Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Posty oznaczone jako ‘opowiadania’

Jacek Dukaj “Król Bólu”

Posted by charliethelibrarian w dniu 9 Listopad 2011

Jacek Dukaj "Król Bólu"

Jacek Dukaj "Król Bólu"

Mam problem z czytaniem. Otóż za dużo tych książek jest! Pałętają się wszędzie, nowości, klasyki, arcydzieła i szmirowate, kiczowate powieści, które chciałoby się czytnąć, wchłonąć, poznać. A tu jeszcze przydałoby się jakiś filmik obejrzeć, pójść na piwko, pojeździć na rowerze. I poza tym pracować… Life is too short…  Nie załamuję się jednak i dzielnie podnoszę rękawicę i nadstawiam drugi policzek okrutnemu losowi, który zmusza mnie do podejmowania coraz trudniejszych wyborów.

Jacek Dukaj – na blogu pisałem o „Xavrasie” i „Wrońcu”, jeśli klikniecie to zrozumiecie, że pisałem praktycznie same peany:) Inne jego opowiadania i powieści czytałem wcześniej, więc nie ma po nich śladu na blogu. Odczucia pozostawiły po sobie bardzo pozytywne.

Jakie wrażenia po „Królu Bólu”, najnowszym zbiorze opowiadań? No cóż, wrażenia są mieszane. Po pierwsze primo chciałem nadmienić, że „Król…” leżał u mnie na półce już od wakacji. Podczytywałem go sobie w wolnych chwilach, ale odłożyłem na dłużej, bo nie mogłem przebrnąć przez pierwsze opowiadanie pod tytułem „Linia oporu”. Po drugie primo, w tym opowiadaniu Dukaj naprawdę popłynął. Niczym Chruszczow, który zaczął napieprzać butem w siedzibie ONZ podczas przemówienia w okresie kryzysu kubańskiego. Zwyczajnie nie mogłem tego czytać. Zero fabuły, bełkot – co prawda świetnie wystylizowany – jednak nie zmienia to faktu, że dla mnie to był bełkot. Po trzecie primo ultimo udało mi się jednak przełamać wstręt i czytanie wznowiłem, z czego jestem ogromnie zadowolony i proszę o nagrodę szanowną komisję d/s mobilizacji czytelniczej.

Na szczęście podczas dalszej lektury było już lepiej. Opowiadania „Oko potwora” nie dało się nie porównać do lemowskiej fantastyki. Statki kosmiczne ze stosami atomowymi, członkowie załogi znani tylko ze względu na swoją funkcję. Kosmos jakiego nie powstydziłby się Lem. Ponadto świetnie oddana atmosfera paranoi, podejrzliwości, klaustrofobii jaka musiałaby panować na takich statkach kosmicznych. Wszystkie te plusy przysłania jeden minus. Otóż Dukaj znów zaczyna popadać w nadmierne filozofowanie i całe fragmenty tego opowiadania znów stają się filozoficzną kupą słów, dla mnie osobiście nie do strawienia. Prosty ze mnie człowiek i proste lubię przyjemności.

Tytułowy „Król Bólu i pasikonik” to Dukaj, którego lubię. Świetnie opisana Ziemia, która podzieliła się na strefy, których nie można przekraczać, ze względu na różnice w DNA mieszkańców. A wszystko przez bioterroryzm. Dukaj znów zachwycił ogromem wyobraźni i rozmachem opisywanego świata. Czytając miałem wrażenie, że czytam opis bardzo prawdopodobnej przyszłości ludzkości. Zresztą Dukaj we wszystkich swoich opowiadaniach poruszył problem przyszłości ludzkiego gatunku. Zarówno jeśli chodzi o rozwój technologii i nauki jak i sferę filozoficzną i egzystencjalną, oraz wszelkie implikacje społeczne, które rozwój danej technologii ze sobą niesie. Czytanie opowiadań Dukaja nie pozostawia nam wątpliwości, że pan pisarz sporo nad tym główkował i główkuje dalej. A zasób wiedzy, jaki wydaje się posiadać daje mu do tego główkowania pełne usankcjonowane prawo.

„Aguerre w świcie” to również świat napisany z rozmachem, drobiazgi i szczegóły życia społecznego, obyczajowego przytłaczają i wszystkie opisane rzeczy zdają się mieć sens i swoje miejsce w świecie stworzonym przez Dukaja. Niestety tak jak w poprzednich opowiadaniach autor znów dryfuje w stronę przedziwnych konstrukcji logicznych i filozoficznego. Można się zgubić, ale nie trzeba. Opowiadanie mimo dryfowania świetne.

„Szkoła” opowiadanie to napisał Dukaj mając lat dwadzieścia. Ech, zazdrość tak potężnie Charliem targnęła, że mało co nie zadławiłem się herbatką jak się dowiedziałem o tym fakcie. Świetne, mocne, przez większą część niemal społecznikowskie opowiadanie o slumsach i niedoli dzieci z faveli. Ale końcówka powala i miażdży. I znowuż pomysł genialny i błyskotliwy.

„Serce mroku”. Oglądaliście „Czas Apokalipsy”? Czytaliście „Jądro ciemności”? Zakładam, że tak. Bo przecież blog Charliego elitarnym jest i sama śmietanka internetowego towarzystwa tutaj zagląda:D Trudno więc, żeby ta śmietanka nie znała tak oczywistych pozycji w kulturze i popkulturze. „Serce mroku” utrzymane jest mocno w temacie dwóch wymienionych wyżej tytułów. Zresztą gra słów z nazwą powieści Josepha Conrada oczywista:) Tylko zamiast kongijskiej dżungli, mamy dżunglę obcej planety. A zamiast Marlowa mamy nazistę z Astro Corps. Trzecia Rzesza w kosmosie? Niezły absurd. Mnie się podobało:) Dobre, ciężkie opowiadanie. Czułem duchotę i obcość planety Mrok. Nawet czułem sympatię do nazisty wędrującego przez nieznaną dżunglę, by uciszyć Polaka, który oszalał i nadawał dziwaczne sygnały ze środka Piekła (dziś trzeba uważać, na to co się pisze i dlatego oświadczam, że sympatia nie była znów taka wielka, raczej maciupeńka).

„Crux” można powiedzieć, że opowiadanie z naszego podwórka, bo i o Polsce i takie zabawne wręcz. Radosna i przyjemna chwila wytchnienia po ciężkich klimatach poprzednich opowiadań. Czytało się dobrze, ironia i humor skrzyły się bardzo wyraźnie i pomysł również fantastyczny. Dukaj w wersji soft albo light. Jak kto woli.

„Piołunnik” też z naszego podwórka. Klimat dosyć interesujący. Służba Bezpieczeństwa, osiemdziesiąty szósty rok. Wybuch w Czarnobylu i zmarli powstający z grobów, lasów, pól. I jeden wódz rewolucji wie skąd jeszcze. A we wszystko to wplątany kapitan SB, co to miał misję jechać do Krakowa, na Wawel. I w razie gdyby nasi wielcy królowie i wodzowie powstali z umarłych strzelić im po kuleczce w potylicę. Ech te komuchy i ich metody rozwiązywania problemów. Opowiadanie również przyjemne i bardzo dobrze się czytało.

Cóż można rzec o całym zbiorze? To co napisałem na początku – wrażenia mieszane. Z jednej strony zachwyca ogromna i szalenie ciekawa oraz płodna wyobraźnia pisarza. Z drugiej raziła mnie maniera filozofowania i zbędnego ględzenia. Jestem jednak zadowolony, że skończyłem „Króla Bólu”. Mogę z czystym sumieniem rzec, że Dukaj jest jednym z najciekawszych pisarzy science-fiction w Polsce i nie tylko.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 6 »

Etgar Keret “Rury”

Posted by charliethelibrarian w dniu 21 Lipiec 2011

Etgar Keret "Rury"

Etgar Keret "Rury"

Witajcie moi drodzy parafianie! Dawno mnie nie było, a bo i te wakacje trwają i lato, i jakoś tak czasu nie mam zupełnie na czytanie książek. W tym roku urlopu również dłuższego nie będę miał, bo roztrwoniłem dni urlopu swego jak urzędnicy publiczne pieniądze, więc siedzę w pracy.

Dość tych wycieczek osobistych. Będzie o książce z polecenia. Kolejnego dobrego polecenia (warto znać odpowiednich ludzi). Samemu do głowy, by mi nie przyszło aby sięgnąć po jakiegoś izraelskiego współczesnego pisarza. Nie to, żebym coś miał do izraelskich pisarzów (lapsus językowy zamierzony), tak po prostu raczej nigdy nie byli w orbicie moich zainteresowań. A tu bach! Przeczytałem sobie “Rury” właśnie izraelskiego pisarza. Mistrza krótkiej formy jak go nazywają krytycy. Jakie wrażenia? Zdecydowanie mistrzem krótkiej formy Keret jest. “Rury” to zbiór “opowiadań”, “anegdot”, piszę w cudzysłowie, bo często w tym zbiorze mamy do czynienia z opowiadaniem dosłownie na jedną stronę. Ale ta zwięzłość, kondensacja i nasycenie wrażeń jest jak najbardziej na miejscu i zupełnie nie przeszkadza. Przyznam się szczerze, że nie miałem ani razu uczucia niedosytu nawet po najkrótszym tekście.

O czym pisze Keret? O Izraelu, o jego społeczeństwie, ludziach zamieszkujących ten kraj. Robi to jednak poprzez groteskę, czarny humor, ironię podając to wszystko polane surrealizmem. Czytając teksty Kereta często się zastanawiałem na ile autor opisuje swoje własne doświadczenia. Jak wiele w tych “opowiadaniach” zawartych jest osobistych wspomnień Kereta. Oczywiście nie starałem się przekładać jego tekstów na rzeczywistość, tego się po prostu nie da, teksty są zbyt abstrakcyjne. Po prostu przemyślenia na temat osobistych doświadczeń pisarza pojawiały się mimowolnie.

“Opowiadania” Kereta przesiąknięte są smutkiem, fatalizmem oraz bezradnością, jeśli chodzi o człowieczy los. Nie tylko w Izraelu czy Palestynie, ale w takim ogólnym, uniwersalnym wymiarze. I choć czarny humor znacznie łagodzi tę rozpacz dotykającą bohaterów tekstów, można śmiało stwierdzić, że Keret jest piewcą piekła życia na ziemi. Piekła, które może złagodzić sarkazm, ironia i groteska.

Polecam gorąco tę książkę. Warto po nią sięgnąć, nawet po to aby się trochę pośmiać z szalonych pomysłów autora.

 

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Antologia : Zajdel 2002

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Czerwiec 2011

Antologia : Zajdel 2002

Antologia : Zajdel 2002

Kolejna książeczka przeczytana przez Charliego ze działu fantastyki. Wpadła mi łapki zupełnie przypadkiem ale już nie przypadkiem postanowiłem ją przeczytać. Co mamy w tym zbiorku. Otóż opowiadania jakie zostały nominowane czy też zostały laureatami nagrody literackiej im. Janusza A. Zajdla. Jednej z najważniejszych nagród polskich jeśli chodzi o science – fiction i fantastykę.

Maja Lidia Kossakowska “Żarna niebios”
Wojciech Świdziniewski “Murarze”
Andrzej Ziemiański “Autobahn nach Poznań”
Andrzej Ziemiański “Waniliowe plantacje Wrocławia”
Rafał A. Ziemkiewicz “Cała kupa wielkich braci”

To autorzy i ich opowiadania. Z całego zbiorku nie znałem tylko opowiadania Wojciecha Świdziniewskiego, resztę już wcześniej czytałem.

Ale nie powiem bardzo przyjemnie było sobie poczytać Kossakowskiej fantazję na temat aniołów, demonów i ich walki, które później rozwinęła w swoim świetnym “Siewcy wiatru”. Inteligentnie, z dużą dawką humoru i po ludzku przedstawione są te anioły, które wydają się  bardzo ludzkie w swych namiętnościach i słabościach.

Jak wspomniałem nie czytałem tylko “Murarzy”, którzy są opowiadaniem ciekawym i interesującym ale jakoś tak bez specjalnych fajerwerków.

Ziemiański już wtedy był grubą rybą jeśli chodzi o polską fantastykę, także jego “Autobahn nach Poznań” to naprawdę świetne opowiadanie. Przewrotnie napisane, z ciekawymi pomysłami i sama myśl o Rzeczpospolitej od morza do morza przynosi ciarki. “Waniliowe plantacje Wrocławia” interesujące, choć znacznie mniej.

Ziemkiewicza czytywałem i jego “Cała kupa wielkich braci” była mi znana. Jednak trochę zepsuła mi lekturę, zbytnia znajomość poglądów politycznych pisarza, które ewidentnie się tutaj krystalizują, mimo tego – opowiadanie napisane zadziornie i z jajem.

Czasem miło tak sobie powrócić do znanych pozycji. “Zajdel 2002″ to lektura w sam raz na wakacje, które się właśnie rozpoczęły :)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Janusz Rudnicki “Męka kartoflana”

Posted by charliethelibrarian w dniu 23 Czerwiec 2011

Janusz Rudnicki "Męka kartoflana"

Janusz Rudnicki "Męka kartoflana"

Jest święto, jest delikatny kacyk, jest mega lenistwo, jest piękna pogoda – ogólnie super jest :) W takim nastroju opowiem wam o kolejnej książce Rudnickiego jaką przeczytałem. Będzie to wznowienie wydanej dziesięć lat temu “Męki kartoflanej”. Książka składa się z krótkich i dłuuugich opowiadań. Napisanych na przestrzeni kilkunastu lat przez Rudnickiego.

Cóż rzec wam o wrażeniach Charliego po lekturze. Powiem krótko – dobrze, że moja przygoda z panem Rudnickim nie zaczęła się od tej książki ale od “Śmierci czeskiego psa”. Dlaczego? Spytacie się pewnie, pełni ciekawości co się z was wylewa na ekrany monitorów. Otóż “Śmierć czeskiego…” to perełka, a “Męka…” to taka ostryga, z której perełka się dopiero wytworzy. Czuć różnicę lat, i choć w “Męce…” są fragmenty błyskotliwe, skrzące się tą właśnie ironią, groteską, za którą polubiłem pana Rudnickiego, to ogólnie lektura była raczej właśnie taką trochę męką. Wisielczy humor jest obecny w dużej dawce i na szczęście styl pisania Rudnickiego tę mękę znacznie łagodzi.

Książka podzielona jest na trzy rozdziały takie jakby – pierwszy rozdział to opowiadania opisujące nam przejebany los polskiego imigranta w Niemczech. Rudnicki całkiem zgrabnie przedstawia nam studium sąsiadki alkoholiczki, trafnie opisuje zwłaszcza sąsiadów Niemców i ich zachowania. Strasznie mnie znudziło opowiadanie pod tytułem “Odwiedziny”, jak to niby pisarza matka odwiedza.

Drugi to specyficzna “analiza” prozy Schulza. Doceniłem tutaj bezpośredniość Rudnickiego, jego bardzo krytyczne podejście do Schulza, który zdążył zostać już postawiony na cokole i nikt nie ośmiela się powiedzieć złego słowa, o autorze “Sklepów cynamonowych”. A Rudnicki występuje tutaj właśnie w roli profana, gołębia, który “obsrywa” pomnik swoimi celnymi uwagami. Robi to naprawdę świetnie i wnikliwie. W drugim rozdziale Rudnicki przybliża nam również dwie kobiety-symbole jeśli chodzi o literaturę polską. Chodzi tutaj o Marię Dąbrowską i Zofię Nałkowską. Rudnicki czyta sobie ich dzienniki i tak na luźno porównuje sobie obydwie kobiety. Robi to w sposób na tyle interesujący, że przez chwilkę nawet sam chciałem poczytać sobie ich dzienniki, ale mi przeszło i pozostanę przy Rudnickiego opowieściach o tych dziennikach i kobietach je piszących.

Trzeci i ostatni rozdział to tytułowa “Męka kartoflana”. Szalone, groteskowe, zakręcone opowiadanie opisujące gehennę Rudnickiego w podróży po mąkę kartoflaną, bo żona kazała mu kupić. Na śląskie kluski. Męka to Polska z całym jej bagażem mitów, wad, przywar. Wszystko opisane w taki sposób, że naprawdę cud, miód i orzeszki. Jest w niej wszystko co polskie, ale wyolbrzymione, przejaskrawione, mocno skarykaturowane. PKP, Grunwald, Oświęcim i jeszcze sprawa Świtonia i krzyży w Oświęcimiu – kurczę pamięta ktoś jeszcze tę akcję? Jest powódź stulecia, jest męka twórcza pisarza. Naprawdę przy “Męce…” nie męczyłem się wcale :) Rudnicki pełną gębą, tam się pokazał :)

Ogólnie polecam bardzo. Dziesięć lat temu ta książka musiała być hitem. Ja jednak cieszę się, że najpierw przeczytałem “Śmierć czeskiego psa”.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Tempus Fugit tom 1

Posted by charliethelibrarian w dniu 21 Czerwiec 2011

Tempus Fugit

Tempus Fugit

Moi drodzy w łapki Charliego wpadła antologia, o której słyszał wcześniej ale dopiero teraz mógł ją przeczytać. Cóże to za zbiór opowiadań, czegóż dotyczący. Otóż wydawnictwo Fabryka Słów zebrało kilku polskich autorów fantastyki oraz science-fiction i kazała im napisać opowiadania dotyczące czasu, jego upływu, jego przepływu, uciekania i tak dalej. Tytuł antologii “Tempus fugit” to początek (tak mi się przynajmniej wydaje) łacińskiej maksymy “Tempus fugit, aeternitas manet” czyli “Czas ucieka, wieczność pozostaje”. Ech, Ci Rzymianie mieli chłopaki łeb do sentencji.

Dobra, wracamy do antologii. Kilka opowiadań, kilku pisarzy i jednej pisarki, niektórych kojarzyłem, innych nie.

Pierwsze opowiadanie to “Zegarmistrz i łowca motyli” Jarosława Grzędowicza, którego znam, i którego “Pan lodowego ogrodu” powalił mnie swego czasu na kolana i mało co nie zawaliłem egzaminu, bo zamiast się uczyć przeczytałem pierwszy tom. Opowiadanko spoko, fajny pomysł ale naprawdę jak na Grzędowicza to bez szału, bez szału.

Następna w kolejce to pani Milena Wójtowicz, z jej zabawną “Załatwiaczką”. Tak jak wspomniałem zabawną i dosyć przyjemną, to chyba jest tak zwane fun fantasy. Lekkie, łatwe i przyjemne.

Trzecie opowiadanie wysmażył Eugeniusz Dębski “Najważniejszy dzień w tym roku” i było całkiem, całkiem interesujące. Przyszłość jaką wykreował Dębski trochę mnie przerażała i mam nadzieję, że nie dane mu jest zostać prorokiem w swoim własnym kraju.

Czwórka to dzieło pana Pawła Majki, o którym nic nigdy nie słyszałem i naprawdę żałuję. Jego “Poświat” to świetne opowiadanie, dokładnie to co Charlie lubi – Majka nakreślił świat interesujący i tak ciekawy, że bardzo było mi przykro, że opowiadanie się skończyło. “Poświat” to materiał na jakąś wypasioną sagę albo przynajmniej trylogię. Bo pomysłów tam było mnóstwo i widać, że Paweł Majka ma łeb nie od parady. Dla mnie najlepsze opowiadanie z całej antologii.

Marcin Wroński i jego “Niewiele brakowało” nie wywarło na Charliem oszałamiającego wrażenia, ot takie sobie do przeczytania.

“Matka Gromów” Sebastiana Uznańskiego już znacznie lepsza, pomysł interesujący, ładnie napisane, ale stanowczo za długie. Pod koniec wiało już schematem, choć zakończenie interesujące.

“Odnaleźć Annę” Cezarego S. Frąca nie było złe, ale również nie powaliło na kolana. Pomysł interesujący choć miałem wrażenie jakbym czytal jakieś opowiadanie z lat osiemdziesiątych. Nie wiem skąd mi się to wzięło ale tak było.

Antologia jak to antologia – jedne opowiadania słabsze, inne lepsze. Ja gorąco polecam “Poświat” – Majka miał świetny pomysł i super wykonanie, naprawdę warto to przeczytać. Ogólnie zbiór godny polecenia.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Jarosław Iwaszkiewicz “Martwa pasieka i inne opowiadania”

Posted by charliethelibrarian w dniu 22 Maj 2011

Jarosław Iwaszkiewicz "Martwa pasieka..."

Jarosław Iwaszkiewicz "Martwa pasieka..."

Jarosława Iwaszkiewicza powinien kojarzyć każdy bo przecież jest mowa o nim w szkole. Skamander i tak dalej. Czytałem “Panny z Wilka”, “Brzezinę” i bodajże takie opowiadania “Ikar”. I nic więcej – może jeszcze jakieś wiersze. Książkę wziąłem z biblioteki bo jakoś tak leżała sobie w najczęściej wypożyczanych. Ciężko jest oceniać jednoznacznie antologię. Opowiadania mają bowiem różny poziom. Zostały wybrane przez córkę pisarza, która w notce od wydawcy napisała, że opowiadania w tym zbiorze raczej nie są szczególnie preferowane przez wydawców.

Miałem zamiar opisywać każde z opowiadań po kolei ale jednak mi się zwyczajnie nie chce. Powiem ogólnie jakie wrażenia w mej duszy zostawiła lektura opowiadań. Z prozy Iwaszkiewicza wieje klasycznym wychowaniem i dużą erudycją, obyciem kulturalnym i tak dalej. I nie mówię tego w złym znaczeniu. Dużo jest muzyki poważnej, nawiązań do utworów klasyków, które ja musiałem sobie sprawdzić (dzięki Ci o Internecie i serwisie Youtube), zwyczajnie bowiem prostak ze mnie i nie słucham klasyki. Iwaszkiewicz maluje bardzo szczegółowe obrazy. Przykłada uwagę do opisu i nazywania kwiatów (co również skłoniło mnie do sprawdzania niektórych gatunków). Piszę o tym, bo po prostu bardzo mi się to w oczy rzuciło. Język opowiadań jest bardzo chłodny, stonowany i przemyślany. Tak naprawdę wydawał mi się trochę beznamiętny. Nawet w momentach kluczowych. Większość z opowiadań powstała po wojnie i powiem szczerze, że odczuwałem trochę wpływ komunizmu. W znaczeniu takim, że Iwaszkiewicz poruszał tematy w taki sposób, że ja odczuwałem próby przemycenia jedynie słusznej ideologii socjalistycznej. Tytułowa “Martwa pasieka” to nawet rozliczenie z hipisami, tak jakby :D

Ogólnie czytało mi się bardzo dobrze i wiem, że się Iwaszkiewiczem na pewno jeszcze poczęstuję. Nie będę za bardzo przynudzał i zajmował się filozoficznymi i egzystencjalnymi aspektami prozy Iwaszkiewicza bom mu nawet do pięt dorastać niegodzien jestem. I w ten sposób Charlie spauperyzował jednego z największych twórców prozy polskiej dwudziestego wieku.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Trupojad: nie ma ocalenia. Antologia.

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Marzec 2011

Trupojad

Trupojad

Horror – Charlie uwielbia, horror – Charlie kocha, horror – Charlie może zawsze i wszędzie :) A dzięki uprzejmości autora bloga o horrorze: horrorstory Charlie otrzymał dwie antologie polskich autorów tego gatunku. Teraz drogie dziatki wasz kochany bibliotekarz Charlie opowie Wam o tym, że Polacy nie kiepy i swoje horrory mają.

Jak to z antologiami bywa, opowiadania często prezentują nierówny poziom i czasem trafi się na perełkę a czasem człowiek pomyśli tylko WTF? Nie inaczej jest w tym zbiorze. Dodatkowo jeśli się dobrze zorientowałem prezentowani autorzy raczej profesjonalistami nie są ale bardzo chcą nimi być. Czasem za bardzo.  Piętnaście opowiadań, piętnastu autorów i autorek, polska myśl horrorystyczna (Firefox podkreślił mi na czerwono – stworzyłem nowe słowo! edit: ktoś napisał tak już wcześniej :( Charlie jednak nie dane Ci wstąpić na Parnas) a więc jedziemy Alleluja i kto w horror wierzy za mną kur*a! Chcecie się bać wiecznie?! Jadymy!

1. Piotr Połubiński: “Z pamiętników obłąkanego grabarza: Trupojad”

Grabarz co to sobie jakieś tajemnicze biznesy na cmentarzu kręci i ma problemy z ghulem, który wyjada mu truposzki i nie sprząta po obiedzie fleja jedna. Czarny humor, cmentarny syf, makabra i obrzydliwy ghoul do tego grabarz, którego zwyczajnie nie lubię – warto, warto! Muchy, muchy, wszędzie muchy!

2. Alicja Getek: “Cyklon”

Następne opowiadanie: very, short story o tym, że lepiej puszczać bąki bo inaczej… (Nie mogę więcej zdradzić bo spieprzę zakończenie). Takie sobie.

3. Daniel Greps: “Pokój”

W następnym opowiadaniu dowiemy się, że lepiej nie kupować mieszkania od emerytek bo to stare wredne baby co zawsze nam jakieś kukułcze jajo podrzucą. Tym razem starucha sprzedała mieszkanie z pokojem, do którego lepiej nie zaglądać bo… możemy się naprawdę przejechać. Opowiadanko całkiem spoko. Chyba je gdzieś wcześniej czytałem, mam takie wrażenie.

4. Robert Cichowlas: “Cierpliwość”

Jak tatuś zabierze do cyrku to nie ma ch”ja w mieście. Oj, czasem tatuś może się nieźle przejechać i niestety zasłuży na karę, która na pewno mu się nie spodoba. Niezłe.

5. Jakub Małecki: “Opowieść oszusta”

Korporacja to zło, praca w korpo niszczy naszą duszę, wyżyma z nas wszystko, wysysa ze szpiku wszystko jak głodny ludożerca. Ale co gdy przyjdzie do nas inne zło, bardziej namacalne, takie kurwa prawdziwe wręcz. Demonica, szatanica czy co tam się w piekle lęgnie. I to zło będzie miało dla nas bardzo interesującą ofertę? NIE PODPISUJMY NICZEGO bo ze złem jak z bankami – i tak na końcu zostaniemy wyruchani w dupę bez mydła! Świetny pomysł, super napisane, podobało się Charliemu bardzo!

6. Robert Wieczorek: “Melodie naszych sąsiadów”

Peerelowskie bloki doskonale przewodzą dźwięki, lepiej jednak nie słuchać co gra w duszach naszych sąsiadów bo możemy od tego sfiksować i to całkiem porządnie. Ujdzie nawet bardziej niż ujdzie.

7. Krzysztof Gonerski: “Prezent”

Jak się ma męża seryjnego mordercę to się nie może skończyć dobrze… Bardzo takie sobie.

8. Tomasz Duszyński: “Zniknięcie”

Tajemnicze zniknięcia, bla bla bla, prywatny detektyw, bla bla bla, rejs luksusowym statkiem, bla bla bla, krąg wzajemnych podejrzeń, bla bla bla, niemiłe zaskoczenie na koniec, bla bla bla. Oj, mocno to przegadane a pointa taka średnia i opowiadanie też średnie.

9. Paweł Pietrzak: “Szczelina”

Peerelowskie bloki mają swoje lata i czasem zdarza się, że pojawi się w nich szczelina, z której mogą wyjść pewne niezbyt przyjemne rzeczy. Ujdzie.

10. Tim Borys: “Renowator”

Stare meble często zawierają w sobie coś więcej niż tylko stetryczałe korniki. A jeśli jeszcze należały do mistrza horrorów może z tego wyjść niezły bajzel. Interesujące, ciekawe, fajne.

11. Aleksandra Zielińska: “Wierna rzeka”

Światy żywych i umarłych często mylą się zarówno jednym i drugim a granica, która je oddziela czasem może być niezbyt szczelna. Fajny pomysł, trochę oczywiste ale niezłe.

12. Radosław Kowalik: “Moja lewa ręka”

Jestem poczytnym pisarzem, zawsze piszę prawą ręką, jak sobie złamię prawą rękę to będę musiał pisać lewą a wtedy… Nie podobało mi się zupełnie, przewidywalne i jakoś tak dziwnie napisane.

13. Anna Szczęsna: “Z miłości do ciała”

NEKROFILIA – BŁE, FUJ!

14. Wiesław Karasiński: “Obowiązek szkolny”

WTF? (Mam nadzieję, że to wystarczy za komentarz).

15. Paweł Paliński: “Na południe od wtedy, na północ od teraz”

Jak cię biją przez całe życie i jesteś pośmiewiskiem w dzieciństwie to później będziesz chodził i mordował ludzi! Nie daj się – oddawaj w dzieciństwie bo później pozbawisz życia wielu ludzi. Takie sobie.

Ogólnie wrażenia po lekturze pozytywne, potencjał w narodzie jest i horror w Polszcze ma się dobrze. Przy niektórych opowiadaniach zwyczajnie nie chciało mi się nic więcej pisać – górę bierze wrodzone lenistwo. Lekturka szybka w miarę przyjemna. A i wiem, że ciężko uznać za recenzję tekst w stylu: niezłe, takie sobie, dobre ale dziś tak będzie i już! Merytoryczne argumenty zostawiam na dyskusje na poważne tematy takie jak: czy Wyborowa lepsza jest od Czystej Żołądkowej De Luxe czy nie?

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Stanisław Lem “Dzienniki gwiazdowe”

Posted by charliethelibrarian w dniu 9 Luty 2011

Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe"

Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe"

No to teraz moi drodzy książkonauci, będzie o absolutnym klasyku literatury fantastyczno naukowej. Wybitnej książce naszego pisarza. “Dzienniki gwiazdowe” to zbiór opowiadań, w których poznajemy astronautę Ijona Tichego.

Astronauta ów to człek niezwykle ciekawski i wciąż nosi go przemożna chęć poznawania coraz to nowych planet i ich mieszkańców. I tak sobie podróżuje ten nasz astronauta od galaktyki do galaktyki, od małych systemów planetarnych po ogromne skupiska setek milionów planet. Podróżuje w swej zielonej rakiecie, z której odłazi lakier a mózg elektronowy opowiada mu dowcipy z brodą. Każda jego wizyta to opis świata obcych. Poznawanie zupełnie dziwacznych kultur ale w jakiś niewytłumaczalny sposób strasznie podobnych do naszej kochanej Ziemi. Na przykład na jednej planecie Pincie bodajże, Ijon opisuje zadziwiający system rządów, w którym mieszkańcy pragną zostać rybami i non stop żyją w wodzie. Bulgocząc wciąż jak to dobre jest życie ryby wesoło zanurzają się powolutku pod wodę. Oficjalne organy wciąż powtarzają, że niedługo wszyscy mieszkańcy dostąpią tego zaszczytu i będą oddychać skrzelami. Ale póki co niech zacisną zęby bo planeta i nią rządzący przeżywają chwilowe trudności oraz występują chwilowe braki. Ci którzy pragną bulgotać trochę inaczej niż wszyscy albo nie daj wielka rybo! mówią, że ludzie w ogóle nie powinni żyć w wodzie mają nomen omen przechlapane. Owi osobnicy są usuwani do karnych brygad gdzie wykonują rybie posągi. Piękna ta podróż,  w której Lem świetnie wypunktował pewien system społeczny socjalizmem zwany. Gdzie indziej nasz dzielny kosmiczny wędrowiec spotyka zakonnika, który żali się, że misja chrystianizacyjna wśród obcych idzie opornie, wręcz bardzo opornie. Kiedy zaciekawiony nasz podróżnik pyta się tego bogobojnego męża dlaczego. Ten opisuje mu, że wszyscy ci obcy zbyt dosłownie biorą nauki Kościoła. Jedni wysłuchawszy kazań zakonnika o tym jak to męki cielesne natychmiast otwierają drogę do raju, chcąc zapewnić owo miejsce swemu ulubionemu kaznodziei robią mu z dupy jesień średniowiecza (kolokwialnie rzecz ujmując).Co nie spotyka się ze zrozumieniem Kościoła. Inni z kolei masowo wstępują do zakonów i zaprzestają się rozmnażać albowiem Kościół powtarza, że spółkowanie grzechem jest i tylko czystość cielesna może otworzyć bramy niebios. W skutek tych masowych wstąpień do klasztorów całej rasie grozi wyginięcie. Zakonnik najbardziej jednak obawia się naukowców, ludzi rozumu, racjonalistów. To oni stanowią prawdziwe zło nauczając prawd naukowych i wyjaśniając wszelkie zjawiska, które do tej pory przypisywane były Wszechmocnemu.

Wszystkie podróże Ijona czegoś nas nauczą, coś nam opowiedzą o nas samych i naszej planecie. W dodatku na kartach książki tryskają fontanny humoru, abstrakcyjne skojarzenia wyglądają zza każdej planetoidy a lekkość pióra Lema sprawia, że klasyk ten czytałem z przyjemnością. Pod płaszczykiem fantastycznych planet i ras Lem celnie punktuje naszą ludzką psychikę i nasze zachowania. Sparafrazuję Gombrowicza i napiszę: “Lem wielkim astronautą był! I zachwyca, wciąż zachwyca”.

Jako ciekawostkę dodam, że przez lata powstały różne zbiory opowiadań Lema o tytule “Dzienniki gwiazdowe”. Ja posiadam książkę z roku 1958. A więc prawdziwego staruszka. I w tym zbiorze jest jedna podróż Ijona Tichego, której podobnież Lem zakazał publikować później. Jest to podróż dwudziesta szósta. Ijon ląduje w niej na dziwnej planecie nazywającej się Merka. Owa Merka jest zagrożona przez inny kraj tak zwaną Raszę i Czajnę. Ijon trafia na dziwne ćwiczenia, podczas których symulowany jest atak przy użyciu tajemniczej broni jaką jest ejbom. Bardzo zgrabne opowiadanko będące satyrą na Amerykę lat pięćdziesiątych, która tak naprawdę również nie była takim sympatycznym krajem podówczas. Opowiadanie jest również przykładem niezłej propagandy komunistycznej :D Nic więc dziwnego, że Lem troszku się go wstydził i traktował jako takie trochę niechciane dzieciątko co to zdarzyło mu się przypadkiem.

“Dzienniki gwiazdowe” mimo tylu lat i tak wielu późniejszych książek z gatunku literatury fantastycznej wciąż wychodzą obronną ręką i można spokojnie je polecać następnym pokoleniom, które być może sięgną gwiazd tak jak Ijon Tichy.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz »

Jorge Luis Borges “Powszechna historia nikczemności”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Luty 2011

Jorge Luis Borges "Powszechna..."

Jorge Luis Borges "Powszechna..."

O tym pisarzu, którego pełne nazwisko brzmi Jorge Francisco Isidoro Luis Borges Acevedo dużo słyszałem. Uznawany za jednego z najlepszych argentyńskich pisarzy, znany i doceniany na całym świecie. Ale jakoś nigdy w ręce nie wpadła mi żadna jego książka. Ostatnio znalazłem takiego starocia a że dosyć cienkie i całkiem intrygujący tytuł to sobie przeczytałem. A co mi tam.

“Powszechna historia nikczemności” to zbiór esejów, krótkich opowiadań. Dotyczą one historii żywota jakiegoś łotra lub nikczemnika. Poznajemy więc niesławnego przerażającego wybawiciela Lazarusa Morella, który zbiegłym z plantacji bawełny niewolnikom obiecywał wolność a następnie sprzedawał ich na innym targu lub zabijał. Dorobił się pokaźnej fortuny. A opowieści o jego nikczemności do dziś przetrwały w tak zwanych urban legends w całych Stanach. Inna historia opowiada o przywódczyni chińskich piratów, która zbudowała sobie niezłe imperium. Inna opowieść dotyczy rozkwitu gangów Nowego Jorku mamy tam przepięknie opisaną bitwę uliczną:

Bitwa pod Rivington. Około stu bohaterów, niewiele różniących się od fotografii, które więdną w archiwach policji; stu bohaterów przesiąkniętych dymem papierosów i alkoholem; stu bohaterów w słomianych kapeluszach o różnobarwnych wstążkach; stu bohaterów nadwerężonych – jedni mniej, drudzy bardziej – przez wstydliwe choroby, próchnicę zębów, zaburzenia funkcjonalne dróg oddechowych albo nerek; stu bohaterów tak nieistotnych i tak wspaniałych jak ci spod Troi albo Jeny rozegrało tę okrytą mrokiem bitwę w cieniu arkad kolei nadziemnej [...] Pod wielkimi arkadami z betonu zostało siedmiu ciężko rannych, cztery trupy i martwy gołąb.”

Borges świetnie opisał jednego z najbardziej znanych rewolwerowców Dzikiego Zachodu czyli Billy the Kida, który  już za życia był chodzącą legendą i który prowadził żywot dziki i bezwzględny oraz bluźnierczy i w taki sam sposób zginął. Jest również przepiękna opowieść o tym jak wiele może wycierpieć japoński samuraj by pomścić honor swojego pana.

Oprócz historii nikczemności Borges napisał króciutkie opowiadania, które można śmiało podciągnąć pod opowiadania fantastyczne, których pierwowzorem były różne książki, które Borges przeczytał między innymi “Baśnie tysiąca i jednej nocy”.

Cały książeczka to swoisty zbiór impresji o nikczemności i podłości. Świat to podłe miejsce i ludzie od zawsze sobie wyrządzali różne świństwa. Historie opisane przez Borgesa to zaledwie wycinek taki maluteńki i to wcale nie najgorszy.

To była moja pierwsza książka Borgesa ale spodobał mi się jego styl pisarski, świadczący o niezwykłej erudycji i inteligencji. Odbierałem jego teksty jak swoistą grę z czytelnikiem nie brak tam również czarnego humoru. Borges pokazał mi jak wiele jest historii, które można opowiedzieć w ciekawy i interesujący sposób. Lektura była bardzo przyjemna i chyba sobie spróbuję jakiejś innej książki tego autora.

(heh, zakończenie wpisu wyszło mi jak z jakiegoś szkolnego wypracowania, czyli do Borgesa to Charliemu jednak w ch*j daleko)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Kir Bułyczow “Świat bez czasu”

Posted by charliethelibrarian w dniu 3 Grudzień 2010

Kir Bułyczow "Świat bez czasu"

Kir Bułyczow "Świat bez czasu"

Pójdę sobie za ciosem i zamieszczę drugi wpis. Tak się po prostu nałożyło, że skończyłem czytać drugą książkę. Zresztą tak już mam, że często czytam po kilka książek naraz – nie wiem czy to dobrze czy to źle ale nic na to nie poradzę. Dlatego też gdy jakąś książkę machnę od razu świadczy to o tym, że lektura była dla mnie niezwykle fascynująca oraz ciekawa. Niestety nie było tak w przypadku tej pozycji.

Kir Bułyczow to pisarz niezwykle zasłużony dla fantastyki nie tylko rosyjskiej ale również światowej. Wydawnictwo Solaris wydało w tej książeczce trzy opowiadania Bułyczowa tytułowe “Świat bez czasu”, coś tam o Kopciuszku i “Dania + Wasza = Wielka miłość”. Znam Bułyczowa sam na tym blogu opisałem dwie przeczytane przez niego książki, którymi byłem zachwycony. Ale ta pozycja kompletnie mi nie podeszła. Wszystkie opowiadania są mdłe, mało wciągające i nudne zwyczajnie nudne. Pierwsze o chłopcu biednym co się w sylwestra przeniósł do innego wymiaru gdzie nie ma czasu a ludzie zamiast się starzeć robią się mumiami. Drugie o Pawłyszu, co to poleciał sobie na planetę i tam pomógł uratować ekipę badaczy. W tym akurat był ciekawy pomysł, że badacze nowych planet będą genetycznie modyfikowani po to by jak najlepiej przystosować się do warunków panujących na danej planecie. Trzecie nie wiem kiedy napisane ale porusza wyświechtany pomysł z klonami hodowanymi w celu pozyskiwania nowych organów w tym przypadku dla zasłużonych działaczy i włodarzy ZSRR. Chociaż nawet było chyba najłatwiejsze do strawienia bo było w miarę lekkie i przyjemne.

Ogólnie słabo nawet rzekłbym bardzo słabo. Trzeba będzie wrócić, do wcześniejszych znacznie lepszych książek mistrza, bo ta zdecydowanie do nich nie należy.

A tak totalnie z innej beczki – właśnie siedzę sobie na mieszkaniu sącząc zimne piwko a w głośnikach napier…. dosyć głośno gra płyta KULT UNPLUGGED! Więc piątek choć spokojny raczej fajny :) Pozdrawiam!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.