Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Posty oznaczone jako ‘Książki’

Co można z książkami zrobić? Vol. 2 albo i 3.

Posted by charliethelibrarian w dniu 4 Styczeń 2012

Mieliście tak kiedyś, że idziecie sobie, dajmy na to plażą. Patrzycie pod stopy a tam piękna muszelka. Bierzecie w dłoń, spacerujecie dalej, lecz po chwili widzicie jeszcze piękniejszą muszelkę a później znów i po skończonym spacerze wyglądacie jak handlarz muszelkami z Puerto Rico. Mieliście tak?. Ja tak mam z internetami. Przeglądam sobie coś, a tam link do stron/bloga/newsa to se kliknę, a co! Kto bibliotekarzowi zabroni! I tak pacze w te monitory, zachwycam się, podziwiam ludzką kreatywność, zdolności artystyczne i możliwości. Śmieję się z głupoty i debilizmu (wtedy od razu przychodzi mi na myśl Gogol i jego słynny cytat z „Rewizora”). A każda treść coraz lepsza od poprzedniej, zdjęcia piękniejsze, wpisy ciekawsze, no po prostu bajka na bajce bajką pogania.

Znów znalazłem coś w temacie „co można z książkami zrobić”. Otóż jest taki artysta nazywa się Guy Laramee, pochodzi z Kanady. To taki człowiek orkiestra (reżyser, malarz, rzeźbiarz, tynkarz, murarz i akrobata) i w swoich projektach pragnie pokazać erozję kultury i erozję cywilizacji. Na swojej stronie pisze:

“Cultures arise, become obsolete, and are replaced by new ones. With the vanishing of cultures, some people are displaced and destroyed. We are currently told that the paper book is bound to die. The library, as a place, is finished.”

I moje skromne tłumaczenie:

„Kultury się rozwijają, stają się zbędne i w końcu zostają zastąpione przez inne. Wraz ze znikaniem określonych kultur niektórzy ludzie stają się zbędni i zniszczeni. Mówi się nam, że papierowa książka zginie, a biblioteka jako miejsce jest skończona.”.

Dzięki wielkie panie Guy, za tę optymistyczną wizję! Idę po sznur i sam się zniszczę!

Dobra mniejsza z tym. Moją uwagę zwrócił swoimi dwoma projektami „Great Wall” i „Biblios”. Dotyczą one papierowej książki, której wróży się śmierć oraz postępu, który choć ogromny wciąż nie może wykorzenić z nas ludzi, naszej prymitywnej natury. I aby to ludziom uzmysłowić pan Guy zajął się tworzeniem krajobrazów z książek.

Patrzcie i podziwiajcie!

Biblios. Guy Laramee.

Biblios. Guy Laramee.

Biblios. Guy Laramee.

Biblios. Guy Laramee.

Biblios. Guy Laramee.

Biblios. Guy Laramee.

Więcej zdjęć tutaj: BIBLIOS

I teraz inny projekt:

Great Wall. Guy Laramee.

Great Wall. Guy Laramee.

 

Great Wall. Guy Laramee.

Great Wall. Guy Laramee.

 

Great Wall. Guy Laramee.

Great Wall. Guy Laramee.

 

Great Wall. Guy Laramee

Great Wall. Guy Laramee

Więcej na: GREAT WALL

 

Obejrzyjcie sobie resztę zdjęć. Polecam serdecznie.

 

Przy projekcie “Great Wall” jest całkiem interesujący tekst.

The Great Wall

Having recently overthrown the American Empire in the 23rd century, the Chinese Empire set out to chronicle the history of the Great Panics during the 21st and 22nd centuries.

This Herculean undertaking resulted in a historiographical masterwork entitled, The Great Wall. Comprising 100 volumes, this encyclopaedia derives its name from The Great Wall of America, a monumental project to build an impregnable wall around the United States of America so as to protect this land from barbarian invasions. 150 years in the making, this wall ultimately isolated Americans from the rest of the world while sapping the country’s remaining cultural and natural resources. It also undermined the American people’s confidence in systematized hedonism, thus hastening the fall of the American Empire. As we now know this paved the way for China to invade American territory.

The Chinese Empire later ordered a group of scribes to write The Great Wall series. In the course of their duties they familiarized themselves with the libraries of the former USA. Through a strange twist of fate they thereby discovered the ancient sources of their own civilization which the new Middle Kingdom had long ago removed from its libraries. In the end this contact, primarily with Taoism and Chan (Zen) Buddhism, sowed the seeds of the Chinese Empire’s

W skrócie. To taki para historyczny tekst opisujący pracę chińskich uczonych zajmujących się historią Wielkiego Amerykańskiego Muru. Po obaleniu w 23 wieku USA Chińczycy zajęli się historią 21 i 22 wieku, czasami tak zwanej Wielkiej Paniki. USA przez 150 lat otaczały się Wielkim Murem, który w końcu odizolował kraj od reszty świata, jednocześnie wyniszczając ekonomicznie, kulturowo i marnując surowce naturalne całego państwa. Wielki Amerykański Mur przyczynił się do upadku Imperium USA. Chiński Cesarz zlecił napisać historię Muru. Chińscy uczeni zapoznali się ze zbiorami bibliotek amerykańskich i dzięki ich zbiorom odkryli na nowo historię swojej własnej cywilizacji, której nie mogli poznać, gdyż podobnych tekstów nie było w ich państwie.

Całkiem interesujące, nieprawdaż? Historia kołem się toczy:) To tak jak z nami i starożytnością. Gdyby nie Arabowie nie znalibyśmy wielu antycznych myślicieli, filozofów, pisarzy, mędrców.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 6 »

Mój dzień w książkach…

Posted by charliethelibrarian w dniu 19 Grudzień 2011

Postanowiłem dołączyć do zabawy zaproponowanej przez Lirael. Świetna sprawa. Oto zasady spisane przez Lirael:

“Zadanie polega na tym, żeby poniższe zdania uzupełnić tytułami książek, ale muszą to być wyłącznie pozycje przeczytane przez Was w 2011 roku. Tekst należy umieścić na swoim blogu. Osoby, które nie mają bloga, mogą napisać opowieść w komentarzu.

Zaczęłam dzień (z) _____.
W drodze do pracy zobaczyłam _____
i przeszłam obok _____,
żeby uniknąć _____ ,
ale oczywiście zatrzymałam się przy _____.
W biurze szef powiedział: _____.
i zlecił mi zbadanie _____.
W czasie obiadu z _____
zauważyłam _____
pod _____ .
Potem wróciłam do swojego biurka _____.
Następnie, w drodze do domu, kupiłam _____
ponieważ mam _____.
Przygotowując się do snu, wzięłam _____
i uczyłam się _____,
zanim powiedziałam dobranoc _____ .

 

Tak więc:

Mój dzień w książkach

Zacząłem dzień (z) “Katarem”.

W drodze do pracy zobaczyłem “Domy dawnego Krakowa”

i przeszedłem obok “Szkoły Bogów”,

żeby uniknąć “Wojny z Robotami”,

ale oczywiście zatrzymałem się przy “Fotoplastikonie”

W biurze szef powiedział: “Zrób sobie raj”,

i zlecił mi zbadanie “Rur”.

W czasie obiadu z “Królem Bólu”

zauważyłem “Wampira z M-3″

pod  “Wyspą Klucz”.

Potem wróciłem do swojego biurka “W rajskiej dolinie wśród zielska”.

Następnie, w drodze do domu, kupiłem “Dzienniki gwiazdowe”

ponieważ mam “Śledztwo”.

Przygotowując się do snu, wziąłem “Malowanego ptaka”

i uczyłem się “Wojować ze starym człowiekiem”,

zanim powiedziałem Good Night, Dżerzi”.

Moim zdaniem super zabawa i niezłe podsumowanie roku:)

Opublikowany w Książki, Wpisy | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 9 »

Elegie papieru…

Posted by charliethelibrarian w dniu 7 Listopad 2011

W jednym z wcześniejszych wpisów napisałem i pokazałem Wam drodzy Czytelnicy i najdroższe Czytelniczki Co można z książkami zrobić…. Przemierzając nieprzepastne zasoby internetu natrafiłem na blog pana Nicka Georgiou (nie wiem czy powinienem odmienić nazwisko, więc lepiej zostawię tak jak jest). Otóż pan ten na swoim blogu pisze o swej sztuce tak:

My art is inspired by the death of the printed word. Books and newspapers are becoming artifacts of the 21st century. As a society we’re shifting away from print consumption and heading straight towards full digital lives.” 

Uwaga! Będę tłumaczył! “Moja sztuka jest inspirowana śmiercią słowa drukowanego. Książki i gazety stają się artefaktami w dwudziestym pierwszym wieku. Jako społeczeństwo oddalamy się  od konsumpcji słowa drukowanego i podążamy wprost w stronę cyfrowego życia.” (tłumaczenie nie jest dosłowne, ale chyba wychwyciłem sens).

Nie będę się tutaj rozwodził nad “death of printed word”, bo nie uważam, że ten świat umiera. Chciałem Wam pokazać fantastyczne rzeźby, instalacje, które ten pan tworzy z gazet i książek.

The Scholar

The Scholar

 

Page 119

Page 119

 

Day of the Dead

Day of the Dead

 

read read read

read read read

Więcej prac na jego blogu: myhumancomputer.blogspot.com. Polecam gorąco!

Ja w pierwszej kolejności miałem skojarzenia z obrazem “Bibliotekarz” niejakiego Giuseppe Arcimboldo. Na pewno jakieś inspiracje były, jednak prace pana Nicka są świetne same w sobie i niektóre powalają na kolana. Przejrzyjcie sobie jego bloga, naprawdę warto!

 

P. S. Swoją drogą ten Giuseppe był naprawdę łebskim facetem. Nazywany pre-surrealistą śmiało sobie poczynał jeśli chodzi o kompozycje w swoich obrazach.

 

 

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Ruchome obrazki…

Posted by charliethelibrarian w dniu 3 Listopad 2011

Witajcie moi drodzy w ten piękny listopadowy dzień. W Krakowie cudna mgła, która unieruchomiła samoloty z Balic, a miastu nadała iście młodopolski wygląd i charakter. Taki Kraków uwielbiam:)

Mgła już rzednie, a ja sobie pomyślałem, że skoro Pulowerek.pl ma swój audiowizualny piątek to Charlie nie będzie gorszy:) Podzielę się z Wami linkami dosyć interesujących moim zdaniem filmików.

Zaczniemy od filmu, w którym postacie z okładek książek ożywają w pewnej francuskiej księgarni:

Spike Jonze: Mourir Auprès de Toi

Przepraszam za brak miniaturki i bezpośredniego linku, lecz mam jakieś problemy z osadzeniem filmu. Kliknijcie sobie w odnośnik:)

Pomysł był już wcześniej wykorzystywany i na przykład znane wszystkim Warner Bros. Pictures z ich Looney Tunes w roku 1946 wypuścili taką kreskówkę. Będzie trochę w klimacie vintage, ale przecież ostatnio jest to bardzo popularne:

 

Tu już znacznie lepiej widać:) Bo z Youtube:) Jeśli nie przeszkadza Wam ta muzyczna maniera z lat czterdziestych prześledźcie powoli tytuły, z których wyskakują postacie. Większość znałem, ale niektóre to literatura bardzo anglosaska:)

I w podobnym tonie utrzymany filmik tylko o osiem lat młodszy też od Merrie Melodies/Looney Tunes :

 

Tutaj też miałem całkiem niezłą zabawę z wyłapywaniem nieznanych mi książek:) Polecam tę zabawę:) Dziś niektóre postacie nie przeszłyby ze względu na ich niepoprawny politycznie wizerunek.

I mój ulubiony, też Looney Tunes/Merrie Melodies. Też postacie z okładek, tym razem jednak przewodników turystycznych. Film jest z roku 1938. Absolutne must see:

Film przedstawia jak najbardziej stereotypowe wyobrażenia o krajach, znajdziemy również świetną grę słów i zabawę konwencją. Niestety zabolało mnie, że nie ma tam Polski. Choć w pewnym momencie, przy tych dwóch Węgrach coś tam obok prześwituje takie POL. Dam Wam obrazek na dowód:

poland

Poland

Kreskówka pojawiła się 5 listopada 1938 roku. A więc już po Anschlussie Austrii przez Trzecią Rzeszę. Co prawda pojawia się, gdzieś na początku Vienna i para tańcząca walca, ale jakoś tak dziwnie podejrzanie robi się dłużej ciemno i zaraz wyskakuje Szkocja. Zresztą nie ma też nic o Niemcach. Z reguły przedstawianych jako Bawarczykach pijących piwo i jodłujących. Czyżby cenzura?

Internet wciąż mnie zaskakuje. Otóż jak wyczytałem z Wikipedii, o tym odcinku, oryginał trwał o 45 sekund dłużej… Isn’t that interesting? (Ach, błysnął swą angielszczyzną!).

I ostatni film, co prawda był już na pulowerku, ale bardzo mi się podoba:

Film ten powstał z okazji dwudziestopięciolecia wydawnictwa 4th Estate.

 

 

Niektóre filmy znalezione na openculture.com, inne samemu:)

 

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Janina Skarzyńska “Jak czytać książki i gazety”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Wrzesień 2011

Janina Skarzyńska "Jak czytać..."

Janina Skarzyńska "Jak czytać..."

Ileż to razy na moim blogu opisywałem moje stare zbiory biblioteczne. Dziś też będzie o książce z roku tysiąc dziewięćset trzydziestego czwartego. Jej tytuł może wywoływać lekki uśmiech na naszych twarzach. Bo jakże to?! Dziś w dwudziestym pierwszym wieku, każdy umie czytać książki i gazety, których jest tysiące i miliony. Nikomu dziś taka książka się nie przyda. A ja śmiem twierdzić, że w książce pani Janiny wciąż można odnaleźć pewne uniwersalne zasady i wartości dotyczące samokształcenia. Albowiem ta książka to poradnik dla ludzi, którzy pragną rozwinąć w sobie umiejętności aktywnego przyswajania wiedzy poprzez czytanie książek. Poradnik, który z powodzeniem, można stosować dzisiaj. Mnie osobiście nikt nigdy nie nauczył robienia notatek, zwracania uwagi na ważne rzeczy, systematyczności. Uczyłem się w tej podstawówce, liceum czy też na studiach, wyniki były jakie były, ale w taki sposób, jaki jest opisany w tej książeczce nigdy się nie uczyłem. Pokrótce autorka opisuje warsztat, jaki powinien sobie przygotować samouk pragnący przyswoić sobie wiedzę we własnym zakresie. Porusza kwestię higieny czytania, jak powinno się sporządzać notatki. Książka może trochę śmieszyć językiem, który lekko trąci myszką, i naiwnością autorki, zwłaszcza jeśli chodzi o wiarę w czytelnika oraz determinacji w samokształceniu. Takie przynajmniej ja odniosłem wrażenie, ale to raczej wynika z mojego podejścia do samokształcenia. Książka napisana przecież była w latach trzydziestych dwudziestego wieku, gdzie umiejętność czytania w społeczeństwie polskim nie była znowuż czymś tak oczywistym. A każdy czytający w miarę płynnie i ze zrozumieniem mógł z dumą twierdzić, że należy do elity.

Książka pani Janiny po raz kolejny przekonuje mnie, że wszystko już było. Jej podejście do książki i wiedzy imponuje mi i kto wie, może zastosuję  się do jej wskazówek. I choć zawiera wiele banałów i peanów na cześć książki, nie rażą one zupełnie. Czuć w tym poradniku wiarę w moc i możliwości książki i słowa drukowanego. Moc, która potrafi zmienić człowieka oraz jego status materialny dzięki WIEDZY. Polecam gorąco!!!

Przykład bardzo dobrego i zdroworozsądkowego podejścia autorki, jeśli chodzi o odczytywanie informacji z prasy:

“Dlatego też przy czytaniu gazet nastawienie powinno być czujniejsze i bardziej krytyczne niż przy czytaniu książek. Dobrze byłoby czytać nie jedną, lecz parę gazet, różnych kierunków, żeby wyrobić sobie własny sąd”

Ja w miarę możliwości staram się tak czynić:)

Garść dobrych rad od autorki książki:

Dobre rady

Dobre rady

Ja na przykład nie czytam z piórem w ręku, dlatego też często świetne zdania, złote myśli przepadają, bo podczas lektury wydaje mi się, że je zapamiętam, a później to już klops.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , | Komentarzy: 7 »

Harry Harrison “Wojna z Robotami”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Sierpień 2011

Harry Harrison "Wojna z robotami"

Harry Harrison "Wojna z robotami"

Witajcie! Jak Wam mija lato? A może raczej jesień? Dołączę do chóru rodaków mych i powiem, że tak zje…ego lata, to już dawno nie widziałem! A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie czytam praktycznie nic! Nie czytam, choć pogoda wręcz zachęca do pochłaniania książek tysiącami. No dobra, z tym nie czytaniem to trochę przesadziłem. Coś tam czytam i coś tam nawet czasem skończę.

Młodzieńcem będąc nieopierzonym, przeczytałem wszystko, z działu science-fiction i fantastyka. Dosłownie wszystko, co było dostępne w mojej miejskiej bibliotece. I ostatnio wpadła w dłonie me, książka z lat młodości. Młodości “chmurnej i durnej”. Jak wspomniałem łykałem dział science – fiction jak Charlie Sheen wciągający kreski koki nosem. Nic więc dziwnego, że Harry’ego Harisona czytywałem również. Seria o “Stalowym Szczurze”, “Planecie Śmierci” to absolutne Must Known, jeśli chodzi o klasykę gatunku. “Wojna z Robotami” (tak jakoś z dużej litery potraktuję Roboty), to zbiór ośmiu opowiadań poruszających zagadnienie sztucznej inteligencji, oraz automatów i ich roli jeśli chodzi o ludzkość. Napisane przed pięćdziesięciu laty, mogą trochę tchnąć myszką, ale nie muszą. Harrison przedstawia roboty, takimi jakimi widzieli je twórcy s-f, właśnie w latach sześćdziesiątych. Automaty, które zbudowane są ze stali i wyglądem przypominają Robota z okładki. Albo Bendera z “Futuramy”:

 

 

 

 

bender

Bender

Trochę anachroniczne podejście do robotów, w świetle tego co zaserwowało nam science – fiction, od czasu wydania książki Harrisona. Co nie zmienia faktu, że osiem opowiadań czyta się z przyjemnością. Napisane są z humorem, lekkim językiem. Mamy więc opowiastkę o bezrobotnym robocie szukającym pracy, robocie policyjnym, który zrobił porządek w marsjańskim mieście. Nie będę przytaczał tutaj wszystkich opowiadań. Powiem krótko: ja na tej mojej małej podróży w przeszłość się nie zawiodłem. A twórczość pana Harrisona, każdy szanujący się czytacz science – fiction powinien znać.

BTW- smutne jest to, że polscy czytelnicy zbiór opowiadań “Wojna z Robotami” przeczytali dopiero dwadzieścia osiem lat po ukazaniu się oryginału. Można sobie wyobrazić jak wiele myśmy mieli do nadrobienia jeśli chodzi o fantastykę. I z dumą stwierdzić, że nadrobiliśmy i to dużo. Ba! Nawet nie nadrobiliśmy – idziem za ciosem!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Janusz Rudnicki “Męka kartoflana”

Posted by charliethelibrarian w dniu 23 Czerwiec 2011

Janusz Rudnicki "Męka kartoflana"

Janusz Rudnicki "Męka kartoflana"

Jest święto, jest delikatny kacyk, jest mega lenistwo, jest piękna pogoda – ogólnie super jest :) W takim nastroju opowiem wam o kolejnej książce Rudnickiego jaką przeczytałem. Będzie to wznowienie wydanej dziesięć lat temu “Męki kartoflanej”. Książka składa się z krótkich i dłuuugich opowiadań. Napisanych na przestrzeni kilkunastu lat przez Rudnickiego.

Cóż rzec wam o wrażeniach Charliego po lekturze. Powiem krótko – dobrze, że moja przygoda z panem Rudnickim nie zaczęła się od tej książki ale od “Śmierci czeskiego psa”. Dlaczego? Spytacie się pewnie, pełni ciekawości co się z was wylewa na ekrany monitorów. Otóż “Śmierć czeskiego…” to perełka, a “Męka…” to taka ostryga, z której perełka się dopiero wytworzy. Czuć różnicę lat, i choć w “Męce…” są fragmenty błyskotliwe, skrzące się tą właśnie ironią, groteską, za którą polubiłem pana Rudnickiego, to ogólnie lektura była raczej właśnie taką trochę męką. Wisielczy humor jest obecny w dużej dawce i na szczęście styl pisania Rudnickiego tę mękę znacznie łagodzi.

Książka podzielona jest na trzy rozdziały takie jakby – pierwszy rozdział to opowiadania opisujące nam przejebany los polskiego imigranta w Niemczech. Rudnicki całkiem zgrabnie przedstawia nam studium sąsiadki alkoholiczki, trafnie opisuje zwłaszcza sąsiadów Niemców i ich zachowania. Strasznie mnie znudziło opowiadanie pod tytułem “Odwiedziny”, jak to niby pisarza matka odwiedza.

Drugi to specyficzna “analiza” prozy Schulza. Doceniłem tutaj bezpośredniość Rudnickiego, jego bardzo krytyczne podejście do Schulza, który zdążył zostać już postawiony na cokole i nikt nie ośmiela się powiedzieć złego słowa, o autorze “Sklepów cynamonowych”. A Rudnicki występuje tutaj właśnie w roli profana, gołębia, który “obsrywa” pomnik swoimi celnymi uwagami. Robi to naprawdę świetnie i wnikliwie. W drugim rozdziale Rudnicki przybliża nam również dwie kobiety-symbole jeśli chodzi o literaturę polską. Chodzi tutaj o Marię Dąbrowską i Zofię Nałkowską. Rudnicki czyta sobie ich dzienniki i tak na luźno porównuje sobie obydwie kobiety. Robi to w sposób na tyle interesujący, że przez chwilkę nawet sam chciałem poczytać sobie ich dzienniki, ale mi przeszło i pozostanę przy Rudnickiego opowieściach o tych dziennikach i kobietach je piszących.

Trzeci i ostatni rozdział to tytułowa “Męka kartoflana”. Szalone, groteskowe, zakręcone opowiadanie opisujące gehennę Rudnickiego w podróży po mąkę kartoflaną, bo żona kazała mu kupić. Na śląskie kluski. Męka to Polska z całym jej bagażem mitów, wad, przywar. Wszystko opisane w taki sposób, że naprawdę cud, miód i orzeszki. Jest w niej wszystko co polskie, ale wyolbrzymione, przejaskrawione, mocno skarykaturowane. PKP, Grunwald, Oświęcim i jeszcze sprawa Świtonia i krzyży w Oświęcimiu – kurczę pamięta ktoś jeszcze tę akcję? Jest powódź stulecia, jest męka twórcza pisarza. Naprawdę przy “Męce…” nie męczyłem się wcale :) Rudnicki pełną gębą, tam się pokazał :)

Ogólnie polecam bardzo. Dziesięć lat temu ta książka musiała być hitem. Ja jednak cieszę się, że najpierw przeczytałem “Śmierć czeskiego psa”.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Tempus Fugit tom 1

Posted by charliethelibrarian w dniu 21 Czerwiec 2011

Tempus Fugit

Tempus Fugit

Moi drodzy w łapki Charliego wpadła antologia, o której słyszał wcześniej ale dopiero teraz mógł ją przeczytać. Cóże to za zbiór opowiadań, czegóż dotyczący. Otóż wydawnictwo Fabryka Słów zebrało kilku polskich autorów fantastyki oraz science-fiction i kazała im napisać opowiadania dotyczące czasu, jego upływu, jego przepływu, uciekania i tak dalej. Tytuł antologii “Tempus fugit” to początek (tak mi się przynajmniej wydaje) łacińskiej maksymy “Tempus fugit, aeternitas manet” czyli “Czas ucieka, wieczność pozostaje”. Ech, Ci Rzymianie mieli chłopaki łeb do sentencji.

Dobra, wracamy do antologii. Kilka opowiadań, kilku pisarzy i jednej pisarki, niektórych kojarzyłem, innych nie.

Pierwsze opowiadanie to “Zegarmistrz i łowca motyli” Jarosława Grzędowicza, którego znam, i którego “Pan lodowego ogrodu” powalił mnie swego czasu na kolana i mało co nie zawaliłem egzaminu, bo zamiast się uczyć przeczytałem pierwszy tom. Opowiadanko spoko, fajny pomysł ale naprawdę jak na Grzędowicza to bez szału, bez szału.

Następna w kolejce to pani Milena Wójtowicz, z jej zabawną “Załatwiaczką”. Tak jak wspomniałem zabawną i dosyć przyjemną, to chyba jest tak zwane fun fantasy. Lekkie, łatwe i przyjemne.

Trzecie opowiadanie wysmażył Eugeniusz Dębski “Najważniejszy dzień w tym roku” i było całkiem, całkiem interesujące. Przyszłość jaką wykreował Dębski trochę mnie przerażała i mam nadzieję, że nie dane mu jest zostać prorokiem w swoim własnym kraju.

Czwórka to dzieło pana Pawła Majki, o którym nic nigdy nie słyszałem i naprawdę żałuję. Jego “Poświat” to świetne opowiadanie, dokładnie to co Charlie lubi – Majka nakreślił świat interesujący i tak ciekawy, że bardzo było mi przykro, że opowiadanie się skończyło. “Poświat” to materiał na jakąś wypasioną sagę albo przynajmniej trylogię. Bo pomysłów tam było mnóstwo i widać, że Paweł Majka ma łeb nie od parady. Dla mnie najlepsze opowiadanie z całej antologii.

Marcin Wroński i jego “Niewiele brakowało” nie wywarło na Charliem oszałamiającego wrażenia, ot takie sobie do przeczytania.

“Matka Gromów” Sebastiana Uznańskiego już znacznie lepsza, pomysł interesujący, ładnie napisane, ale stanowczo za długie. Pod koniec wiało już schematem, choć zakończenie interesujące.

“Odnaleźć Annę” Cezarego S. Frąca nie było złe, ale również nie powaliło na kolana. Pomysł interesujący choć miałem wrażenie jakbym czytal jakieś opowiadanie z lat osiemdziesiątych. Nie wiem skąd mi się to wzięło ale tak było.

Antologia jak to antologia – jedne opowiadania słabsze, inne lepsze. Ja gorąco polecam “Poświat” – Majka miał świetny pomysł i super wykonanie, naprawdę warto to przeczytać. Ogólnie zbiór godny polecenia.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

In books we trust !!!

Posted by charliethelibrarian w dniu 11 Czerwiec 2011

Takie hasło przyszło mi do głowy ostatnio. Myślałem, że jestem odkrywczy ale dla pewności wpisałem slogan w wujka Google, bo hasło było zbyt proste i banalne, aby ktoś na to nie wpadł wcześniej. I jak zwykle ktoś był wpadł, zarzucił pomysłem na to wcześniej :D

Znalazłem wpis ze strony towerofbooks. Przy okazji odkryłem angielską wersję biblionetki. Później poszperałem bo biblionetkowym forum i okazało się, że mieli takie plany. No na razie chyba nie idzie im jakoś oszałamiająco.

W każdym bądź razie pod dyskusją zaproponowałem żeby zrobić coś w stylu banknotu dolarowego z tym hasłem.

No, że ostatnio miałem trochę czasu, to się pobawiłem i zrobiłem coś takiego:

in books we trust

in books we trust

Takie tam popierdółki a nie profesjonalna obróbka graficzna. Postanowiłem się jednak tym podzielić, bo może komuś się spodoba :D

 

P. S. Gdyby ktoś miał ochotę się tym częstować to proszę śmiało :)

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 4 »

Bizarro… bitch!

Posted by charliethelibrarian w dniu 26 Marzec 2011

Oj chyba odkryłem coś niesamowitego i dla mnie zupełnie nowego. Gatunek literatury nazywany bizarro fiction. Z tego co mi mówi wikipedia: bizarro fiction to gatunek literatury współczesnej wykorzystujący elementy absurdu, satyry, groteski. Wiki podaje dalej, że bizarro najbliżej do science – fiction i horroru niż do awangardy czy dadaizmu, jednak takie elementy również znajdziemy w bizarro.

Dlaczego przykuło to moją uwagę? Otóż jak w zwykle w przepaściach internetu znalazłem informację o takiej książce:

 

Nie będę ukrywał, że zainteresował mię tytuł tejże powieści napisanej przez Camerona Pierce’a, tytuł w wolnym tłumaczeniu może brzmieć: Dupo Gobliny z Auschwitz albo Gobliny-dupy z Auschwitz albo może jeszcze inaczej. Fabuła (za Amazon.com): najpierw w ingliszu:

“In a land where black snow falls in the shape of swastikas, there exists a nightmarish prison camp known as Auschwitz. It is run by a fascist, flatulent race of aliens called the Ass Goblins, who travel in apple-shaped spaceships to abduct children from the neighboring world of Kidland. Prisoners 999 and 1001 are conjoined twin brothers forced to endure the sadistic tortures of these ass-shaped monsters. To survive, they must eat kid skin and work all day constructing bicycles and sex dolls out of dead children.

While the Ass Goblins become drunk on cider made from fermented children, the twins plot their escape. But it won’t be easy. They must overcome toilet toads, cockrats, ass dolls, and the surgical experiments that are slowly mutating them into goblin-child hybrids.

Forget everything you know about Auschwitz…you’re about to be Shit Slaughtered.”

A teraz po mojemu, pokrótce chodzi o to, że w świecie gdzie spada czarny śnieg w kształcie swastyk, mamy obóz koncentracyjny w Auschwitz. Obóz prowadzony jest przez rasę obcych, którzy wyznają ideologię faszystowską a zwią się właśnie Dupo Gobliny. Podróżują oni statkami kosmicznymi w kształcie jabłek, by porywać dzieci z sąsiedniego świata Kidlandii. Więźniowie o numerach 999 i 1001 to bracia syjamscy, którzy muszą znosić sadystyczne tortury dupokształtnych potworów. Aby przetrwać muszą jeść skórę dzieci i pracować cały dzień przy produkcji rowerów oraz sex lalek, które są robione z martwych dzieci.

Bracia wymyślają plan ucieczki, który przeprowadzają podczas gdy Dupo gobliny są pijane ciderem ze sfermentowanych dzieci. Ale na ich drodze czeka bardzo wiele przeszkód takich jak kiblowe ropuchy, cockrats – stawiam na fiutoszczury, chujoszczury, kutasoszczury albo coś w ten deseń (chociaż kutasoszury brzmią chyba najlepiej) i jakieś tam chirurgiczne eksperymenty.

I sloganik na końcu: Zapomnij wszystko co wiesz o Auschwitz – zostaniesz nieźle wyjebany? zajebany? Niestety nie wiem jak przetłumaczyć ten idiom:  Shit slaughtered.

Opis tej książki sprawił, że zapragnąłem ją mieć tu i teraz, zaraz ale już, natychmiast ku**a! To musi być taki kosmos, że po prostu maskra (tutaj słownictwo Charliego stało się tak proste jak konstrukcja cepa, albowiem gdyż oraz już i ponieważ aczkolwiek wciąż, Charlie w momentach dużej ekscytacji zapomina, że język jego ojczysty jest przebogaty jak skarbiec Sknerusa McKwacza). Niestety z tego co sprawdziłem chyba nie ma jeszcze książek z tego gatunku u nas. I solennie obiecuję, że jeśli będę cierpiał na nadmiar gotówki zakupię sobie książki tego pana Camerona Pierce na Amazon.com bo innej drogi chyba nie ma. Obietnice mogę składać bo szczerze mówiąc nie wiem kiedy będę miał nadmiar gotówki.

A może zainteresować tym jakieś polskie wydawnictwo? Albo jeszcze lepiej – samemu zacząć pisać bizarro fiction!

Wyobrażacie to sobie Charlie bibliotekarz i jego najnowsza powieść “Moher punch from Mars” albo inna powieść “Świt Odysei” (eee… nie to chyba już gdzieś było i jest bardzo ale to bardzo bizarro).

I mam trochę obaw przed tym amazon.com bo to i w dolarach się płaci, i że niby ze Stanów to leci, to chyba drogo wychodzi. Ale może czas spróbować.

W każdym bądź razie od tej pory intensywnie przeszukuję sieć w poszukiwaniu informacji o tym gatunku i zbieram pieniążki!

Dobra stronka o bizarro: bizarro central

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 8 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.