Moje książki
Tutaj będę pisał MOJE i tylko MOJE SUBIEKTYWNE komentarze, wrażenia, odczucia itd. dotyczące przeczytanych, aktualnie czytanych książek. Czy też książek, które mam zamiar przeczytać. W swoim dwudziestoparoletnim życiu przeczytałem mnóstwo knigów, książki od zawsze były dla mnie sposobem na nudę, na chandrę lub też doskonałą zabawą i przygodą.
William Golding
Władca much
Wpierw chciałbym pomówić troszkę o okolicznościach w jakich zapoznałem się z książką pana Goldinga. Otóż zabierałem się do przeczytania tej książki od bardzo dawna. Wszystko za sprawą filmu, który oglądałem lat temu nie pomnę niestety ile, w telewizji polskiej. Film wywarł na mnie olbrzymie wrażenie. Tylko teraz zaglądając na filmweba mam dwie ekranizacje tej książki jedna z lat 60-tych a druga z roku 1990. Nie mogę sobie więc przypomnieć, który z tych filmów obejrzałem. W każdym bądź razie do dziś pamiętam niepokój jaki towarzyszył mi, nie tyle podczas oglądania filmu ile później, kiedy trzeba było złożyć główkę do spania. Film oglądałem będąc w wieku bohaterów książki. Nie trudno więc wyobrazić sobie jakie myśli kłębiły mi się pod czaszką. Powiem tylko, że zasypianie było cokolwiek utrudnione.
Dość tych wspomnień na temat filmów, przejdę do książki. Powiem krótko nie zachwyciła mnie. Owszem przeczytałem, dostrzegłem kilka naprawdę interesujących rzeczy. No ale czegoś mi brakuje. Brakuje mi owego napięcia jakie towarzyszło mi w trakcie filmu. Książka wydaje mi się płaska i pozbawiona życia. Taka jak gdyby powierzchowna. Poza tym nie podoba mi się styl. Opisy wyspy pozbawione są życia – takie miałkie i bez większej głębi. Dostrzegam również swego rodzaju infantylność jeśli chodzi o zachowanie się bohaterów książki. Zdaję sobie sprawę jakie wrażenie książka zrobiła przed laty, niedługi czas po wojnie. Przesłanie książki jest smutne – w człowieku każdym, nawet tym wydawałoby się niewinnym i nie skażonym złem to zło jednak istnieje.
Na biblionetce dałem ocenę dobra.
Moim mocnym postanowieniem jest przeczytanie czegoś innego z dorobku pisarza. Z jego biografii widać, że był nietuzinkowym gościem.
Mario Puzo
Ojciec Chrzestny
Nie wiem dlaczego tak się dzieje ale jest to kolejna książka, którą przeczytałem dopiero po obejrzeniu filmu. Nie będę tu się rozpisywał na temat Ojca Chrzestnego Coppoli bo w moim mniemaniu, większość ludzie wie o czym tutaj piszę.
Chciałbym napisać kilka zdań o książce. No cóż podobała mnie się bardzo
Z tym, że nie była (w moim przekonaniu) jakaś szczególnie drastyczna, krwawa czy też okrutna. Nie wiem czy może to ja już mam tak sprany mózg od tej całej sieczki jaka gościła na ekranie mojego telewizora czy też komputera, no ale książka była wręcz przyzwoita jeśli chodzi o stronę przemocy.
Co natomiast mnie mocno uderzyło – to opisane bardzo dogłębnie oraz dosyć szczegółowo środowisko filmowe Hollywood. Środowisko to Puzo opisuje bardzo negatywnie, i skala deprawacji, braku jakichkolwiek zahamowań jeśli chodzi o seks, narkotyki czy inne używki troszkę mnie poruszyła. Nie wiem, może to we mnie pokutowało to przeświadczenie – przecież to były lata 40 na miłość boską! A tu mi autor jedzie tekstami jak z opowiadań pornograficznych. Środowisko hollywodzkie jawi się jako totalnie zdegenerowane – gdzie podstarzałe gwiazdy filmowe, polują jak sępy na młodych chłopaczków, a młode kobiety dają dupy byle frajerowi, który ma choćby niewielkie związki z branżą filmową. I na tle tego zdegenerowanego środowiska mamy dona Corleone – człowieka z zasadami, brzydzącego się wszelką rozwiązłością. To mnie poruszyło. Facet, który bez mrugnięcia okiem skazuje na śmierć ludzi, brzydzi się samą myślą, że jego żona mogłaby mu zrobić laskę. Poza tym don Corleone to typ zdecydowanie antykobiecy – uważa, że jego średni syn stał się “niewolnikiem kobiet” bo został flirciarzem i kobieciarzem. Przez całą książkę przebija się ten zdecydowanie mizoginistyczny charakter dona. To tyle przychodzi mi na razie do głowy. Książka naprawdę świetna. “Łyknąłem” ją szybciutko.
Dawno nie pisałem o książkach, choć książki czytam cały czas. Dziś będzie o trzech jakie przeczytałem w ciągu ostatniego tygodnia. Dwie z nich to powrót do szczenięcych lat, podczas których przeczytałem chyba wszystko co było w bibliotece z mojej mieściny.
Harry Harrison
Na Zachód od Edenu
Autora tej książki poznałem najpierw z jego znanego na całym chyba świecie cyklu Opowieści o Stalowym Szczurze czy też o Planecie śmierci (nawiasem mówiąc “zaliczyłem” wiele książek tego autora, w wieku nastu lat podobały mi się bardzo). Ale tylko właśnie na Zachód od Edeny utkwiło mi na tyle w pamięci, że jak zobaczyłem ją w antykwariacie internetowym to zaraz chciałem ją mieć.
Książka opiera się na całkiem fajnym pomyśle, że kiedyś, kiedyś przed MYLIONAMI lat żyły sobie na staruszce Ziemi, (która wtedy nie była taka stara ale i tak wiele już przeszła) dwa gatunki inteligentych stworzeń: przodkowie ludzi i inteligentna rasa gadów: Yilane. Jak to zwykle bywa ludzie byli niezbyt liczni żyli na zimnej północy gdzie polowali na sarenki i zbierali jagódki. Natomiast gady ewoluowały miliony lat i stworzyły bardzo zaawansowaną cywilizację: z miastami, niezłą techniką, która opierała się głównie na manipulacjach genetycznych na różnych stworzonkach. No i siłą rzeczy obydwa gatunki spotkały się. Jak to bywa pierwsze wrażenie nie było sympatyczne: ludzie zabili kilka gadów na co one wytłukły całe plemię. Cała historia kręci się wokół głównego bohatera Kerricka, który jako jedyny przeżył zagładę swoich ziomków i został wzięty do niewoli przez Yilane. Dorastał tam sobie, polubił cywilizowane życie i nawet: o zgrozo! bzykał się z samicami gadów (pewnie ten fragment utkwił mi najbardziej w głowie). Ogółem książka to kawał wciągającej fantastyki. Najgorsze w tym wszystkim, że “Na zachód od Edenu” to pierwszy tom trylogii. Niestety nie udało mi się do tej pory zdobyć pozostałych dwóch. Choć staram się bardzo.
Karl Michael Armer
Pustynny Blues
To kolejna książka z lat młodości. Pamiętam, że kiedy ją czytałem troszkę mnie zasmuciła i przeraziła. Kiedy zobaczyłem ją w internetowym antykwariacie (kosztowała tylko 5 złotych czy coś), postanowiłem ją sobie kupić. Czytając ją ponownie po tylu latach, ciągle czułem taki mały dreszczyk emocji. Jednak to nie było to. Książka to zbiór kilku opowiadań science-fiction – napisanych w latach 80 – tych przez autora. Opowiadania są bardzo pesymistyczne, dotyczą w większości lat 90 – tych i mrocznej przyszłości. Apokaliptyczne wizje końca świata, cywilizacji itd dominują. Jest jednak jedno opowiadanie “Przez wszechświat gnam, szubiduba”. Opowiadanie mocno ironiczne, absurdalne, w którym czarny humor rządzi. Ogólnie książka przywołała wspomnienia choć nie zachwyciła mocno.
Robert Charles Wilson
Darwinia
Książkę tą przypadkowo ściągnąłem z półki Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie. Nie kojarzyłem ani autora, ani tytułu po prostu przykuł mą uwagę opis wydawcy. Wybór okazał się bardzo trafiony. Książka stała się bardzo przyjemną i interesującą lekturą. Pomysł autora: nagle na początku XX wieku znika cała Europa, a na jej miejsce pojawia się dziwny kontynent z zupełnie innymi stworzeniami itd. Mamy też głównego bohatera młodego amerykanina z zawodu fotografa co to się na eksplorację nowego świata poważył. Są kosmiczne siły, nawet Mars ukazuje nam tam swoje tajemnicze oblicze. Co najbardziej mnie zawsze interesuje w takich książkach to tzw. wątki poboczne. Czyli w jaki sposób autor opisuje historię alternatywną: na przykład wojnę pomiędzy USA a resztkami kolonii brytyjskiej, czy też krótkie opisy z zakresu kolonizacji nowego świata przez ludzi. Dzięki takim właśnie wątkom pobocznym można się przekonać na ile wybujała jest wyobraźnie autora. Moim zdaniem autor “Darwinii” wyobraźnie ma wybujałą.
Zwróciłem jeszcze uwagę, że Robert Charles Wilson jest dosyć znanym autorem na świecie, laureatem licznych nagród. Niestety w Polsce ukazały się tylko jego dwie powieści. Postaram się przeczytać drugą przetłumaczoną powieść autora.
D. J. MacHale
Pendragon. Wędrowiec
Pisanie bloga jednak nie jest w moim wykonaniu jakimś systematycznością. Napiszę o trzech książkach. Pierwszą z nich jest książka Pendragon D. J. MacHale. Powiem krótko: takiego badziewia od bardzo, bardzo dawna nie czytałem. Z tego co się orientuję to jest chyba przeznaczone dla młodzieży. No ale czytałem mnóstwo książek dla młodzieży, które były o niebo lepsze od tego popisu grafomaństwa. Książka jest infantylna, naiwna no po prostu głupia. A z tego co zobaczyłem na wikipedii Cykl Pendragon liczy aż 9 tomów. I podobno świetnie się sprzedaje. Książka jest beznadziejna, nie znalazłem ani jednej pozytywnej rzeczy w tej kupie bzdur.
Neil Gaiman
Księga cmentarna
Po książce, którą opisywałem wcześniej czas przejść do knigi, która mnie powaliła. Neila Gaimana bardzo lubię. Pierwszą jego książką jaką przeczytałem to był napisany wspólnie z Pratchettem Dobry Omen – książka była po prosto wspaniała. Później przeczytałem Amerykańskich bogów, Gwiezdny pył, Chłopaków Anansiego. I jeszcze kilka. Księga cmentarna Opowieść o chłopcu, którego rodzina została zamordowana, on sam zaledwie jako berbeć tylko dzięki swemu wrodzonemu talentowi do podróży cudem unika śmierci. Zostaje przygarnięty przez duchy, mieszkające na cmentarzu, przybiera imię NIKT. Wśród duchów dorasta jako człowiek żyjący na pograniczu dwóch światów. Książka pełna jest bardzo charakterystycznego poczucia humoru – ironia, trochę czarnej komedii. Mamy tutaj również wątek kryminalny – morderstwo rodziny. Chłopiec w miarę jak dojrzewa chce zmierzyć się z mordercą rodziny i wywrzeć zemstę. Czy mu się to uda – no cóż trzeba sięgnąć do książki. Moim zdaniem wątek kryminalny troszkę mało rozwinięty ale nie to jest w tej książce najważniejsze. Najważniejsza jest opowieść, którą nam Gaiman opowiada w sposób niepowtarzalny i jedyny.
Michael Drosnin
Kod Biblii
Powtarzałem sobie od zawsze, że nie będę się zmuszał do czytania książek, które mi się zupełnie nie podobają. Tak było z tą książką – nie podobała mi się ale mimo wszystko ją skończyłem – Obiecuję sobie, że to ostatni raz. Książka, w której autor utrzymuje, że rozgryzł tajny kod ukryty przez NIEWIADOMO KOGO [sic!] właśnie w Biblii przed tysiącami lat. Ten kod przepowiada z wielką dokładnością wydarzenia jakie dzieją się przez całą historię ludzkości. Prawdopodobieństwo jest olbrzymie. Autor jeździ do Izraela upomina wszystkich, że zna przyszłość świata, że będzie zagłada atomowa. Pisze listy. No niestety nikt go nie słucha. Co najdziwniejsze wydarzenia, które Kod biblii przepowiada jakimś dziwnym niewyjaśnionym trafem, tak naprawdę udaje się dopiero rozszyfrować po tym jak się wydarzyły.
Książka jest badziewiem nad badziewiami. Traciłem na nią czas wtedy kiedy tylko przebywałem w tzw. Świątyni Dumania. Nie zrozumiem ludzi, którzy biorą nawet pod uwagę prawdziwość wypocin tego autora.
Kir Bułyczow
Osada ; Przełęcz
Fascynujące dwie nowele, opowiadania zebrane w jednej książce i dotyczące tego samego. Na jakiejś zapomnianej przez Boga planecie rozbija się ziemski statek kosmiczny. Planeta jest dla ludzi niegościnna, trudna itd. Pozbawieni zdobyczy cywilizacji kosmicznej, pozostawieni na łasce wrogiego i zupełnie nieznanego świata, walczą nie tylko o przetrwanie ale również o zachowanie człowieczeństwa.
Świetnie napisana książka, niezwykła wyobraźnia autora, który w sposób niesamowity opisuje faunę i florę nieznanego świata. Książka porusza również tematy trochę bardziej poważne: co czyni nas ludźmi, jak łatwo można pozbyć się całej tej otoczki społecznej jeśli w grę wchodzi przeżycie.
Kir Bułyczow
Miasto na górze
Po poprzedniej książce nabrałem apetytu na twórczość rosyjskiego pisarza. Tym razem książka opisując życie cywilizacji która zmuszona przez wojnę przeniosła się pod ziemię. Klimat trochę inny niż w Osadzie i Przełęczy. Ale problemy jakie autor porusza w tej powieści podobne – powolna degeneracja niegdyś wysoko rozwiniętej cywilizacji – odchodzenie od zdobyczy techniki, zapominanie przeszłości. Kasta rządząca miastem, za nic mająca plebs pod sobą i jeden marzyciel, który twierdzi, że gdzieś tam nad milionami ton ziemi, istnieje niebo…
Robert Charles Wilson
Chronolity
Po Darwinii druga moja książka tego pisarza. Powiem krótko: nie zawiodłem się.
Fabuła książki jest następująca: w Tajlandii w 2021 roku wyrasta olbrzymi pomnik z dziwnego materiału upamiętniający zwycięstwo jakiegoś tam Kuina. Pomnik jest wielki i pojawia się znikąd – co dziwniejsze upamiętnia zwycięstwo z roku 2041 roku. Główny bohater opisuje swoje życie w cieniu coraz to nowszych wyrastających na całym globie pomników Kuina.
I znów w tej książce jest to co mnie urzekło w “Darwinii”: mnóstwo wątków pobocznych: niby tu jakieś urywki z wydarzeń politycznych, kulturalnych, przemian społecznych wszystko to sprawia, że opowieść wydaje się bardziej wiarygodna. Świetna lektura.
Haldeman John
Wieczna wojna
Będzie teraz o książce, która na zachodzie jest klasykiem. Napisana w latach 70 – tych, w Polsce została wydana dopiero w połowie lat 90 – tych. Mowa tutaj o tej książce (coś mi link do biblionetki nie działa). No ale, że mam wenę to szrajbnę coś. Powiem krótko – książka jest niesamowita. Łyknąłem ją w jeden wieczór. I to też przeczytałem o niej na jakimś blogu gdzie kolo pisał o wojnach, z których powinny powstać gry. Haldeman był dosyć wysoko w rankingu – i ja sobie pomyślałem: kurczę taka książka a ja jej nie znam? Jakim cudem przecież ja u siebie w bibliotece przeczytałem cały dział science – fiction nastolatkiem będąc. Czym prędzej zabrałem się do lektury. No i okazała się niezła. Sam pomysł zajebisty – chciałbym tak móc przeżyć tysiące lat i obserwować zmiany ludzkiej cywilizacji. I choć po tylu latach niektóre fragmenty wydają się troszkę naiwne i infantylne mimo wszytko książka przykuwa uwagę. Przede wszystkim czarnowidzctwem (nie wiem czy poprawnie napisałem to słowo) – jeśli chodzi o rozwój społeczny ludzkości to Haldeman przewiduje, że postęp techniczny niekoniecznie sprawi, że ludzkości będzie się żyło lepiej. Wręcz przeciwnie TYLKO NIEKTÓRYM będzie lepiej a reszta będzie żyła w strachu, biedzie wśród wszechobecnej przemocy itd. Jednak po iluś tam tysiącach lat ludzie zawrą pokój z obcą rasą z którą toczą wojnę i stworzą coś na kształt JEDNEGO umysłu – gdzie każdy członek społeczności to idealny klon bez indywidualności. Perspektywa dla mnie trochę przerażająca no ale któż z nas może wiedzieć co z tego wszystkiego powstanie. Polecam bardzo książkę lektura wciągająca mimo kilku dziesiątek lat na karku.
Anna Brzezińska, Grzegorz Wiśniewski
Za króla, ojczyznę i garść złota
Krótkie wprowadzenie co do fabuły książki: narratorem w pierwszej osobie jest poborowy z australijskiego buszu walczący na froncie I wojny światowej. Opowiada on historię pościgu za wozem pełnym złota. On i jego kompani zapędzają się, aż do świata równoległego gdzie mamy czarownika, smoka, salamandry i tym podobne. To właściwie wszystko co mogę powiedzieć o tej książce. Książka jest po prostu o niczym. Nie jest nawet ciekawą historią, no po prostu płycizna. Szybko się czyta, szybko wylatuje z pamięci nie przerywając snu, że się tak wyrażę. Nie podobała mi się nic a nic. No może było kilka niezłych tekstów ale poza tym dominuje w niej toporna stylizacja językowa na jakiegoś farmerskiego cwaniaczka. Nie polecam nikomu
Mariusz Szczygieł
Gottland
Dawno nic nowego nie wpisałem. Nie wiem co się dzieje ale zupełnie przestałem czytać. No ale nic to.
Książkę Szczygła przeczytałem na takiej mojej fali zainteresowania Literacką Nagrodą NIKE. Pomyślałem sobie, no jak to bybliotekarz a nawet nie kojarzy co tam się nominuje. Ten zbiór esejów, reportaży dotyczący czeskiej rzeczywistości w XX wieku jest książką dobrą, interesującą. Szczygieł opisuje nam różne losy ludzi, którzy albo ucierpieli w walce z system komunistycznym albo poszli z nim na współpracę. W książce rzuca się w oczy podejście Czechów do systemu komunistycznego – to znaczy niby wszyscy są zadowoleni z życia, władza dba o obywateli, nie ma ludzi cierpiących prześladowań politycznych ale… I to ale wydaje mi się tutaj znaczące z tym, że nikt nigdy tego ale głośno nie powiedział. wszyscy milczą, zgadzają się ze sobą, że coś jest nie tak, ale nic nie mówią bo nigdy nie wiadomo skąd jakieś UCHO się nastawi. Trzeba tutaj dodać, że w latach 50-tych i 60 – tych komuniści w Czechach to naprawdę byli zatwardziali przyjaciele i oddani słudzy ZSRR. Jedno co mnie męczyło to styl. Dobry jeśli chodzi o gazetę, gdzie takie publikacje czyta się w odstępach czasu. Przy czytaniu książki odczuwałem lekkie znużenie. No ale jak to się mówi ZAWSZE COŚ. Książka jest bardzo dobra, wciągająca i można dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Gorąco polecam.
Tadeusz Konwicki
Mała Apokalipsa
Będzie o książce, która jeżeli dobrze pamiętam była lekturą dodatkową w liceum. Przyznam się bez bólu, że albo jej nie przeczytałem – co wydaje mi się niemożliwe gdyż w liceum przeczytałem wszystkie lektury, nawet dodatkowe. No chyba, że nic z tej książki nie zrozumiałem i dlatego została wymazana z pamięci. Och, gdybym mógł cofnąć się w czasie i kopnąć tego szczeniaka, jakim byłem wtedy, w dupę… Cóż to byłaby za przyjemność
No ale wracając do książki – przeczytałem ją w ramach pewnego dodatkowego zajęcia no i po prostu zachwyciłem się.
Soczysty język, obraz PRL-u rozpadającego się na naszych oczach. Zramolała władza, opozycja którą o kant dupy rozbić. Ironia, czarny humor, groteska wyziera z każdego kąta i patrzy z każdego krzywego okna. Cud, miód, malina. A do tego pełno mądrych spostrzeżeń na temat Polski, Rosji, świata, człowieka. Czytało mi się tą książkę super! I wiem, że będę do niej wracał. Polecam!
Stephen King
Bastion
Będzie o książce, którą kiedyś tam kiedyś w liceum przeczytałem. A o której przypomniał mi puszczany na bodajże Sci-fi Channel czteroodcinkowy serial o Bastion. Serial puszczany był baardzo dawno temu na nieistniejącym obecnie już kanale RTL7. Zrobił wtedy na mnie ogromne wrażenie. Najpierw obejrzałem ten miniserial, a później przeczytałem książkę Kinga. Dodam, że jak to zwykle bywa książka okazała się o niebo lepsza od filmu. Ostatnio obejrzałem jeden odcinek tego miniserialu i szczerze się przyznam tchnie stęchlizną i to grubo. No i po tym sięgnąłem po książkę coby sobie ją przypomnieć. Książka nie jest cienkuszem – sporo ponad 1000 stron lektury. I jak to zwykle bywa (u mnie przynajmniej) z książkami Kinga wciągnęła mnie na maksa.
Może troszkę fabuły – w super, mega, tajnym laboratorium broni biologicznej w Stanach Zjednoczonych następuje awaria i na świat wydostaje się wirus zabójczej grypy. Następuje światowa pandemia. Dalej poznajemy losy przeróżnych ludzi przed pomorem, w trakcie i już po. Co mnie się najbardziej podobało to opisy zachowania się ludzi, w przeróżnych sytuacjach. Bunty żołnierzy, zamieszki, masowe egzekucje – w tym miejscu King zgrabnie i nielicho pokazał jak krucha jest otoczka cywilizacji. Każdy człowiek w momencie zagrożenia myśli tylko o sobie i ma w d… resztę świata. Później książka robi się troszkę nudnawa i zakończenie może nie takie efektowne, ale lekturą ciągle pozostaje przednią. Uwielbiam takie postapokaliptyczne wizje świata. Często podczas lektury zadawałem sobie pytanie: A co ja bym kurczę zrobił w takiej sytuacji? Jak bym się zachował? Czy bym pociągnął trochę dłużej czy już na wstępie jestem jednostką straconą? Książkę polecam, bardzo.
Dante Alighieri
Boska Komedia
Przeczytałem tę książkę w ramach pracy zawodowej. I cóż mogę o niej rzec – no bez wątpienia arcydzieło, trwale wpisana do dziedzictwa kultury europejskiej, summa średniowiecznych poglądów, zapowiedź renesansu… bla bla bla i tak dalej.
Bardzo źle mi się to czytało taka jest prawda. Książka napisana 700 lat temu!! Naszpikowana odniesieniami do czasów współczesnych autorowi, symboliką, której już nikt nie rozumie i tak dalej i tak dalej. Bez spoglądania do przypisów i komentarzy nie da się przebrnąć przez tekst – jest po prostu niezrozumiały.
Najlepszy fragment to oczywiście Piekło – tutaj autor popisał się największą wyobraźnią i popuścił wodze fantazji
Czyściec i Raj to po prostu nuda i ciepłe kluchy.
Dało się kilka niezłych tekstów wyczytać ale tak to naprawdę lektura ciężkostrawna. Ale wykształcony człowiek powinien przynajmniej wiedzieć o co tam biega.
Arkady Fiedler
Dywizjon 303
Przeczytałem tę książkę kiedyś dawno temu w podstawówce i teraz musiałem sobie ją odświeżyć. Sposób odświeżenia był dla mnie trochę nowatorski bo słuchałem jej jako audiobooka. Zapamiętałem opowieść Fiedlera jako fascynującą, porywającą i wzbudzającą uczucie dumy z bycia Polakiem. Słuchając jej teraz miałem podobne odczucia jednak o znacznie słabszym natężeniu. Zwróciłem teraz uwagę na język książki, wydał mi się patetyczny, poważny i taki trochę sztywny. Ogólnie fajna lekturka ale właśnie dla młodzieży, zafascynowanej II wojną światową.
Wieniedikt Jerofiejew
Moskwa-Pietuszki
Nie przesadzę zapewne jeśli stwierdzę, że w kraju takim jak Polska praktycznie wszyscy dorośli obywatele znają uczucie bycia w stanie wskazującym na spożycie
Taka już nasza natura
Większość z nas uważa siebie i rodaków za mocne głowy do picia i często z pogardą mówi o obywatelach Zachodu jako cieniasach i miękkim chujem robionych zawodników. Mamy natomiast wrodzony podziw do naszych słowiańskich braci ze Wschodu czyli Rosjan, Ukraińców itede itepe. Jerofiejew to rosjanin z krwi i kości. Miał bujny życiorys, za pijaństwo wydalano go z wielu radzieckich uniwersytetów, pracował w przeróżnych zawodach. I właśnie Moskwa – Pietuszki to poemat alkoholowy zapis majaczeń, urwanych wspomnień czy rozmyślań jakie nachodzą biednego montera – łącznościowca w czasie podróży pociągiem do ukochanej kurwy. Z pozoru bezwładna i czasem wydająca się bezsensownym bełkotem książka jest jednak opisem Rosji Radzieckiej i obywatela tegoż kraju. Rosjanin w poemacie Jerofiejewa to alkoholik szukający w alkoholu ucieczki od bardzo szarej i strasznej rzeczywistości. Rosjanin z całym bagażem ciężkich doświadczeń jakimi obdarzyło go życie w jego sowieckiej ojczyźnie. Książka składa się z mnóstwa celnych i pięknych wypowiedzi Jerofiejewa, jest też bardzo zabawna, pełna ironii i sarkazmu. Polecam koniecznie. Zwłaszcza, że jak wspomniałem na początku raczej każdy z nas zna uczucie bycia pijanym jak i uczucie kaca zarówno tego moralnego jak i organicznego, że się tak wyrażę.
P. S. Jerofiejew był nawet bibliotekarzem
Iwona Demko powiedział/a
Witam,
Mam pewną sprawę, dlatego prosiłabym o maila do Pana, żebym mogła wyjawić o co chodzi
Pozdrawiam
Iwona
charliethelibrarian powiedział/a
Dzień dobry:)
Napisałem do pani mejla, ale w razie czego podam tutaj adres mojego:
charlie.librarian@gmail.com
Pozdrawiam
Karol