Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Archiwum z Grudzień 2010

Stanisław Ignacy Witkiewicz “Nikotyna. Alkohol. Kokaina. Peyotl. Morfina. Eter + Appendix”

Posted by charliethelibrarian w dniu 30 Grudzień 2010

Witkacy "Nikotyna..."

Witkacy "Nikotyna..."

Po lekturę sięgnąłem zupełnie przez przypadek. Przeglądałem sobie “Wiadomości Literackie” z trzydziestego któregoś roku i natrafiłem tam na recenzję tej książki. Oprócz interesującego tytułu, sama recenzja była dosyć ciekawa. Znając legendę Witkacego, którą nam się wpaja w szkole postanowiłem sprawdzić co też mistrz Czystej Formy napisał o swoich doświadczeniach ze środkami odurzającymi. Znalazłem książkę w mojej bibliotece ale tu pierwsza ciekawostka: została wydana ponownie w 1979 roku. Pod nieco (nieco?!) zmienionym tytułem “Narkotyki”. Widocznie pierwotny tytuł był za długi a może zbyt hmm… niemoralny. Dodatkowo “Nikotyna…” została w ’79 wydana wspólnie z późniejszą książką Witkacego to jest “Niemytymi duszami”. Nie wiem dlaczego bo to trochę zupełnie inne książki. Od razu przyznaję się, że “Niemytych dusz” nie przeczytałem. Trochę za ciężkie wydały mi się. Może podejdę do nich kiedyś tam. Wracając do “Nikotyny…” – jest to zbiór esejów, w których Witkacy opisuje różne środki odurzające wraz z negatywnymi i “pozytywnymi” skutkami. Nie wszystkie narkotyki opisał Witkacy. Rozdział o morfinie napisał Bohdan Filipowski, a rozdział o eterze dr Dezydery Prokopowicz.

Pierwszy esej dotyczy nikotyny czyli najpowszechniej występującej używki. Zarówno osiemdziesiąt lat temu jak i dziś nikotyna rządzi! W rozdziale tym Witkacy jedzie po palaczach jak po burej suce. Z tekstu przebrzmiewa nienawiść do nikotyny i tytoniu (choć sam Witkacy palił). Autor nie zostawia na papierosach i palaczach suchej nitki. Nałogowi palacze niezdolni są do tworzenia wzniosłych rzeczy, gdyż nikotyna tępi w nich poczucie wyższych celów, zabiera wyczucie smaku oraz kradnie poczucie celowości istnienia. Zamieniając człowieka w “bezmyślny, galaretowaty twór…” Palacze według Witkacego zostają ogłupieni przez trujące zielsko, tracą odwagę, zamieniają się w automaty. Do tego dochodzi fizyczne uzależnienie, które objawia się poprzez wiele różnych zaburzeń w funkcjonowaniu organizmu. Jak napisał Witkacy “Ci, którzy mówią, że bez palenia się rano wy-tego nie mogą, niech spróbują jeść śliwki i robić gimnastykę Mullera, a zobaczą”. Podobno palacze tak mają. Przesłanie rozdziału jest jasne – rzućcie fajki i to natychmiast! Jeśli chcecie być pełnowartościowymi członkami społeczeństwa! Albo palcie z przerwami długimi.

Alkohol. Ten rozdział Charlie czytał z ogromnym zaciekawieniem, bo choć nikotynę zna to nigdy nie zażywał jej w jakiś poważniejszych ilościach. Natomiast znając legendę Witkacego oraz swoje własne doświadczenia byłem ciekaw co też mistrzu napisał o alko. No i dostaje się też tutaj wódzie, głównie niej bo piwko dla smaku Witkacy nawet zaleca. Alkohol daje złudzenia siły, odwagi, nieskończonych możliwości jednak są to złudzenia. Człowiekowi wydaje się, że po wódzie może dużo a tak naprawdę jego otumaniony umysł podpowiada mu to co chce myśleć. Wóda powoduje zbydlęcenie społeczeństwa, sprawia, że z ludzi wyłażą ich najgorsze cechy. Witkacy postuluje bezwzględną walkę z alkoholem i nikotyną. Twierdzi, że tylko całkowite odcięcie społeczeństwa od tych używek może uratować ludzkość. Ludzkość, która powoli się degeneruje a każde następne pokolenie jest gorsze od poprzedniego. Witkacy pisze, że “papierosik i wódeczka, te dwa pozorne niewiniątka, kryjące się pod maskami przyjemnych dziewczynek zgniłe mordy zakazanych prostytutek.” łatwo doprowadzą ludzkość do zguby. Trudno nie zgodzić się z autorem, ale jednocześnie Witkacy pisze, że czasem wódzia pomaga rozwinąć skrzydła i jeśli już ktoś musi pić to niech to robią artyści i pisarze. Trochę taki niekonsekwentny jest w swoich osądach.

Kokaina. Oj, tutaj o białym jadzie Witkacy pisze z największą nienawiścią. Sam przyznaje się, że zdarzały mu się kokainowe jazdy ale nie jest z nich dumny i pragnie oszczędzić szczegółów czytelnikom. Coco według niego to zabójcza trucizna, która bardzo szybko zniszczy człowieka. Rozdział ciekawy, bo pokazuje, że kokaina była kiedyś całkiem popularnym środkiem odurzającym. Dziś chyba tak nie jest, a może to tylko ja nie zdaję sobie z tego sprawy.

Peyotl. O i tu rozdział najciekawszy. Witkacy opisuje w nim swoje wizje jakich zaznał po zażyciu peyotlu. Są naprawdę zaskakujące i fascynujące. Zresztą ten środek odurzający Witkacy traktuje najłagodniej i nawet zachęca czytelników by prędzej zrezygnowali z wódy, kokainy, papierochów a skupili się na peyotlu. Zastanawiam się czy obecnie łatwo jest dostać ten narkotyk. Chyba trzeba się przejechać do Meksyku, a na to Charliego nie jest stać.

Morfina. Rozdział bardzo dobrze napisany, profesjonalnie opisuje skutki zażywania morfiny i nałogu. Poważny w swej wymowie. To samo dotyczy eteru, napisanego przez doktora, który opisuje swoje własne doświadczenia z eterem. Całkiem interesujące zresztą.

Appendix. No tutaj Witkacy zaszalał. Mamy w tym rozdziale porady dotyczące prawidłowego mycia się, golenia, gimnastykowania, nawet przepisy syropów na kaszel. Interesujący rozdział daje spojrzenie na czasy Witkacemu współczesne i podejście ludzi do spraw higieny osobistej.

Ogólnie “dziełko” jak sam Witkacy pisze o tej książce, jest bardzo ciekawe. Napisane w jego stylu, mnóstwo interesujących słów, bardzo zabawna książkę, często się uśmiechałem. Jednak przez cały czas trwania lektury przebija się ogromny pesymizm autora, który twierdzi, że cywilizacja sięgnęła dna i już tylko czeka ją krok od przepaści. Dobrym prorokiem okazał się Witkacy. Z kart książki przebija również wielka niechęć Witkacego do kultury masowej. Uważa on ją za tak płytką, że płytszą już być nie może. Oj, gdyby Witkac żył w naszych czasach to chyba oszalałby z rozpaczy.

P. S. Ciekawostka. Charlie wykrył interwencję cenzury w wydaniu z roku ’79. Otóż w rozdziale poświęconym alkoholowi mamy taki fragment: “Mało kto zatrzyma się po trzech kolejkach. Przeważnie [...] dojeżdża się do samego dna,…”. Zaciekawiły mnie te kwadraciki oznaczające pominięcie fragmentu tekstu. Na szczęście wydanie z lat trzydziestych zostało zdigitalizowane i jest dostępne na stronach Kujawsko – Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej. W oryginale w pominiętym fragmencie mamy “Mało kto zatrzyma się po trzech kolejkach. Przeważnie (jest to typ pijaka rosyjskiego) dojeżdża się do samego dna,…”. Może to niewiele ale daje do myślenia o wolności słowa za komuny gdzie nie wolno było o bratnim narodzie pisać, że to pijacy.

Tutaj link do oryginału: “Nikotyna…”

Biblioteki cyfrowe to cudowna rzecz, zachęcam do szukania, przeglądania zasobów Federacji Bibliotek Cyfrowych. Mnóstwo ciekawych rzeczy, ogromna ilość zdigitalizowanych zbiorów, całkowicie za darmo!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 5 »

Wszystkiego naj…

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Grudzień 2010

Święta to dobra tradycja mimo wszystko. Tak sobie myślę, kiedy już wszyscy się wykrzyczą, wydenerwują podczas przygotowań do świąt z reguły są już tak zmęczeni, że odpoczynek świąteczny to dla nich błogosławieństwo. Może coś w tym jest.

U nas w naszym pięknym kraju święta oprócz radości, bliskości z bliźnimi, ogólnej życzliwości dla ludzi i świata, pięknych ozdób cieszących oko, wszechobecnej miłości oraz słodyczy od których zbiera się na… jeszcze więcej miłości i słodyczy. Oprócz tego wszystkiego i wielu innych samych pozytywnych rzeczy jakie święta wnoszą w nasze życie, jest jeszcze coś – będę bardzo przyziemny ale chodzi o jedzenie! Co prawda Kazik śpiewał w jednej ze swoich piosenek “co z Bogiem może mieć wspólnego, że ludzie żrą jak świnie” ale wydaje mi się, że trochę przesadził. Najedzony człowiek zapada bowiem w stan błogiej nieświadomości, jest znacznie skłonniejszy do metafizycznych rozważań nad naturą Boga i wszechświata. Oczywiście musi być najedzony a nie przejedzony.

A więc ludzie czytający tego bloga – radości, pogodnych świąt oraz takich jakie sobie życzycie. Abyście spędzili je tak jak chcecie, a nie wbrew sobie – bo co to za radocha z przymusu. I wracając do jedzenia. UWAŻAJCIE! Bo możecie skończyć jak ten grubas ze skeczu Monthy Pythona:

P. S. Świat nie jest sprawiedliwy i nie wszyscy mogą spędzić święta tak jakby chcieli. Dlatego warto pomagać, nawet to głupie klikanie w Pajacyka coś daje. A podobnych stron w sieci jest mnóstwo. Więc jeśli ktoś chce troszeczkę sobie poklikać polecam dodatek do Firefoxa, którego sam używam: Pajacyk XPI. Dodatek każdego nowego dnia gdy odpalimy przeglądarkę, włącza nam linki, które podaliśmy w opcjach. Bardzo wygodne i nie trzeba pamiętać, samo nam przypomni. Drobny gest ale zawsze coś.

Jeśli ktoś używa na co dzień innej przeglądarki jestem pewien, że są podobne dodatki.

P. S. 2 Aha i podobno jak coś się robi w Wigilię to potem robi się to przez cały rok! A więc może będę dodawał wpisy również w przyszłym roku czego sobie i Czytelnikom życzę!

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Dżoana radzi…

Posted by charliethelibrarian w dniu 17 Grudzień 2010

Jako, że Charlie śledzi na bieżąco internety wszelakie, nie mogło mej uwadze  ujść słynne tapl madl z Joanną Krupą. W sensie tego wiralu internetowego a nie programu telewizyjnego.

Dziś w drodze do pracy a dziś było sporo poniżej zera, doszedłem do wniosku, że nie ma nic bardziej ożywczego, pobudzającego, dającego kopa niż przejażdżka na rowerze w taką pogodę. Niepotrzebne człowiekowi kawusie, enerdżajzery czy inne dopalacze.  A że Joanna Krupa modelką jest i na pewno prowadzi zdrowy tryb życia więc chyba nie skłamię jeśli w jej usta włożę te słowa…

Mam nadzieję, że nie łamię jakiś praw do tego sposobu zapisu słów Joanny, bo wiem, że są koszulki z tapl madl, w których zresztą ona się pokazuje co dowodzi (w co chcę wierzyć) dużego dystansu do siebie i poczucia humoru.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Jacek Hugo-Bader “Biała gorączka”

Posted by charliethelibrarian w dniu 11 Grudzień 2010

Jacek Hugo-Bader "Biała gorączka"

Jacek Hugo-Bader "Biała gorączka"

Są książki mocne, są książki tak mocne, że po ich lekturze człowiek długo nie może się otrząsnąć. Książka o której napiszę poniżej taka była.

Trochę o autorze – pan Jacek jest reporterem “Gazety Wyborczej”. Podróżuje dużo po byłych krajach Związku Radzieckiego. Wydał dwie książki ze swoimi reportażami o jednej napiszę poniżej.

“Biała gorączka” to zbiór reportaży z ostatniej dekady. Wszystkie dotyczą Rosji lub republik, które oderwały się od ZSRR. Część reportaży znałem z “Dużego formatu” część była całkowicie nowym objawieniem. Czynnikiem spinającym je jest podróż reportera z Moskwy do Władywostoku. Podróż samotna, przez bezdroża Syberii i jakby tego było mało ten gościu pojechał tam ZIMĄ! Trzynaście tysięcy kilometrów w zabójczym mrozie, nawalającym ruskim łaziku. Najlepsze fragmenty książki to właśnie opisy jego przygód na trasie. Przygód związanych z jego autem, jego noclegami, ludźmi jakich poznał podczas podróży. Obraz Rosji jaki kreśli nam autor jest przerażający a jednocześnie znajomy. Ludzie tacy jak my, z trudem odnajdujący się w nowej, brutalnej, kapitalistycznej rzeczywistości. Historie połamanych życiorysów i połamanych ludzi, którzy niosą ten beznadziejny krzyż swojego żywota bo cóż innego robić.

Galeria ludzkich charakterów i historii jaką przedstawia nam pan Jacek jest porażająca w swej różnorodności. Poznajemy nastolatkę, która ma AIDS bo ćpała heroinę, szamankę z syberyjskiej tajgi, która walczy o pamięć o swoim ludzie. Pierwszych hippisów ze Związku Radzieckiego, dzikich punków. Bezdomnych z dworca moskiewskiego. Czy też wyznawców new ageowych religii, którzy budują swoje osady na syberyjskim pustkowiu. Bader opisał mnóstwo smutnych, depresyjnych historii. O narodach Syberii, które dosłownie zapijają się aż do wyginięcia. Tytułowa biała gorączka to właśnie stan po kilkudniowym pijaństwie, gdy człowiek już nie pije. Gdy jego umysł trzeźwieje – to wtedy przychodzą demony. Do każdego człowieka przychodzi jego osobisty własny koszmar, nawet nie puka do drzwi umysłu tylko od razu rozgaszcza się w głowie jakby tu był panem. Podczas ataku białej gorączki myśliwi strzelają sobie w łeb, wybiegają na siarczysty mróz całkowicie nadzy i biegną na oślep przed siebie. Reportaż o Ewenkach czyli syberyjskim narodzie, który właśnie przeżywa swój wódczany holocaust był jednym z lepszych w tej książce.

Historie o górniczych katastrofach na Ukrainie czy o państwie, gdzie są całe wioski ludzi z jedną nerką dawały do myślenia. Uświadamiają człowiekowi, że jednak nie ma większych powodów do zmartwień, może to okrutnie zabrzmi inni mają po stokroć gorzej. Najgorsza była ta bezradność podczas czytania. I tylko wnioski nasuwające się, że ten świat jest tak kurewsko urządzony, bo jego architekt musiał być na niezłej bani albo na mega kacu.

Rosja przedstawiona jest tutaj przez pryzmat Polaka, który zawsze postrzegał ją jako wroga. Tutaj wrogość zanika i reporter pokazuje nam zwykłych ludzi, którzy po prostu chcą jakoś żyć. W wielu historiach przewija się obraz Rosji jako kraju ogarniętego wszechobecną korupcją, bandytyzmem. Ludzie nie zatrzymują się na autostradach żeby pomóc komuś w wypadku bo boją się napadów. Mafijni bonzowie przyjeżdżają sobie na tydzień do ośrodka wypoczynkowego i urządzają tam sobie jatkę, po czym wyjeżdżają bez żadnych konsekwencji. Przeraża ta bezkarność. Z reportaży Badera wynika, że w Rosji jeśli ma się pieniądze można wszystko. Dosłownie wszystko. Mam nadzieję, że u nas w Polsce tak nie jest.

Co przewija się w wielu historiach to wódka. Wódka i wszelkiego rodzaju alkohol. W Rosji piją wszyscy, nie pijesz toś nie prawdziwy mężczyzna. Nie pijesz to coś z Tobą nie tak i raczej nie zdobędziesz naszego zaufania. Piją młodzi, starzy, kobiety – wszyscy. Piją z radości, piją ze smutku, piją bo ktoś umarł, piją bo na świat przyszedł nowy człowiek. Trochę mnie to przerażało bo jak sami wiecie sam raczej do abstynentów nie należę ale ogrom tego pijaństwa przedstawiony w książce poraża.

Co mnie trochę drażniło w książce. Otóż czasem odnosiłem wrażenie, że Bader trochę pogardliwie i wyniośle traktuje swoich rozmówców. Czasem nawiedzało mnie takie nieuchwytne wrażenie. Nie było może zbyt silne i częste ale kilka razy tak odbierałem lekturę.

Poza tą drobną uwagą chylę czoła przed autorem, który wykazał się nie lada odwagą, determinizmem oraz uporem. Szacunek za jego pracę. I za napisanie tej świetnej książki. Polecam każdemu.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz »

Internety, internety

Posted by charliethelibrarian w dniu 6 Grudzień 2010

Po światłowodach w każdej sekundzie płyną miliardy informacji. Jedne są ważne, inne nie, jedne śmieszne, inne smutne. Chciałem się podzielić niektórymi śmiesznymi zdjęciami, wyszperanymi w sieci. Niektóre z nich to suchary, pewnie już wszyscy widzieli. Ale wciąż mnie śmieszą. Zaczniemy od zdjęcia, w którym widać, że niektórych zima bardzo, ale to bardzo cieszy, nawet jeśli nastąpiła nadinterpretacja wrażeń zmysłowych:

Cocaine. So much cocaine.

Cocaine. So much cocaine.

Piękny koteczek.

Teraz obrazek w stylu WTF? albo może trochę grzeczniej: O co chodzi?

WTF?

WTF?

Dzieci to najsłodszy temat:

Mniam, mniam

Mniam, mniam

Dzieci to nasza przyszłość oraz skarby, to przecież one będą zapier… pracować na nasze emerytury. Dlatego uczmy je prawidłowych postaw i dobrego zachowania. Tak jak tutaj w przypadku małej Heather, która napisała list do dziadka, przepraszając go za nieobecność na jego… pogrzebie :)

Przepraszam dziadku.

Przepraszam dziadku.

List jest przesłodki dzięki swej dziecięcej naiwności. Dziewczynka przeprasza za nieobecność na pogrzebie, pyta się dziadka jak spędził święta. Pyta się również jak to jest mieć własny grób i mówi, że pewnie dziadka roznosi duma bo ona sama byłaby dumna z posiadania grobu z własnym imieniem. Na koniec mówi, że jak ona sama umrze to dziadka odwiedzi. Post scriptum to rozbrajające pytanie o rodzaj świąt jakie ma się, kiedy się umrze. Boskie!

A teraz przejdziemy do tematów około bibliotecznych, szeroko związanych z książką oraz bibliotekami. Ale wciąż pamiętając o dzieciach:

List od młodej czytelniczki, która zaniepokojona stanem swojej biblioteki, dzieli się swoimi pieniążkami. Wzruszające. To się nazywa wierny i oddany czytelnik! I to już od najmłodszych lat!

Wierny czytelnik

Wierny czytelnik

A teraz coś dla wzrokowców, jakość zdjęcia nie najlepsza ale co poniektórzy może się nabrali.

Książka

Książka

Last but not least:

Books

Books

To się nazywa łyk literatury.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z serwisu theChive

Opublikowany w Książki, Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Cristo Redentor czy Cristo Rei?

Posted by charliethelibrarian w dniu 4 Grudzień 2010

Chrześcijańscy miejscy partyzanci znów w akcji:

Chrystus graffiti

Chrystus graffiti

Dziś w drodze do pracy. Pod wiaduktem kolejowym na ul. Kopernika. Chyba od niedawna bo to moja prawie codzienna trasa więc zauważyłbym wcześniej. Graffiti zrobione chyba przez innych chrześcijańskich city guerillas, bo znacznie lepszy poziom wykonania niże ten cytat z na błoniach. Nawet mnie się podoba. Może jakaś zbłąkana duszyczka się nawróci? Kto wie? Wielką moc ma street art.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , | 1 komentarz »

Kir Bułyczow “Świat bez czasu”

Posted by charliethelibrarian w dniu 3 Grudzień 2010

Kir Bułyczow "Świat bez czasu"

Kir Bułyczow "Świat bez czasu"

Pójdę sobie za ciosem i zamieszczę drugi wpis. Tak się po prostu nałożyło, że skończyłem czytać drugą książkę. Zresztą tak już mam, że często czytam po kilka książek naraz – nie wiem czy to dobrze czy to źle ale nic na to nie poradzę. Dlatego też gdy jakąś książkę machnę od razu świadczy to o tym, że lektura była dla mnie niezwykle fascynująca oraz ciekawa. Niestety nie było tak w przypadku tej pozycji.

Kir Bułyczow to pisarz niezwykle zasłużony dla fantastyki nie tylko rosyjskiej ale również światowej. Wydawnictwo Solaris wydało w tej książeczce trzy opowiadania Bułyczowa tytułowe “Świat bez czasu”, coś tam o Kopciuszku i “Dania + Wasza = Wielka miłość”. Znam Bułyczowa sam na tym blogu opisałem dwie przeczytane przez niego książki, którymi byłem zachwycony. Ale ta pozycja kompletnie mi nie podeszła. Wszystkie opowiadania są mdłe, mało wciągające i nudne zwyczajnie nudne. Pierwsze o chłopcu biednym co się w sylwestra przeniósł do innego wymiaru gdzie nie ma czasu a ludzie zamiast się starzeć robią się mumiami. Drugie o Pawłyszu, co to poleciał sobie na planetę i tam pomógł uratować ekipę badaczy. W tym akurat był ciekawy pomysł, że badacze nowych planet będą genetycznie modyfikowani po to by jak najlepiej przystosować się do warunków panujących na danej planecie. Trzecie nie wiem kiedy napisane ale porusza wyświechtany pomysł z klonami hodowanymi w celu pozyskiwania nowych organów w tym przypadku dla zasłużonych działaczy i włodarzy ZSRR. Chociaż nawet było chyba najłatwiejsze do strawienia bo było w miarę lekkie i przyjemne.

Ogólnie słabo nawet rzekłbym bardzo słabo. Trzeba będzie wrócić, do wcześniejszych znacznie lepszych książek mistrza, bo ta zdecydowanie do nich nie należy.

A tak totalnie z innej beczki – właśnie siedzę sobie na mieszkaniu sącząc zimne piwko a w głośnikach napier…. dosyć głośno gra płyta KULT UNPLUGGED! Więc piątek choć spokojny raczej fajny :) Pozdrawiam!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Romain Gary “Obietnica poranka”

Posted by charliethelibrarian w dniu 2 Grudzień 2010

Romain Gary "Obietnica poranka"

Romain Gary "Obietnica poranka"

Witajcie! Long time, no see :) Jakoś tak nie mogę ogarnąć swoich myśli. Co w sumie powinno być proste albowiem mam ich może całe dwie. Nie pisałem nic przez dwa tygodnie, a sporo się wydarzyło. Po pięknej złotej polskiej przyszła oziębła, rzucająca śniegiem biała suka. Ostatnie dni były dosyć hardkorowe w Kraku i zmuszony zostałem przez warunki pogodowe do chwilowego zawieszenia mojego podróżowania rowerkiem do pracy. Czekam aż drogowcy zaskoczą zimę i sprawią, że krakowskie drogi będą czarne jak jakaś egzotyczna afrykańska, hebanowa piękność.

Powoli ten mój blog zaczyna dotyczyć tylko książek przeze mnie przeczytanych ale chwilowo brak weny na cokolwiek innego.

Książkę, którą przeczytałem ostatnio napisał człowiek o bardzo bujnym życiorysie. Naturalizowany Francuz a z pochodzenia rosyjski żyd Roman Kacew. Dzieciństwo spędził w Polsce co opisuje w swojej autobiografii jaką jest “Obietnica poranka”.

Książka jest zbiorem luźnych wspomnień dotyczących różnych okresów życia pana Romana. Wczesne dzieciństwo, lata dojrzewania wreszcie okres dorosłości. Gary urodził się w roku 1914 w Moskwie, po rewolucji październikowej jego matka zamieszkała w Wilnie. By w roku 1927 przenieść się do Nicei, do Francji. Francja jest ważnym motywem w książce, miłość do przybranej ojczyzny wpoiła Romanowi matka, aktorka, która gloryfikowała Francję ponad wszystko.

“Obietnica poranka” to książka o wielu rzeczach. O matczynej miłości, która potrafi odcisnąć na człowieku takie piętno, że chcąc nie chcąc podążamy ścieżką jaką wybrała dla nas rodzicielka. Gary nie ukrywa, że jego matka, która wychowywała go samotnie, zawładnęła jego życiem. Niesamowicie opisuje rozwój swojej kariery wojskowej jak i dyplomatycznej, która toczy się tak jak matka opisała mu to w dzieciństwie. Gary cały czas podkreśla jak wiele zawdzięcza matce, ale też zastanawia się co by było gdyby, trochę inaczej ułożyło się jego życie.

Czytając “Obietnicę poranka” czuje się, że mamy do czynienia z literaturą przez duże L. Napisana jest eleganckim, można nawet rzec wytwornym językiem, gdzie nawet dziwki są opisywane w dystyngowany i urzekający sposób. Duża dawka autoironii, humoru sprawiała, że bardzo często śmiałem się sam do siebie. Sposób w jaki opisuje Gary świat oraz relacje jakie światem owym rządzą, robi duże wrażenie. Trafność i celność jego spostrzeżeń pozwala stwierdzić, że był mężczyzną nietuzinkowym z bardzo dobrym zmysłem obserwacji.

Choć nie wszystko było takie różowe podczas czytania. Otóż troszkę mi się dłużyła ta książka, ale może to już wina mojego sposobu czytania a nie pana Romana. Nie był to jednak zbyt duży mankament. Książkę polecam każdemu, kto chce zaznać trochę ciepła i humoru oraz zanurzyć się w świecie, którego już dawno nie ma i który już nie wróci.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.