Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Archiwum z Wrzesień 2011

Stieg Larsson “Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”

Posted by charliethelibrarian w dniu 29 Wrzesień 2011

Stieg Larsson "Mężczyźni..."

Stieg Larsson "Mężczyźni..."

Charlie ma dla Was książkę, która triumf popularności ma już za sobą. Wspominałem gdzieś, że za kryminałami nie przepadam, a tu bach! Postanowiłem jakoś zaznaczyć, że nie tylko czytuję kurzem pokryte manuskrypty z minionych stuleci, ale również oczęta swe kieruję na cokolwiek nowszą literaturę. Cóż by tu powiedzieć o Larssonie i jego trylogii “Millennium” – wydaje mi się, że raczej czytająca część Polski słyszała co nieco o tym kryminale. Jestem laikiem jeśli chodzi o kryminały, ale to chyba Larsson rozpoczął inwazję kryminałów ze Skandynawii na nasz piękny słowiański kraj. Zalał nas tymi kryminałami jak niegdyś jego przodkowie rozlali się w postaci “Potopu” po Rzeczpospolitej. (Jeśli macie za mało słów kryminał, kryminały w tej wypowiedzi to teraz Wam podrzucam:) Abstrahując od tego szwedzkiego “Potopu”. Z czym Wam się kojarzy Szwecja? Abba, Roxette, zimna, dobra wódka, chłodne blond piękności, które raczej przypominają posągi niż kobiety z krwi i kości? A może z czymś innym? Szwecji z Waszych wyobrażeń raczej w książce Larssona nie uświadczycie.

Krótko o fabule: dziennikarz ekonomiczny, który został skazany za zniesławienie znanego finansisty postanawia się wycofać z aktywnego życia zawodowego. Jak z nieba spada mu zlecenie napisania kroniki rodzinnej znanego w Szwecji rodu przemysłowców. Nestor rodu pod przykrywką tej kroniki zleca mu jednak prowadzenie śledztwa w sprawie zaginionej przed laty siostrzenicy. Mikael nie wierzy, że uda mu się rozwikłać zagadkę, ale podejmuje się wyzwania. Zadanie jest trudne i pracochłonne. Oprócz głównej postaci dziennikarza mamy jeszcze postać młodej niedostosowanej społecznie dziewczyny, Lisabeth. Dziewczę to jest niezłym ziółkiem i najlepszą hakerką w Szwecji. Wspólnie z Mikaelem zajmą się sprawą porwanej Harriet Vagner. Rezultaty ich śledztwa zaskoczą wszystkich, łącznie z głównymi bohaterami.

Tyle o fabule. Przeczytałem to opasłe tomisko. Nawet mi się podobało, ale szału nie było. Zastanawiam się skąd ludzie wzięli te wszystkie bardzo entuzjastyczne opinie i recenzje. Takie tam czytadło – nawet trochę przydługie. Dopiero koło trzechsetnej strony zaczęła mnie troszkę wciągać. Wrażenia po lekturze – stanowczo w Szwecji piją za dużo kawy. Chryste, tam idą spokojnie ze trzy dzbanki kawy na stronę. Ja wiem, że w Szwecji ciężko jest wódkę dostać, ale żeby sobie to odbijać pijąc hektolitry kawy! Druga sprawa – drobiazgowość opisów wszelakiego sprzętu elektronicznego. Naprawdę drażniło mnie to, że gościu ma komputer z dyskiem 60 giga, łączem, podświetlaną klawiaturą i kurwa czytnikiem kart, wszystko opisane i wymienione jak na jakimś folderze reklamowym. Autor starał się widocznie dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców i opisać im wygląd laptopa. (W sumie to zrozumiałe jest – książka była pisana na początku wieku). Co nie zmienia faktu, że mnie to irytowało.

Ogólnie jak napisałem wcześniej – książka mi się podobała. Napisana wartko, strony połykało się bardzo szybko. Jednak świat “Millennium” nie wciągnął mnie, aż tak bardzo. Mam w zasięgu następne dwa tomy, ale dam im trochę poleżeć za nim się do nich zabiorę.

 

P. S. Całkiem fajny artykuł o Larssonie w “Wyborczej”.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , | Komentarzy: 6 »

Juliusz Turczyński “Powieści huculskie: tom 1″

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Wrzesień 2011

Juliusz Turczyński "Powieści huculskie"

Juliusz Turczyński "Powieści huculskie"

Dobry wieczór moje kochane Hucuły! Wygrał ktoś lotka? I teraz właśnie szaleje z radości, przerażenia ogromną kwotą i świadom możliwości jakie pięćdziesiąt milionów złotych otwiera przed człowiekiem? Ja idąc za owczym pędem puściłem numerki, ale nie mam dylematów na co roztrwonić miliony, znaczy się nie wygrałem nic:( Nawet marnej trójczyny… Nic to! Jak to śpiewa Kazik: “pieniądze na życie, czy życie dla pieniędzy”. Opowiem Wam dziś o książce, która została napisana w czasach, gdy Dużego Lotka nie było, ale na pewno istniały różnego rodzaju Loteryje i konkursy z fantami.

Kolejna na ślepo wybrana książka z zakurzonych półek. Wybrana szybko i w pośpiechu, bo jakoś tak czułem się nieswojo, gdy spozierały na mnie pająki uzbrojone w prymitywne łuki i strzały. (Pająki dopiero zaczynają ekspansję w dolnych poziomach Magazynu. Zostały znacznie w tyle w porównaniu z innymi mieszkańcami Magazynu, ale nadrabiają ostro i coś czuję, że będzie się działo).

Nawet się ucieszyłem z wyboru, bo przecież Hucuły to modny ostatnio temat. Powrót do korzeni, odgrzebywanie dawno zapomnianych ludów, ich zwyczajów i historii. W dziewiętnastym wieku tradycje Hucułów opisywał niezmordowany Oskar Kolberg, który zwiedził dawną Rzeczpospolitą wzdłuż i wszerz. Pod koniec wieku dziewiętnastego zaczęła się również słynna młodopolska “chłopomania”. Odkrywanie przez inteligencję, literatów, malarzy, rzeźbiarzy, muzyków ludowej kultury i tradycji. “Powieści huculskie” to dwa opowiadania, które autor publikował już wcześniej, ale ze względu na ich popularność zostały one wreszcie wydane w jednym zbiorze. Pierwsza opowieść nosi tytuł “U stóp Czarnohory”. To historia miłosna huculskiej dziewczyny do jurnego chłopaka, niestety dziewczyna została wydana za mąż za starszego gazdę i chcąc być posłuszna woli rodziców odrzuca Semena. Ten nie daje za wygraną, i do niej zachodzi pod nieobecność starego. Idylla nie trwa długo, bo stary nie jest w ciemię bity i nakrywa oboje we własnej chacie. Dochodzi do szamotaniny. Młody jak to młody podczas walki zabija dziadygę. Finał historii nie jest pozytywny ani radosny: młody ginie w odmętach górskiego potoku, a dziewczyna traci rozum i spada ze skał. Ogólnie ckliwy romans, którego oprawą są piękne góry oraz gwara i trochę zwyczajów huculskich. W tym opowiadaniu zwróciłem uwagę na zapewnienia autora, że opisy gór i terenów, na których toczy się akcja autor zna z autopsji, gdyż wielokrotnie wędrował opisanymi szlakami. Oto przykład:

przykład

A tutaj dam jeszcze drugi przykład:przykład2

“Hodyna” to rodzaj górskiej nawałnicy.

Druga opowieść to zgadnijcie co?! Również ckliwy romans!! Z huculskimi chatynkami, zabobonami, wiedźmą oraz opryszkami. W skrócie chodzi o to, że we siole jest rodzinka, która dziś zostałaby określona mianem lekko patologicznej. Matka to zielarka, ojciec chodzi kraść, córka jeszcze dziewica, a synek lubi wsuwać świeżo zebrane ptaszki, lekko osmalone nad ogniem (sic!). Córeczka dziewka ładna i niewinna, na wsi się nie udziela i raczej o życiu poza chatą nie ma pojęcia zielonego. Matka nagadała jej, że ludzie źli są i tylko czyhają, aby zrobić jej krzywdę. Młodość jednak swoje prawa zna i dziewczyna zaczyna spotykać się z największym we siole przystojniachą, któren nie dość, że przystojniacha to jeszcze dziany jest niemiłosiernie (rodziciele mają owiec, bydła, i nawet kawałek lasu!). Niestety rodzicielom nie podoba się, że Maksym chce się ożenić z dziewką od zielarki. Do tego dochodzi jeszcze zazdrosny kumpel ojca dziewczyny, któremu dziewczynę obiecywano wcześniej. Chłopak robi co może, w końcu Maksyma zabierają do woja. A w tamtym okresie wojsko, to nie był wiosenny spacerek. Maksym nie wytrzymuje we wojsku i ucieka. Będąc dezerterem ucieka na Węgry. Po kilkunastu latach poniewierki wraca jednak do sioła, a tam mu rodzice pomarli, a dziewczyna… Powiem, krótko, że historia dla odmiany kończy się happy endem.

Cóż mogę powiedzieć o “Powieściach huculskich”? Czytało się je ciekawie. I choć były to romanse raczej niewysokich lotów, to widać było, że autor naprawdę poznał Hucułów i wśród nich przebywał. Najciekawszą rzeczą w “Powieściach…” była huculska gwara całkiem dobrze oddana (przynajmniej tak mi się wydaje) przez autora.

 

P. S. Z ostatniej chwili: Dwie osoby trafiły szóstkę!

P. S. 2 Kurczę będę jutro musiał odłożyć książkę na półkę. A co jeśli pająki będą miały już broń palną?

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 5 »

Philip K. Dick “Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”

Posted by charliethelibrarian w dniu 26 Wrzesień 2011

Philip K. Dick "Trzy stygmaty..."

Philip K. Dick "Trzy stygmaty..."

Greetings Ziemianie! Dziś nie będzie klasyki dziewiętnastowiecznej tylko coś znacznie bliższego naszym czasom, choć również zaliczane do klasyki, ale gatunku science – fiction! “Trzy stygmaty…” to według najzagorzalszych fanów  s-f absolutne must known! Wpadła mi w łapki zupełnie przez przypadek i mając świadomość, że kiedyś w zamierzchłych czasach już ją przeczytałem, postanowiłem rozwiać mgłę wspomnień i lekturę sobie odświeżyć. Philip K. Dick to Guru dla wielu miłośników s-f. Jego książki i opowiadania zdobyły wiele nagród, stały się ikonami oraz podwalinami literatury science – fiction. Choć jego dzieła mogą i są uznawane za typowe dla gatunku, nie znajdziemy tutaj zbyt wiele tak zwanej hard s-f. Dick skupia się bardziej na surrealistycznym ukazaniu rzeczywistości, którą ciężko jednoznacznie sklasyfikować i określić.

W “Trzech stygmatach…” widzimy Ziemię na początku dwudziestego pierwszego wieku. Ziemię, która przechodzi gwałtowne zmiany klimatyczne, jest na niej gorąco jak w piekle. Człowiek, który wyjdzie w południe na ulicę, usmaży się bardzo szybko. Na Antarktydzie bogacze spędzają czas w kurortach, a ONZ zasiedla Marsa, Wenus i księżyce różnych planet kolonistami, którzy nie pragną podbijania kosmosu. Poznajemy jednego z bohaterów książki, w momencie, gdy budzi się na kacu obok niezłej dupy. To Barney Mayerson, który jest jasnowidzem w wielkiej korporacji. Swoje zdolności wykorzystuje do przewidywania, czy dany produkt stanie się modny w następnym sezonie. Barney powoli i systematycznie piął się po szczeblach kariery. Poświęcił wszystko – łącznie ze swoim małżeństwem. Nic więc dziwnego, że gdy dostał powołanie do bycia kolonistą, kombinuje jak się tutaj z tego wywinąć. Jego szef Leo Bulero, to typ, który handluje nielegalnym narkotykiem, rozprowadzanym wśród kolonistów. Narkotyk nazywany Can-D sprawia, że koloniści odrywają się od ponurej i beznadziejnej rzeczywistości swoich baraków i wracają na Ziemię. Niezbędnym czynnikiem wywołującym wizję powrotu na Ziemię, są miniaturowe zestawy dla lalki zwanej Perky Pat, które produkowane są wyłącznie przez firmę Leo Bulera. Leo trzyma więc w garści wszystkie kolonie i kosi ogromną kasę zarówno ze sprzedaży zestawów, jak i z handlu narkotykiem. Sielankę przerywa wiadomość o powrocie z układu Proximy sławnego przedsiębiorcy, Palmera Eldritcha. Palmer wprowadza na rynek nowy narkotyk, który uzyskał od mieszkańców Proximy. Jest on dużym zagrożeniem dla produktu Leo. Po pierwsze ONZ uznaje jego legalność, po drugie “wizje” są znacznie lepsze. Rozpoczyna się pojedynek i wyścig z czasem.

Tyle można powiedzieć o warstwie fabularnej książki. Reszta to niepokojące i ponure opisy wizji i halucynacji, jakich doznają bohaterowie książki po zażyciu obydwóch rodzajów narkotyków. Nic nie jest do końca pewne, a rzeczywistość zmienia swe kształty, szybciej niż Jan Maria Rokita partie polityczne. Palmer Eldritch okazuje się być czymś więcej niż przedsiębiorcą, Barney przeżywa pokutę za popełnione grzechy, a Leo, który jest ulepszonym człowiekiem w wyniku przyśpieszonej ewolucji widzi w sobie zbawcę ludzkości. Dzieje się dużo i szybko, nic nie jest pewne. Nie wiemy czy bohaterzy naprawdę przenoszą się do innych światów, czy mogą podróżować w czasie i przestrzeni,  nie wiemy kiedy mamy do czynienia z opisem narkotycznej wizji, a kiedy z “rzeczywistością”. Autor nie daje nam tego komfortu cały czas zasiewając w nas ziarno wątpliwości.

Mroczna i ponura jest to historia. Pesymizm bije z każdej stronicy, a wizja przyszłości również nie jest zbyt kolorowa. W opowieści Dicka nie znajdziemy żadnego solidnego punktu oparcia, a zakończenie zamiast uspokoić zwiększa uczucie swędzenia z tyłu głowy, świadczące o niepokoju zasianym przez autora. Dick jest pisarzem, który stale podważa istnienie realnego świata. W “Trzech stygmatach…” nie wiadomo, w której warstwie “rzeczywistości” akurat znajdują się bohaterowie, a wraz z nimi czytelnik. Poza tym, pod koniec mamy dużo metafizycznego gadania, o naturze rzeczywistości.

Lektura godna polecenia, ale jeśli ktoś nie spotkał się wcześniej z prozą Dicka, może być ciężko.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Stanisław Jachowicz “Bajki, Przypowiastki i Powieści”

Posted by charliethelibrarian w dniu 25 Wrzesień 2011

Stanisław Jachowicz "Bajki..."

Stanisław Jachowicz "Bajki..."

Moi drodzy, chyba nie zaskoczę Was wyborem kolejnej lektury… Otóż jak dwie poprzednie ta też pochodzić będzie z zamierzchłych czasów. Tknięty opowieścią Wincentego Pola o chłopcu, który zachował polskość dzięki bajkom Stanisława Jachowicz postanowiłem te bajki przeczytać. Zagłębiłem się w czeluście przejść między regałami uzbrojony w Muchozol (nie wiem czy coś takiego jeszcze istnieje:D, ale tylko takie środki mamy na stanie w bibliotece). Wiedziałem, że aby dojść do “Bajek…” Jachowicza będę musiał przejść koło Królestwa Moby Dicka (mrówki, które zakładały tam cywilizację nauczyły się czytać właśnie dzięki “Moby Dickowi). Przekupiłem cywilizację rzucając im na pożarcie “Starego człowieka i morze” – to powinno zająć ich na jakieś dwie zimy. Książeczkę Jachowicza odnalazłem. Chciałem przeczytać w magazynie, bo gruba nie była, ale przeszkadzały mi odgłosy Wielkiej Wojny między kornikami Lenina, a skorkami Churchilla (jak się łatwo domyśleć obydwie cywilizacje wywodzą się od dzieł tych panów, które były ich kolebką). Korniki właśnie przeprowadzały abordaż na regał skorków, więc było trochę głośno od wybuchów miniaturowych bomb atomowych i dział zbudowanych z twardych okładek. Swoją drogą te bomby trochę niebezpieczne są, ktoś powinien się tym zająć, ale ja jestem tylko prostym bibliotekarzem i nic mi do tego.Wracajmy do meritum, czyli książki.

“Bajki…” Jachowicza składają się z trzech części. Pierwsza z nich to powiastki z morałem odnoszące się do kwestii wychowania dzieci. Rymy proste, przesłanie jeszcze prostsze, nie pozostawiające żadnych wątpliwości co do odbioru. Jednak w sumie bardzo dobre rady, takie zdroworozsądkowe i niczym raczej nie różniące się  od dzisiejszych porad dla rodziców czy też takich jakie możemy znaleźć we współczesnych wierszykach dla dzieci. Moim zdaniem to najlepsza część “Bajek”. Druga i trzecia część to bajki, zarówno wymyślone przez Jachowicza jak i wzorowane na zagranicznych autorach bądź przetłumaczone. Długie, nudne, męczące. Naprawdę nie podobała mi się ani jedna. Co innego takie powiastki jak ta o “Dzięcięciu i płomieniu”:

Dziecię i płomień

Dziecię i płomień

Rozsądna rada, którą rodzice stosują do dzisiaj:)

A teraz historyjka o Mundziu:)

Mundzio

Mundzio

Proste i skuteczne – dlaczego więc tak wielu rodziców zabrania dzieciom odkrywać własne pasje i własne talenty. Przecież można uniknąć wielu błędów wychowawczych, gdyby dziecku pozwolić szukać korzyści w zabawie:)

Ogólnie z bajek i powiastek Jachowicza, kilka daje radę. Należ wziąć pod uwagę, że swoje lata mają. Książka, którą ja przeczytałem była przedrukiem bajek z 1829 roku! Trochę wody w Wiśle upłynęło. Roli jaką “Bajki” Jachowicza odegrały w polskiej literaturze nie da się ocenić. Dziesiątki pokoleń młodych Polaków zasypiało przy tych bajkach czytanych im przez mamy, niańki, opiekunki, guwernantki czy kto tam dawniej się dziećmi opiekował. Należy o tym pamiętać!

P. S. Najgorsze jest to, że będę teraz musiał książkę oddać, a wciąż nie wiem jak skończyła się Wielka Wojna między kornikami a skorkami. A jeśli mrówki skończyły “Starego człowieka i morze”? Co im rzucić na przynętę? Może “Robinsona Cruzoe”?

P. S. 2 Jak pisałem o skorkach to sobie sprawdziłem, czy taka jest ich prawidłowa nazwa. U mnie woła się też na nich szczypawy. Okazało się, że nazwa jest jak najbardziej prawidłowa, ale co mnie zaskoczyło, to informacja, że skorki zwalczają szkodniki w ogrodach! Całe życie brałem te okropne, wijące się stworzenia za szkodniki właśnie, a tu się okazuje, że są one pożytecznymi owadami!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Wincenty Pol “Losy poczciwej rodziny: zdarzenie prawdziwe”

Posted by charliethelibrarian w dniu 23 Wrzesień 2011

Wincenty Pol "Losy..."

Wincenty Pol "Losy..."

Kolejna książka z zamierzchłych czasów, wygrzebana przeze mnie z przepastnych magazynów mej biblioteki. Magazyny są tak przepastne, że wśród kątów nieodwiedzanych przez ludzi od stuleci, korniki, mrówki i inne owady wykształciły własne cywilizacje, i toczą między sobą boje o półki i regały.

Sam nie wiem skąd nagle u mnie ta chęć czytania starych książek, które zapomniane są. Może zapoczątkuję jakąś nową hipsterską modę. Coś w stylu: czytam książki, które przed stu laty były na topie, a dziś nikt kurwa o nich nie pamięta.

Wracamy do lektury. Wincentego Pola powinniśmy kojarzyć ze szkół. Pieśń o ziemi naszej obiła się na pewno Wam kiedyś o uszy. Wincenty Ferreriusz Pol (Ferreriusz – niezłe imię, może by tak skrzywdzić mego pierworodnego, jeśli kiedyś się narodzi i nazwać go tym imieniem, podobno pochodzi od jakiegoś hiszpańskiego świętego. Chłopak miałby już od razu gotową ksywkę: Ferrero, chodź no tutaj!) dobra wracamy do autora omawianej książki. Wincenty Ferreriusz Pol (Ferreriusz oddawaj mi swoje Ferrero! Przepraszam Was, ale naprawdę nie mogę z tym imieniem. Wiem, że to niegrzeczne, ale Wincenty się chyba nie obrazi, i w krypcie zasłużonych na Skałce się nie przewraca), a więc Pol był również znanym geografem. Jednak książka, którą przeczytałem o geografii nie jest. Jest to piękna, ckliwa, rzewna historia o miłości matczynej, miłości do Ojczyzny i podłych Moskalach, którzy zabierają dziecko matce, by je zruszczyć, ale dziecko się nie daje zruszczyć dzięki książeczce do nabożeństwa i bajkom Jachowicza (niezwykle popularnym w połowie XIX wieku).

Lektura tej powiastki nie trwała długo, nie zostawiła szczególnie przykrych wrażeń, ale również nie wstrząsnęła mną głęboko. Widać silne moralizatorstwo i czuć niechęć autora do zaborców (skądinąd zupełnie uzasadnioną).  Uwaga spoiler! Na koniec tego zdarzenia prawdziwego Staś, który uniknął zruszczenia wraca do matki, zrzuca mundur carski i spotyka autora bajek, czyli Jachowicza, który ucieszony jest niezmiernie, że jego powiastki uratowały polskość chłopca. Nie będę wnikał, czy autor książki nie dokonał tutaj konfabulacji. Działo się to dawno i wtedy wszystko było możliwe. Ogólnie wrażenia po lekturze nawet pozytywne.

Odkryłem kilka ciekawych słów podczas lektury: traktyernia, trzymać konie na przeprzążkę -to takie staropolskie wyrazy. Może ktoś odgadnie co znaczą, bo ja wiem:) Jeszcze jedno spostrzeżenie: autor nie pisze o Rosjanach, cały czas tylko Moskale, moskiewski język, moskiewski mundur. Rzuciło mi się to w oczy podczas lektury.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Teresa Jadwiga “Odnowiciel: powieść dla młodzieży”

Posted by charliethelibrarian w dniu 22 Wrzesień 2011

Odnowiciel

Odnowiciel

Wychowanie patryotyczne młodzieży w teraźniejszych, niespokojnych czasach częstokroć wymaga od pedagogów zwielokrotnionego nakładu sił. Chwalebne są wszelakie wysiłki dążące do wzbudzenia w młodych patryotycznych uczuć. W dobie przemian, gdy postęp i cywilizacya znoszą dawne obyczaje, warto oprócz wychwalania koleji żelaznych, żeglugi napowietrznej, zacząć szerzyć patryotyzm, poświęcenie i miłość dla bliźniego. Takową książką, która nie tylko historyję opowiada, lecz także wartości chrześcijańskie głosi jest “Odnowiciel” Teresy Jadwigi. Teresa Jadwiga autorką jest znaną. Jej książki dla młodych głównie przeznaczone, zawsze sławią imię Polski i Polaków. W hstoryczne szaty ubrane postaci głoszą pochwałę cnót i honoru. Nie inaczej historyja przedstawioną jest w “Odnowicielu”. Namby zdawać się może, że “Odnowiciel” to starożytne dzieje narodu naszego, lecz autorka dzięki dobrej organizacyi językowey i zabiegom literackim skutecznie przybliża młodzieży pierwotne dzieje państwa Polan. Los syna Bolesława Chrobrego Mieczysławem zwanego i państwa jego, które ku upadkowi się chyli okazyją jest do poruszenia kwestyi narodu i wiary. Autorka doskonale wpaja młodzieży dzisiejszej, która dla swych dążności i celów, zapatrzona jest jedynie w dobrobyt i materyalną cywilizacyi stronę, ideały jakimi są miłość do ojczyzny i bliźniego swego. Powtóre autorka żywą i barwną literą opisuje świat Słowian, przodków naszych. Podsumowując – “Odnowiciel” to pozycyja wartościowa i mogąca wzbudzić szczere zainteresowanie młodzieży naszej.

Dobra dość tych marnych prób literackich z mojej strony. Zauważyłem ostatnio, że coraz częściej skłaniam się ku starej literaturze. Nie wiem jakie są tego przyczyny. Być może ułatwiony dostęp do starych czasopism i książek związany z pracą. Akapit wyżej starałem się opisać książkę pani Papi Teresy Jadwigi językiem jej współczesnych. Teraz opowiem Wam o moich wrażeniach. Pani Teresa Jadwiga to swego czasu, a dokładniej pod koniec dziewiętnastego wieku, dosyć popularna autorka książek dla dzieci i młodzieży. Dziś zapomniana. “Odnowiciel…” został wydany w 1899 roku.

Książka pisana była “ku pokrzepieniu serc”, dotyczy okresu panowania Mieszka II oraz jego syna Kazimierza zwanego później przez potomnych Odnowicielem. Powiastka owa napisana prostym językiem ma nieść podstawowe wartości takie jak wiara chrześcijańska, miłość do Ojczyzny, miłość do rodziców. I tyle. Autorka trochę liznęła wiedzy historycznej, trochę ładnie ubarwiła opowieść i jak na dziewiętnasty wiek i jako lektura dla młodych panien w sam raz będzie.

Cóż mogę rzec po lekturze, nie czytało się tego jakoś bardzo źle, ale jak historyja nam pokazała pani Papi Teresa Jadwiga drugim Sienkiewiczem nie została. Podczas czytania lekko rozbawiony zawsze byłem, bo styl pisania – kwiecisty i potoczysty wywoływał u mnie uśmiech na twarzy.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Pojazd do remontów…

Posted by charliethelibrarian w dniu 12 Wrzesień 2011

Oto co dzisiaj zobaczyłem na parkingu w jednej z dzielnic Krakowa:

Pojazd byłby i jest całkiem niezłą reklamą dla firmy remontowo – budowlanej, gdyby sam nie wyglądał, jakby zaraz miał oddać swą samochodową duszę do hali wiecznego warsztatu, gdzie benzyna leje się strumieniami, a słowo katalizator i ekologia nie istnieją.

Van

 

Van

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Janina Skarzyńska “Jak czytać książki i gazety”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Wrzesień 2011

Janina Skarzyńska "Jak czytać..."

Janina Skarzyńska "Jak czytać..."

Ileż to razy na moim blogu opisywałem moje stare zbiory biblioteczne. Dziś też będzie o książce z roku tysiąc dziewięćset trzydziestego czwartego. Jej tytuł może wywoływać lekki uśmiech na naszych twarzach. Bo jakże to?! Dziś w dwudziestym pierwszym wieku, każdy umie czytać książki i gazety, których jest tysiące i miliony. Nikomu dziś taka książka się nie przyda. A ja śmiem twierdzić, że w książce pani Janiny wciąż można odnaleźć pewne uniwersalne zasady i wartości dotyczące samokształcenia. Albowiem ta książka to poradnik dla ludzi, którzy pragną rozwinąć w sobie umiejętności aktywnego przyswajania wiedzy poprzez czytanie książek. Poradnik, który z powodzeniem, można stosować dzisiaj. Mnie osobiście nikt nigdy nie nauczył robienia notatek, zwracania uwagi na ważne rzeczy, systematyczności. Uczyłem się w tej podstawówce, liceum czy też na studiach, wyniki były jakie były, ale w taki sposób, jaki jest opisany w tej książeczce nigdy się nie uczyłem. Pokrótce autorka opisuje warsztat, jaki powinien sobie przygotować samouk pragnący przyswoić sobie wiedzę we własnym zakresie. Porusza kwestię higieny czytania, jak powinno się sporządzać notatki. Książka może trochę śmieszyć językiem, który lekko trąci myszką, i naiwnością autorki, zwłaszcza jeśli chodzi o wiarę w czytelnika oraz determinacji w samokształceniu. Takie przynajmniej ja odniosłem wrażenie, ale to raczej wynika z mojego podejścia do samokształcenia. Książka napisana przecież była w latach trzydziestych dwudziestego wieku, gdzie umiejętność czytania w społeczeństwie polskim nie była znowuż czymś tak oczywistym. A każdy czytający w miarę płynnie i ze zrozumieniem mógł z dumą twierdzić, że należy do elity.

Książka pani Janiny po raz kolejny przekonuje mnie, że wszystko już było. Jej podejście do książki i wiedzy imponuje mi i kto wie, może zastosuję  się do jej wskazówek. I choć zawiera wiele banałów i peanów na cześć książki, nie rażą one zupełnie. Czuć w tym poradniku wiarę w moc i możliwości książki i słowa drukowanego. Moc, która potrafi zmienić człowieka oraz jego status materialny dzięki WIEDZY. Polecam gorąco!!!

Przykład bardzo dobrego i zdroworozsądkowego podejścia autorki, jeśli chodzi o odczytywanie informacji z prasy:

“Dlatego też przy czytaniu gazet nastawienie powinno być czujniejsze i bardziej krytyczne niż przy czytaniu książek. Dobrze byłoby czytać nie jedną, lecz parę gazet, różnych kierunków, żeby wyrobić sobie własny sąd”

Ja w miarę możliwości staram się tak czynić:)

Garść dobrych rad od autorki książki:

Dobre rady

Dobre rady

Ja na przykład nie czytam z piórem w ręku, dlatego też często świetne zdania, złote myśli przepadają, bo podczas lektury wydaje mi się, że je zapamiętam, a później to już klops.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , | Komentarzy: 7 »

Perły z lamusa

Posted by charliethelibrarian w dniu 5 Wrzesień 2011

Pamiętacie ten program telewizyjny pana Zygmunta Kałużyńskiego? To dzięki niemu poznałem klasykę amerykańskiego i światowego kina. Dziś szalenie modne stają się wszelkiego rodzaju blogi, strony poświęcone starym filmom, reklamom, artykułom prasowym. Sam na swoim blogu często wrzucam jakieś materiały retro wyszperane z magazynu mojej biblioteki.

Obecnie dostęp do takich materiałów w wersji cyfrowej jest znacznie łatwiejszy i wygodniejszy. Działają biblioteki cyfrowe, które na potęgę digitalizują wiele cennych materiałów. Tutaj coś z naszego podwórka: Federacja Bibliotek Cyfrowych. O Google Books nawet nie będę wspominał.

Ale ja nie o tym, nie o tym. Jest taki portal www.openculture.com, i tam są przeróżne materiały dostępne za darmo. (W Polsce też jest kilka takich portali, z wrodzonego lenistwa nie będę ich wymieniał).

Wracając do “Pereł z lamusa”. Na openculture.com znalazłem listę czterystu dwudziestu filmów jakie można za darmo obejrzeć sobie w sieci.

Link do listy:  www.openculture.com/freemoviesonline.

Większość z nich to filmy z lat trzydziestych i czterdziestych, które można sobie zobaczyć na Youtube, Dailymotion, Internet Archive i tym podobnych. Inne są dostępne na stronach, gdzie trzeba ściągnąć jakiś programik, żeby sobie obejrzeć ten film.

Jedyną przeszkodą może być brak znajomości angielskiego oraz kiepskawa (do oglądania) jakość filmów.

Sprawdziłem, jest kilka filmów z gatunku sci-fi/horror – może na jakiś seans się skuszę.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.