Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Archiwum z Kwiecień 2011

Wesołych!!!

Posted by charliethelibrarian w dniu 23 Kwiecień 2011

Trochę późno ale szczerze: odpocznijcie sobie w te święta, niech pogoda Wam dopisuje a prawdziwa wiosna niech pokaże się Wam w pełnej krasie!

Jajko&QrCHACK

Jajko & QrCHACK

Na powyższej fotografii własnoręcznie pomalowane jajko Karola :D i własnoręcznie zrobiony QrChack :) Jeszcze raz Wesołych!

Aha i jeszcze link z komiksu, który dzisiaj był na wykopie (ostrzegam – naprawdę mocne!):

The Pidjin Ester Special

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Cukier krzepi…

Posted by charliethelibrarian w dniu 18 Kwiecień 2011

Wszyscy o tym wiemy doskonale. Ale, oj chyba będziemy mieć powrót do starych czasów, gdy cukier był luksusem. Tak wyglądała reklama społeczna w latach trzydziestych:

Cukier i trzy koszule

Cukier i trzy koszule

Oj chyba nasz premier i kochany rząd nie chcą aby wszyscy czuli się jak magnaci. Strach pomyśleć jak zdrożeją koszule?!

Cukier krzepi kobiety!

Cukier krzepi kobiety!

Intrygujące prawda? Że też biała śmierć miała taki PR. Zwróćcie uwagę na średni wiek – naprawdę ZUS bardzo chciałby powrotu starych dobrych czasów. A może wysokie ceny cukru – czyli artykułu przedłużającego życie to właśnie spisek ZUS-u. Te urzędasy chcą pozbawić narodu jego żywotności i wpędzić wszystkich do grobu znacznie wcześniej! Odkryłem ogólnokrajowy spisek! Na alarm, kto żyw do cukru!

Zdjęcia pochodzą z “Tygodnika Ilustrowanego”  z roku 1931, bodajże. (zawsze jak robię zdjęcia to zapominam zapisać sobie z jakiego dokładnie numeru pochodzą – mało sumienny ze mnie bibliotekarz).

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Mało czasu…

Posted by charliethelibrarian w dniu 17 Kwiecień 2011

Zostało niewiele ponad miesiąc. Kurde, a tu tyle książek do przeczytania, wódki do wypicia, nocy do zarwania. Jak z tym wszystkim się wyrobić?! Jak nadgonić tyle zmarnowanych chwil w jeden miesiąc? Ma ktoś może jakieś rady?

Koniec świata

Koniec świata

Nie żebym się czepiał, każdy ma prawo wierzyć w to co chce. Z czystej ciekawości wszedłem na stronę i nawet nie chce mi się  o tym pisać.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Ciężki był żywot starych kobiet…

Posted by charliethelibrarian w dniu 15 Kwiecień 2011

Taka ciekawostka historyczna, znaleziona w Kalendarzu Powszechnym Juliusza Wildta na rok 1861. Kalendarze takie to prawdziwa kopalnia informacji o dawnych czasach. Jest w nich wszystko – porady gospodarcze, ciekawostki gieograficzne, informacje o targach jakie odbywają się w różnych miastach, genealogia panujących rodów w Europie, rozkłady jazdy pociągów i tym podobne. Tutaj naprawdę interesująca informacja z dalekich krajów:

Kalendarz Powszechny

Cóż nie miały lekko stare kobiety, za to psy raczej nie narzekały.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , | 1 komentarz »

Małgorzata Szejnert “Wyspa Klucz”

Posted by charliethelibrarian w dniu 14 Kwiecień 2011

Małgorzata Szejnert "Wyspa Klucz"

Małgorzata Szejnert "Wyspa Klucz"

Bo to nie jest tak, że Charlie nie czyta. Charlie czyta wciąż, ale ostatnio trochę mniej i jakby tak bardziej rozdrobnionym jest w tym swoim czytaniu. Tu stroniczka jakiejś książki, tam rozdzialik i tak zbiera Charlie te okruchy literatury w swojej główce. Może coś mu po tym zostanie a może to wszystko wywietrzeje , zostanie spalone w alkoholowym ciągu. Tego nikt nie wie, tym bardziej Charlie. Jedno jest pewne: “Wyspa Klucz” tak szybko z Charliego głowy nie zniknie. Ten reportaż, ten zbiór esejów, ta książka  jest fantastyczna. Cud, miód i orzeszki – ale proszę nie myśleć, że taka ta książka słodziutka. Oj nie.

Stany Zjednoczone – Imperium Rzymskie naszych czasów. Kraj, który miał i ma ogromny wpływ na kształt współczesnego świata. Ziemia Obiecana dla wszystkich. Stworzona przez przybyszy i imigrantów ojczyzna wolności i swobody. Kraj, w którym możliwe są historie w rodzaju od pucybuta do milionera. My Polacy mamy swoje własne wyobrażenie o USA. O Ojczyźnie dolara. Społeczeństwo amerykańskie zostało opisane w tak wielu rozprawach, książkach, że chyba nie sposób tego ogarnąć. Więc po cóż jeszcze jedna książka o USA? Można powiedzieć, że ta książka jest i nie jest o Ameryce. Bo opowiada ona losy ludzi, którzy dopiero przybywali do tej Ziemi Obiecanej. Opowiada ich dzieje w momencie gdy pierwszy raz stawiali stopę na amerykańskiej ziemi. A ziemią tą była wyspa Ellis. Gdzie przez kilkadziesiąt lat była stacja imigracyjna przyjmująca przybyszów do Stanów. Oczywiście było to w czasach gdy z Europy do Stanów płynęło się statkami. Czyli koniec wieku XIX i pierwsze dekady wieku XX. To wtedy Stany przyjęły najwięcej imigrantów w swej historii. Ale nie przyjmowały wszystkich z otwartymi ramionami.

O, nie było tak łatwo. Wszyscy, którzy przypłynęli z Europy na wielkich parowcach, płynąc w okrutnych warunkach, często gorszych niż w bydlęcych wagonach. Wszyscy ci Niemcy, Rosjanie, Polacy, Włosi, Szwedzi, Żydzi, Cyganie, Ormianie i wiele wiele innych narodowości, szczepów, plemion, nacji pierwsze swe kroki stawiało właśnie na wyspie Ellis. I tutaj byli poddawani “selekcji” i choć to brzydkie słowo tak to się odbywało. Stany Zjednoczone odrzucały chorych, szalonych, wszystkich, którzy mogli stanowić w przyszłości ciężar dla społeczeństwa. Autorka książki w bardzo sugestywny sposób opisuje wszelkie procedury, maluje nam przed oczami wygląd pomieszczeń stacji. Idealnie przedstawia zachowania różnych ludzi. Ja czułem wszystko, czułem strach i przerażenie ludzi, którym każe się robić dziwne rzeczy, zabiera się ich bagaże, każe się rozbierać. Brud, smród i ubóstwo jakie panuje na stacji przedostaje się dzięki słowom Szejnert nie tylko przez strony książki ale przez stulecie. Szejnert skupia się na poszczególnych osobach, zarówno pracownikach stacji jak i przybyszach, nakreśla ich portret i przedstawia dzieje. Poznajemy historie smutne i wzruszające. Historie mające tragiczny finał ale również te z tak lubianym przez nas happy endem.

Ta książka pełna jest wszystkiego: śmierci, bólu, nędzy, rozpaczy, cierpienia ale jednocześnie historii nieprawdopodobnych, wzruszających i dających nadzieję. Losy milionów pokazane na przykładzie losów kilkudziesięciu osób. Pełno w niej faktów i liczb ale to w żaden sposób nie przeszkadza, wręcz przeciwnie pozwala sobie wyobrazić skalę i ogrom przedsięwzięcia jakim przez lata była stacja witająca przybyszów w Nowym Świecie. Książka choć reportażem jest, nie pozbawiona jest poetyckości i metafor. Stojąca tyłem do imigrantów Statua Wolności (tak ją widzą imigranci patrząc na nią z Wysyp Ellis), wydaje się mieć ich w d… Drapacze chmur, które dla dziesięcioletniego włoskiego chłopca i jego brata wydają się masywem górskim. Ogromne znaczenie przedmiotu nazywanego buttonhook, który pierwotnie służył do zapinania guzików a oddał nieocenione usługi służbom medycznym wyspy Ellis.

To rewelacyjna książka. Rzadko gruboskórnego Charliego coś wzruszy, czy tam dotknie wrażliwszej części jego duszy (zresztą facet nie powinien w ogóle o tym wspominać), jednak ta książka go wzruszyła. I to wystarczająca rekomendacja. Polecam tę książkę każdemu. Jest świetna!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Ach, jak zapier…. czas!

Posted by charliethelibrarian w dniu 11 Kwiecień 2011

Jak w tytule posta, może troszkę wulgarnie ale już taki ze mnie Maxi cham. Żyję i mam się dobrze, choć ostatnio nic nie czytam, nic nie piszę na blogu. Zwalam wszystko na wiosenne przesilenie. Będzie garść informacji osobistych bo czasem tak trzeba. W końcu to blog o wszystkim i o niczem.

Kupiłem sobie rower, jest to mój pierwszy jednoślad od komunii, który jest fabrycznie nowy. I choć z rozrzewnieniem wspominam mojego Flaminga 3 to ten jest w chuj lepszy :) Dlatego też za bardzo nie mam czasu bo postanowiłem troszkę na poważniej zacząć uskuteczniać jazdę na rowerze. Pogoda jeszcze nie do końca jest sprzyjająca – dziś na przykład strasznie wiało. Rower wciąż się dostraja, że się tak wyrażę (może jak zrobię jakieś ładne zdjątka mojego nowego cacuszka to wrzucę tutaj). Ale jeżdżę i choć wyczynowcem nie jestem to różnicę między nowym rowerem a tymi moim gruchotami odczuwam wyraźnie.

Piszę tego posta po północy więc już poniedziałek, a jak poniedziałek to większość Polaków będzie miała poniedziałkowego doła. I jest w Krakowie ulica, która chyba upamiętnia i oddaje ten stan jaki po każdym weekendzie panuje w narodzie:

ul. Poniedziałkowy Dół

ul. Poniedziałkowy Dół

Próbowałem znaleźć jakiegoś autochtona i wypytać się czy naprawdę mieszkańcy tak bardzo nie lubią poniedziałków, ale nie udało się :(

Aby nie mieć doła w poniedziałek coś na rozweselenie. Dziś w pewnym dużym sklepie sportowym zmuszony zostałem do zakupu pewnej części do roweru niezbędnej do tego aby rower poruszał się w sposób jak najbardziej ergonomiczny. Część owa to komora z elastycznego materiału (najczęściej z gumy), wypełniona gazem (najczęściej powietrzem) tłoczonym poprzez wentyl. Jej zadaniem jest utrzymywanie ciśnienia gazu wypełniającego przedmiot ją zawierający, a przez to zapewnienie mu pożądanych właściwości użytkowych – przede wszystkim sprężystości. (Żródło: Wikipedia). Jak się pewnie wszyscy domyślili chodzi o DĘTKĘ. Jednak w sklepie sportowym sprzedają coś innego:

Dentka

Dentka

Wiem, że się czepiam, przecież nikt nie jest nieomylny. Po prostu teraz wiem, że Bronek jest prezydętem wszystkich Polaków. Sklep swoją drogą bardzo porządny (Darmowa reklama!). Przepraszam, za jakość zdjęcia ale tak na chybcika było robione.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 4 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.