i dalekowzroczność pisarza. Opisuje on schemat wojny atomowej, jak będzie wyglądała zagłada i dlaczego mózgi elektronowe będą rządzić ludźmi. Jest jeszcze kilka smaczków science-fiction, ale nie będę ich tu przytaczał zostawię to ciekawskim. Kilka uwag dotyczących kondycji ludzkości, kilka filozoficznych przemyśleń na temat kondycji wszechświata. Z pozytywnych to chyba wszystko.

Podsumowując: “Śledztwo” nie jest książką, którą bym polecił każdemu. Jest powieścią przeznaczoną dla jego wielbicieli, których powinna w stu procentach zadowolić. Mnie średnio, bardzo średnio się podobała.

P. S.  I taka ciekawostka, książka została napisana pod koniec lat pięćdziesiątych. W książce bohater dużo podróżuje autem. Lem pisze w niejo placyku postojowym, miejscach do postoju. Lem pisze: zostawił auto na placyku, zatrzymał samochód. Rzuciło mi się od razu, że ani razu nie padło słowo parking. A przecież akcja dzieje się w Londynie! Ciekawe, kiedy słówko parking na dobre zadomowiło się w polszczyźnie.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 5 »

Harry Harrison “Wojna z Robotami”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Sierpień 2011

Harry Harrison "Wojna z robotami"

Harry Harrison "Wojna z robotami"

Witajcie! Jak Wam mija lato? A może raczej jesień? Dołączę do chóru rodaków mych i powiem, że tak zje…ego lata, to już dawno nie widziałem! A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie czytam praktycznie nic! Nie czytam, choć pogoda wręcz zachęca do pochłaniania książek tysiącami. No dobra, z tym nie czytaniem to trochę przesadziłem. Coś tam czytam i coś tam nawet czasem skończę.

Młodzieńcem będąc nieopierzonym, przeczytałem wszystko, z działu science-fiction i fantastyka. Dosłownie wszystko, co było dostępne w mojej miejskiej bibliotece. I ostatnio wpadła w dłonie me, książka z lat młodości. Młodości “chmurnej i durnej”. Jak wspomniałem łykałem dział science – fiction jak Charlie Sheen wciągający kreski koki nosem. Nic więc dziwnego, że Harry’ego Harisona czytywałem również. Seria o “Stalowym Szczurze”, “Planecie Śmierci” to absolutne Must Known, jeśli chodzi o klasykę gatunku. “Wojna z Robotami” (tak jakoś z dużej litery potraktuję Roboty), to zbiór ośmiu opowiadań poruszających zagadnienie sztucznej inteligencji, oraz automatów i ich roli jeśli chodzi o ludzkość. Napisane przed pięćdziesięciu laty, mogą trochę tchnąć myszką, ale nie muszą. Harrison przedstawia roboty, takimi jakimi widzieli je twórcy s-f, właśnie w latach sześćdziesiątych. Automaty, które zbudowane są ze stali i wyglądem przypominają Robota z okładki. Albo Bendera z “Futuramy”:

 

 

 

 

bender

Bender

Trochę anachroniczne podejście do robotów, w świetle tego co zaserwowało nam science – fiction, od czasu wydania książki Harrisona. Co nie zmienia faktu, że osiem opowiadań czyta się z przyjemnością. Napisane są z humorem, lekkim językiem. Mamy więc opowiastkę o bezrobotnym robocie szukającym pracy, robocie policyjnym, który zrobił porządek w marsjańskim mieście. Nie będę przytaczał tutaj wszystkich opowiadań. Powiem krótko: ja na tej mojej małej podróży w przeszłość się nie zawiodłem. A twórczość pana Harrisona, każdy szanujący się czytacz science – fiction powinien znać.

BTW- smutne jest to, że polscy czytelnicy zbiór opowiadań “Wojna z Robotami” przeczytali dopiero dwadzieścia osiem lat po ukazaniu się oryginału. Można sobie wyobrazić jak wiele myśmy mieli do nadrobienia jeśli chodzi o fantastykę. I z dumą stwierdzić, że nadrobiliśmy i to dużo. Ba! Nawet nie nadrobiliśmy – idziem za ciosem!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Antologia : Zajdel 2002

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Czerwiec 2011

Antologia : Zajdel 2002

Antologia : Zajdel 2002

Kolejna książeczka przeczytana przez Charliego ze działu fantastyki. Wpadła mi łapki zupełnie przypadkiem ale już nie przypadkiem postanowiłem ją przeczytać. Co mamy w tym zbiorku. Otóż opowiadania jakie zostały nominowane czy też zostały laureatami nagrody literackiej im. Janusza A. Zajdla. Jednej z najważniejszych nagród polskich jeśli chodzi o science – fiction i fantastykę.

Maja Lidia Kossakowska “Żarna niebios”
Wojciech Świdziniewski “Murarze”
Andrzej Ziemiański “Autobahn nach Poznań”
Andrzej Ziemiański “Waniliowe plantacje Wrocławia”
Rafał A. Ziemkiewicz “Cała kupa wielkich braci”

To autorzy i ich opowiadania. Z całego zbiorku nie znałem tylko opowiadania Wojciecha Świdziniewskiego, resztę już wcześniej czytałem.

Ale nie powiem bardzo przyjemnie było sobie poczytać Kossakowskiej fantazję na temat aniołów, demonów i ich walki, które później rozwinęła w swoim świetnym “Siewcy wiatru”. Inteligentnie, z dużą dawką humoru i po ludzku przedstawione są te anioły, które wydają się  bardzo ludzkie w swych namiętnościach i słabościach.

Jak wspomniałem nie czytałem tylko “Murarzy”, którzy są opowiadaniem ciekawym i interesującym ale jakoś tak bez specjalnych fajerwerków.

Ziemiański już wtedy był grubą rybą jeśli chodzi o polską fantastykę, także jego “Autobahn nach Poznań” to naprawdę świetne opowiadanie. Przewrotnie napisane, z ciekawymi pomysłami i sama myśl o Rzeczpospolitej od morza do morza przynosi ciarki. “Waniliowe plantacje Wrocławia” interesujące, choć znacznie mniej.

Ziemkiewicza czytywałem i jego “Cała kupa wielkich braci” była mi znana. Jednak trochę zepsuła mi lekturę, zbytnia znajomość poglądów politycznych pisarza, które ewidentnie się tutaj krystalizują, mimo tego – opowiadanie napisane zadziornie i z jajem.

Czasem miło tak sobie powrócić do znanych pozycji. “Zajdel 2002″ to lektura w sam raz na wakacje, które się właśnie rozpoczęły :)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Ray Bradbury “Kroniki marsjańskie”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Czerwiec 2011

Ray Bradbury "Kroniki marsjańskie"

Ray Bradbury "Kroniki marsjańskie"

Powrót do mojego ulubionego gatunku trwa. Tym razem będzie o klasyku nad klasykami po germańsku będzie to Klassiker der Klassiker (albo jakoś tak). Trochę historii bo tej książki raczej nie da się opisywać bez historycznego tła. Zacznijmy od tego, że została wydana w roku 1950! W tamtych czasach Mars mógł wydawać się planetą, która zostanie prędzej czy później odwiedzona przez rodzaj ludzki. Jak wiemy, Mars na razie został opanowany przez ziemskie łaziki, które dzielnie ślą zdjęcia z powierzchni Czerwonej Planety. Ale wtedy Bradbury napisał książkę, która okazała się ogromnym sukcesem i dziś jest właśnie takim “Klassikerem” science – fiction. Choć tak naprawdę z science – fiction. do którego przywykliśmy raczej niewiele ma wspólnego.A to dlatego, że nie ma tam za dużo naukowych dywagacji, opisów lotów kosmicznych, trudności z terraformowaniem nowej planety i tak dalej i tak dalej.

“Kroniki marsjańskie” to zbiór opowiadań, które opisują jak to ludzkość została przywitana przez Marsjan i jak im się odpłaciła. O naszej ignorancji, przeświadczeniu, że wszystko możemy robić na naszą modłę, a inne kultury czy nawet pozaziemskie cywilizacje mogą nas pocałować w dupę. Tak naprawdę “Kroniki…” mogłyby opisywać podbój Ameryki Południowej lub Północnej. Tam również lokalne cywilizacje zostały zniszczone przez żądnych konkwistadorów lub bogobojnych purytan. I żadnym usprawiedliwieniem nie jest fakt, że stało się to setki lat temu. Bradbury chciał w “Kronikach…” to właśnie przesłanie przekazać.

To książka, która mimo sześciu dych na karku broni się sama, bo jest uniwersalną opowieścią o naszej naturze, głupocie i charakterze gatunku. Niszczymy wszystko co nam nie pasuje, nawet jeśli robimy to przypadkiem to nie ma dla nas usprawiedliwienia. Nie potrafimy współżyć ze sobą na naszej planecie a co dopiero gdy spotykamy obcą kosmiczną rasę, która jest od nas starsza i mądrzejsza. Owszem zdarzają się w opowiadaniach pozytywni, dobrzy ludzie ale są oni właśnie wyjątkiem potwierdzającym regułę. Książka pisana tuż po wojnie, kreśliła również ponurą wizję samozagłady ludzkości. Niektóre rzeczy i podejście do podróży międzyplanetarnych i tak dalej po tylu latach tchną naiwnością ale naprawdę nie przeszkadza to zupełnie.

Dla mnie czytanie tej książki było przyjemnością, opowiadania różniące się znacząco długością stworzyły coś na kształt impresji narracyjnej. Pamiętam, że czytałem tę książkę w latach młodości ale wtedy nie podobała mi się tak bardzo. No cóż byłem wówczas pod silnym wrażeniem tak zwanej hard s-f, więc wybaczę temu mojemu ja sprzed lat kilkunastu. Polecam gorąco, nie tylko miłośnikom s-f, choć ci powinni tę pozycję znać :)

 

P. S. A teraz videło nagrane przez wielbicielkę Raya, w którym prosi go ona o… zresztą zobaczcie sami :)

 

 

Prawda, że pozytywny kawałek :) Oczywiście, mam na myśli przesłanie dotyczące czytania książek a nie hmm…

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Eugeniusz Dębski “Krótki lot motyla bojowego”

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Maj 2011

Eugeniusz Dębski "Krótki..."

Eugeniusz Dębski "Krótki..."

Ha! Charlie is back! Niestety może nie z super wypasionym postem ale po prostu z opowieścią o kolejnej przeczytanej książce.

Chciałbym zacząć od wyznania, biję się w piersi, zaniedbałem ostatnio fantastykę, science fiction potwornie. Nie czytam zupełnie a to przecież gatunek, z którym Charlie poznawał świat literatury tak naprawdę. Żadne tam Homery, Balzaki – Charlie był zbyt młody łykał za to Carda, Asimowa, Pratchetta i wielu wielu innych jak młody pelikan. I przyznam się, że brakowało mi lektury fantastyczno naukowej. I tyle się dzieje w świecie owej literatury, na szczęście kupuję sobie “Nową fantastykę” i tam ostatnio trafiam na świetne opowiadania ale to jednak za mało. Więcej książek nie pamiętam a wszystkie serdecznie pragnę przeczytać a Was czytelnicy proszę o wyrozumiałość i zrozumienie.

Dobra powiem Wam co myślę o książce Dębskiego notabene grubej ryby w polskiej fantastyce. Otóż uważam, że mogło być lepiej. Naprawdę bardzo ciekawy pomysł – w przyszłości ludzkość zaprzestała wojen i spętała się rozejmami, których nikt nie chce złamać bo inaczej będzie miał przesrane. Ale jest super tajna jednostka, która toczy wojnę o jakiej nikt nie wie. Ta jednostka to telepaci staczający walkę w swoich główkach. Jednak tak naprawdę do końca nie wiedzą z kim walczą – czy z innymi ziemskimi telepatami, czy z kosmitami a może z demonami!? Ale walczą a przegrana oznacza zniszczenie umysłu i pozostanie tak zwanym warzywkiem. Telepaci to ludzie niedostosowani społecznie, z problemami, którzy znaleźli wreszcie swoje miejsce. To tyle jeśli chodzi o ogólny zarys fabuły. Dobry pomysł, ładnie to się nakręcało jednak później wszystko staje się banalne a finał książki woła o pomstę do nieba. Trochę tak jakby autorowi w miarę pisania się odechciało i dał sobie spokój, machnął na to wszystko ręką i postawił kropkę. A pomysł miał potencjał i można było pociągnąć dalej.

Nie było jednak aż tak źle, książkę czytało się szybko i była na tyle ciekawa, że chciałem ją skończyć. Ach jakże brakowało mi takiej odprężającej lekturki. Pozycja dla lubiących fantastykę, inni mogą sobie spokojnie darować.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

John Scalzi “Wojna starego człowieka”

Posted by charliethelibrarian w dniu 30 Marzec 2011

John Scalzi "Wojna..."

John Scalzi "Wojna..."

Będzie krótko bo i książeczka też do za długich nie należała. Kosmos, wojna, obrzydliwi obcy, dla których ludzie to przysmak! Napierdalanka po wszystkich planetach naszej galaktyki. Ludzkość walcząca o dominację w kosmosie, kolonizacja planet, eksperymenty genetyczne. Śmierć, krew, flaki i seks! Dużo seksu! Ale jeszcze więcej humoru, sarkazmu i czystej radochy z lektury. To jest dopiero odprężająca czytanka. Świetnie napisana, czyta się  jednym haustem! Pomysł też niczego sobie.

Pokrótce: główny bohater to staruch, który dochodzi do krańca swego żywota w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej na planecie Ziemia. Jednak jest dla niego nadzieja bo może sięgnąć gwiazd. Otóż Kolonialne Siły Obrony od lat rekrutują staruchów do swoich szeregów. Ale po kiego brać do wojska jakiegoś starca, co to nawet wysikać się  nie może do końca porządnie? Zagadka tkwi w gwiazdach i pośród tych gwiazd zostaje rozwiązana. John Perry tak jak tysiące innych starych pierdzieli zostaje żołnierzem KSO i walczy o przetrwanie ludzkości wśród wrogich ras. Bo kosmos to zatłoczone miejsce i każdy chce mieć jak największy kawałek tortu. John Perry otrzymuje od KSO zajebiste nowe ciało, które pozwala mu robić znacznie więcej niż jego stare oryginalne kiedykolwiek mogło. Wyobrażacie sobie po latach życia w starym ciele dostać ciało dwudziestolatka? I to super wzmocnione? Niestety nie ma nic za darmo i Perry musi odbębnić swoje w KSO. Walczy z bezwzględnymi obcymi, którzy są nieprzewidywalni i zamienia się w bezmyślnego zabójcę z rozterkami moralnymi, które na szczęście nie trwają długo. Walczy w obronie Ziemi i jej kolonii choć Ziemia to zadupie takie, że pożal się boże. Ludzkość zostawiła nas samych sobie z naszymi małymi konfliktami i podbija wszechświat.

Świetna lektura! Odpocząłem sobie i wybawiłem się świetnie. Dobre pomysł, wartko napisana, i żarty też niczego sobie. Ironia i sarkazm oraz wisielczy humor rządzą! Polecam!

P. S. Z góry przepraszam starych pierdzieli – pisałem tak aby oddać ducha książki.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , | 1 komentarz »

Bizarro… bitch!

Posted by charliethelibrarian w dniu 26 Marzec 2011

Oj chyba odkryłem coś niesamowitego i dla mnie zupełnie nowego. Gatunek literatury nazywany bizarro fiction. Z tego co mi mówi wikipedia: bizarro fiction to gatunek literatury współczesnej wykorzystujący elementy absurdu, satyry, groteski. Wiki podaje dalej, że bizarro najbliżej do science – fiction i horroru niż do awangardy czy dadaizmu, jednak takie elementy również znajdziemy w bizarro.

Dlaczego przykuło to moją uwagę? Otóż jak w zwykle w przepaściach internetu znalazłem informację o takiej książce:

 

Nie będę ukrywał, że zainteresował mię tytuł tejże powieści napisanej przez Camerona Pierce’a, tytuł w wolnym tłumaczeniu może brzmieć: Dupo Gobliny z Auschwitz albo Gobliny-dupy z Auschwitz albo może jeszcze inaczej. Fabuła (za Amazon.com): najpierw w ingliszu:

“In a land where black snow falls in the shape of swastikas, there exists a nightmarish prison camp known as Auschwitz. It is run by a fascist, flatulent race of aliens called the Ass Goblins, who travel in apple-shaped spaceships to abduct children from the neighboring world of Kidland. Prisoners 999 and 1001 are conjoined twin brothers forced to endure the sadistic tortures of these ass-shaped monsters. To survive, they must eat kid skin and work all day constructing bicycles and sex dolls out of dead children.

While the Ass Goblins become drunk on cider made from fermented children, the twins plot their escape. But it won’t be easy. They must overcome toilet toads, cockrats, ass dolls, and the surgical experiments that are slowly mutating them into goblin-child hybrids.

Forget everything you know about Auschwitz…you’re about to be Shit Slaughtered.”

A teraz po mojemu, pokrótce chodzi o to, że w świecie gdzie spada czarny śnieg w kształcie swastyk, mamy obóz koncentracyjny w Auschwitz. Obóz prowadzony jest przez rasę obcych, którzy wyznają ideologię faszystowską a zwią się właśnie Dupo Gobliny. Podróżują oni statkami kosmicznymi w kształcie jabłek, by porywać dzieci z sąsiedniego świata Kidlandii. Więźniowie o numerach 999 i 1001 to bracia syjamscy, którzy muszą znosić sadystyczne tortury dupokształtnych potworów. Aby przetrwać muszą jeść skórę dzieci i pracować cały dzień przy produkcji rowerów oraz sex lalek, które są robione z martwych dzieci.

Bracia wymyślają plan ucieczki, który przeprowadzają podczas gdy Dupo gobliny są pijane ciderem ze sfermentowanych dzieci. Ale na ich drodze czeka bardzo wiele przeszkód takich jak kiblowe ropuchy, cockrats – stawiam na fiutoszczury, chujoszczury, kutasoszczury albo coś w ten deseń (chociaż kutasoszury brzmią chyba najlepiej) i jakieś tam chirurgiczne eksperymenty.

I sloganik na końcu: Zapomnij wszystko co wiesz o Auschwitz – zostaniesz nieźle wyjebany? zajebany? Niestety nie wiem jak przetłumaczyć ten idiom:  Shit slaughtered.

Opis tej książki sprawił, że zapragnąłem ją mieć tu i teraz, zaraz ale już, natychmiast ku**a! To musi być taki kosmos, że po prostu maskra (tutaj słownictwo Charliego stało się tak proste jak konstrukcja cepa, albowiem gdyż oraz już i ponieważ aczkolwiek wciąż, Charlie w momentach dużej ekscytacji zapomina, że język jego ojczysty jest przebogaty jak skarbiec Sknerusa McKwacza). Niestety z tego co sprawdziłem chyba nie ma jeszcze książek z tego gatunku u nas. I solennie obiecuję, że jeśli będę cierpiał na nadmiar gotówki zakupię sobie książki tego pana Camerona Pierce na Amazon.com bo innej drogi chyba nie ma. Obietnice mogę składać bo szczerze mówiąc nie wiem kiedy będę miał nadmiar gotówki.

A może zainteresować tym jakieś polskie wydawnictwo? Albo jeszcze lepiej – samemu zacząć pisać bizarro fiction!

Wyobrażacie to sobie Charlie bibliotekarz i jego najnowsza powieść “Moher punch from Mars” albo inna powieść “Świt Odysei” (eee… nie to chyba już gdzieś było i jest bardzo ale to bardzo bizarro).

I mam trochę obaw przed tym amazon.com bo to i w dolarach się płaci, i że niby ze Stanów to leci, to chyba drogo wychodzi. Ale może czas spróbować.

W każdym bądź razie od tej pory intensywnie przeszukuję sieć w poszukiwaniu informacji o tym gatunku i zbieram pieniążki!

Dobra stronka o bizarro: bizarro central

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 8 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.