Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Posty oznaczone jako ‘horror’

Mariusz Kaszyński “Rytuał”

Posted by charliethelibrarian w dniu 3 Luty 2012

Mariusz Kaszyński "Rytuał"

Mariusz Kaszyński "Rytuał"

 Jak wspominałem przy “Tańcu…” wreszcie mam czas zająć się książkami leżącymi odłogiem. “Rytuał” zacząłem czytać przed moim karnawałem z Martinem i teraz postanowiłem dokończyć.

Co mamy moi drodzy w tym horrorze? Grupkę pracowników jednego oddziału banku, którzy zaczynają ginąć w tajemniczych, niewyjaśnionych okolicznościach przyrody i nie tylko. Dlaczego giną? Czy powodem jest zemsta zza grobu, psychopata czający się gdzieś w mroku, a może krasnoludki, które wreszcie przestały sikać do mleka i zajęły się poważniejszą robotą? Nie powiem Wam, choć szczerze mówiąc sprawca morderstw praktycznie zaraz się ujawnia i jeśli był jakiś element zaskoczenia i napięcia to ja go przegapiłem. Dobra powiem Wam, to pradawny Zły, który żre ludzi od tysiącleci i ma nas za pokarm i plugastwo. Nie ma tutaj praktycznie żadnej zagadki i nastroju grozy. Wszystko takie schematyczne i przewidywalne. No, może okoliczności przyrody są w miarę ciekawe. Choć niektóre zgony są mocno naciągane (koty, które zadrapały młodą kobietę na śmierć? Serio?!). Ale mamy przecież do czynienia z potężnym Złym, który lubi krwawe porachunki i to akurat mię cieszyło. Było bowiem całkiem sporo krwi i flaków, dość barwnie opisanych.

Główny bohater Grzegorz Natanowski mnie irytował. Facet ma przyjaciółkę od dzieciństwa, przez młodzieńcze lata, a teraz nawet pracują razem i w ogóle się nie zorientował, że Renata jest napalona na niego jak Arab na kurs pilotażu. Co za matoł! Ale na szczęście później walczy ze Złym jak prawdziwy heros i załatwia paskudę, a nawet jego potomka:)

Książka nie była zła, ale nie była również dobra. Ot, do przeczytania na raz. W miarę dobrze napisana, kilka niezłych tekstów, kilka trafnych spostrzeżeń dotyczących współczesnej nam Polski, kilka literówek. Ogólnie taka obojętna. A to chyba źle, bo jak mawiał pewien apostoł, który podobno ostro eksperymentował z różnymi substancjami psychotropowymi, przed prawie dwoma tysiącami lat:

“Znam Twoje czyny, że ani zimny, ani gorący jesteś. Obyś był zimny albo gorący. A tak, skoro jesteś letni ani gorący, ani zimny – chce Cię wyrzucić z mych ust.” (Ap. 3,15-16)

Ja mam wrażenia letnie po lekturze książki Kaszyńskiego. Ot, przeczytałem i znam. A za jakiś czas pewnie zapomnę. Ale okładka bardzo fajna.

 

P. S. Baj De Łej wczoraj minęły drei jahren od założenia mojego bloga. Jak ten czas szybko leci. A moja wątroba choć w strzępach to jednak jakoś się trzyma:) I szarych komórek jakby trochę mniej…

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Łukasz Śmigiel “Decathexis”

Posted by charliethelibrarian w dniu 14 Listopad 2011

Łukasz Śmigiel "Decathexis"

Łukasz Śmigiel "Decathexis"

Zacznę od tego, że chciałem podziękować Cedro za książkę, którą wygrałem w TYM konkursie. To bardzo miłe.

Czy moi drodzy boicie się Śmierci? Nie lubicie tej kostuchy z kosą, co to zabiera nas nie wiadomo gdzie? Bo ja jej nie lubię. Nie lubię jej bardzo. I chyba się boję. Może dlatego oglądam te horrory klasy ziet, żeby ją trochę ośmieszyć i sprawić, że będzie wyglądała głupio. A co by było gdybym żył w świecie, gdzie Śmierć jest religią panującą i każdy aspekt życia poświęcony jest przymilaniu się (w przeciwieństwie do naszego kościotrupa) tej ładnej damie z kosą. Świat Kierkegaardu jest właśnie miejscem, gdzie ludzie czczą Śmierć. Jest ona Królową wszystkiego. Cały przemysł, gospodarka, kultura i obyczaje poświęcone są Morii. Jeśli coś idzie nie tak, to na pewno Moria się gniewa. Trzeba, więc rozerwać na strzępy jakiegoś starca w ramach Mordu Kolektywnego. A jeśli będziemy należeć do sekty cierpiętników to na pewno się ucieszymy, że po naszej śmierci trafimy w brzuchy naszej rodziny, a naszego peniska zjedzą wdowy po nas. Cmentarze i wszechobecne nagrobki to niepodzielnie panujący w stolicy Kierkegaardu Kirkucie trend architektoniczny. Ale niech Was nie przerażają mroczne rytuały, które odprawiane są przez kapłanów Morii. Nie bójcie się rozszarpania żywcem przez dziki tłum w ramach Mordu kończącego tydzień pracy. Nie bójcie się dopóki nie jesteście starzy i chorzy. Wtedy raczej na sto procent traficie na listę loteryjną, a później wasze ciało zostanie rozerwane na drobne cząsteczki, które zostaną zabrane na pamiątkę. Nie bójcie się tego. Bo wbrew pozorom „Decathexis” nie jest książką ponurą i smutną. Te wszystkie rytuały, tortury i obrzydliwości mają za zadanie uświadomić żyjącym, że żyją! I nawet oblizywanie stóp rozkładającemu się trupowi, jest w jakiś sposób chorą, wypaczoną afirmacją życia. Bo wbrew pozorom w tym świecie naznaczonym śmiercią ludzie trzymają się życia i choć nie jest to powiedziane wprost, to lubią życie. Boją się do tego przyznać, bo w końcu mają tradycję, tysiącletnie rytuały, które do tej pory się sprawdzały. Na szczęście idzie nowe! Nauka i postęp cywilizacyjny głoszący upadek starego, okrutnego systemu! Światłość i para zawładną królestwem Kierkegaardu, a zabobon i ciemnota odejdą w zapomnienie! Na czele zmian stoi młoda królowa, która przy pomocy zakochanego w niej młodego tanatologa  Jona Pendergasta wprowadzi królestwo na drogę postępu i cywilizacji. Jednak zaplute karły Morii nie śpią i szykują bardzo niemiłą niespodziankę postępowcom.

Książka jest świetna! Czytało mi się bardzo dobrze. Bawiłem się setnie poznając szalone pomysły autora dotyczące wykorzystania różnego rodzaju mitów, legend, religii w stworzeniu świata Kierkegaardu. Świetny język, bardzo plastyczny i sugestywny odmalował mi świat, w którym po ulicach paradują dżentelmeni niczym w wiktoriańskiej Anglii, a jednocześnie na placyku miejskim odbywa się egzekucja w stylu prymitywnego plemienia. Obrazy tortur, gnijących ciał, morderstw były bardzo wyraziste, jednocześnie napisane w taki sposób, że nie odrzucały zbytnio. Zresztą książka to solidna mieszanka horroru, kryminału, powieści przygodowej, powieści fantasy i Bóg wie czego jeszcze. Wyszło to książce na dobre, ale daje się odczuć, że to jest bardzo silny miks.

Nie jest jednak tak, że książka „Decathexis” nie jest pozbawiona wad. Czego mi brakowało? Zakończenie! Troszkę mnie rozczarowało, nastąpiło zbyt szybko i co prawda dało otwarcie na następny tom i kontynuację przygód Pendergasta, ale było zbyt oczywiste i trochę nachalne wręcz. Zresztą do pewnego momentu wszystko rozwija się fajnie, dzieją się interesujące rzeczy i nagle wszystko przyspiesza. Zbyt przyspiesza. Ja chciałbym mieć okazję lepiej poznać Jona, poznać również fascynujący świat Kierkegaardu. Autor nie dał mi tej szansy w takim stopniu, w jakim chciałbym. Nie można mieć wszystkiego:)

Polecam gorąco! Ciekaw jestem następnego tomu, jeśli się pojawi. I jeszcze raz dziękuję Cedro:)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

This is Halloween…

Posted by charliethelibrarian w dniu 31 Październik 2011

Przepraszam za tytuł, ale cóż poradzić. Dziś Halloween i wszyscy coś piszą o tym święcie. Ja też coś tam skrobnę:) Zalała nas ta amerykancka popkultura i dziś nikt nie pamięta o co 31 pażdziernika chodziło, a tym bardziej o co chodziło naszym słowiańskim przodkom w tym dniu. Ja tam ortodoksem nie jestem i Halloween mi samo w sobie nie przeszkadza (dobra okazja do urządzenia przebieranej imprezki), ale jakbym zobaczył dzieciaka pukającego do mych drzwi i mówiącego “Cukierek albo psikus” to raczej dostałby ode mnie psikusa…

Dobry skecz kabaretowy o adaptowaniu obcych kulturowo zwyczajów do naszego słowiańskiego podwórka:

Nie będę w dzisiejszym wpisie bronił naszych słowiańskich Dziadów przed amerykańskimi Jack-o’-lanternami (jak gdyby ktoś nie wiedział to są wydrążone dynie  ze świeczkami), chciałem tylko podzielić się z Wami moimi ulubionymi motywami na Halloween.

Najlepszą dla mnie rzeczą na Halloween są specjalne odcinki Simpsonów popularnie nazywane “Treehouse of Horror”. Ten przecudowny miks najbardziej znanych i rozpoznawanych motywów z popkultury lub obecnie popularnych filmów, seriali podany w groteskowej formie jest dla mnie ucztą samą w sobie. Jest już tego ponad dwadzieścia odcinków i polecam każdy!

Horrory, horrory, horrory – bez tego nie da się przeżyć porządnego Halloween:) Czy wspomniałem już o horrorach? Jeśli nie to wspominam teraz. Niezłą listę horrorów na Halloween możecie znaleźć na blogu Horror Story Reborn. Ja ze swej strony uwielbiam post apokaliptyczne klimaty, zwłaszcza jeśli dominującymi bohaterami są zombiaki. Jednym z najlepszych filmów dla mnie, które  utrzymane są w tej konwencji jest “28 dni później” (co prawda nie ma tam zombiaków, ale to akurat nie ma najmniejszego znaczenia).  Z kolei nie przepadam za slasherami, w których krew i flaki latają zupełnie bez sensu (rzeczywiście chodzące żywe trupy na pewno mają więcej sensu). Oczywiście nieśmiertelne “Martwe zło” – wszystkie części. Pierwszy raz obejrzane na spiraconej kasecie VHS o okropnej jakości. Bogiem a prawdą – gdyby nie pirackie kasety video, to nasz naród miałby ogromne tyły jeśli chodzi o filmy z Zachodu. Jakoś nie przepadam za azjatyckim kinem grozy – wydaje mi się zbyt hermetyczne i niezrozumiałe dla mnie. Znajdzie się oczywiście kilka fajnych rzeczy. Mógłbym Wam tutaj wymieniać film za filmem, nie widzę w tym sensu zbytniego, gdyż rzeczy z gatunku horror jest mnóstwo. Makabra przyciąga magnetyczną siłą. Rynek horrorów obfituje w przeogromne ilości filmów, książek, komiksów, gier i muzyki. (Odzywa się moje wrodzone leni.. tfu.. chciałem powiedzieć wrodzona dbałość o czytelnika, coby go nie przeładować nadmiarem materiału.)

Zmieniając temat, teraz piosenka, która ostatnimi czasy gości bardzo często w moich głośnikach. Najpierw dam cover. Oryginalny utwór pochodzi z filmu według scenariusza Tima Burtona “Nightmare before Christmas” po naszemu “Miasteczko Halloween“, cover natomiast z płyty “Nightmare revisited”:

A macie też oryginał:

Fajne prawda:)

Żaby nie było tak zupełnie amerykancko, bo przecież jestem Słowianinem, jak śpiewał Spięty z Lao Che. Słowianinem oraz bibliotekarzem dlatego podzielę się z Wami niewielką ilością informacji z czasopisma o przepięknym tytule “Przyjaciel Ludu” z roku 1839. Informacje będą dotyczyć wierzeń ludowych dotyczących złych duchów.

Na początek moi drodzy tradycyjna mora albo zmora. Cóż to straszydło robi biednym wieśniakom? Ano to:

MORA

MORA

Paskudna ta mora była, że hej! Popadła jednak w zapomnienie i dziś nikt dzbanuszków ciastem nie oblepia. W przeciwieństwie do mory następny stwór ma się wśród popkultury doskonale, tylko metody jego rozpoznania ciut się zmieniły. Psze państwa WILKOŁEK!

WILKOŁEK

WILKOŁEK

Dziś Wilkołek nazywa się troszku inaczej, jednak jego potworność nie uległa zmianie. Nie do końca zrozumiałem instrukcje dotyczące wykrywania tych paskudników. Kogo mam obnieść? Wilkołeka czy bochen chleba? Czego mam nie przewracać? Skórki chleba, którą trzymam w ustach? Pomóżcie! To bardzo ważne! Zamierzam sprawdzić tą metodą czy pewien nieuprzejmy, mrukliwy i warkliwy czytelnik nie jest czasem wilkołekiem! Następny stwór to WIŁ! (przepraszam, że w dwóch zdjęciach, inaczej się niestety nie dało).

WIŁ

WIŁ

WIŁ DWA

WIŁ DWA

Nie jest taki najgorszy ten wił. Tylko strasznie upierdliwy. Znam kilku takich, co to się od człowieka nie odczepią i żyć nie dadzą. Tylko metody nękania trochę inne. Dzwonią co chwila i wcisnąć próbują jakiś badziew. Wił to przynajmniej niczego nie wciskał, tylko se stał i stał. A teraz KANIA!

KANIA

KANIA

Ach! Okrutna Kanio co dzieciaczki z wiejskich pól porywałaś! Na szczęście już nie straszysz polskich wieśniaków i przeminęłaś z wiatrem i obłokami!

Niestety to wszystko moi drodzy czytelnicy. Zdaję sobie sprawę, że zaledwie poruszyłem czubeczek góry lodowej, jeśli chodzi o horror. Tfu! Ja nawet nie zacząłem poruszać niczego! Przyznaję się bez bicia, że tego jest zbyt dużo i zwyczajnie nie ogarniam. Nawet teraz przez mój umysł galopują konie pomysłów i nie mam jak ich powstrzymać. Chciałem tylko Wam napomknąć w tę noc strachów, że ludziska bali się od zawsze i wyobraźnie mieli równie bujną dawniej co teraz. Niedługo północ, duchy i zmarli są o tej porze pełne i pełni pałeru. Dlatego bójcie się! Na koniec filmik sprzed roku, ale mam nadzieję, że nie widzieliście:

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Bonawentura Xawery Bezbrzeżny herbu w Łódce “To nie jest historia dla dobrych panien: powieść gotycka”

Posted by charliethelibrarian w dniu 25 Sierpień 2011

Bonawentura Xawery Bezbrzeżny herbu w Łódce

Bonawentura Xawery Bezbrzeżny herbu w Łódce

Wspominałem już, że moja biblioteka posiada dosyć interesujące zbiory zwłaszcza, jeśli chodzi o końcówkę wieku dziewiętnastego i początek dwudziestego. Czasem lubię zapuścić się między regały i szperać wśród zakurzonych woluminów. Często znajduję coś interesującego. I dziś chciałbym Wam drodzy moi czytelnicy pokazać istną perełkę polskiej literatury fantastycznej. Pośród zakurzonych książek natrafiłem na pozycję z roku tysiąc osiemset osiemdziesiątego szóstego. Zainteresował mię tytuł, który brzmiał „To nie jest historia dla dobrych panien: powieść gotycka”. Ten dopisek powieść gotycka uruchomił u mnie skojarzenia, że przecież z takich powieści wywodzi się gatunek horroru. Przykucnąłem sobie na stołeczku i rozpocząłem lekturę.

Nie była ona łatwa, bo jak przystało na dopisek powieść gotycka cała była wydrukowana czcionką gotycką, a ta nie jest łatwą w lekturze. Nie spodziewałem się niczego zaskakującego jednak…

Zatopiłem się w lekturze na długie minuty, na szczęście powieść nie była zbyt długa i udało mi się ją skończyć bardzo szybko mimo problemów z odcyfrowywaniem gotyckiej czcionki. Niesamowita powieść polskiego zapomnianego pisarza Bonawentury Xawerego Bezbrzeżnego herbu w Łódce. Poszperałem trochę w wikipedii i w sieci. Znalazłem niewiele informacji o autorze. Kliknijcie sobie i przeczytajcie. Okazało się, że koleś miał nieźle zakręcony żywot. Był chyba pierwszym na ziemiach polskich miłośnikiem horrorów. Podobno w jego dworku można znaleźć było mnóstwo kości ludzkich na ścianach, czaszek, a sam gospodarz dworku całe noce spędzał na cmentarzach wykopując zwłoki i starając się zrobić z nich zombiaków! Nawet sprowadził czarownika z Haiti! I odprawiał z nim rytuały voodoo. W końcu miarka się przebrała i wkurzona lokalna społeczność, zamanifestowała swoje oburzenie poprzez rozniesienie na widłach szlachcica, a czarownika voodoo również chcieli roznieść na widełkach. Ten jednak zniknął w tajemniczych okolicznościach.

Wracając do książki. Jest to piękna i budząca grozę opowieść o młodej panience, z podupadającego szlacheckiego rodu, która nie zgadza się zostać kolejną matroną w owym rodzie i ostro się buntuje. Podczas jednego ze spacerów w puszczy (akcja dzieje się gdzieś na zadupiach dzisiejszej Białorusi), natyka się na dziwnego młodzieńca, cudacznie ubranego oraz strasznie bladego. O oczach „skrzących się jak dwa dyjamenty, piersi szerokiej i zębiszczach jak u wilczura” (takie perełki można odcyfrować z gotyckiej czcionki książki). Dobra wracając do fabuły. Otóż poznany w puszczy młodzieniec akurat konsumował jelonka. Co zadziwiające panienka nie przestraszyła się gościa pożerającego zwierzątko, jeszcze żywe. Nawiązała się znajomość, okazało się, że młodzieniec jest dobrym WAMPIREM, i ssie tylko zwierzęta, a nie ludzi. Poza tym przeprowadził się niedawno z rodziną i nie zna w okolicy nikogo. Dziewczyna, jak to młoda dziewczyna zakochała się w facecie, który (wg autora książki – „podczas miłośnych przechadzek schywtywał zębiszczami swemi, zajączki młode i rozrywał je na wpół, krew łapczywie spijając”). Nie będę osądzał, bo wiadomo miłość jest ślepa. Dalej mamy romantyczną historię miłości do mężczyzny, który ma erekcję tylko wtedy, gdy wychłepce krew z całego żubra (dosyć interesujące opisy miłosnych scen, na pewno nie łóżkowych, bo akcja dzieje się w puszczy na świeżym trupie żubra, niestety nie pamiętam dokładnych słów, ale były mocne). Ogólnie książka nie kończy się happy endem. Nie będę spojlerował, powiem tylko, że w akcję wtrąca się proboszcz, oraz społeczność lokalna uzbrojona w widły i płonące pochodnie.

Dlaczego zafascynowała mnie tak ta historia? Fabuła opowieści przypomina mi, co nieco te książki o wampirach – „Zmierzch” czy jakoś tak. Nie czytałem ich, ale trudno dziś funkcjonować w świecie popkultury nie wiedząc, o co kaman. Krótko mówiąc, „Zmierzch” to komercyjny ogromny sukces na całym świecie. A tu się okazuje, że grubo ponad sto lat temu, jakiś sfazowany polski szlachcic napisał podobną historię, tylko znacznie bardziej krwawą (ten młodzieniec nie jest taki miły do końca – oprócz jelonków i żubrów lubi, jednak possać sobie wieśniaka lub wieśniaczkę). Nie twierdzę, że pani Stephanie Meyer popełniła plagiat – to przecież niemożliwe. Po prostu praca w bibliotece utwierdza mnie coraz bardziej, w przekonaniu, że wszystko już było.

P. S. Po pierwsze nie spędzam swego całego czasu w pracy czytając stare książki.

Po drugie – jeśli ktoś nie kliknął w pierwszy link to zdecydowanie musi kliknąć w ten : KLIK. Mam nadzieję, że to wszystko wyjaśni :)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 15 »

Trupojad: nie ma ocalenia. Antologia.

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Marzec 2011

Trupojad

Trupojad

Horror – Charlie uwielbia, horror – Charlie kocha, horror – Charlie może zawsze i wszędzie :) A dzięki uprzejmości autora bloga o horrorze: horrorstory Charlie otrzymał dwie antologie polskich autorów tego gatunku. Teraz drogie dziatki wasz kochany bibliotekarz Charlie opowie Wam o tym, że Polacy nie kiepy i swoje horrory mają.

Jak to z antologiami bywa, opowiadania często prezentują nierówny poziom i czasem trafi się na perełkę a czasem człowiek pomyśli tylko WTF? Nie inaczej jest w tym zbiorze. Dodatkowo jeśli się dobrze zorientowałem prezentowani autorzy raczej profesjonalistami nie są ale bardzo chcą nimi być. Czasem za bardzo.  Piętnaście opowiadań, piętnastu autorów i autorek, polska myśl horrorystyczna (Firefox podkreślił mi na czerwono – stworzyłem nowe słowo! edit: ktoś napisał tak już wcześniej :( Charlie jednak nie dane Ci wstąpić na Parnas) a więc jedziemy Alleluja i kto w horror wierzy za mną kur*a! Chcecie się bać wiecznie?! Jadymy!

1. Piotr Połubiński: “Z pamiętników obłąkanego grabarza: Trupojad”

Grabarz co to sobie jakieś tajemnicze biznesy na cmentarzu kręci i ma problemy z ghulem, który wyjada mu truposzki i nie sprząta po obiedzie fleja jedna. Czarny humor, cmentarny syf, makabra i obrzydliwy ghoul do tego grabarz, którego zwyczajnie nie lubię – warto, warto! Muchy, muchy, wszędzie muchy!

2. Alicja Getek: “Cyklon”

Następne opowiadanie: very, short story o tym, że lepiej puszczać bąki bo inaczej… (Nie mogę więcej zdradzić bo spieprzę zakończenie). Takie sobie.

3. Daniel Greps: “Pokój”

W następnym opowiadaniu dowiemy się, że lepiej nie kupować mieszkania od emerytek bo to stare wredne baby co zawsze nam jakieś kukułcze jajo podrzucą. Tym razem starucha sprzedała mieszkanie z pokojem, do którego lepiej nie zaglądać bo… możemy się naprawdę przejechać. Opowiadanko całkiem spoko. Chyba je gdzieś wcześniej czytałem, mam takie wrażenie.

4. Robert Cichowlas: “Cierpliwość”

Jak tatuś zabierze do cyrku to nie ma ch”ja w mieście. Oj, czasem tatuś może się nieźle przejechać i niestety zasłuży na karę, która na pewno mu się nie spodoba. Niezłe.

5. Jakub Małecki: “Opowieść oszusta”

Korporacja to zło, praca w korpo niszczy naszą duszę, wyżyma z nas wszystko, wysysa ze szpiku wszystko jak głodny ludożerca. Ale co gdy przyjdzie do nas inne zło, bardziej namacalne, takie kurwa prawdziwe wręcz. Demonica, szatanica czy co tam się w piekle lęgnie. I to zło będzie miało dla nas bardzo interesującą ofertę? NIE PODPISUJMY NICZEGO bo ze złem jak z bankami – i tak na końcu zostaniemy wyruchani w dupę bez mydła! Świetny pomysł, super napisane, podobało się Charliemu bardzo!

6. Robert Wieczorek: “Melodie naszych sąsiadów”

Peerelowskie bloki doskonale przewodzą dźwięki, lepiej jednak nie słuchać co gra w duszach naszych sąsiadów bo możemy od tego sfiksować i to całkiem porządnie. Ujdzie nawet bardziej niż ujdzie.

7. Krzysztof Gonerski: “Prezent”

Jak się ma męża seryjnego mordercę to się nie może skończyć dobrze… Bardzo takie sobie.

8. Tomasz Duszyński: “Zniknięcie”

Tajemnicze zniknięcia, bla bla bla, prywatny detektyw, bla bla bla, rejs luksusowym statkiem, bla bla bla, krąg wzajemnych podejrzeń, bla bla bla, niemiłe zaskoczenie na koniec, bla bla bla. Oj, mocno to przegadane a pointa taka średnia i opowiadanie też średnie.

9. Paweł Pietrzak: “Szczelina”

Peerelowskie bloki mają swoje lata i czasem zdarza się, że pojawi się w nich szczelina, z której mogą wyjść pewne niezbyt przyjemne rzeczy. Ujdzie.

10. Tim Borys: “Renowator”

Stare meble często zawierają w sobie coś więcej niż tylko stetryczałe korniki. A jeśli jeszcze należały do mistrza horrorów może z tego wyjść niezły bajzel. Interesujące, ciekawe, fajne.

11. Aleksandra Zielińska: “Wierna rzeka”

Światy żywych i umarłych często mylą się zarówno jednym i drugim a granica, która je oddziela czasem może być niezbyt szczelna. Fajny pomysł, trochę oczywiste ale niezłe.

12. Radosław Kowalik: “Moja lewa ręka”

Jestem poczytnym pisarzem, zawsze piszę prawą ręką, jak sobie złamię prawą rękę to będę musiał pisać lewą a wtedy… Nie podobało mi się zupełnie, przewidywalne i jakoś tak dziwnie napisane.

13. Anna Szczęsna: “Z miłości do ciała”

NEKROFILIA – BŁE, FUJ!

14. Wiesław Karasiński: “Obowiązek szkolny”

WTF? (Mam nadzieję, że to wystarczy za komentarz).

15. Paweł Paliński: “Na południe od wtedy, na północ od teraz”

Jak cię biją przez całe życie i jesteś pośmiewiskiem w dzieciństwie to później będziesz chodził i mordował ludzi! Nie daj się – oddawaj w dzieciństwie bo później pozbawisz życia wielu ludzi. Takie sobie.

Ogólnie wrażenia po lekturze pozytywne, potencjał w narodzie jest i horror w Polszcze ma się dobrze. Przy niektórych opowiadaniach zwyczajnie nie chciało mi się nic więcej pisać – górę bierze wrodzone lenistwo. Lekturka szybka w miarę przyjemna. A i wiem, że ciężko uznać za recenzję tekst w stylu: niezłe, takie sobie, dobre ale dziś tak będzie i już! Merytoryczne argumenty zostawiam na dyskusje na poważne tematy takie jak: czy Wyborowa lepsza jest od Czystej Żołądkowej De Luxe czy nie?

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Bizarro… bitch!

Posted by charliethelibrarian w dniu 26 Marzec 2011

Oj chyba odkryłem coś niesamowitego i dla mnie zupełnie nowego. Gatunek literatury nazywany bizarro fiction. Z tego co mi mówi wikipedia: bizarro fiction to gatunek literatury współczesnej wykorzystujący elementy absurdu, satyry, groteski. Wiki podaje dalej, że bizarro najbliżej do science – fiction i horroru niż do awangardy czy dadaizmu, jednak takie elementy również znajdziemy w bizarro.

Dlaczego przykuło to moją uwagę? Otóż jak w zwykle w przepaściach internetu znalazłem informację o takiej książce:

 

Nie będę ukrywał, że zainteresował mię tytuł tejże powieści napisanej przez Camerona Pierce’a, tytuł w wolnym tłumaczeniu może brzmieć: Dupo Gobliny z Auschwitz albo Gobliny-dupy z Auschwitz albo może jeszcze inaczej. Fabuła (za Amazon.com): najpierw w ingliszu:

“In a land where black snow falls in the shape of swastikas, there exists a nightmarish prison camp known as Auschwitz. It is run by a fascist, flatulent race of aliens called the Ass Goblins, who travel in apple-shaped spaceships to abduct children from the neighboring world of Kidland. Prisoners 999 and 1001 are conjoined twin brothers forced to endure the sadistic tortures of these ass-shaped monsters. To survive, they must eat kid skin and work all day constructing bicycles and sex dolls out of dead children.

While the Ass Goblins become drunk on cider made from fermented children, the twins plot their escape. But it won’t be easy. They must overcome toilet toads, cockrats, ass dolls, and the surgical experiments that are slowly mutating them into goblin-child hybrids.

Forget everything you know about Auschwitz…you’re about to be Shit Slaughtered.”

A teraz po mojemu, pokrótce chodzi o to, że w świecie gdzie spada czarny śnieg w kształcie swastyk, mamy obóz koncentracyjny w Auschwitz. Obóz prowadzony jest przez rasę obcych, którzy wyznają ideologię faszystowską a zwią się właśnie Dupo Gobliny. Podróżują oni statkami kosmicznymi w kształcie jabłek, by porywać dzieci z sąsiedniego świata Kidlandii. Więźniowie o numerach 999 i 1001 to bracia syjamscy, którzy muszą znosić sadystyczne tortury dupokształtnych potworów. Aby przetrwać muszą jeść skórę dzieci i pracować cały dzień przy produkcji rowerów oraz sex lalek, które są robione z martwych dzieci.

Bracia wymyślają plan ucieczki, który przeprowadzają podczas gdy Dupo gobliny są pijane ciderem ze sfermentowanych dzieci. Ale na ich drodze czeka bardzo wiele przeszkód takich jak kiblowe ropuchy, cockrats – stawiam na fiutoszczury, chujoszczury, kutasoszczury albo coś w ten deseń (chociaż kutasoszury brzmią chyba najlepiej) i jakieś tam chirurgiczne eksperymenty.

I sloganik na końcu: Zapomnij wszystko co wiesz o Auschwitz – zostaniesz nieźle wyjebany? zajebany? Niestety nie wiem jak przetłumaczyć ten idiom:  Shit slaughtered.

Opis tej książki sprawił, że zapragnąłem ją mieć tu i teraz, zaraz ale już, natychmiast ku**a! To musi być taki kosmos, że po prostu maskra (tutaj słownictwo Charliego stało się tak proste jak konstrukcja cepa, albowiem gdyż oraz już i ponieważ aczkolwiek wciąż, Charlie w momentach dużej ekscytacji zapomina, że język jego ojczysty jest przebogaty jak skarbiec Sknerusa McKwacza). Niestety z tego co sprawdziłem chyba nie ma jeszcze książek z tego gatunku u nas. I solennie obiecuję, że jeśli będę cierpiał na nadmiar gotówki zakupię sobie książki tego pana Camerona Pierce na Amazon.com bo innej drogi chyba nie ma. Obietnice mogę składać bo szczerze mówiąc nie wiem kiedy będę miał nadmiar gotówki.

A może zainteresować tym jakieś polskie wydawnictwo? Albo jeszcze lepiej – samemu zacząć pisać bizarro fiction!

Wyobrażacie to sobie Charlie bibliotekarz i jego najnowsza powieść “Moher punch from Mars” albo inna powieść “Świt Odysei” (eee… nie to chyba już gdzieś było i jest bardzo ale to bardzo bizarro).

I mam trochę obaw przed tym amazon.com bo to i w dolarach się płaci, i że niby ze Stanów to leci, to chyba drogo wychodzi. Ale może czas spróbować.

W każdym bądź razie od tej pory intensywnie przeszukuję sieć w poszukiwaniu informacji o tym gatunku i zbieram pieniążki!

Dobra stronka o bizarro: bizarro central

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 8 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.