A tak mnie zebrało na klasyki:
Mariolka z biblioteki. Hmm… Ech, te stereotypy.
Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Październik 2010
A tak mnie zebrało na klasyki:
Mariolka z biblioteki. Hmm… Ech, te stereotypy.
Opublikowany w Wpisy | Otagowane: alkohol, kobiety, linda, mariolka, pasikowski, pazura, psy 2, wódka, wątroba, świat | Zostaw Komentarz »
Posted by charliethelibrarian w dniu 21 Październik 2010
Bo jak to zwykle bywa po deszczu jest słońce, po zimie wiosna a po książce do dupy jest fajna książka.
Panie i Panowie schodzimy do metra, nie tej jednej nitki warszawskiego ale całego podziemnego miasta, które rozciąga się pod największą metropolią Europy. Schodzimy do moskiewskiego metra. Moskiewskie metro znałem do tej pory jedynie ze zdjęć z różnych serwisów i opowieści znajomych, którzy Moskwę odwiedzili. Wiem, że robi wrażenie. Jednak znacznie większe wrażenie robi w książce pana Głuchowskiego (wygodniej się pisze).
Wyobraźcie sobie, że ludzkość w końcu zatraciła instynkt samozachowawczy i rozjebała całą planetę atomówkami. Rozpierdol był konkretny a ilu go przetrwało nie dowiemy się nigdy. Poznajemy tylko jedną pozostałą grupę ludzkości. Mieszkańców Moskwy, którzy schronili się w metrze. Od czasu apokalipsy minęło ponad dwadzieścia lat. Ludzie zagospodarowali metro, starają się jakoś przetrwać. Tylko, że nie jest już to metro jakim było przed zagładą. Metro po apokalipsie to mrok, ciemność, dziwaczne mutanty oraz zdegenerowani ludzie. Tunele, którymi od lat nie przejechał żaden pociąg, stacje poprzekształcane w swoiste stacje-państwa oraz stacje opuszczone przez ludzi, na których tylko demony hulają a ludzie tracą zmysły. Metro poznajemy z perspektywy głównego bohatera młodego chłopaczka, który dorasta na jednej ze stacji. Niestety jego domowi zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo – nowy gatunek stworów, który powstał na powierzchni zaczyna szturmować stację. Chłopaczek wyrusza z misją ratunkową, dzięki jego przygodom poznajemy zadziwiający świat metra. Jak już wspominałem stacje stały się swoistymi państwami, z całą tą organizacją: paszporty, służba celna, kontrole. Nie wiem dlaczego ale odbierałem to jako coś takiego rosyjskiego. To ciągłe przyzwyczajenie do kontroli. Dobra wracając do metra – zamieszkuje je kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Którzy tak naprawdę dogorywają pod ziemią, gdyż o wyjściu na powierzchnię nie może być mowy. Ludzi, którzy choć prawdopodobnie są ostatnią ostoją ludzkości wciąż toczą między sobą wojny, okradają się, oszukują. Zabijają w imieniu Lenina, Hitlera, Che Guevary, szatana oraz Wielkiego Czerwia. Artem bo tak nazywa się główny bohater poznaje owe wielorakie systemy ideologiczne dzięki swej wędrówce. Artem wędruje do Polis, miejsca gdzie wciąż szanuje się wiedzę a dawne zwyczaje nie przepadły. Jego misja pozwala mu nabrać dystansu do tej zgrai ludzkiej, która wiedzie swój nędzny żywot jak szczury. Nie pozwala mu jednak porzucić celu i zrezygnować, cała jego wędrówka zdeterminowana jest odgórnie i to przeznaczenie decyduje tak naprawdę o wszystkim.
Teraz o wrażeniach po lekturze – no po prostu zajebista! Oczywiście nie jest to literatura z wyższej półki ale po prostu czytało mi się to bosko. I owszem jest trochę taka sztampowa i linia fabularna to właśnie taka liniowata jest:D Ale poza tym boskie! Świat metra przedstawiony bardzo oryginalnie. Klimat jest. Niech świadczy o tym fakt, że łyknąłem ją w jedno popołudnie a do najcieńszych “Metro 2033″ nie należy. Oczywiście można się przyczepić, że stacje to państwa, że ewolucja mutantów przebiega trochę jednak za szybko, że ludzie po dwudziestu latach już nie mogą wyjść na słońce. Ale to byłoby szukanie igły w stogu siana. Jednym z powodów dla, których czytało się to świetnie mogło być również nasuwające się troszkę skojarzenie z grą komputerową. Mamy ogólny cel misji, mamy różne questy oraz save pointy ale to mi akurat nie przeszkadzało. Zresztą taka jest bodajże geneza książki – pisana była przez autora na jakimś portalu ruskim poświęconym klimatom postapo a gdzie jak gdzie w Rosji budowli, miast, poligonów, fabryk opuszczonych nie brakuje. Zresztą nie od dziś wiadomo jak to powiedział Siara z “Kilera” : “majom rozmach skurwisyny”
.
Polecam książkę każdemu miłośnikowi literatury science fiction. Nie powinien być zawiedziony.
Jest kilka niezłych fragmentów w książce jeden z nich dotyczy bibliotekarzy
Otóż misja naszego Artemka to również znalezienie księgi, która zna przyszłość i odpowiedzi na wszystkie pytania. W tym celu wychodzi on ze stalkerami na powierzchnię do Wielkiej biblioteki. Zamieszczam taki fragmencik:
“…Na schodach nie rozmawiać. Jak zobaczycie niebezpieczeństwo, dajcie sygnał latarką. Strzelać tylko wtedy, kiedy to absolutnie konieczne. Wystrzały mogą ich przyciągnąć.
- Kogo? – nie wytrzymał Artem
- Jak to kogo? – odpowiedział pytaniem Młynarz – A kogo spodziewasz się spotkać w Bibliotece? Bibliotekarzy, rzecz jasna.
Dania przełknął ślinę i zbladł. Artem popatrzył na niego, potem na Młynarza i uznał, że to nie czas na udawanie, że jest wszechwiedzący.
- A kto to jest?[...]
- Sam zobaczysz. Zapamiętaj najważniejsze: możesz przeszkodzić im w ataku, jeśli będziesz im patrzył w oczy. Prosto w oczy, rozumiesz? I nie daj się zajść od tyłu..[...]
- Tam dalej jest Czytelnia Główna – szepnął mu bramin. – Czasem się tam pojawiają…
- Wystarczy tego gadania! – przerwał mu ze złością Młynarz. – Co ty, nie wiesz, że bibliotekarze nie znoszą hałasu? Że działa na nich jak płachta na byka? – Zaklął…”
Nie będę tutaj zdradzał szczegółów wyglądu bibliotekarzy – powiem tylko, że hmm… promieniowanie nieźle z nimi sobie pojechało
Aha i jeszcze jedna refleksja – w świecie metra gdzie walka o przetrwanie to priorytet. Drogą do zachowania cywilizacji i kultury są książki. To one dają mieszkańcom metra poczucie godności, przypominają dobre czasy oraz pozwalają marzyć. To podejście autora do książek krzepi i wlewa nadzieję w serce bibliotekarza.
Jest też gra komputerowa na podstawie książki i może ją sobie zakupię
Jak mi wymagania laptopa na to pozwolą.
Opublikowany w Książki | Otagowane: apokalipsa, bibliotekarze, Dmitry Glukhovsky, fragment, książka, metro, Metro 2033, Moskwa, science - fiction, zagłada | Komentarzy: 2 »
Posted by charliethelibrarian w dniu 19 Październik 2010
Nie macie czasem wrażenia, że straciliście na coś czas bezpowrotnie. Że czas dany Wam przez Boga, Wielkiego Manitu, Krisznę, Los, Przypadek czy też Latającego Potwora Spaghetti roztrwoniliście na aktywność, która Wam nic nie dała. I nie mówię tutaj o bezmyślnym przeskakiwaniu po kanałach telewizyjnych czy też przeglądaniu demotów. Chodzi mi o czas, który zmarnowaliście choć mieliście nadzieję na zupełnie inne wrażenia.Wiecie o co mi chodzi – gdy ogląda się film totalnie beznadziejny ale wciąż patrzymy w ekran z nadzieją, że coś może się stanie a wtedy wszystko stanie się jasne a film arcydziełem dla Was się zda. Często jednak to się nie sprawdza i później człowiek stwierdza, że półtorej godziny z życiorysu nie do odzyskania.
Ja tak miałem podczas lektury tej książeczki. Czytając to coś, cały czas zastanawiałem się KURWA po co ja to czytam. Choć wiedziałem, że ją skończę choćby po to by z czystym sumieniem powiedzieć, że od bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dawna niczego gorszego nie przeczytałem.
Króciutkie wprowadzenie – “Telemaniak” to surrealistyczna opowieść o życiu mieszkańca wsi, niedaleko Otwocka. Derek bodajże się nazywa. Chłopaczek ten jest przypadkiem nietuzinkowym albowiem całą mądrość życiową czerpie z telewizora dosłownie pojmując wszystko co zobaczy w szklanym pudełku. Tutaj pewnie autor w subtelny sposób chciał dać do zrozumienia, że taka postawa życiowa nie przynosi wyznającym ją osobnikom chluby ale wyszło trochę łopatologicznie. Tak jakby to czytelnik owej książeczki potrzebował takiego prostego wytłumaczenia, że nie wszystko co w telewizorni leci należy brać na poważnie. No ale wracajmy do Derka czy tam Dereka – to silne bydlę i swoimi pomysłami wprowadza terror we wsi. I tyle wprowadzenia do fabuły. Cała książeczka (całe szczęście, że miała ponad sto stron, pisanych dużą czcionką bo inaczej bym nie zdzierżył), to w zamierzeniu autora miał być arcyzabawny oraz zupełnie odjechany opis przygód tego chłopa małorolnego. Wyszła z tego Kupa. Kupa zbyt wielu przekombinowanych pomysłów, totalnie bezsensownych zwrotów akcji, nic nie mam do bezsensu ale w tej książeczce było go ciut za dużo i w ogóle KURWA nie był śmieszny. Przepraszam, za wulgaryzmy ale tak już mam i walczę z tym, chociaż tutaj tylko wzmocniłem wypowiedź. Autor chciał pokazać jaką to on ma fantazję i wyobraźnię. Przeholował. Brakuje w tej książce iskry. Ale żeby być szczerym przyznam się, że zaśmiałem się chyba z trzy razy. Poza tym lektura była drogą przez mękę. Mękę porównywalną z męczeństwem dzieciątek z Krucjaty Dziecięcej, które miast uratować Ziemię Świętą, w niewolę Arabom sprzedane zostały a kości ich bieleją wśród piasków pustyni. Oj bo chyba mnie też się zaczyna bezsens więc nie będę się dłużej rozpisywał.
Nie polecam tej książki nikomu! NIKOMU! No chyba, że jest masochistą.
P. S. Tutaj fragment z okładki:
“Zanim sięgniemy po tabletkę, może warto zaaplikować sobie trochę literatury… ten lek nie zaszkodzi na pewno.
Bohater tej arcyśmiesznej powieści działa w sposób zwariowany, prymitywny i nadzwyczaj pomysłowy. Odnajdujemy tu między innymi nieposkromioną fantazję, szalone poczucie humoru, ukryte kompleksy, brawurę i odwagę, inteligencję i zwykłą głupotę.”
Nie mogę się powstrzymać i skomentuję: Ja tam po tabletkę sięgać nie zamierzam ale autor na pewno niejednego dopalacza sobie zarzucił (tak na czasie bo książka taka nowa nie jest). Oj, lek w postaci tej książki nie zaszkodziłby tylko kozie, która zjadłaby pewnie ze smakiem egzemplarz, bo nawet ładnie wydany.
Wszystkie wymienione w opisie książki cechy i przymioty takie jak: szalone poczucie humoru czy też nieposkromioną odwagę odnajdujemy ale nie w treści książki a w jej opisie właśnie.
Opublikowany w Książki | Otagowane: bezsens, jacek dąbała, książka, telemaniak | Komentarzy: 2 »
Posted by charliethelibrarian w dniu 14 Październik 2010
Wiem, że może trochę już spóźnione ale co tam! Wszystkiego najlepszego drodzy nauczyciele, pracownicy oświaty i uczniowie również!
Nieśmy ten kaganek oświaty w ciemne masy żeby Polska rosła w siłę a ludzie żyli dodatniej czy jak to tam szło.
Nie będę się tutaj rozwodził nad upadkiem polskiego szkolnictwa bo nie po to tworzyłem tego bloga żeby się użalać. Jest jednak nadzieja, że nie wszystko leży. Ale jak dzisiaj przeczytałem o kolejnej reformie edukacji jaką planuje pani minister to włos na mej główce się zjeżył.
Po prawdzie nie sądziłem, że drugi raz dane mi będzie świętować ten dzień ale niezbadane są wyroku Losu.
A na otarcie łez radości – radosna i zarazem politycznie poprawna (w tamtym ustroju) twórczość z okresu Polski ludowej, który to okres wielu starych już wiekiem nauczycieli wspomina z rozrzewieniem.
Prawda, że piękne! A jakie wzruszające aż łzy mi pociekły na klawiaturę i teraz boję się, że laptop mi siędzie. A na koniec to co mógłby nasz kochany premier Doniu powiedzieć dziś:
Partyjo rządząca obecnie, my nauczyciele przy Twoim boku stoimy i stać będziem aż rozpierdolisz ten kraj do końca! Rzekłem!
Opublikowany w Praca, Wpisy | Otagowane: bibliotekarze, donald tusk, dzień nauczyciela, komisja edukacji narodowej, nauczyciele, partia, święto, święto nauczyciela | Zostaw Komentarz »
Posted by charliethelibrarian w dniu 12 Październik 2010
No i jak pisałem tutaj książka jechała i dojechała. Nie zwlekając zabrałem się do lektury. I kurczę, czytało mi się ciężko. Naprawdę bardzo ciężko. Jakoś tak nie mogłem wczuć się w klimat. Spróbuję wyjaśnić dlaczego. Otóż tutaj mamy więcej akcji. Fabuła niby bardziej dynamiczna, jakieś tam pościgi, jakieś zagwozdki czytaj odkrywamy tajemnice miasta, które jest jednym wielkim wrzodem, parchem i syfem. Główny bohater przeżywa konflikt tragiczny a mieszkańcy zdeformowanego miasta to zwykłe świnie (dosłownie i w przenośni). Główny bohater właśnie w drugiej części jakby dał sobie na wstrzymanie i coraz bardziej mięknie. Podążając cały czas śladem zabójcy swej ukochanej odkrywa w sobie niejednego skurwysyna (nie będę tutaj zdradzał szczegółów fabuły). Ogółem bardzo mało jest tego czego było całkiem sporo w pierwszej części czyli opisów rzeczywistości w jakiej przyszło się poruszać bohaterom. Jakoś tak ten czas oczekiwania stępił bardzo pozytywne wrażenia po części pierwszej. Aha i jeszcze naprawdę do dupy zakończenie – po prostu autor trochę za bardzo przekombinował. Przekombinował również w środku powieści kiedy to mamy opisane wojny obcych, które trwały miliardy, miliardów i jeszcze tak z miliard lat z okładem. Takie to było mdłe.
Aha i Charlie bibliotekarz i detektyw książkowy w jednej i niepodzielnej osobie (chociaż czasem wydaje mu się, że po wódzie na powierzchnię wychodzi ten drugi Charlie ale jeszcze go nie przyłapał osobiście), wykrył działania Wydawnictwa MAG, które polegały na UWAGA! UWAGA! ACHTUNG! ACHTUNG! bezczelnym rozbiciu książki na dwie części! Oryginał się nazywa Chasm City i jest sprzedawany w jednym egzemplarzu. Kto wie może lektura czytana od razu jednym tchem zostawiła by zupełnie inne wrażenie. A tak to po świetnej pierwszej części, druga słabo się prezentuje. No ale przecież mogłem też kupić obydwie od razu i wyszłoby na to samo. Tak czy siak książka przez swą drugą połowę mocno straciła na atrakcyjności.
Opublikowany w Książki | Otagowane: alastair reynolds, książka, migotliwa wstęga, odwet, science - fiction | Zostaw Komentarz »
Posted by charliethelibrarian w dniu 3 Październik 2010
Rzadko piszę tutaj o ważnych rocznicach, wydarzeniach historycznych. Nie lubię uderzać w patetyczne tony. Jednak dziś zrobię wyjątek.
Sześćdziesiąt sześć lat temu w nocy z drugiego na trzeciego października zakończyło się jedno z najkrwawszych powstań polskich. Hekatomba złożona bogu wojny. Bitwa bez precedensu w historii ludzkości. Nie będę tutaj się rozpisywał o tym czy Powstanie było potrzebne czy nie. Chciałem oddać tutaj hołd niewątpliwemu bohaterstwu żołnierzy AK i nie tylko tym wszystkim młodym ludziom, w większości znacznie młodszym niż ja teraz. Wszystkim cywilom, którzy cierpieli i umierali. Jedna z najlepszych książek jakie dane mi było przeczytać w tym moim krótkim życiu dotyczy właśnie Powstania. Mam tu na myśli oczywiście “Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” Białoszewskiego Mirona.
Przez lata komuny powstanie było tematem tabu. Na szczęście pozbyliśmy się czerwonej zarazy i dziś można o tamtych wydarzeniach mówić z mieszaniną dumy, smutku i przerażenia. Dlaczego przerażenia? Bo to co zrobili Niemcy poraża. Poraża ogromem, poraża metodycznością z jaką Niemcy zabrali się do niszczenia miasta, które przed wojną nazywane było Paryżem wschodu. Nikt i nic nie zwróci nam zniszczonych przez Niemców dóbr kultury. Wiem, że to brzmi tak obcesowo ale taka jest prawda. Niemcy pozbawili nas ogromnej części naszego dziedzictwa narodowego.
Naprawdę nie lubię rozwodzić się nad takimi sprawami bo są one trudne i można o nich mówić w tak wielu aspektach, że nie starczyłoby czasu. Dlatego poniżej zamieszczam garść muzyki. Muzyka mówi więcej niż słowa. Mam nadzieję, że w to piękne słoneczne niedzielne popołudnie chwilka zadumy nie zaszkodzi.
A teraz trochę coś rozgrzewającego krew:
To tylko garść. Swoją drogą to co robią ludzie z Muzeum Powstania Warszawskiego zasługuje na jak największy szacunek.
Opublikowany w Wpisy | Otagowane: aga zaryan, gajcy, karolina cicha, lao che, powstanie warszawskie, rocznica, żywiołak | Komentarzy: 2 »