Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Archiwum z Czerwiec 2011

Mirosław Nahacz “Osiem cztery”

Posted by charliethelibrarian w dniu 29 Czerwiec 2011

Mirosław Nahacz "Osiem cztery"

Mirosław Nahacz "Osiem cztery"

Nie będę ukrywał, że na przeczytanie tej książki miałem ochotę od czasów mojej młodości. Kiedyś tam obiło mi się o uszy, że jest gościu urodzony w sławetnym roku 1984, który napisał książkę idealnie podsumowującą jego pokolenie. Jakże ja chciałem przeczytać tę książkę, bo przecież kolo urodził się w moim roku. Jakże ja chciałem porównać doświadczenia jakie teoretycznie Mirosław zapisał w swojej książce za pomocą swojego alter ego z moimi doświadczeniami. Bo chyba w książce narrator to jest jego alter ego.

I tak zawsze przez cały okres studiów, przewijał mi się temat tej książki, ale zawsze mi ulatywało, że powinienem kuknąć, przeczytać, zobaczyć, posmakować – co też autor miał na myśli.

I teraz wreszcie po tylu latach od skończenia nastu lat dorwałem książkę Nahacza. Gościa, którego historia jest zresztą tragiczna, bo popełnił samobójstwo w roku 2007. Napisał po “Osiem cztery” jeszcze trzy książki, z których jedna została odrzucona przez Wydawnictwo Czarne. Jedno już teraz Wam mogę napisać, że skompletuję sobie wszystkie książki Nahacza.

Wracając do lektury, która jest o tyleż krótka co treściwa. Jedna noc, jedna impreza, osiemnastka kumpla. Jeden narrator i setki, tysiące skojarzeń, nawiązań, retrospekcji. O życiu, o pokoleniu, o małym miasteczku, o jaraniu, o grzybach, o alkoholu, o zachowaniach młodzieży – praktycznie nic o szkole. Wszystko opowiedziane w pierwszej osobie przez kolesia, który nie uzurpuje sobie prawa do wszechwiedzy i jest takim samym nastolatkiem jak cała reszta jego kumpli. PRL pamiętają jak przez mgłę, trochę im żal, że nie muszą o nic walczyć jak dziadkowie, lub ich rodzice, którzy cierpieli pod jarzmem reżimu. Oni nie chodzą głodni, nie muszą się martwić, że ktoś im zabroni używać polskiego języka. Ogólnie mają dobrze i w miarę wygodnie. Starają się zabić więc nudę poprzez eksperymenty. I choć wydaje im się, że są inni niż ich poprzednicy to tak naprawdę w kółko powtarzają utarte schematy, które przechodzą z pokolenia na pokolenia. Wszystko już było i wszystko jeszcze będzie. To może tyle jeśli chodzi o aspekt filozoficzny książki.

Co mnie zachwyciło jeszcze to świetny styl pisarski. Wymieszanie potocznej polszczyzny z językiem literackim. W taki sposób, że nie ma żadnych zgrzytów, wszystko pięknie się miesza i współgra. I jeszcze te piękne zdrobnienia przekleństw, których jest całkiem sporo, ale nie ma się co oszukiwać takim językiem posługuje się i posługiwała się młodzież. Nahacz świetnie to wszystko wymiksował i sprawił, że jego opowieść jest nad wyraz prawdziwa.

Wspomniałem, że Nahacz urodził się w moim roku :) I oględnie powiem, że w “Osiem cztery” mogę dzielić pewne doświadczenia opisane w książce. Nie będę tutaj szczegółowo opisywał jakie to doświadczenia, powiem tyle, że młodzież jest taka sama wszędzie i w taki sam sposób szuka swojej drogi.

Dobrze się stało, że książkę przeczytałem dopiero teraz. Nie mam już nastu lat, trochę się przeżyło i książka była dobrą odskocznią. Gdybym to przeczytał w liceum to chyba Nahacza uznałbym za geniusza i bożyszcze moje. Dziś potrafię docenić jego talent, który niestety nie miał szans się rozwinąć.

 

P. S. Takie małe zdrobnienie z książki – kurwunia :) Słyszał ktoś aby ludzie tak mówili? :) Mnie się podoba.

 

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Scott Westerfeld “Lewiatan”

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Czerwiec 2011

Scott Westerfeld "Lewiatan"

Scott Westerfeld "Lewiatan"

Lewiatan to według książki napisanej przez niejakiego Jahwe, ogromny potwór morski, który kumpluje się z Behemotem i razem wyrywają Hiobowe córy. Dziś Lewiatan w takim kontekście (ogromnego stwora) funkcjonuje w dzisiejszym języku polskim. No może oprócz tego, że jest też taka znana sieć sklepów. I śmiem twierdzić, że wielu moim rodakom najpierw przyjdzie do głowy skojarzenie ze sklepem a nie mitycznym stworem ze Starego Testamentu.

Mam niezłą zagwozdkę, z tą książką. Dużo o niej było na wielu serwisach poświęconych fantastyce, to i pomyślałem, że sobie czytnę. Jak pomyślałem tak sobie czytnąłem. I cholera od razu się kapnąłem, że grupą docelową tej książki to chyba jest młodzież w latach nastoletnich albo może nawet mniej. I święta naiwności, jako stary wyga widziałem wszystko, że książka jest prosta jak budowa cepa, że świat alternatywny taki nakreślony grubą kreską i naprawdę bardzo, bardzo to wszystko naiwne i takie dziecinne. Ale przyznam się wstydliwie, z pewnym zażenowaniem i rumieniąc się na czubku mej łysej głowy, że książkę przeczytałem błyskawicznie. No po prostu szybko to się czytało. Poza tym czcionka duża i jeszcze rysunki, które dodatkowo mnie utwierdziły, że to dla dzieci książeczka.

Fabuła – Europa tuż przed wybuchem I wojny światowej. Podzielona jest ona (ta Europa) na znane nam z historii kraje, ale jest jeszcze inna linia podziału. Otóż Wielka Brytania to Darwiniści, którzy posługując się wiedzą Charlesa (swoją drogą bardzo ładne i dystyngowane imię) Darwina projektują nowe stworzenia do własnych celów. Latające, pływające, chodzące i tak dalej, i tak dalej. A tytułowy “Lewiatan” to ogromny, latający wieloryb! A więc Angole to DNA, natomiast Niemcy i kraje niemieckojęzyczne to tak zwane Chrzęsty, czyli mechanika, inżynieria, niemiecka precyzja i doskonałość. Mają ogromne maszyny kroczące, z działami, karabinami maszynowymi – steampunk pełną gębą.

Jednym z bohaterów opowieści jest syn arcyksiążęcej pary cesarstwa Austro – Węgierskiego. Otóż młody Alek musi spieprzać, bo nagle otruli mu rodziców a jego życie jest zagrożone. A drugim bohaterem/bohaterką jest Deryn, dziewczynka z ambicjami, która przebiera się  za chłopca i wstępuje do Królewskich Sił Powietrznych. Ta dwójka spotyka się już po wybuchu wojny i chyba coś z tego będzie ale na to pytanie odpowie dopiero drugi tom. I cholera chyba go też przeczytam… taki dzieciak ze mnie.

Polecać czy nie polecać – dla kogoś kto nie czyta fantastyki ta pozycja będzie kompletnie bezwartościowa. Dla kogoś kto czyta ambitniejszą fantastykę również. Ale dzieciaki mają wakacje i ja sobie ją przeczytałem bardzo szybko choć już dawno straciłem mą dziecięcą naiwność.

 

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Antologia : Zajdel 2002

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Czerwiec 2011

Antologia : Zajdel 2002

Antologia : Zajdel 2002

Kolejna książeczka przeczytana przez Charliego ze działu fantastyki. Wpadła mi łapki zupełnie przypadkiem ale już nie przypadkiem postanowiłem ją przeczytać. Co mamy w tym zbiorku. Otóż opowiadania jakie zostały nominowane czy też zostały laureatami nagrody literackiej im. Janusza A. Zajdla. Jednej z najważniejszych nagród polskich jeśli chodzi o science – fiction i fantastykę.

Maja Lidia Kossakowska “Żarna niebios”
Wojciech Świdziniewski “Murarze”
Andrzej Ziemiański “Autobahn nach Poznań”
Andrzej Ziemiański “Waniliowe plantacje Wrocławia”
Rafał A. Ziemkiewicz “Cała kupa wielkich braci”

To autorzy i ich opowiadania. Z całego zbiorku nie znałem tylko opowiadania Wojciecha Świdziniewskiego, resztę już wcześniej czytałem.

Ale nie powiem bardzo przyjemnie było sobie poczytać Kossakowskiej fantazję na temat aniołów, demonów i ich walki, które później rozwinęła w swoim świetnym “Siewcy wiatru”. Inteligentnie, z dużą dawką humoru i po ludzku przedstawione są te anioły, które wydają się  bardzo ludzkie w swych namiętnościach i słabościach.

Jak wspomniałem nie czytałem tylko “Murarzy”, którzy są opowiadaniem ciekawym i interesującym ale jakoś tak bez specjalnych fajerwerków.

Ziemiański już wtedy był grubą rybą jeśli chodzi o polską fantastykę, także jego “Autobahn nach Poznań” to naprawdę świetne opowiadanie. Przewrotnie napisane, z ciekawymi pomysłami i sama myśl o Rzeczpospolitej od morza do morza przynosi ciarki. “Waniliowe plantacje Wrocławia” interesujące, choć znacznie mniej.

Ziemkiewicza czytywałem i jego “Cała kupa wielkich braci” była mi znana. Jednak trochę zepsuła mi lekturę, zbytnia znajomość poglądów politycznych pisarza, które ewidentnie się tutaj krystalizują, mimo tego – opowiadanie napisane zadziornie i z jajem.

Czasem miło tak sobie powrócić do znanych pozycji. “Zajdel 2002″ to lektura w sam raz na wakacje, które się właśnie rozpoczęły :)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Janusz Rudnicki “Męka kartoflana”

Posted by charliethelibrarian w dniu 23 Czerwiec 2011

Janusz Rudnicki "Męka kartoflana"

Janusz Rudnicki "Męka kartoflana"

Jest święto, jest delikatny kacyk, jest mega lenistwo, jest piękna pogoda – ogólnie super jest :) W takim nastroju opowiem wam o kolejnej książce Rudnickiego jaką przeczytałem. Będzie to wznowienie wydanej dziesięć lat temu “Męki kartoflanej”. Książka składa się z krótkich i dłuuugich opowiadań. Napisanych na przestrzeni kilkunastu lat przez Rudnickiego.

Cóż rzec wam o wrażeniach Charliego po lekturze. Powiem krótko – dobrze, że moja przygoda z panem Rudnickim nie zaczęła się od tej książki ale od “Śmierci czeskiego psa”. Dlaczego? Spytacie się pewnie, pełni ciekawości co się z was wylewa na ekrany monitorów. Otóż “Śmierć czeskiego…” to perełka, a “Męka…” to taka ostryga, z której perełka się dopiero wytworzy. Czuć różnicę lat, i choć w “Męce…” są fragmenty błyskotliwe, skrzące się tą właśnie ironią, groteską, za którą polubiłem pana Rudnickiego, to ogólnie lektura była raczej właśnie taką trochę męką. Wisielczy humor jest obecny w dużej dawce i na szczęście styl pisania Rudnickiego tę mękę znacznie łagodzi.

Książka podzielona jest na trzy rozdziały takie jakby – pierwszy rozdział to opowiadania opisujące nam przejebany los polskiego imigranta w Niemczech. Rudnicki całkiem zgrabnie przedstawia nam studium sąsiadki alkoholiczki, trafnie opisuje zwłaszcza sąsiadów Niemców i ich zachowania. Strasznie mnie znudziło opowiadanie pod tytułem “Odwiedziny”, jak to niby pisarza matka odwiedza.

Drugi to specyficzna “analiza” prozy Schulza. Doceniłem tutaj bezpośredniość Rudnickiego, jego bardzo krytyczne podejście do Schulza, który zdążył zostać już postawiony na cokole i nikt nie ośmiela się powiedzieć złego słowa, o autorze “Sklepów cynamonowych”. A Rudnicki występuje tutaj właśnie w roli profana, gołębia, który “obsrywa” pomnik swoimi celnymi uwagami. Robi to naprawdę świetnie i wnikliwie. W drugim rozdziale Rudnicki przybliża nam również dwie kobiety-symbole jeśli chodzi o literaturę polską. Chodzi tutaj o Marię Dąbrowską i Zofię Nałkowską. Rudnicki czyta sobie ich dzienniki i tak na luźno porównuje sobie obydwie kobiety. Robi to w sposób na tyle interesujący, że przez chwilkę nawet sam chciałem poczytać sobie ich dzienniki, ale mi przeszło i pozostanę przy Rudnickiego opowieściach o tych dziennikach i kobietach je piszących.

Trzeci i ostatni rozdział to tytułowa “Męka kartoflana”. Szalone, groteskowe, zakręcone opowiadanie opisujące gehennę Rudnickiego w podróży po mąkę kartoflaną, bo żona kazała mu kupić. Na śląskie kluski. Męka to Polska z całym jej bagażem mitów, wad, przywar. Wszystko opisane w taki sposób, że naprawdę cud, miód i orzeszki. Jest w niej wszystko co polskie, ale wyolbrzymione, przejaskrawione, mocno skarykaturowane. PKP, Grunwald, Oświęcim i jeszcze sprawa Świtonia i krzyży w Oświęcimiu – kurczę pamięta ktoś jeszcze tę akcję? Jest powódź stulecia, jest męka twórcza pisarza. Naprawdę przy “Męce…” nie męczyłem się wcale :) Rudnicki pełną gębą, tam się pokazał :)

Ogólnie polecam bardzo. Dziesięć lat temu ta książka musiała być hitem. Ja jednak cieszę się, że najpierw przeczytałem “Śmierć czeskiego psa”.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Tempus Fugit tom 1

Posted by charliethelibrarian w dniu 21 Czerwiec 2011

Tempus Fugit

Tempus Fugit

Moi drodzy w łapki Charliego wpadła antologia, o której słyszał wcześniej ale dopiero teraz mógł ją przeczytać. Cóże to za zbiór opowiadań, czegóż dotyczący. Otóż wydawnictwo Fabryka Słów zebrało kilku polskich autorów fantastyki oraz science-fiction i kazała im napisać opowiadania dotyczące czasu, jego upływu, jego przepływu, uciekania i tak dalej. Tytuł antologii “Tempus fugit” to początek (tak mi się przynajmniej wydaje) łacińskiej maksymy “Tempus fugit, aeternitas manet” czyli “Czas ucieka, wieczność pozostaje”. Ech, Ci Rzymianie mieli chłopaki łeb do sentencji.

Dobra, wracamy do antologii. Kilka opowiadań, kilku pisarzy i jednej pisarki, niektórych kojarzyłem, innych nie.

Pierwsze opowiadanie to “Zegarmistrz i łowca motyli” Jarosława Grzędowicza, którego znam, i którego “Pan lodowego ogrodu” powalił mnie swego czasu na kolana i mało co nie zawaliłem egzaminu, bo zamiast się uczyć przeczytałem pierwszy tom. Opowiadanko spoko, fajny pomysł ale naprawdę jak na Grzędowicza to bez szału, bez szału.

Następna w kolejce to pani Milena Wójtowicz, z jej zabawną “Załatwiaczką”. Tak jak wspomniałem zabawną i dosyć przyjemną, to chyba jest tak zwane fun fantasy. Lekkie, łatwe i przyjemne.

Trzecie opowiadanie wysmażył Eugeniusz Dębski “Najważniejszy dzień w tym roku” i było całkiem, całkiem interesujące. Przyszłość jaką wykreował Dębski trochę mnie przerażała i mam nadzieję, że nie dane mu jest zostać prorokiem w swoim własnym kraju.

Czwórka to dzieło pana Pawła Majki, o którym nic nigdy nie słyszałem i naprawdę żałuję. Jego “Poświat” to świetne opowiadanie, dokładnie to co Charlie lubi – Majka nakreślił świat interesujący i tak ciekawy, że bardzo było mi przykro, że opowiadanie się skończyło. “Poświat” to materiał na jakąś wypasioną sagę albo przynajmniej trylogię. Bo pomysłów tam było mnóstwo i widać, że Paweł Majka ma łeb nie od parady. Dla mnie najlepsze opowiadanie z całej antologii.

Marcin Wroński i jego “Niewiele brakowało” nie wywarło na Charliem oszałamiającego wrażenia, ot takie sobie do przeczytania.

“Matka Gromów” Sebastiana Uznańskiego już znacznie lepsza, pomysł interesujący, ładnie napisane, ale stanowczo za długie. Pod koniec wiało już schematem, choć zakończenie interesujące.

“Odnaleźć Annę” Cezarego S. Frąca nie było złe, ale również nie powaliło na kolana. Pomysł interesujący choć miałem wrażenie jakbym czytal jakieś opowiadanie z lat osiemdziesiątych. Nie wiem skąd mi się to wzięło ale tak było.

Antologia jak to antologia – jedne opowiadania słabsze, inne lepsze. Ja gorąco polecam “Poświat” – Majka miał świetny pomysł i super wykonanie, naprawdę warto to przeczytać. Ogólnie zbiór godny polecenia.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Siakieś takie…

Posted by charliethelibrarian w dniu 19 Czerwiec 2011

Zabawię się perfidnie w marketingowca i zareklamuję (taki czasownik oznaczający, że mam zamiar polecić jakiś produkt).

Dorastałem w latach dziewięćdziesiątych, latach gdzie dziki kapitalizm pożerał kraj co Polską Ludową był zwany. Lata te jako lata dzieciństwa i młodości wspominam z nostalgią, sentymentem i żalem za utraconą gibkością, młodością, bezmyślnością i tak dalej.

Szarość po peerelowska zastępowana była przez tandetne kolory z Zachodu.

Polacy bezmyślnie często kopiowali wzorce ze zgniłego, robili to w sposób chamski i prostacki. Aż do czasu gdy pojawił się produkt, który rozjebał wszystko swą orzeźwiającą, niekonwencjonalną formułą. Produkt, który natychmiast pokochały nastolatki w całym kraju. Produkt ów dawał bowiem poczucie, że młodym być to zaszczyt, to łamanie tabu, łamanie konwencji.

Nie wiem czy się domyślacie ale chodzi mi o……. FRUGO!!!!!!!!

Reklamy tego napoju weszły do kanonu, teksty do języka potocznego, marka była dobrze rozpoznawalna, a teraz właśnie FRUGO wraca! I dziś Charlie sobie pojechał na Rynek Główny w Krakowie do cukierni U la la i sobie zakupił FRUGO Czarne i FRUGO Pomarańczowe. Póki co to tam można tylko kupić FRUGO.

Buteleczki wyglądają tak samo jak ponad dekadę temu, ta nakrętka z tym pykającym wieczkiem też jest! No po prostu szał pał.

A teraz najważniejsze – FRUGO smakuje przecudnie, jest rześkie i orzeźwiające, pyszniutkie aż do samego dna!

Powrót FRUGO to świetna akcja i ja prorokiem nie będąc wróżę sukces i trzymam kciuki za powodzenie tego napoju na polskim rynku.

I garść owych sławetnych reklam (o dzięki Ci wielki YOUTUBE i Internecie wszelaki).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niektóre z tych reklam to klasyki :) No to FRUGO!

Tutaj jeszcze kompilacja:

 

W sumie to mogłem dać ten filmik i byłoby z głowy :D Ale co tam :)

Nie wiem czy robię etycznie, perfidnie reklamując produkt ale mam to zwyczajnie w dupie.

Pamiętajcie – NO TO FRUGO!

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , | 1 komentarz »

In books we trust !!!

Posted by charliethelibrarian w dniu 11 Czerwiec 2011

Takie hasło przyszło mi do głowy ostatnio. Myślałem, że jestem odkrywczy ale dla pewności wpisałem slogan w wujka Google, bo hasło było zbyt proste i banalne, aby ktoś na to nie wpadł wcześniej. I jak zwykle ktoś był wpadł, zarzucił pomysłem na to wcześniej :D

Znalazłem wpis ze strony towerofbooks. Przy okazji odkryłem angielską wersję biblionetki. Później poszperałem bo biblionetkowym forum i okazało się, że mieli takie plany. No na razie chyba nie idzie im jakoś oszałamiająco.

W każdym bądź razie pod dyskusją zaproponowałem żeby zrobić coś w stylu banknotu dolarowego z tym hasłem.

No, że ostatnio miałem trochę czasu, to się pobawiłem i zrobiłem coś takiego:

in books we trust

in books we trust

Takie tam popierdółki a nie profesjonalna obróbka graficzna. Postanowiłem się jednak tym podzielić, bo może komuś się spodoba :D

 

P. S. Gdyby ktoś miał ochotę się tym częstować to proszę śmiało :)

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 4 »

Jan Tomasz Gross “Złote żniwa : rzecz o tym, co się działo na obrzeżach zagłady Żydów”

Posted by charliethelibrarian w dniu 10 Czerwiec 2011

Jan Tomasz Gross "Złote żniwa..."

Jan Tomasz Gross "Złote żniwa..."

Ta książka jeszcze przed jej oficjalnym ukazaniem się wzbudziła ogromne emocje. Cóż trudno nam Polakom przyjąć do wiadomości, że nasi rodacy mogli zachowywać się jak skurwysyny i zabijać, okradać, gnębić Żydów podczas drugiej wojny światowej. Przecież cała nasza martyrologia z okresu drugiej wojny światowej to walka z Niemcami i bycie tymi dobrymi. Po ukazaniu się książki nie było lepiej, akcja wydawnictwa Selkar, z zawyżaniem ceny książki, oblepianie księgarni sprzedających książkę informacjami jakoby te firmy były antypolskie. Gorące emocje były, oj były. A jak zwykle w naszym społeczeństwie najgłośniej krzyczeli ci, którzy pewnie książki nie przeczytali. Na biblionetce, z której korzystam, książkę oceniło zaledwie dwudziestu kilku użytkowników. Kolejny raz media rozdmuchały sprawę, ludzie się burzyli z zasady, a większość nie podjęła trudu przeczytania.

Od czego by tu zacząć? Hmm… może od tego, że “Złote żniwa” to książka słabo napisana. Naprawdę, widać marny warsztat autora jeśli chodzi o narrację, budowanie napięcia, styl. Czytając niemal czułem jak Gross wychodził ze skóry aby pogłębić wrażenie grozy i okrucieństwa. Czułem te starania Grossa ale nie czułem grozy ani okrucieństwa. Naprawdę pan Gross ma słaby warsztat a jego usilne wmówienie czytelnikom jego wrażeń, poprzez użycie słów – widzimy, czujemy, znamy, rozumiemy wcale w tym nie pomagało.

Druga sprawa to tematyka jaką książka porusza, czyli grabież mienia żydowskiego przez Polaków. Nie zajmowania po wojnie, gdy większość prawowitych właścicieli nie żyła, ale właśnie w trakcie. Bogacenie się na ukrywaniu Żydów, mordowanie i okradanie uciekinierów. Cóż uważam się za człowieka, który trochę zna historię i wiedziałem, że takie rzeczy miały miejsce. Ta książka nie była dla mnie szokiem ani zaskoczeniem. My Polacy jesteśmy wychowani w poczuciu, że to nasz Naród był tym szlachetnym i nie splamił się nigdy takimi podłościami jak Niemcy. A szmalcownictwo i wydawanie ukrywających się Żydów to przypadki z marginesu. Gross podaje KILKA przykładów z wiosek i z uporem maniaka stara się rozszerzyć to na wszystkich. Mamy podane źródła historyczne świadczące o okrutnych czynach jakie popełniali Polacy, i to Polacy będący w lokalnych społecznościach elitą, co dla Grossa oznacza, że pozostali obywatele z elity w innych wsiach też tacy byli.

Punktem wyjścia do książki jest fotografia, na której według autora uwiecznieni zostali kopacze, którzy przeszukiwali okolice obozu koncentracyjnego w poszukiwaniu pozostałości jakicholwek cennych rzeczy. Gross z uporem maniaka powtarza, że ludzie ci to hieny cmentarne najgorszego sortu. Niestety tak naprawdę nie ma żadnych co do tego podstaw. Ale faktem jest, że okolice obozów były przekopywane.

Jest taki fragment w tej książce, który mówi o tym, że Zagłada to była precyzyjna maszyna, i miała wiele “wąskich gardeł” i gdyby ktoś chciał łatwo mógłby sabotować jej działanie. Nie wiem do kogo pije tutaj Gross czy do Niemców czy do pracowników kolei, a może do chłopów polskich. Zagłada to wydarzenie, które nie da się ująć w żadne rozsądne ramy – tutaj zgodzę się z autorem. Kilka milionów ludzi zostało zamordowanych w “fabrykach śmierci”. Kilka milionów ludzi zginęło przy milczącej aprobacie społeczeństw europejskich – to nam chce powiedzieć Gross. Gross czepia się kolejarzy, że wysyłali pociągi do obozów i nic nie zrobili aby sabotować to działanie. Chciałbym zwrócić na coś uwagę – jest taki fragment chyba w “Opowiadaniach” Borowskiego. Dotyczy on wyładunku transportu ludzi z wagonów. Rozdzielającymi transport byli Żydzi. Nagle wybuchła panika i tłum prawie przerwał kordon wartowników. Niemcy, według Borowskiego byli w szoku i nic nie zrobili. Gdyby nie sprawna akcja rozdzielających transport Żydów, którzy przywrócili porządek cały transport mógł uciec. No ale daleko by nie uciekli, bo pewnie chłopi polscy szybko by ich wyłapali (tak napisałby Gross). Nie jestem Żydem, nie widziałem wojny, nie doświadczyłem tego co świadkowie opisywani przez Grossa, więc tak naprawdę nie jestem pewien czy władny jestem wypowiadać się w tym temacie.

Podsumowując książka porusza ważny temat, o którym my Polacy nie chcemy rozmawiać. Robi to jednak w sposób zły jeśli chodzi o styl. Wiem dziwnie to brzmi ale o takich rzeczach powinno się pisać tak aby człowiek czuł coś. Ja tylko czułem narastającą irytację na autora. Książka wzbudziła we mnie niesmak. Nie wydawała mi się żadnym wiarygodnym źródłem wiedzy, choć pełno w niej przypisów do różnych materiałów. Ale pewnie tkwi we mnie zbyt mocno to wychowanie polskie. Książki nie polecam. Chyba, że ktoś chce się dowiedzieć o co był cały ten hałas.

 

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Ray Bradbury “Kroniki marsjańskie”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Czerwiec 2011

Ray Bradbury "Kroniki marsjańskie"

Ray Bradbury "Kroniki marsjańskie"

Powrót do mojego ulubionego gatunku trwa. Tym razem będzie o klasyku nad klasykami po germańsku będzie to Klassiker der Klassiker (albo jakoś tak). Trochę historii bo tej książki raczej nie da się opisywać bez historycznego tła. Zacznijmy od tego, że została wydana w roku 1950! W tamtych czasach Mars mógł wydawać się planetą, która zostanie prędzej czy później odwiedzona przez rodzaj ludzki. Jak wiemy, Mars na razie został opanowany przez ziemskie łaziki, które dzielnie ślą zdjęcia z powierzchni Czerwonej Planety. Ale wtedy Bradbury napisał książkę, która okazała się ogromnym sukcesem i dziś jest właśnie takim “Klassikerem” science – fiction. Choć tak naprawdę z science – fiction. do którego przywykliśmy raczej niewiele ma wspólnego.A to dlatego, że nie ma tam za dużo naukowych dywagacji, opisów lotów kosmicznych, trudności z terraformowaniem nowej planety i tak dalej i tak dalej.

“Kroniki marsjańskie” to zbiór opowiadań, które opisują jak to ludzkość została przywitana przez Marsjan i jak im się odpłaciła. O naszej ignorancji, przeświadczeniu, że wszystko możemy robić na naszą modłę, a inne kultury czy nawet pozaziemskie cywilizacje mogą nas pocałować w dupę. Tak naprawdę “Kroniki…” mogłyby opisywać podbój Ameryki Południowej lub Północnej. Tam również lokalne cywilizacje zostały zniszczone przez żądnych konkwistadorów lub bogobojnych purytan. I żadnym usprawiedliwieniem nie jest fakt, że stało się to setki lat temu. Bradbury chciał w “Kronikach…” to właśnie przesłanie przekazać.

To książka, która mimo sześciu dych na karku broni się sama, bo jest uniwersalną opowieścią o naszej naturze, głupocie i charakterze gatunku. Niszczymy wszystko co nam nie pasuje, nawet jeśli robimy to przypadkiem to nie ma dla nas usprawiedliwienia. Nie potrafimy współżyć ze sobą na naszej planecie a co dopiero gdy spotykamy obcą kosmiczną rasę, która jest od nas starsza i mądrzejsza. Owszem zdarzają się w opowiadaniach pozytywni, dobrzy ludzie ale są oni właśnie wyjątkiem potwierdzającym regułę. Książka pisana tuż po wojnie, kreśliła również ponurą wizję samozagłady ludzkości. Niektóre rzeczy i podejście do podróży międzyplanetarnych i tak dalej po tylu latach tchną naiwnością ale naprawdę nie przeszkadza to zupełnie.

Dla mnie czytanie tej książki było przyjemnością, opowiadania różniące się znacząco długością stworzyły coś na kształt impresji narracyjnej. Pamiętam, że czytałem tę książkę w latach młodości ale wtedy nie podobała mi się tak bardzo. No cóż byłem wówczas pod silnym wrażeniem tak zwanej hard s-f, więc wybaczę temu mojemu ja sprzed lat kilkunastu. Polecam gorąco, nie tylko miłośnikom s-f, choć ci powinni tę pozycję znać :)

 

P. S. A teraz videło nagrane przez wielbicielkę Raya, w którym prosi go ona o… zresztą zobaczcie sami :)

 

 

Prawda, że pozytywny kawałek :) Oczywiście, mam na myśli przesłanie dotyczące czytania książek a nie hmm…

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Miłe chwile w pracy…

Posted by charliethelibrarian w dniu 3 Czerwiec 2011

Zdarzają się takie dni, takie momenty, że po nich człowiekowi się po prostu ciepło i miło na serduchu robi.

Dziś do mojej czytelni zawitała czytelniczka z kilkuletnią córką.

Wszystko jak zwykle, rewersik, karta, książeczka.

Ale rozdawaliśmy w środę balony z okazji Dnia Dziecka i zostało mi ich jeszcze trochę.

No to dziewczynka dostała balonik od pana bibliotekarza.

Ucieszyła się bardzo, grzecznie podziękowała i usiadła z mamusią.

Po chwili podchodzi do lady i wręcza mi… kwiatka.

Pięknego kwiatka, którego sama zrobiła :)

Kwiatek od Zuzi

Kwiatek od Zuzi

Z wdzięcznym uśmiechem powiedziała: to dla pana.

To była naprawdę jedna z najmilszych rzeczy jaka zdarzyła mi się od baaaaardzo dawna.

Pozdrawiam serdecznie małą Zuzię i jej mamę :)

Opublikowany w Praca | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.