Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Posty oznaczone jako ‘antologia’

Antologia “31.10. Halloween po polsku”

Posted by charliethelibrarian w dniu 15 Styczeń 2012

"31.10. Halloween po polsku"

"31.10. Halloween po polsku"

 Ech, jak zwykle rychło w czas Charlie czyta książki. Po Halloween już śladu nie ma, wszystkie żywe trupy grzecznie wróciły do grobów lub rozłożyły się w sposób jak najbardziej elegancki. Wiedźmy porzuciły miotły i przeniosły się do dziekanatów i wszelkiego rodzaju urzędów, na swoje posadki. Co do duchów to wessane zostały do odkurzacza i miotają się teraz wśród drobin kurzu i jednogroszówek (widzieliście kiedyś zawartość worka do odkurzacza? Nie wiem naprawdę skąd się bierze tyle tych monet tam… To prawie tak jak ze skarpetkami, moje udają się do skarpetkowej Valhalli po każdym praniu). Dobra, ale ja nie o tym, nie o tym.

O książce „31.10.Halloween po polsku” czytałem już na kilku portalach, akcja spodobała mi się i sobie ściągnąłem tego ebooka. Tak moi drodzy ebooka albowiem książka nie ma swojej papierowej wersji i istnieje tylko w postaci cyfrowej. I jest jeszcze coś ważnego w tej antologii. Otóż jest ona za zupełną darmochę! Ściągnąć sobie może każdy i każdy może przeczytać!

Nie będę ukrywał, że długo zwlekałem z lekturą, gdyż zwyczajnie podchodziłem do czegoś, co jest za darmo jak pies do jeża. To znaczy obawiałem się jakiejś grafomanii, która poziomem dorównuje depresji w Żuławach Wiślanych. Takie miałem głupie wyobrażenie, że jak piszą za darmo książki to pewnie badziew. Na szczęście lektura okazała się solidnym pacnięciem w potylicę, że Charlie nie powinien oceniać książki po okładce, ani tym bardziej po cenie.

Dwudziestu pięciu autorów i trzydzieści cztery opowiadania. Opowiadania przeróżne, od typowych historii o duchach (Anna Rybkowska “Autostopowiczka“), po historie o żarłocznych lodówkach (Mariusz Zielke “Żarłoczne lodówki“). Niektóre teksty zabawne, ironiczne. Inne opowiadania z kolei śmiertelnie poważne, trochę na siłę starające się stworzyć straszny klimat. Jednak ogólnie cały zbiór czytało się dobrze. Czasem tylko zżymałem się na banalny pomysł i kiepskie wykonanie. Niestety duża ilość opowiadań sprawiła, że bardzo szybko wylatują z pamięci. Moje szare komóreczki (w liczbie dwóch ostatnich weteranów) nie radzą sobie z gromadzeniem danych i informacji tak dobrze jak dawniej. Postaram się je jednak zmusić do maratonu pamięciowego i wymienię kilka opowiadań, które na owych dwóch szarych komórkach zrobiły wrażenie. W antologii brakowało mi żywych trupów, najbliższe tej tematyce było opowiadanie “Noc żywych awatarów” Wala Sadowa – interesujący pomysł, napisane z humorem i dość ciekawie. Inne opowiadanie, które zaintrygowało dwie szare komórki (nazywam je Pinky i Mózg) było bardziej fantastyką, niż opowieścią grozy. To “Nikczemnik” Antoniny Kostrzewy, historyjka o młodym adepcie magii, co chce zostać potężnym czarnoksiężnikiem, aż prosi się o rozwinięcie jego przygód. Dwie szare komórki – dwa opowiadania.

Jakie wrażenie po lekturze? Bać się nie bałem. Jestem już dużym chłopcem i swoje widziałem, jeśli chodzi o horror. Kilka ciekawych pomysłów, kilka takich, które mnie niczym nie zaskoczyły, a nawet trochę zirytowały. Ogólnie nie jest źle, ale szału nie ma. Mogę rzec, że “31.10. Halloween po polsku” zdecydowanie nie jest na poziomie  Żuław Wiślanych – jest znacznie, znacznie wyżej:)

„31.10. Halloween po polsku” jest dobrą antologią i można się z nią zapoznać.

Tutaj strona projektu: 31.10.pl.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Jacek Dukaj “Król Bólu”

Posted by charliethelibrarian w dniu 9 Listopad 2011

Jacek Dukaj "Król Bólu"

Jacek Dukaj "Król Bólu"

Mam problem z czytaniem. Otóż za dużo tych książek jest! Pałętają się wszędzie, nowości, klasyki, arcydzieła i szmirowate, kiczowate powieści, które chciałoby się czytnąć, wchłonąć, poznać. A tu jeszcze przydałoby się jakiś filmik obejrzeć, pójść na piwko, pojeździć na rowerze. I poza tym pracować… Life is too short…  Nie załamuję się jednak i dzielnie podnoszę rękawicę i nadstawiam drugi policzek okrutnemu losowi, który zmusza mnie do podejmowania coraz trudniejszych wyborów.

Jacek Dukaj – na blogu pisałem o „Xavrasie” i „Wrońcu”, jeśli klikniecie to zrozumiecie, że pisałem praktycznie same peany:) Inne jego opowiadania i powieści czytałem wcześniej, więc nie ma po nich śladu na blogu. Odczucia pozostawiły po sobie bardzo pozytywne.

Jakie wrażenia po „Królu Bólu”, najnowszym zbiorze opowiadań? No cóż, wrażenia są mieszane. Po pierwsze primo chciałem nadmienić, że „Król…” leżał u mnie na półce już od wakacji. Podczytywałem go sobie w wolnych chwilach, ale odłożyłem na dłużej, bo nie mogłem przebrnąć przez pierwsze opowiadanie pod tytułem „Linia oporu”. Po drugie primo, w tym opowiadaniu Dukaj naprawdę popłynął. Niczym Chruszczow, który zaczął napieprzać butem w siedzibie ONZ podczas przemówienia w okresie kryzysu kubańskiego. Zwyczajnie nie mogłem tego czytać. Zero fabuły, bełkot – co prawda świetnie wystylizowany – jednak nie zmienia to faktu, że dla mnie to był bełkot. Po trzecie primo ultimo udało mi się jednak przełamać wstręt i czytanie wznowiłem, z czego jestem ogromnie zadowolony i proszę o nagrodę szanowną komisję d/s mobilizacji czytelniczej.

Na szczęście podczas dalszej lektury było już lepiej. Opowiadania „Oko potwora” nie dało się nie porównać do lemowskiej fantastyki. Statki kosmiczne ze stosami atomowymi, członkowie załogi znani tylko ze względu na swoją funkcję. Kosmos jakiego nie powstydziłby się Lem. Ponadto świetnie oddana atmosfera paranoi, podejrzliwości, klaustrofobii jaka musiałaby panować na takich statkach kosmicznych. Wszystkie te plusy przysłania jeden minus. Otóż Dukaj znów zaczyna popadać w nadmierne filozofowanie i całe fragmenty tego opowiadania znów stają się filozoficzną kupą słów, dla mnie osobiście nie do strawienia. Prosty ze mnie człowiek i proste lubię przyjemności.

Tytułowy „Król Bólu i pasikonik” to Dukaj, którego lubię. Świetnie opisana Ziemia, która podzieliła się na strefy, których nie można przekraczać, ze względu na różnice w DNA mieszkańców. A wszystko przez bioterroryzm. Dukaj znów zachwycił ogromem wyobraźni i rozmachem opisywanego świata. Czytając miałem wrażenie, że czytam opis bardzo prawdopodobnej przyszłości ludzkości. Zresztą Dukaj we wszystkich swoich opowiadaniach poruszył problem przyszłości ludzkiego gatunku. Zarówno jeśli chodzi o rozwój technologii i nauki jak i sferę filozoficzną i egzystencjalną, oraz wszelkie implikacje społeczne, które rozwój danej technologii ze sobą niesie. Czytanie opowiadań Dukaja nie pozostawia nam wątpliwości, że pan pisarz sporo nad tym główkował i główkuje dalej. A zasób wiedzy, jaki wydaje się posiadać daje mu do tego główkowania pełne usankcjonowane prawo.

„Aguerre w świcie” to również świat napisany z rozmachem, drobiazgi i szczegóły życia społecznego, obyczajowego przytłaczają i wszystkie opisane rzeczy zdają się mieć sens i swoje miejsce w świecie stworzonym przez Dukaja. Niestety tak jak w poprzednich opowiadaniach autor znów dryfuje w stronę przedziwnych konstrukcji logicznych i filozoficznego. Można się zgubić, ale nie trzeba. Opowiadanie mimo dryfowania świetne.

„Szkoła” opowiadanie to napisał Dukaj mając lat dwadzieścia. Ech, zazdrość tak potężnie Charliem targnęła, że mało co nie zadławiłem się herbatką jak się dowiedziałem o tym fakcie. Świetne, mocne, przez większą część niemal społecznikowskie opowiadanie o slumsach i niedoli dzieci z faveli. Ale końcówka powala i miażdży. I znowuż pomysł genialny i błyskotliwy.

„Serce mroku”. Oglądaliście „Czas Apokalipsy”? Czytaliście „Jądro ciemności”? Zakładam, że tak. Bo przecież blog Charliego elitarnym jest i sama śmietanka internetowego towarzystwa tutaj zagląda:D Trudno więc, żeby ta śmietanka nie znała tak oczywistych pozycji w kulturze i popkulturze. „Serce mroku” utrzymane jest mocno w temacie dwóch wymienionych wyżej tytułów. Zresztą gra słów z nazwą powieści Josepha Conrada oczywista:) Tylko zamiast kongijskiej dżungli, mamy dżunglę obcej planety. A zamiast Marlowa mamy nazistę z Astro Corps. Trzecia Rzesza w kosmosie? Niezły absurd. Mnie się podobało:) Dobre, ciężkie opowiadanie. Czułem duchotę i obcość planety Mrok. Nawet czułem sympatię do nazisty wędrującego przez nieznaną dżunglę, by uciszyć Polaka, który oszalał i nadawał dziwaczne sygnały ze środka Piekła (dziś trzeba uważać, na to co się pisze i dlatego oświadczam, że sympatia nie była znów taka wielka, raczej maciupeńka).

„Crux” można powiedzieć, że opowiadanie z naszego podwórka, bo i o Polsce i takie zabawne wręcz. Radosna i przyjemna chwila wytchnienia po ciężkich klimatach poprzednich opowiadań. Czytało się dobrze, ironia i humor skrzyły się bardzo wyraźnie i pomysł również fantastyczny. Dukaj w wersji soft albo light. Jak kto woli.

„Piołunnik” też z naszego podwórka. Klimat dosyć interesujący. Służba Bezpieczeństwa, osiemdziesiąty szósty rok. Wybuch w Czarnobylu i zmarli powstający z grobów, lasów, pól. I jeden wódz rewolucji wie skąd jeszcze. A we wszystko to wplątany kapitan SB, co to miał misję jechać do Krakowa, na Wawel. I w razie gdyby nasi wielcy królowie i wodzowie powstali z umarłych strzelić im po kuleczce w potylicę. Ech te komuchy i ich metody rozwiązywania problemów. Opowiadanie również przyjemne i bardzo dobrze się czytało.

Cóż można rzec o całym zbiorze? To co napisałem na początku – wrażenia mieszane. Z jednej strony zachwyca ogromna i szalenie ciekawa oraz płodna wyobraźnia pisarza. Z drugiej raziła mnie maniera filozofowania i zbędnego ględzenia. Jestem jednak zadowolony, że skończyłem „Króla Bólu”. Mogę z czystym sumieniem rzec, że Dukaj jest jednym z najciekawszych pisarzy science-fiction w Polsce i nie tylko.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 6 »

Harry Harrison “Wojna z Robotami”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Sierpień 2011

Harry Harrison "Wojna z robotami"

Harry Harrison "Wojna z robotami"

Witajcie! Jak Wam mija lato? A może raczej jesień? Dołączę do chóru rodaków mych i powiem, że tak zje…ego lata, to już dawno nie widziałem! A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie czytam praktycznie nic! Nie czytam, choć pogoda wręcz zachęca do pochłaniania książek tysiącami. No dobra, z tym nie czytaniem to trochę przesadziłem. Coś tam czytam i coś tam nawet czasem skończę.

Młodzieńcem będąc nieopierzonym, przeczytałem wszystko, z działu science-fiction i fantastyka. Dosłownie wszystko, co było dostępne w mojej miejskiej bibliotece. I ostatnio wpadła w dłonie me, książka z lat młodości. Młodości “chmurnej i durnej”. Jak wspomniałem łykałem dział science – fiction jak Charlie Sheen wciągający kreski koki nosem. Nic więc dziwnego, że Harry’ego Harisona czytywałem również. Seria o “Stalowym Szczurze”, “Planecie Śmierci” to absolutne Must Known, jeśli chodzi o klasykę gatunku. “Wojna z Robotami” (tak jakoś z dużej litery potraktuję Roboty), to zbiór ośmiu opowiadań poruszających zagadnienie sztucznej inteligencji, oraz automatów i ich roli jeśli chodzi o ludzkość. Napisane przed pięćdziesięciu laty, mogą trochę tchnąć myszką, ale nie muszą. Harrison przedstawia roboty, takimi jakimi widzieli je twórcy s-f, właśnie w latach sześćdziesiątych. Automaty, które zbudowane są ze stali i wyglądem przypominają Robota z okładki. Albo Bendera z “Futuramy”:

 

 

 

 

bender

Bender

Trochę anachroniczne podejście do robotów, w świetle tego co zaserwowało nam science – fiction, od czasu wydania książki Harrisona. Co nie zmienia faktu, że osiem opowiadań czyta się z przyjemnością. Napisane są z humorem, lekkim językiem. Mamy więc opowiastkę o bezrobotnym robocie szukającym pracy, robocie policyjnym, który zrobił porządek w marsjańskim mieście. Nie będę przytaczał tutaj wszystkich opowiadań. Powiem krótko: ja na tej mojej małej podróży w przeszłość się nie zawiodłem. A twórczość pana Harrisona, każdy szanujący się czytacz science – fiction powinien znać.

BTW- smutne jest to, że polscy czytelnicy zbiór opowiadań “Wojna z Robotami” przeczytali dopiero dwadzieścia osiem lat po ukazaniu się oryginału. Można sobie wyobrazić jak wiele myśmy mieli do nadrobienia jeśli chodzi o fantastykę. I z dumą stwierdzić, że nadrobiliśmy i to dużo. Ba! Nawet nie nadrobiliśmy – idziem za ciosem!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Etgar Keret “Rury”

Posted by charliethelibrarian w dniu 21 Lipiec 2011

Etgar Keret "Rury"

Etgar Keret "Rury"

Witajcie moi drodzy parafianie! Dawno mnie nie było, a bo i te wakacje trwają i lato, i jakoś tak czasu nie mam zupełnie na czytanie książek. W tym roku urlopu również dłuższego nie będę miał, bo roztrwoniłem dni urlopu swego jak urzędnicy publiczne pieniądze, więc siedzę w pracy.

Dość tych wycieczek osobistych. Będzie o książce z polecenia. Kolejnego dobrego polecenia (warto znać odpowiednich ludzi). Samemu do głowy, by mi nie przyszło aby sięgnąć po jakiegoś izraelskiego współczesnego pisarza. Nie to, żebym coś miał do izraelskich pisarzów (lapsus językowy zamierzony), tak po prostu raczej nigdy nie byli w orbicie moich zainteresowań. A tu bach! Przeczytałem sobie “Rury” właśnie izraelskiego pisarza. Mistrza krótkiej formy jak go nazywają krytycy. Jakie wrażenia? Zdecydowanie mistrzem krótkiej formy Keret jest. “Rury” to zbiór “opowiadań”, “anegdot”, piszę w cudzysłowie, bo często w tym zbiorze mamy do czynienia z opowiadaniem dosłownie na jedną stronę. Ale ta zwięzłość, kondensacja i nasycenie wrażeń jest jak najbardziej na miejscu i zupełnie nie przeszkadza. Przyznam się szczerze, że nie miałem ani razu uczucia niedosytu nawet po najkrótszym tekście.

O czym pisze Keret? O Izraelu, o jego społeczeństwie, ludziach zamieszkujących ten kraj. Robi to jednak poprzez groteskę, czarny humor, ironię podając to wszystko polane surrealizmem. Czytając teksty Kereta często się zastanawiałem na ile autor opisuje swoje własne doświadczenia. Jak wiele w tych “opowiadaniach” zawartych jest osobistych wspomnień Kereta. Oczywiście nie starałem się przekładać jego tekstów na rzeczywistość, tego się po prostu nie da, teksty są zbyt abstrakcyjne. Po prostu przemyślenia na temat osobistych doświadczeń pisarza pojawiały się mimowolnie.

“Opowiadania” Kereta przesiąknięte są smutkiem, fatalizmem oraz bezradnością, jeśli chodzi o człowieczy los. Nie tylko w Izraelu czy Palestynie, ale w takim ogólnym, uniwersalnym wymiarze. I choć czarny humor znacznie łagodzi tę rozpacz dotykającą bohaterów tekstów, można śmiało stwierdzić, że Keret jest piewcą piekła życia na ziemi. Piekła, które może złagodzić sarkazm, ironia i groteska.

Polecam gorąco tę książkę. Warto po nią sięgnąć, nawet po to aby się trochę pośmiać z szalonych pomysłów autora.

 

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Antologia : Zajdel 2002

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Czerwiec 2011

Antologia : Zajdel 2002

Antologia : Zajdel 2002

Kolejna książeczka przeczytana przez Charliego ze działu fantastyki. Wpadła mi łapki zupełnie przypadkiem ale już nie przypadkiem postanowiłem ją przeczytać. Co mamy w tym zbiorku. Otóż opowiadania jakie zostały nominowane czy też zostały laureatami nagrody literackiej im. Janusza A. Zajdla. Jednej z najważniejszych nagród polskich jeśli chodzi o science – fiction i fantastykę.

Maja Lidia Kossakowska “Żarna niebios”
Wojciech Świdziniewski “Murarze”
Andrzej Ziemiański “Autobahn nach Poznań”
Andrzej Ziemiański “Waniliowe plantacje Wrocławia”
Rafał A. Ziemkiewicz “Cała kupa wielkich braci”

To autorzy i ich opowiadania. Z całego zbiorku nie znałem tylko opowiadania Wojciecha Świdziniewskiego, resztę już wcześniej czytałem.

Ale nie powiem bardzo przyjemnie było sobie poczytać Kossakowskiej fantazję na temat aniołów, demonów i ich walki, które później rozwinęła w swoim świetnym “Siewcy wiatru”. Inteligentnie, z dużą dawką humoru i po ludzku przedstawione są te anioły, które wydają się  bardzo ludzkie w swych namiętnościach i słabościach.

Jak wspomniałem nie czytałem tylko “Murarzy”, którzy są opowiadaniem ciekawym i interesującym ale jakoś tak bez specjalnych fajerwerków.

Ziemiański już wtedy był grubą rybą jeśli chodzi o polską fantastykę, także jego “Autobahn nach Poznań” to naprawdę świetne opowiadanie. Przewrotnie napisane, z ciekawymi pomysłami i sama myśl o Rzeczpospolitej od morza do morza przynosi ciarki. “Waniliowe plantacje Wrocławia” interesujące, choć znacznie mniej.

Ziemkiewicza czytywałem i jego “Cała kupa wielkich braci” była mi znana. Jednak trochę zepsuła mi lekturę, zbytnia znajomość poglądów politycznych pisarza, które ewidentnie się tutaj krystalizują, mimo tego – opowiadanie napisane zadziornie i z jajem.

Czasem miło tak sobie powrócić do znanych pozycji. “Zajdel 2002″ to lektura w sam raz na wakacje, które się właśnie rozpoczęły :)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Tempus Fugit tom 1

Posted by charliethelibrarian w dniu 21 Czerwiec 2011

Tempus Fugit

Tempus Fugit

Moi drodzy w łapki Charliego wpadła antologia, o której słyszał wcześniej ale dopiero teraz mógł ją przeczytać. Cóże to za zbiór opowiadań, czegóż dotyczący. Otóż wydawnictwo Fabryka Słów zebrało kilku polskich autorów fantastyki oraz science-fiction i kazała im napisać opowiadania dotyczące czasu, jego upływu, jego przepływu, uciekania i tak dalej. Tytuł antologii “Tempus fugit” to początek (tak mi się przynajmniej wydaje) łacińskiej maksymy “Tempus fugit, aeternitas manet” czyli “Czas ucieka, wieczność pozostaje”. Ech, Ci Rzymianie mieli chłopaki łeb do sentencji.

Dobra, wracamy do antologii. Kilka opowiadań, kilku pisarzy i jednej pisarki, niektórych kojarzyłem, innych nie.

Pierwsze opowiadanie to “Zegarmistrz i łowca motyli” Jarosława Grzędowicza, którego znam, i którego “Pan lodowego ogrodu” powalił mnie swego czasu na kolana i mało co nie zawaliłem egzaminu, bo zamiast się uczyć przeczytałem pierwszy tom. Opowiadanko spoko, fajny pomysł ale naprawdę jak na Grzędowicza to bez szału, bez szału.

Następna w kolejce to pani Milena Wójtowicz, z jej zabawną “Załatwiaczką”. Tak jak wspomniałem zabawną i dosyć przyjemną, to chyba jest tak zwane fun fantasy. Lekkie, łatwe i przyjemne.

Trzecie opowiadanie wysmażył Eugeniusz Dębski “Najważniejszy dzień w tym roku” i było całkiem, całkiem interesujące. Przyszłość jaką wykreował Dębski trochę mnie przerażała i mam nadzieję, że nie dane mu jest zostać prorokiem w swoim własnym kraju.

Czwórka to dzieło pana Pawła Majki, o którym nic nigdy nie słyszałem i naprawdę żałuję. Jego “Poświat” to świetne opowiadanie, dokładnie to co Charlie lubi – Majka nakreślił świat interesujący i tak ciekawy, że bardzo było mi przykro, że opowiadanie się skończyło. “Poświat” to materiał na jakąś wypasioną sagę albo przynajmniej trylogię. Bo pomysłów tam było mnóstwo i widać, że Paweł Majka ma łeb nie od parady. Dla mnie najlepsze opowiadanie z całej antologii.

Marcin Wroński i jego “Niewiele brakowało” nie wywarło na Charliem oszałamiającego wrażenia, ot takie sobie do przeczytania.

“Matka Gromów” Sebastiana Uznańskiego już znacznie lepsza, pomysł interesujący, ładnie napisane, ale stanowczo za długie. Pod koniec wiało już schematem, choć zakończenie interesujące.

“Odnaleźć Annę” Cezarego S. Frąca nie było złe, ale również nie powaliło na kolana. Pomysł interesujący choć miałem wrażenie jakbym czytal jakieś opowiadanie z lat osiemdziesiątych. Nie wiem skąd mi się to wzięło ale tak było.

Antologia jak to antologia – jedne opowiadania słabsze, inne lepsze. Ja gorąco polecam “Poświat” – Majka miał świetny pomysł i super wykonanie, naprawdę warto to przeczytać. Ogólnie zbiór godny polecenia.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Jarosław Iwaszkiewicz “Martwa pasieka i inne opowiadania”

Posted by charliethelibrarian w dniu 22 Maj 2011

Jarosław Iwaszkiewicz "Martwa pasieka..."

Jarosław Iwaszkiewicz "Martwa pasieka..."

Jarosława Iwaszkiewicza powinien kojarzyć każdy bo przecież jest mowa o nim w szkole. Skamander i tak dalej. Czytałem “Panny z Wilka”, “Brzezinę” i bodajże takie opowiadania “Ikar”. I nic więcej – może jeszcze jakieś wiersze. Książkę wziąłem z biblioteki bo jakoś tak leżała sobie w najczęściej wypożyczanych. Ciężko jest oceniać jednoznacznie antologię. Opowiadania mają bowiem różny poziom. Zostały wybrane przez córkę pisarza, która w notce od wydawcy napisała, że opowiadania w tym zbiorze raczej nie są szczególnie preferowane przez wydawców.

Miałem zamiar opisywać każde z opowiadań po kolei ale jednak mi się zwyczajnie nie chce. Powiem ogólnie jakie wrażenia w mej duszy zostawiła lektura opowiadań. Z prozy Iwaszkiewicza wieje klasycznym wychowaniem i dużą erudycją, obyciem kulturalnym i tak dalej. I nie mówię tego w złym znaczeniu. Dużo jest muzyki poważnej, nawiązań do utworów klasyków, które ja musiałem sobie sprawdzić (dzięki Ci o Internecie i serwisie Youtube), zwyczajnie bowiem prostak ze mnie i nie słucham klasyki. Iwaszkiewicz maluje bardzo szczegółowe obrazy. Przykłada uwagę do opisu i nazywania kwiatów (co również skłoniło mnie do sprawdzania niektórych gatunków). Piszę o tym, bo po prostu bardzo mi się to w oczy rzuciło. Język opowiadań jest bardzo chłodny, stonowany i przemyślany. Tak naprawdę wydawał mi się trochę beznamiętny. Nawet w momentach kluczowych. Większość z opowiadań powstała po wojnie i powiem szczerze, że odczuwałem trochę wpływ komunizmu. W znaczeniu takim, że Iwaszkiewicz poruszał tematy w taki sposób, że ja odczuwałem próby przemycenia jedynie słusznej ideologii socjalistycznej. Tytułowa “Martwa pasieka” to nawet rozliczenie z hipisami, tak jakby :D

Ogólnie czytało mi się bardzo dobrze i wiem, że się Iwaszkiewiczem na pewno jeszcze poczęstuję. Nie będę za bardzo przynudzał i zajmował się filozoficznymi i egzystencjalnymi aspektami prozy Iwaszkiewicza bom mu nawet do pięt dorastać niegodzien jestem. I w ten sposób Charlie spauperyzował jednego z największych twórców prozy polskiej dwudziestego wieku.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Trupojad: nie ma ocalenia. Antologia.

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Marzec 2011

Trupojad

Trupojad

Horror – Charlie uwielbia, horror – Charlie kocha, horror – Charlie może zawsze i wszędzie :) A dzięki uprzejmości autora bloga o horrorze: horrorstory Charlie otrzymał dwie antologie polskich autorów tego gatunku. Teraz drogie dziatki wasz kochany bibliotekarz Charlie opowie Wam o tym, że Polacy nie kiepy i swoje horrory mają.

Jak to z antologiami bywa, opowiadania często prezentują nierówny poziom i czasem trafi się na perełkę a czasem człowiek pomyśli tylko WTF? Nie inaczej jest w tym zbiorze. Dodatkowo jeśli się dobrze zorientowałem prezentowani autorzy raczej profesjonalistami nie są ale bardzo chcą nimi być. Czasem za bardzo.  Piętnaście opowiadań, piętnastu autorów i autorek, polska myśl horrorystyczna (Firefox podkreślił mi na czerwono – stworzyłem nowe słowo! edit: ktoś napisał tak już wcześniej :( Charlie jednak nie dane Ci wstąpić na Parnas) a więc jedziemy Alleluja i kto w horror wierzy za mną kur*a! Chcecie się bać wiecznie?! Jadymy!

1. Piotr Połubiński: “Z pamiętników obłąkanego grabarza: Trupojad”

Grabarz co to sobie jakieś tajemnicze biznesy na cmentarzu kręci i ma problemy z ghulem, który wyjada mu truposzki i nie sprząta po obiedzie fleja jedna. Czarny humor, cmentarny syf, makabra i obrzydliwy ghoul do tego grabarz, którego zwyczajnie nie lubię – warto, warto! Muchy, muchy, wszędzie muchy!

2. Alicja Getek: “Cyklon”

Następne opowiadanie: very, short story o tym, że lepiej puszczać bąki bo inaczej… (Nie mogę więcej zdradzić bo spieprzę zakończenie). Takie sobie.

3. Daniel Greps: “Pokój”

W następnym opowiadaniu dowiemy się, że lepiej nie kupować mieszkania od emerytek bo to stare wredne baby co zawsze nam jakieś kukułcze jajo podrzucą. Tym razem starucha sprzedała mieszkanie z pokojem, do którego lepiej nie zaglądać bo… możemy się naprawdę przejechać. Opowiadanko całkiem spoko. Chyba je gdzieś wcześniej czytałem, mam takie wrażenie.

4. Robert Cichowlas: “Cierpliwość”

Jak tatuś zabierze do cyrku to nie ma ch”ja w mieście. Oj, czasem tatuś może się nieźle przejechać i niestety zasłuży na karę, która na pewno mu się nie spodoba. Niezłe.

5. Jakub Małecki: “Opowieść oszusta”

Korporacja to zło, praca w korpo niszczy naszą duszę, wyżyma z nas wszystko, wysysa ze szpiku wszystko jak głodny ludożerca. Ale co gdy przyjdzie do nas inne zło, bardziej namacalne, takie kurwa prawdziwe wręcz. Demonica, szatanica czy co tam się w piekle lęgnie. I to zło będzie miało dla nas bardzo interesującą ofertę? NIE PODPISUJMY NICZEGO bo ze złem jak z bankami – i tak na końcu zostaniemy wyruchani w dupę bez mydła! Świetny pomysł, super napisane, podobało się Charliemu bardzo!

6. Robert Wieczorek: “Melodie naszych sąsiadów”

Peerelowskie bloki doskonale przewodzą dźwięki, lepiej jednak nie słuchać co gra w duszach naszych sąsiadów bo możemy od tego sfiksować i to całkiem porządnie. Ujdzie nawet bardziej niż ujdzie.

7. Krzysztof Gonerski: “Prezent”

Jak się ma męża seryjnego mordercę to się nie może skończyć dobrze… Bardzo takie sobie.

8. Tomasz Duszyński: “Zniknięcie”

Tajemnicze zniknięcia, bla bla bla, prywatny detektyw, bla bla bla, rejs luksusowym statkiem, bla bla bla, krąg wzajemnych podejrzeń, bla bla bla, niemiłe zaskoczenie na koniec, bla bla bla. Oj, mocno to przegadane a pointa taka średnia i opowiadanie też średnie.

9. Paweł Pietrzak: “Szczelina”

Peerelowskie bloki mają swoje lata i czasem zdarza się, że pojawi się w nich szczelina, z której mogą wyjść pewne niezbyt przyjemne rzeczy. Ujdzie.

10. Tim Borys: “Renowator”

Stare meble często zawierają w sobie coś więcej niż tylko stetryczałe korniki. A jeśli jeszcze należały do mistrza horrorów może z tego wyjść niezły bajzel. Interesujące, ciekawe, fajne.

11. Aleksandra Zielińska: “Wierna rzeka”

Światy żywych i umarłych często mylą się zarówno jednym i drugim a granica, która je oddziela czasem może być niezbyt szczelna. Fajny pomysł, trochę oczywiste ale niezłe.

12. Radosław Kowalik: “Moja lewa ręka”

Jestem poczytnym pisarzem, zawsze piszę prawą ręką, jak sobie złamię prawą rękę to będę musiał pisać lewą a wtedy… Nie podobało mi się zupełnie, przewidywalne i jakoś tak dziwnie napisane.

13. Anna Szczęsna: “Z miłości do ciała”

NEKROFILIA – BŁE, FUJ!

14. Wiesław Karasiński: “Obowiązek szkolny”

WTF? (Mam nadzieję, że to wystarczy za komentarz).

15. Paweł Paliński: “Na południe od wtedy, na północ od teraz”

Jak cię biją przez całe życie i jesteś pośmiewiskiem w dzieciństwie to później będziesz chodził i mordował ludzi! Nie daj się – oddawaj w dzieciństwie bo później pozbawisz życia wielu ludzi. Takie sobie.

Ogólnie wrażenia po lekturze pozytywne, potencjał w narodzie jest i horror w Polszcze ma się dobrze. Przy niektórych opowiadaniach zwyczajnie nie chciało mi się nic więcej pisać – górę bierze wrodzone lenistwo. Lekturka szybka w miarę przyjemna. A i wiem, że ciężko uznać za recenzję tekst w stylu: niezłe, takie sobie, dobre ale dziś tak będzie i już! Merytoryczne argumenty zostawiam na dyskusje na poważne tematy takie jak: czy Wyborowa lepsza jest od Czystej Żołądkowej De Luxe czy nie?

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.