Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Posty oznaczone jako ‘miłość’

George R. R. Martin “Taniec ze smokami: Część 1″

Posted by charliethelibrarian w dniu 2 Luty 2012

George R. R. Martin "Taniec ze smokami: Część 1"

George R. R. Martin "Taniec ze smokami: Część 1"

 Ja z książki łaski Charlie Bibliotekarz pierwszy tego imienia, król niezmierzonych połaci Magazynu Zbiorów Zwartych, władca Szerokich Regałów, namiestnik Zakurzonych Półek, bezpośredni spadkobierca i kontynuator tradycji Deweya, Ranganathana etc.. Wojownik UKD i obrońca Katalogu Alfabetycznego. Ja rycerz Rewersu powiadam Wam moi drodzy czytelnicy, że z każdej rzeczy początkiem następuje jej koniec. I tak jak  Martina lekturę zacząłem tak na chwilę dzisiejszą ją zakończyłem. Informacja ta napawa mnie smutkiem i rozpaczą, jednak na horyzoncie świta jutrzenka nadziei i radości. Otóż za niecałe dni dwadzieścia ukaże światu swe dziewicze stronice kolejna część „Pieśni Lodu i Ognia” wydana sumptem wydawnictwa Zysk i S-ka. Dlatego przerwa w lekturze zbyt długą nie będzie, a wyczekiwanie sprawi, że apetyt ostrzejszy się stanie i danie książkowe smakować Charliemu lepiej będzie.

Jednakże by nie zapomnieć o wydarzeniach dziejących się w „Tańcu ze smokami” krótkie spoilery. Wróciliśmy do starych bohaterów – Tyrion bierze udział (nie z własnej woli) w spisku mającemu za zadanie przywrócić na tron syna Rhaegara, który wcale nie został zabity. Wpada w ręce ser Joraha. Ser Jorah pragnie oddać Krasnala Daenerys i wkupić się z powrotem w jej łaski. Królowa smoków nie daje sobie rady, jako władczyni Meeryn. Odnoszę wrażenie, że Martin nie lubi kobiet i z każdej swej bohaterki robi po pewnym czasie irytującą pindę. Daenerys zaczęła świetnie, ale w tym tomie zwyczajnie mnie wkurza. Jon Snow robi co może na Murze, a może niewiele i nuże Inni ich dopadną i Mur padnie snadnie. Bękart Boltona to kawał skurwysyna i psychopaty oraz zboczeńca. Mam nadzieję, że Theon Sprzedawczyk (który żyje!) otrząśnie się ze strachu przed Bękartem Boltona i przestanie być Fetorem. Davos także żyje! I radzi sobie całkiem nieźle. Polubiłem Cebulowego Rycerza i mam nadzieję, że Martin tak szybko nie skaże go ponownie na śmierć tym razem prawdziwą. I jest Bran! Spotkał trójoką wronę i uczy się latać. Zaczną go powoli zżerać czardrzewa i zostanie na zawsze w jaskini z leśnymi dziadkami dziećmi.

W tej części, która toczy się równocześnie z wydarzeniami z „Uczty wron” mamy to do czego przyzwyczaił nas Martin. Humor (na czoło zdecydowanie wysuwa się tutaj Ed Cierpiętnik i jego fatalistyczna filozofia życiowa), zaskakujące zwroty akcji (które mogą się wydawać czasem naciągane – taki Theon na przykład lub młody Gryf), ale nie przeszkadzało mi to wciągnąć powietrza i mruknąć kilkukrotnie: Osz kurwa! Jest też znacznie więcej takich rzeczy jak:

Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele (dobra burdeli jest niedużo).

Zostaje mi teraz czytać inne książki, które leżały odłogiem jak część pola w trójpolówce i odliczać czas do premiery części drugiej.

P. S. Nie myślcie, że nie śledzę bieżących wydarzeń. Polska literatura straciła wyjątkową osobę, Wisława Szymborska odcisnęła swoje piętno na kulturze naszego kraju, bardzo głębokie piętno. Jej brak odczujemy dotkliwie.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 9 »

Back to the past… vol. 3

Posted by charliethelibrarian w dniu 30 Styczeń 2012

Lubicie poniedziałki? Znając życie raczej za nimi nie przepadacie. Wiedzcie moi drodzy, że i tak żyjecie w szczęśliwych czasach. Weekend ma dwa dni, a nie jeden lub żadnego… Tak, tak. Dawniej ludzie musieli zapierdalać dwadzieścia cztery godziny/ siedem dni w tygodniu, od świtu do zmierzchu. Naprawdę żyjemy w najlepszym okresie rozwoju ludzkości, przynajmniej my z kręgu cywilizacji zachodniej. Dziś mam dla was trochę wycinków z międzywojennej prasy.

Zaczniemy od apoteozy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. JU ES EJ oczyma rzeźbiarza A. Zeitlina:

IKC1925nr5

IKC1925nr5

Czy dziś ludzie w większości krajów tego świata w ten sposób postrzegają USA? Jako dziewczę o odsłoniętych piersiach z gałązką jakiegoś krzewu w cudnych rączuniach?

Okres międzywojenny to dynamiczny rozwój nauki, techniki, to era wynalazców. Niektóre pomysły mogłyby się doskonale sprawdzać w dzisiejszym świecie:

5groszy1935nr58

5groszy1935nr58

Nie ma to jak pobudka w potoku bluzgów. Solidne: wstawać kurwa! Czasem przydałoby się człowiekowi:)

Przekleństwa są obraźliwe, a dodatkowo jeśli jesteś lwowskim policjantem w Warszawie, to bardzo łatwo mogą cię zwyzywać od “galileuszów”! Ech, te warszawiaki cwaniaki, andrusy psia jego mać…

5groszy1935nr59

5groszy1935nr59

Galileusz się chyba w grobie przewracał…

Teraz coś dla miłośników książek i nowatorskich rozwiązań w dziedzinie księgarstwa.

5groszy1935nr62

5groszy1935nr62

Ciekawe czy zachowały się jakieś książki oprawione w ten sposób?

Wspomniałem na początku wpisu o ciężkiej pracy całe życie, a nie do emeryturki w wieku 67 lat. Poniżej fotografia bretońskich rybaków.

5groszy1935nr62

5groszy1935nr62

Mojej uwagi nie przykuła fotografia lecz podpis pod nią, a dokładniej jego kuriozalne zakończenie. Przecież życie nie jest romansem…

Skoro życie nie jest romansem, to skąd biorą się takie historie miłosne jak ta:

IKC1925nr19

IKC1925nr19

W artykule jest co prawda błąd, jeśli chodzi o wiek zazdrosnego kochanka, lecz z drugiej strony jakie to gorące i silne musiało być uczucie, a 62-letnia staruszka musiała być wciąż niczego sobie…

To na razie tyle. Mam nadzieję, że te informacje ze świata, który już dawno przestał istnieć pozwoliły Wam odetchnąć od czasów, w których żyjecie. Pracujcie ciężko, uczcie się pilnie, spędzajcie dni na wysiłku całkowitem… Przecież życie nie jest romansem… I basta!

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 4 »

George R. R. Martin “Uczta dla wron: Sieć spisków”

Posted by charliethelibrarian w dniu 29 Styczeń 2012

George R. R. Martin "Uczta dla wron: Sieć spisków"

George R. R. Martin "Uczta dla wron: Sieć spisków"

Biedne Westeros, biedne Siedem Królestw. Łuny pożarów, gnijące trupy konsumowane przez wrony, wilki. Biedne Westeros władane przez tępą blondynkę, która myśli, że jest sprytna i przebiegła niczym Tywin Lannister. Naprawdę miło jest patrzeć jak Cersei pogrąża się w niebycie. Choć smutno robi się człowiekowi na myśl o losie królestwa do którego przyszła zima, a spichrze puste.

Skończyłem kolejny podtom:) Czytało się bardzo dobrze. Martin jak zwykle na poziomie. Co prawda nie ma Tyriona, nie ma Jona Snow, ale przecież opowieść dotyczy wielu ludzi i całego Westeros. Po skończonej “Sieci spisków” doceniłem zabieg Martina dotyczący przeniesienia akcji i opowiedzenia historii z innymi bohaterami. Jamie wzbudza sympatię, Brienne – mam nadzieję, że nic jej nie będzie. Sam Tarly zaczyna stawać się prawdziwym mężczyzną.Cersei wspomniana wcześniej przeze mnie, daje prawdziwy popis głupoty i wpada we własne sidła. A taka miała być sprytna. Sansa Stark i Littlefinger na pewno zamieszają jeszcze konkretnie. Trzeba przyznać, że Petyr ma łeb nie od parady. Tylko jakie są jego prawdziwe zamiary? Tego bardzo chciałbym się dowiedzieć:)

W “Sieci spisków” akcja toczy się wręcz leniwie. Jest kilka momentów bardziej żywych, w których na chwilkę pojawia się to co lubimy czyli:

Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele.

Nie jest jednak tego tak dużo jak w “Nawałnicy mieczy”.

Przede mną “Taniec ze smokami cz. 1″. Później trzeba czekać na premierę, ale to już pod koniec lutego:) Przynajmniej uwolnię się na chwilę od Martina (Choć nie wiem czy tego chcę:)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

George R. R. Martin “Uczta dla wron: Cienie śmierci”

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Styczeń 2012

George R. R. Martin "Uczta dla wron: Cienie śmierci"

George R. R. Martin "Uczta dla wron: Cienie śmierci"

 Idę jak burza! Jak sztorm! Jak nawałnica, może mieczy, a może zwyczajna, gradowa taka? Następny tom połknięty, przetrawiony. I jaka ta „Uczta dla wron” jest?

Siedzą sobie te wrony i żrą tę padlinę i kraczą. Oj, jak dużo one kraczą! I tylko to robią. W porównaniu z poprzednim tomem NIC się nie dzieje! Martin musiał nowych bohaterów wprowadzić na arenę wydarzeń, bo sporo z poprzednich zostało przez wrony zjedzonych. Mamy więc Brienne, która szuka Sansy Stark, bo złożyła przysięgę Jamiemu Królobójcy. Cersei, złotowłosą królową. I kilka pomniejszych postaci, które natychmiast giną.

Nawet nie będę spoilerował tak bardzo. Zarysuję w skrócie akcję. Arya ucieka do Braavos, gdzie wstępuje do zakonu Boga o wielu twarzach. Grubas ser Świnka też jest w Braavos, lord dowódca Nocnej Straży wysłał go do Cytadeli, by zaczął się uczyć i został maestrem. Wędruje z nim Goździk wraz z dzieciakiem Mance’a Rydera i stary maester Aemon oraz brat z Nocnej Straży, który zaczyna się szlajać po burdelach. Cersei sprawuję władzę, jest jednak krótkowzroczna, butna, i myśli, że jest najmądrzejsza (długo tak nie pociągnie). Jamie próbuje siostrze przemówić do rozumu, ale ta nie chce go słuchać. Gdzieś tam się przebija informacja, że ścięli Cebulowego Rycerza – naprawdę szkoda. Mam nadzieję, że to podła plotka jest. Ogar podobno złapał niezły wkurw i grasuje po dorzeczu gwałcąc i zabijając, co się tylko da. Sansa siedzi w Orlim Gnieździe z Littlefingerem i powoli poddaje się jego urokowi. Wątek młodej Myrcelli Lannister, która jest w Dorne może tutaj namieszać całkiem sporo, lecz na razie nic się nie dzieje.

„Ucztę dla wron: Cienie śmierci” dobrze się czyta, ale nie ma tutaj, wielu rzeczy z poprzednich tomów, takich jak:

Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele. No dobra, dużo wron jest.

A tak się czyta książki w „Uczcie dla wron”:

„Sam był zmęczony jak pies, ale trudno mu było przerwać. Jeszcze tylko jedna księga — obiecywał sobie w duchu. — Potem odpocznę. Jeden foliał, jeszcze tylko jeden. Jeszcze jedna stronica, a potem pójdę na górę odpocząć i coś zjeść. Ale po jednej stronicy zawsze była następna i następna, a pod stosami kryły się kolejne księgi.”

Macie tak?

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 4 »

George R. R. Marin “Nawałnica mieczy: Krew i złoto”

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Styczeń 2012

George R. R. Marin "Nawałnica mieczy: Krew i złoto"

George R. R. Marin "Nawałnica mieczy: Krew i złoto"

 Skończyłem! Skończyłem kolejny tom! Dumny z siebie jestem jak jasna cholera, zadowolony jak spasiony Garfield po wsunięciu kilku lazanii. A wiecie co jest najlepsze? Bezczelnie wołam jeszcze! Martin zaczarował mnie zupełnie:) „Krew i złoto” obfituje w takie ilości tego samego co w poprzednich tomach, tyle, że w znacznie skondensowanej dawce. Mam więc: Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele.

Po prostu miodzio. Dzieje się dużo, zwroty akcji są niesamowite i zaskakujące!

Dobra spoilerujemy:

Jon Snow – młody pnie się w górę, jest wierny, odważny, mądry i szlachetny. Stoi na Murze i nikt nie przejdzie mu pod jego czujnym okiem:) Wątek Jona zrobił się bardziej interesujący i ciekawy.

Jamie Lannister – przeżywa swoiste nawrócenie, staje się bardziej szlachetny i honorowy. Stara się naprawić swoje błędy i postępować zgodnie z własnym sumieniem, które nagle mu się wykształciło.

Tyrion Lannister – Krasnal był w sporych opałach, oskarżony o zabójstwo bratanka, miał być skazany na śmierć. Jamie pomaga mu uciec. Dla mnie stanowczo za mało Tyrionka było. Choć on z kolei trochę przechyla się na szalę zła. Jego historia miłosna z pierwszą żoną jest bardziej rozczulająca niż myślałem.

Sam Tarlyn – mało go, ale daje radę. Przeprowadził Goździk. Pomógł Jonowi zostać kimś ważnym. Choć wciąż walczy z otyłością to jednak zaczyna robić postępy jeśli chodzi o posiadanie takiej cechy charakteru jak odwaga.

Bran Stark – prawie w ogóle go nie widać. Pojechał na łosiu za Mur do trójokiej wrony nauczyć się latać (brzmi osobliwie, ale taka jest prawda).

Arya Stark – te kobiety z rodu Starków naprawdę mają tendencję do wkurzania mnie. Arya wędruje z Ogarem, lecz trafia na „Krwawe Gody” w Bliźniakach i muszą uciekać. Później to ona ucieka od Ogara co jest głupim posunięciem, ale dzięki pewnej monecie dostaje się na statek z Braavos.

Daenerys – zdobywa kolejne miasto, postanawia jednak odpocząć i zostaje w jednym z miast, które podbiła. Ma problemy ze swoją popędem seksualnym i podejrzewam, że to może sprawić jej dużo kłopotów.

Davos Cebulowy Rycerz – mało go było, ale postępuje szlachetnie i jest prawdziwym głosem rozsądku dla Stannisa.

Catelyn Stark – oj, oj, oj. Tego się nie spodziewałem. Biedactwo dostało od życia potężnego kopa w tyłek, albo raczej miecz w gardło…

Sansa Stark – niestety nie była szczęśliwa w związku małżeńskim z Tyrionem. Zapewne wynikało to z jej oziębłości seksualnej i zupełnego braku poczucia humoru. Udaje jej się jednak zbiec z Królewskiej Przystani przy pomocy Littlefingera, który ewidentnie ma na nią chrapkę.

To tyle. Zadziwiające jak działa umysł ludzki. Wspominałem, że Martina czytałem w liceum. Moje dwie szare komórki przechowały zaledwie strzępy informacji dotyczących cyklu „Pieśń Lodu i Ognia”, ale z całkowitą jasnością i wyrazistością pamiętam fragment, który odnosił się do powiedzenia, że Tywin Lannister sra złotem. Oto ten fragment:

„Fetor, który wypełnił wychodek świadczył jednak dobitnie, że często powtarzany  żart o jego ojcu był tylko kolejnym kłamstwem. Okazało się, że Tywin Lannister wcale nie srał złotem.

Ten fragment pamiętałem bardzo dobrze i czytając kolejne tomy cyklu z  niecierpliwością czekałem na niego. No i wreszcie się doczekałem. Nie wiem dlaczego akurat ten fragment. Nie będę tego faktu zgłębiał, bo mogę się przerazić tym co wyjdzie na jaw. Niech wam wystarczy tylko ta refleksja nad kondycją umysłową Charliego…

Dwa podtomy trzeciego tomu(sic!) zdecydowanie rządzą!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 4 »

George R. R. Martin “Nawałnica mieczy: Stal i śnieg”

Posted by charliethelibrarian w dniu 20 Styczeń 2012

George R. R. Martin "Nawałnica mieczy: Stal i śnieg"

George R. R. Martin "Nawałnica mieczy: Stal i śnieg"

 Uff! Udało mi się zdobyć trzeci tom „Pieśni Lodu i Ognia”. Dokładniej to 3.1 (sprytny ten Martin). Niestety Agnes nie jestem w stanie Ci pomóc :(

Co my mamy w trzecim tomie, zasadniczo to samo co w dwóch poprzednich. Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele. (Dam sobie to do tagów:)

Martin posiada talent ogromny. Ledwo skończyłem „Stal i śnieg”, a już mi się chce czytać następny tom. I przyblokował wszelkie inne moje lektury. Nie spocznę dopóki nie przeczytam wszystkiego, wtedy odetchnę  z ulgą i spocznę w moim Winterfell Krakowskim, bo zima nadeszła:)

Będę teraz SPOILEROWAŁ, bo dużo się wydarzyło i jak będę stary i będę chciał pokazać wnukom mój kawałek Internetu, to chciałbym móc pamiętać co ja właściwie czytałem.

Arrya ma mnóstwo przygód, jest zadziorna, bezczelna, odważna i bardzo często głupia. Trafia od jednych band do drugich za każdym razem udaje jej się uniknąć niebezpieczeństwa:) Pod koniec zostaje porwana przez Ogara Sandora Clegana, który chce ją odstawić za solidny okup rodzinie. Jej przygody lubię czytać, bo nie wiadomo z czym wyskoczy.

Jon Snow bękart Neda przyłącza się do dzikich, z nimi wędruje i poznaje również smak kobiecego ciałka. Przedziera się z bandą dzikich za Mur aby zaatakować Czarny Zamek, udaje mu się uciec i ostrzec resztę braci z Czarnego Zamku. Jakoś tak wcześniej budzący moją sympatię, chłopak z białym wilkorem tym razem trochę przynudzał. No nic zobaczymy co mu Marin wyszykował w 3.2.

Samwell Tarly Nowy bohater, ser Świnka cudem przeżywa atak Innych na Pięść Starych Ludzi, w nocnej bitwie Czarna Straż zostaje rozgromiona. Nieliczni docierają do Twierdzy Castera, po drodze Samwell zabija Innego obsydianowym sztyletem. W grodzie Castera dochodzi do buntu i wzajemnego wyrzynania się. Samwell znów cudem przeżywa, ucieka z Goździk (to córka i żona Castera) oraz jej nowo narodzonym synem. Ciekawy wątek, zobaczymy co grubasek wymyśli.

Jamie Lannister też nówka postać, trochę dostaje po dupie od życia. Krwawi Komedianci ucinają mu prawą dłoń. Koleś jest zabawny, ironiczny i o dziwo ma dużo tajemnic do wyjawienia. Miło, że Martin wprowadził go na scenę.

Davos Cebulowy Rycerz. Polubiłem gościa w „Starciu królów” i dobrze, że się uratował. Zostaje lordem i mówi prawdę w oczy Stannisowi, ale jakoś szczególnie nie za dużo tam się dzieje.

Tyrion. Za mało Krasnala! Stanowczo za mało. I jakiś taki smętny się zrobił. I jeszcze brzydszy niż był, bo mu ucięli nochala w bitwie. Zmuszony został poślubić Sansę Stark! Półmężczyzna jedną z moich ulubionych postaci.

Daenerys. Młoda radzi sobie zadziwiająco dobrze i nawet, aż za bardzo. Jak na kilkunastoletnie dziewczę, udaje jej się zrobić w balona potężnych handlarzy niewolnikami z Astaportu i zyskać Nieskalanych i zrobić sobie potężną armię. Mam nadzieję, że Matka Smoków da jeszcze ognia:)

Bran. Mało go, póki co wędruje na Mur żeby opanować sztukę wstępowania w ciała zwierząt.

Cateyln Stark i Sansa Stark – nie chce mi się o tych dwóch babach pisać. Wkurwiają mnie niemiłosiernie. Cateyln to taka mamałyga, która życzy śmierci wszystkim tylko nie swojej rodzince i niczym nie różni się od Cersei, a Sansa mogłaby rozłożyć nogi przed Krasnalem – co prawda nie jest urodziwy, lecz na miłosnej sztuce się zna:)

Alem się rozpisał! No, ale to wystarczy mi, żeby ogarnąć te dłużyzny:) Przeczucie mam, że Sandor Clegane będzie jakimś dobrym kolesiem:)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 7 »

Isaac Marion “Ciepłe ciała”

Posted by charliethelibrarian w dniu 16 Grudzień 2011

Isaac Marion "Ciepłe ciała"

Isaac Marion "Ciepłe ciała"

Będę szczery. Byłem bardzo sceptycznie nastawiony do tej książki. Wręcz negatywnie sceptycznie. Przecież historia o zakochanym zombie nie może mieć sensu (tak jakby chodzące żywe trupy również miały sens). Uwielbiam tematykę zombie. Jestem fanem; głównie filmów, ale literaturą nie pogardzę również i w swym zadufaniu uważam się trochę za znawcę tematu. Może nie piszę za dużo o tym na blogu, ale obejrzałem wiele produkcji o żywych trupach. Zarówno tych należących do głównego nurtu jak i totalnie amatorskich badziewi. Dlatego nie mogłem przepuścić tak szeroko i pozytywnie komentowanej książki. Moje wątpliwości budził jedynie właśnie fakt silnej reklamy i dużego rozgłosu.

Wspominałem o moim sceptycyzmie, który był nacechowany mocno negatywnie. Otóż jestem świeżo po przeczytaniu książki. Mój instynkt mnie nie zawiódł. Książka śmierdzi. I to nie obrzydliwą zgniłą wonią rozkładającego się ciała żywego trupka. Śmierdzi przeciętnością, banałem, żenadą i romansem dla nastolatków, którym przejadły się zwyczajne i normalne seriale/książki o zakochanych dzieciakach. Teraz potrzebują zakochanych wampirów i zombiaka to się chyba nazywa, paranormal romance czy cuś. Nosz Dżizas, kurwa ja pierdolę. (Przepraszam najmocniej, alem się uniósł gniewem słusznym). Dobra, zrozumiałbym gdyby to miała być parodia tego rodzaju książek dla nastolatków. Ale ja w tej książce żadnej ironii, gry z czytelnikiem nie zauważyłem (no może poza tym, że trupek nazywał się R, jego miłość Julia:). Wręcz przeciwnie główny bohater (żywy trup), bierze wszystko ŚMIERTELNIE poważnie.

Mamy, więc zombiaka, który pamięta tylko tyle, że jego imię zaczynało się na R. R jak to inni żywi „Martwi” musi od czasu do czasu przekąsić mózgiem żywego człowieka. A bo to dobrze wpływa na gnicie, nie łupie go później w kręgosłupie i ogólnie gazy gnilne łatwiej się wypuszcza. Żywy, jeszcze cieplutki mózg to również niezła jazda. Prawie jak po grzybkach. „Martwi” spożywają go by, choć na chwilę przypomnieć sobie jak to jest mieć wspomnienia i czuć emocje. R nie jest typowym zombie. Nie chce jak wszyscy chodzić do Kościoła zombiaków, niechętnie poluje, (ale jak już to robi to jest najlepszy), słucha sobie w samolocie Franka Sinatry i ogólnie jak na gościa, któremu gnije mózg jest bardzo elokwentny i posiada spory zasób wiedzy. Podczas jednej z wycieczek obiadowych zjada mózg jakiegoś żołnierzyka. Po czym przyprowadza do siedziby „Martwych” żywą dziewczynę tegoż żołnierzyk. Od tego czasu R. zaczyna się zmieniać, Julie (to ta uprowadzona żywa dziewczyna) również dostrzega w nim „ludzia”, a nie tylko chodzące martwe ciało. W R. rodzą się już nie tylko larwy muchy plujki, ale również (uwaga będzie mocne słowo) UCZUCIA. I tak oboje rozpoczynają batalię o zmienienie świata, który jest skostniały w swej formie i skończony. Pragną dla wszystkich – zarówno dla ludzi i martwych ludzi: równości, wolności, przyszłości. Z domkami na przedmieściach, dobrą pracą, wakacjami na Florydzie i darmowymi kuponami do McBrainu. Nic nie wspominają o darmowym pochówku, ale martwym ludziom ten postulat chyba nie jest potrzebny do prawdziwego szczęścia. Książka kończy się oczywiście happy endem. Już widzę hicior kinowy z jakimś przystojnym aktorem w roli gnijącego amanta (to się na pewno dobrze sprzeda).  Już kręcą, a gnijącym amantem ma być niejaki Nicholas Hoult.

Po „Ciepłych ciałach” niczego się nie spodziewałem. Jedyną zaletą tej książki jest fakt, że bardzo szybko i w miarę dobrze się czyta. Pisarzowi nie mam nic do zarzucenia, jeśli chodzi o styl pisania. Ale cała ta historia jest dla mnie z mózgu wyssana. Jeśli chodzi o żywe trupy wolę te biegające, powłóczące nogami i jęczące „Brainzzzz! Must eat Brainzzzz!” Albo najlepiej tylko warczące. Nie chcę wykładu o miłości od kolesia, któremu gnije fiutek i śledziona wypada przez dziurę w brzuchu. Widocznie nie jestem już nastolatkiem, (co za odkrycie! Charlie zasługujesz na Nobel Prize) i stoję po stronie konserwy, która nie potrafi zaakceptować tego, że dwójka młodych ludzi, z czego jedno jest martwe, lecz na chodzie, może zapałać do siebie uczuciem gorącym jak w tragedii Szekspira. Zostawiam tę książkę nastolatkom. I muszę na odtrutkę obejrzeć dziś jakiś horror z zombie, które żrą ludzi, aż im (tym zombie) szczęki pękają.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 5 »

Anne Fadiman “Ex libris: wyznania czytelnika”

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Marzec 2011

Anne Fadiman "Ex libris..."

Anne Fadiman "Ex libris..."

No nareszcie, pomyślał Charlie gdy przeczytał gdzieś krótką recenzję książki pani Fadiman. Książka o książkach i ich wielbicielach. Charlie w swej pysze pomyślał, że on również  jest takim wielbicielem książek i z pewnością lektura “Ex libris…” podnieci go intelektualnie do granic możliwości i wyniesie na Parnas. I tak było! Och, jakież rozkoszne umysłowe rozrywki zapodała mi pani Fadiman w swoich siedemnastu esejach o książkach w jej życiu. Czułem jak moja głowa puchnie od tych wszystkich wysublimowanych smaczków. Te perełki delikatnej ironii skrzące się pomiędzy literkami w rządku grzecznie stojącymi. Te hausty elokwencji jakie można wciągać wprost ze stronic książeczki. Sto osiemdziesiąt stron czystej niemal erotycznej i perwersyjnej fascynacji słowem pisanym. Szał spoconych okładek po prostu!

Mam nadzieję, że nie przesadziłem z sarkazmem czy tam ironią. Powiem krótko nie dostałem tego czego się spodziewałem i troszkę byłem zawiedziony. Autorka naprawdę w bardzo interesujący i zabawny sposób opisuje wiele sytuacji i wspomnień związanych z książkami w JEJ życiu. I to chyba powód dlaczego ta książka nie trafiła do mnie. JEJ (znaczy się autorki) wspomnienia z dzieciństwa i młodości kompletnie się różnią od moich. Córka małżeństwa pisarzy, dorastała w domu gdzie książki były obecne zawsze, i młoda Anne nasiąknęła nimi do szpiku kości. U mnie w domu rodzice książek nie czytali. Czytałem tylko ja. Autorka gromadziła swój księgozbiór od lat najmłodszych, ja tak na dobrą sprawę zacząłem kupować książki na studiach (a i tak może ich było z kilka – wtedy raczej inne priorytety były :D ). To tak od strony formalnej wyjaśnienie dlaczego książka nie powaliła mnie na kolana. Żeby zająć się stroną narracyjną Charlie przyjmie pozę napuszonego krytyka i powie, że książka jest przeintelektualizowana, ciężko strawna dla przeciętnego polskiego czytelnika, zawiera mnóstwo odniesień do mało znanych w Polsce książek i pisarzy, którzy dawno wyginęli. Kontekst kulturowy jest wyraźnie amerykański i gdyby nie przypisy na końcu każdego eseju wiele rzeczy nie byłoby zrozumiałych. Niektórzy czytelnicy mogą odnieść wrażenie, że autorka chełpi się swoim pochodzeniem i tym, że miała takie cudowne dzieciństwo. (Charlie krytyk po części tak myśli). Inni czytelnicy rozsądnie powiedzą, że jeśli ktoś był ze swojego dzieciństwa zadowolony, nawet jeśli było zupełnie inne od dzieciństwa autorki nie ma czego zazdrościć (Z tymi czytelnikami zgadza się prawdziwy Charlie). Książka broni się stylem pisarskim, który trochę ociepla wizerunek autorki jako feministycznej, wszystko wiedzącej i przemądrzałej suki. (To Charlie krytyk tak pisze, prawdziwy Charlie nic do samic psów nie ma). Wiele zabawnych i śmiesznych fragmentów wzbudza szczerą radość. Kilka esejów to naprawdę piękne przykłady pisarstwa i dają wiele powodów do zadowolenia. Dodatkowym atutem jest fakt, że książkę czyta się szybko, więc nie zdąży zmęczyć czytelnika. Eseje, które Charlie krytyk uważa za dobre a nawet piękne i przecudowne to esej “Moja Specjalna Półka” opowieść o półce autorki, na której trzyma ona książki o tematyce polarnej. Naprawdę esej porusza w człowieku struny, o których istnieniu nie miał pojęcia oraz esej “Psoty wieloczłonowców” interesująca tematyka eseju pobudza intelektualnie.

Charlie krytyk zastanawia się czy polecić książkę czytelnikom, można a nawet warto przeczytać. Choćby dla zapoznania się z zapatrywaniami pani Fadiman na temat książek. Poza tym książka naprawdę poszerza horyzonty i skłania do pewnych działań, o których być może dowiedzą się czytelnicy wkrótce.

P. S. W eseju “Psoty wieloczłonowców” autorka porusza temat erudycji i przytacza tekst jakiegoś kolesia z lat dwudziestych, z którego nie zrozumiała dwudziestu dwóch słów. Oto one: monofizyta, mefityczny, calineries, diapazon, grimorie, adapertile, retromingent, perllan, kupelacja, adyton, sipaj, subadar, paludalny, apozemiczny, camorra, ityfalliczny, alkad, aspergilium, agathodemon, kakodemon, geotyczny, opoponaks.

Esej polegał na tym, że autorka dzwoniła po znajomych i sprawdzała ich stan erudycji po ilości rozpoznanych słów. Nie chwaląc się Charlie znał znaczenie dziesięciu słów a dwóch się domyślał. Podbudowało to dumę Charliego, że oto bibliotekarz z Polski erudytą lepszym jest od uznanej pani pisarki. (Po chwili euforii Charlie uświadomił sobie jak ulotnym i mało znaczącym jest jego triumf i zwiesił głowę smutno).

A wy? Ile potraficie rozpoznać lub przynajmniej skojarzyć słów? Bez oszukiwania i podpowiedzi!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.