Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Archiwum z Wrzesień 2010

Rafał Gan-Ganowicz “Kondotierzy”

Posted by charliethelibrarian w dniu 29 Wrzesień 2010

Rafał Gan-Ganowicz "Kondotierzy"

Rafał Gan-Ganowicz "Kondotierzy"

Czy człowiek może poświęcić się jakieś idei, tak absolutnie, że podporządkuje tej idei całe swoje życie? Albo czy może znienawidzić jakąś ideę tak by walczyć z nią cały czas?

Ta książka, o której będę poniżej pisał to wspomnienia człowieka, który całe swoje życie walczył z komunizmem na wielu frontach świata. Rafał Gan-Ganowicz to najsłynniejszy Polski żołnierz najemnik. W swej książce opisuje przygody, które rozpoczynają się ucieczką na Zachód młodego chłopaka, który znienawidził sowietów, tak głęboko że całe życie spędzi walcząc z sowiecką zarazą.

Gan opisuje w krótkich esejach swoje dwie kampanie, w których walczył jako żołnierz i dowódca.Pierwszą z nich to była okrutna wojna domowa w Kongo. Wówczas ten konflikt nie schodził z czołówek gazet europejskich dziś praktycznie nikt oprócz politologów już o tym nie pamięta. Rząd kongijski wspierany przez większość państw europejskich walczył z partyzantką, która była “sponsorowana” przez czerwonych. Ganowicz opisuje swoje przygody, każdy esej to wspomnienie określonej sytuacji, wspomnienie o określonym człowieku, którego poznał pan Rafał.

Drugi konflikt to wojna domowa w Jemenie. Tutaj również mamy podobną sytuację walka z sowietami, Ganowicz opisuje trudy walk partyzanckich w bardzo trudnych warunkach. Opisuje jak wiele razy uniknął śmierci, jak często opadał z sił ale do walki pchała go nienawiść do czerwonych. To podczas walk w Jemenie zestrzelono Miga i Ganowicz odnalazł w nim spis sowieckich żołnierzy “doradców” walczących w Jemenie, których oficjalnie nie było. To zdyskredytowało ZSRR i ujawniło ich “pomoc” w konflikcie jemeńskim.

To tyle jeśli chodzi o tło. Co do samej książki to jestem zachwycony, “Kondotierzy” to opowieść o wojnie jednego człowieka przeciwko systemowi, przeciwko komunizmowi który dla autora jest czystym złem i jako ideologia upadla ludzi. O wojnie prowadzonej z bronią w ręku i co sam Ganowicz podkreśla tam gdzie to tylko było możliwe. Książkę czyta się błyskawicznie, jest wciągająca i w pewien sposób podbudowująca. Ganowicz daje się poznać w niej jako człowiek o twardych zasadach, twardy żołnierz. Pod tym pancerzem najemnika jednak wyraźnie widać człowieka wrażliwego na społeczne krzywdy, przenikliwego obserwatora zarówno sytuacji na froncie jak i międzynarodowej polityki. Sam język książki jest bardzo poetycki a niektóre fragmenty olśniewają użytymi porównaniami.

Polecam gorąco tę książkę, człowiek mało znanego w Polsce, a którego historia świetnie nadawałaby się na kanwę niezłego filmu.

O Ganie-Ganowiczu powstał film dokumentalny, który praktycznie od razu trafił na “półkę” gdzie miał sobie czekać na tzw. wieczne nigdy. Na szczęście TVP go wyemitowała i teraz można sobie go obejrzeć na jołtubie, zapodam tutaj link do pierwszej części, resztę można znaleźć w powiązanych.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Peter Lengyel “Druga planeta słońca Ogg”

Posted by charliethelibrarian w dniu 28 Wrzesień 2010

Peter Lengyel "Druga planeta słońca Ogg"

Peter Lengyel "Druga planeta słońca Ogg"

Bo czasami bywa tak, że człowiek zupełnie przez przypadek na jakimś kramiku natknie się na książkę co mu w pamięci utkwiła. No i mnie się to ostatnio przydarzyło. Dziecięciem i młodzieńcem będąc przeczytałem chyba wszystko z działu fantastyka w mojej miejskiej bibliotece. Książka o której zaraz napiszę była jedną z tych, które z jakichś powodów czasem wskakiwały do głowy i przypominały się tak zupełnie bez niczego.

Na planecie Eela było sobie życie i to życie bardzo przypominało to, które mamy na Ziemi. A więc powstała rasa humanoidów i sięgnęła ona gwiazd. Mędrcy planety zebrali się i wysłali w kosmos misję, która miała za zadanie eksplorować Wszechświat. I jak słowo się rzekło dziewięciuset żeglarzy próżni wyruszyło ku gwiazdom. Po siedmiuset latach powracają oni na swą ojczystą planetę. I troszku są zaskoczeni albowiem i owszem Eela jest bardzo zaawansowana technologicznie ale nie bada już kosmosu. Astronauci trochę są tym zmartwieni. Ale nie tylko faktem braku zainteresowania eksploracją kosmosu martwi ich również poziom społeczeństwa, które ma wszystko i ludzie nie muszą pracować a przez to stają się gnuśni i leniwi. Astronauci zaczynają węszyć i udaje im się odkryć przyczynę braku podboju kosmosu. Okazuje się, że Eeli grozi wielkie niebezpieczeństwo. Astronauci szybko obmyślają plan, wcielają go w życie i… Nie będę tutaj się rozpisywał bo zdradziłbym wszystko. A może się okazać, że ktoś sięgnie po tę knigę. Dodam tylko, że po drodze zgarniają naszych kosmonautów i wspólnie Ziemianie i Eelanie walczą z niebezpieczeństwem.

Po ponownej lekturze, bogatszy w doświadczenia no może przynajmniej starszy mogę powiedzieć, że książka wciąż mi się podobała. Może nie tak bardzo jak kiedyś ale wciąż wiem dlaczego mi tak mocno w pamięci utkwiła. Sam pomysł drugiej jakby Ziemi, sporo historii Eelańskiej cywilizacji i takie tam to mnie zdecydowanie urzekło. No a teraz co zauważyłem – widać, ewidentnie, że książka jest z roku 1969 oraz została napisana przez Węgra. Nie jest to może napisane wprost ale bardzo mocno daje się odczuć propagandę. Wszyscy mieszkańcy Eeli mają bezwarunkowe zaufanie do swojego rządu, który mądrym jest i zawsze ma rację. Nikt nie przeciwstawia się decyzjom władz. Przodownicy są doceniani a wspólny wysiłek zawsze doprowadzi ludzi do szczęśliwego finału. Tam tarara tam i tak dalej i tak dalej. Mimo wszystko warto było sobie odświeżyć i przypomnieć. Ale nie będę polecał bo to raczej specyficzna pozycja i jeszcze ktoś będzie miał mi za złe, że mu wciskam jakieś starocie.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Alastair Reynolds “Migotliwa wstęga: Pościg”

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Wrzesień 2010

Alastair Reynolds "Migotliwa wstęga: Pościg"

Alastair Reynolds "Migotliwa wstęga: Pościg"

Będzie teraz o dość ciekawym Universum. Ludzie skolonizowali całkiem sporą część Wszechświata. Jednak z uwagi na odległości, kontakt między planetami jest troszkę opóźniony. Podróże międzygwiezdne nie pozwalają na błyskawiczną komunikację. Dlatego też istnieją planety na których postęp technologiczny oraz naukowy po prostu oszałamia i są planety, które można by określić jako taki Wszechświat B. I z takiej planety pochodzi bohater książki. Były żołnierz wpierw walczący o swój kraj, później o pieniądze a teraz ochrania mafijnego bonza bo akurat go polubił. Niestety nie wywiązuje się z zadania i jego szefo ginie w zasadzce. W zasadzce ginie również kobieta bonza, którą nasz dzielny najemnik potajemnie kocha. Nasz najemnik cudem unika śmierci, i po dojściu jako tako do siebie nie zachowuje się jak zimnokrwisty żołnierz tylko obłędny rycerz. Tanner bo tak ma na imię nasz dzielny wojak, poprzysięga zemstę i wyrusza w pościg za zabójcą swej platonicznej ukochanej. Udaje się na planetę, która w całym kosmosie słynęła jako oaza technologicznego cudu – gdzie ludzkość wspięła się na wyżyny naukowych osiągnięć. Uzyskała nieśmiertelność, budynki mogły zmieniać kształt. A ludzi ograniczała tylko ich wyobraźnia. I Tanner myślał, że leci do takiego właśnie świata. Jakież było jego zdziwienie gdy zamiast perły Wszechświata zobaczył coś co można nazwać wrzodem na Wszechświatowej dupie. Podczas jego kilkudziesięcioletniej podróży Epsilon Eridani, bo tak się nazywa owe miejsce, zostało zaatakowane przez tajemniczego nanowirusa, który zniszczył, zmienił, zdeformował wszystko co jest wytworem bardziej zaawansowanej technologii. I zamiast trafić do raju Tanner trafił do mało sympatycznego piekła. Zresztą piekło z definicji ma być niesympatyczne ale miejsce gdzie trafił Tanner jest tak ponure, że po prostu strach się bać a zwieracze należy trzymać cały czas zaciśnięte. Nie tylko dlatego, że grasują tam zmutowani sodomici (a grasują) ale też dlatego, że można popuścić w portki. Z Chasm City, które kiedyś było przepiękne nie został nawet cień. Raczej przenicowany na drugą stronę koszmar. Tanner jednak nie poddaje się i dosyć szybko trafia na ślad zabójcy szefa. Trop wiedzie do arystokracji, która zamieszkuje wyższe partie Chasm City i jest nieśmiertelna. W związku z tym ma  mnóstwo wolnego czasu i nie za bardzo pomysłów co z tym czasem robić. Dlatego też od czasu do czasu urządza sobie polowanka na ludzi z dołu coby rozgrzać troszkę swoją krew. Poza tym zabawia się jak wszystkie wyższe warstwy społeczeństwa – wyrafinowany seks, sadystyczne tortury, niebezpieczne sporty – wiadomo: szlachta się bawi na koszta nie patrzy. No i tu Tanner pokazuje, że jednak jest zajebisty i nie w ciemię bity i całkiem nieźle pokazuje zblazowanym ludkom, że i plebs również może czasem im utrzeć nosa a demokracja to ustrój, który należy szanować. Na tym akcencie się książeczka kończy a drugiego tomu jeszcze nie przeczytałem ale mam na niego chętkę.

Bardzo ciekawa pozycja – może nie ze względu na akcję, czy samą fabułę bo ta akurat jest banalna. Co mnie się najbardziej podobało – w tej książce było to, co lubię najbardziej czyli sposób w jaki autor opisuje nam rzeczywistość. Jest w tej książce mnóstwo ciekawych opisów Wszechświata, sporo historii różnych planet. Sam główny bohater zarażony WIRUSEM RELIGIJNYM (WOW – ech gdyby to tak łatwo dało się wyleczyć) przeżywa wizję z czasów kolonizacji jego planety a dotyczy ona kolesia co zakładał kolonię i przy okazji był z niego kawał skurwysyna.

Lekturka w sam raz na jesień, polecam a drugi tom już zamówiony i jedzie do mnie :)

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , | 1 komentarz »

Tomasz Lem “Awantury na tle powszechnego ciążenia”

Posted by charliethelibrarian w dniu 22 Wrzesień 2010

Tomasz Lem "Awantury na tle powszechnego ciążenia"

Tomasz Lem "Awantury na tle powszechnego ciążenia"

Stanisław Lem – człowiek monument, człowiek legenda. Jego żywot mógłby spokojnie zostać rozdzielony pomiędzy kilku zwykłych śmiertelników a i tak wiedliby oni życie ciekawe i niebanalne. Krótko mówiąc Lem był mega mózgiem i geniuszem. Ale poza tym był także człowiekiem. Takim co to je, pije i tak dalej i tak dalej. Założył nasz pisarz rodzinę z ukochaną swoją kobietą. Efektem miłości był syn Tomasz. I ów syn Tomasz dorastając sobie u boku geniusza miał niepowtarzalną okazję patrzeć na Lema – człowieka. Z jego przywarami, wadami ale również zaletami. Tomasz L. został tłumaczem, para się zresztą tym zajęciem do dzisiaj. Zdarzyło się mu jednak popełnić książkę pełną wspomnień o swoim ojcu. I muszę przyznać, że kapkę, tfu nawet nie kapkę ale całkiem spory garnek talentu po ojcu odziedziczył. Książkę czyta się jednym tchem, jest pełna świetnych, zabawnych anegdot dotyczących życia Lemów i samego Lema, który choć geniuszem był, to miewał swoje słabostki. Zdarzały mu się bardzo ludzkie pomyłki i błędy. A to zapomniał sobie ręcznego zaciągnąć i samochód mu się staczał do garażu a to przez swoją bezpośredniość uświadamiał gościom, że w świetle trudności jakie przeżywa socjalistyczna gospodarka zmuszeni są spożywać wątróbki przeznaczone dla psów.

Panu Tomaszowi udało się napisać książkę ciepłą, humorystyczną, z przymrużeniem oka, nie popadł w nadmierną egzaltację na temat jakiego to miał wielkiego ojca. A co często zdarza się potomkom wielkich ludzi. Wszystko opisane jest z dystansem. Książka jest bardzo pogodna. Polecam każdemu, nie trzeba być fanem twórczości Stanisława Lema by książkę jego syna przeczytać z czystą przyjemnością. Lektura pozostawiająca w duszy ciepły odcisk swych kartek.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , | 1 komentarz »

Miejska “twórczość”…

Posted by charliethelibrarian w dniu 18 Wrzesień 2010

Już wspominałem, że to miasto moje ukochane nie przestaje mnie zaskakiwać wciąż. I tak też było wczoraj. Otóż nie wiem, jak wielu ludzi zwróciło na to uwagę. Koło Kina “Ars” na ulicy świętego Jana idąc w stronę rynku na bocznych ścianach poczynając od kina znajduje się jedyne w swoim rodzaju Manifesto, przekaz, krzyk Anonimowego Twórcy. Nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem zdjęcia tego Mocnego, Niepowtarzalnego Aktu Twórczego. Zdjęcia poniżej, później postaram się w swym zadufaniu i przeświadczeniu o mej mądrości i przenikliwości napisać Wam: o co Kurwa moim zdaniem chodziło Anonimowemu Twórcy. Zdjęcia zaserwowane będą w kolejności takiej, jakiej można zobaczyć wpisy na ścianach idąc w stronę rynku. Uważam bowiem, że i kolejność ma tutaj olbrzymie znaczenie.

Śmierć Kutas i Zniszczenie

Śmierć Kutas i Zniszczenie

Szatan Wódka Czołgi

Szatan Wódka Czołgi

Cipa Traktor Kombinerki

Cipa Traktor Kombinerki

Pizda Kombajn i Destrukcja

Pizda Kombajn i Destrukcja

Dlaczego uważam, że jest to świadome dzieło – otóż posiada ono schemat, każdy wpis składa się z trzech słów, rzeczowników. Mamy cztery wpisy po trzy słowa, czyli mamy do czynienia z tetralogią. Co na pewno nie jest przypadkiem. Policzmy jeszcze, że wpisy mają razem dwanaście słów. A nie od dziś wiadomo, że dwunastka jest uważana za magiczną liczbę, albowiem składa się ona z jedynki i dwójki a jedynka występuje przed dwójką a dwójka kolejność swoją zna i występuje za liczbą jeden. Razem połączone nigdy osobno oznaczają dwanaście razy po jeden i sześć razy po dwa.

A teraz moi drodzy Wasz kochany humanista po pięcioletnich studiach, które kosztowały go wątrobę postara się Wam przybliżyć O co chodzi!

Zajmijmy się pierwszym wpisem. Roboczo nazwałem go sobie “Śmierć, kutas i zniszczenie”. Tetralogię otwiera najmocniejszy z akcentów, czyli  przywołanie Śmierci – ostatecznego losu każdego człowieka. Przychodzimy na świat z podpisanym wyrokiem i nic nie jest w stanie tego zmienić (chyba że jest się Elvisem “Love me tender” Presleyem albo Michaelem “Come to my bed young boy” Jacksonem, ale to tylko wyjątki potwierdzające regułę). Każdego dnia naszej egzystencji jesteśmy krok bliżej grobu. Nie jest to pocieszająca myśl. Ewidentnie Anonimowy Twórca nawiązuje tutaj do średniowiecza, gdzie fatalizm i przekonanie o nieuchronności losu towarzyszyły ludziom zawsze i wszędzie. Ja wyczuwam tutaj również powiew Dance Makabre, czyli tańca ze śmiercią gdzie kostucha była wodzirejem a wszyscy musieli pląsać w rytm kości uderzających o kości – co pewnie brzmiało jak kastaniety. Anonimowy Twórca już na samym początku daje odbiorcy wyraźny znak – jesteś prochem i niczym. Następne słowo Kutas – przyznam się, że miałem tutaj spory problem, bo jak wiadomo, kutas w staropolskim to taki element garderoby zwisający u pasa. W dzisiejszej polszczyźnie słowo to również oznacza element zwisający a raczej dyndający u pasa, jednak nie jest to element garderoby. Poszedłem drugim tropem – kutas oznacza członek męski, fallus. Sterczący fallus to symbol płodności, witalności, życia to stamtąd przecież płynie życiodajna sperma. Natomiast zwisający członek to oznaka niemocy, braku sił, słabości. Tutaj uznałem, że kutas oznacza siłę, moc, pożądanie. Dlaczego tak uznałem? Albowiem następnym słowem jest Zniszczenie a wszyscy wiemy, że zniszczenie oznacza zagładę patrz wyżej śmierć. W historii ludzkości wiele zniszczeń przeprowadzonych było właśnie z pożądania, chuci płynących wprost z lędźwi. Patrz “Illiada” Homera, gdzie piękna Helena była przyczyną dziesięcioletniej wojny, która skończyła się zniszczeniem Troi. Anonimowy Twórca bardzo zgrabnie zatacza krąg Śmierć–>Kutas–>Zniszczenie. Zaczyna od śmierci przechodzi w etap afirmacji życia by później znów wrócić do zniszczenia czyli śmierci.

Następny wpis stanowi odrębną część. Pierwsze wykrzyczane słowo to Szatan – wcielenie samego Zła, władca Piekieł i Hadesu, Król Potępionych i Grzeszników. Czysty grzech i brud. Lucifer przecież  nakłania nas do popełniania niegodziwości, morderstw, gwałtów, kradzieży i dłubania w nosie. Jest zaprzeczeniem i przeciwieństwem Boga w Trójcy Jedynego z białą brodą. Kolejny raz Anonimowy Twórca imponuje swoją wiedzą, wykształceniem i erudycją. Wszak Zły i jego Osoba zajmują ludzkość od wieków. “Boska Komedia” Dantego, “Biblia” niejakiego Jahwe, “Faust” Goethego i wiele, wiele innych poruszają temat owego Szatana. Anonimowy Twórca następnym swym słowem uczynił słowo Wódka. I przyznam się, że zabolało to mię jako człowieka, jako Polaka. Bo przecież skoro po Szatanie jest Wódka to musi być ona wymysłem tegoż. To przez Wódkę Szatan obejmuje władzę nad ludzką duszą, upadla ją i zniewala. Ale przecież już nie raz Anonimowy Twórca udowodnił, że jest osobą skomplikowaną oraz nie myśli liniowo. I tu zaświtała iskierka nadziei – Wódka przecież jest środkiem do walki z Szatanem. To dzięki niej człowiek, jako istota na wskroś uduchowiona zyskuje nowe siły, nowe pokłady energii by walczyć ze Złym. Jednak ostatnie słowo drugiej części tetralogii znów położyło cień na mej duszy, są to bowiem Czołgi. Czołgi to wojsko, wojna, narzędzia zabijania i zniszczenia. I właśnie tutaj Anonimowy Twórca zgrabnie nawiązał do ostatniego słowa z części pierwszej czyli zniszczenia. I znów widzimy jak głęboki jest przekaz Anonimowego Twórcy – znów zatacza krąg Szatan–>Wódka–>Czołgi. Zło – walka ze Złem – znów Zło.

Trzecia część tetralogii i jej pierwsze słowo daje nadzieję i otuchę. Cipa czyli vagina, żeński narząd, miejsce skąd pochodzi życie. To kobiece łono jest źródłem cudu jakim jest nowy człowiek. W starożytnych kulturach kobieta i jej łono były czczone nawet bardziej niż fallus. Cipa jest również źródłem przyjemności zarówno dla kobiety jak i mężczyzny. Po raz kolejny Anonimowy Twórca zaskakuje nas swoją wszechstronnością i łatwością, jeśli chodzi o poruszanie się w mętnym świecie symboli i metafory. To naprawdę musi być człowiek renesansu. Świadczy o tym następne słowo czyli Traktor. Symbol wsi. To traktorami obecnie wykonuje się większość prac polowych na polskiej wsi. Anonimowy Twórca pewnie wraca do swoich chłopskich korzeni, jak dajmy na to Kasprowicz w swoim cyklu “Z chałupy”. Ostatnie słowo w trzeciej części to Kombinerki i tutaj Anonimowy Twórca wykazuje się niesłychanym zmysłem i talentem artystycznym, słowem tym wzywa wszystkich robotników by i oni przyłączyli się do oddawania czci dawczyni życia. Anonimowy Twórca nawiązuje tutaj do nurtu literatury socrealistycznej, gdzie pisarze starali się sławić czyny prostych robotników. Trzecia część tetralogii różni się od dwóch pierwszych – otóż napawa ona czytelnika optymizmem i wiarą w “zdrowom” siłę narodu.

Ostatnia czwarta część otwiera się również pozytywnym akcentem, czyli nawiązaniem do dawczyni życia. Otóż Pizda znaczy ni mniej ni więcej to samo co Cipa. Czyli dawczyni życia. Nie będę tutaj się rozpisywał przejdę do następnego słowa.  Kombajn – ja traktuję to po traktorze jako kolejną odezwę do chłopów. Chłopi doskonale znają cykl życia, żyją według pór roku, tutaj Anonimowy Twórca może nawiązywać do “Chłopów” Reymonta i choć “Chłopi” Reymonta, kombajnu nie znali, na pewno doskonale znali cykl pór roku. Kombajn to wezwanie do unowocześnienia, do wyznaczania sobie nowych celów. Kombajn służy do zbierania kur po wioskach, co wiedzą nawet dzieci w przedszkolu, więc chłopi powinni poważnie potraktować bohaterski okrzyk Anonimowego Twórcy. Jednak czwarta część nie kończy się optymistycznie. Ostatnie dwunaste słowo tetralogii to Destrukcja. Anonimowy Twórca zgrabnie łączy pierwszą część z ostatnią. Nie pozostawia nam nawet iskierki nadziei. Wszystko pochłonie wieczna nicość a świat pogrąży się niebycie.

Wielka szkoda, że tak ogromny talent pozostaje anonimowy. Zrobię wszystko co w mej skromnej mocy by głosić dobrą nowinę. Będę skrupulatnie wypatrywał na murach jakichkolwiek oznak działalności Anonimowego Twórcy.

Mam nadzieję, że nie zanudziłem Was zbytnio – sam nie wiem skąd u mnie tyle pokładów energii.

Ja postępując zgodnie z wezwaniami Poety będę dziś uskuteczniał walkę z Szatanem za pomocą Wódki. Zwycięstwa sobie i Wam z całego serca życzę! Bądźcie zdrowi!

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 12 »

Reklama w prasie… vol 2

Posted by charliethelibrarian w dniu 17 Wrzesień 2010

Idę za ciosem! Zamieszczę więcej zdjęć tych moich, marnej jakości albowiem talentu za grosz nie posiadam a w pysze swej krytyki żadnej ani takowej ani owakowej nie przyjmuję!

Ale wpierw dygresja: Otóż 71 lat temu tę moją Ojczyznę ukochaną po raz kolejny dotknęło nieszczęście. Nie dość, że toczyliśmy boje z Niemcami, to od wschodniej granicy przyszli nam “z pomocą” nasi bracia Słowianie spod znaku czerwonej gwiazdy i czerwonego sztandaru, który stał się jeszcze czerwieńszy bo go sobie nieźle czerwonoarmiejcy we krwi unurzali. I kiepem jest ten kto nie chce pamiętać jak wielkie to było nieszczęście dla naszego kraju. Dobry Batiuszka Stalin miał plan i wcielił go z dokładnością do kilkuset tysięcy istnień ludzkich a może nawet znacznie większej liczby. Tego się raczej już nie dowiemy. Należy pamiętać o mrocznych czasach, które wtedy zapanowały na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej.

Ale właśnie po to mamy wehikuł czasu by cofnąć się kilkanaście lat wcześniej do lepszych czasów. Gdy widmo czerwonej zarazy zostało odegnane a bolszewicy dostali po dupie tak, że im się z tych brudnych sowieckich zadków ten ich dobrobyt i szczęście ludzkości to znaczy komunizm tylko kurzył.

Polska w tamtym okresie to młode państwo borykające się z ogromnymi problemami i jedno wiem na pewno – nie było wtedy różowo. Ale dla mnie ten okres, czyli początek lat dwudziestych jest mocno naznaczony optymizmem, wiarą w życie i siły witalne człowieka. W możliwości jakie otworzyły się przed Polską i jej obywatelami. We wczorajszym odcinku było o podróżowaniu automobilem no to teraz nie jadym ale lecim:

Polska Linja Lotnicza

Polska Linja Lotnicza

Polska Linja Lotnicza

Polska Linja Lotnicza

Prawda, że piękne! I proszę zwrócić uwagę na to, że ludzie nowocześni sobie “jadą” samolotem – to jadą to chyba po prostu nie wiedzieli jeszcze za bardzo jak ugryźć bo wtedy ptaki tylko latały :) No i jeszcze dzień w dzień sobie te samolociki latały, ciekawe jak to wyglądało.

Nie wiem na ile z prawda pokrywało się hasło tania. Tu teraz taka mała dygresja na temat czasów współczesnych – Lot miał uruchomić jakieś takie fajne, bardzo tanie połączenia lotnicze między polskimi miastami no ale z tego co widziałem na ich stronie to nie wygląda to tak fajnie – bo nie ma na przykład lotów bezpośrednich z Krakowa do Gdańska tylko wszystko przez Warszawę. No to po kiego grzyba się chwalą, że się będzie latać za 80 złotych po całej Polsce. Na ich miejscu odpuściłbym trochę – z chęcią bym sobie poleciał do Gdańska za 80 dych. Przecież bilet Intercity z KRK do stolycy kosztuje 110 złotych! O Gdańsku nie wspominając.

Ale wracając do przeszłości Aerolot to poprzednik LOTu naszego – jakby się ktoś nie domyślił.

I jeszcze piosenka dotycząca dzisiejszej rocznicy:

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Reklama w prasie…

Posted by charliethelibrarian w dniu 12 Wrzesień 2010

W dzisiejszym odcinku “Powrotu do przeszłości” z angielszczyzny to będzie “Back to the past”, w języku Germanów to będzie “Rückkehr in die Vergangenheit” chyba (to takie moje własne słownikowe tłumaczonko). Chciałbym was zabrać całkiem spory kawałek w przeszłość.

Pokażę Wam czasy gdy Polska była młodym państwem, które świeżo co w pełni cieszyło się wolnością. Polska była pełna wiary we własne siły i moc. Kwitła literatura i sztuka, poeci pełni byli optymizmu a inni poeci optymizmu pełni byli również. Kraj borykał się z wieloma problemami lecz ludzie wreszcie czuli, że mają po co żyć i że Polska jest dla nich. To był jeden z najlepszych okresów w naszej historii. Choć ta suka Historia (ta pisana przez duże H), dała nam za mało czasu by się nim w pełni nacieszyć oraz by w pełni odbić się od dna. Mowa tu oczywiście o okresie międzywojennym. Wychodziło wówczas czasopismo bardzo takie elitarne i raczej dla ludzi z wyższych sfer o czym zaraz się przekonacie. Nazywało się ono “Tygodnik Ilustrowany”. Naprawdę bardzo dobre czasopismo  o literaturze, kulturze, sztuce. “Tygodnik Ilustrowany” ma oczywiście znacznie dłuższą tradycję niż lata międzywojenne ale ja posłużę się tutaj  numerem z roku 1925.

Chciałbym wam przedstawić poniżej różne ogłoszenia reklamowe jakie pojawiały się wówczas na łamach “Tygodnika…”. Osobiście nie mogę się pozbyć wrażenia, że bardzo ale to bardzo przypominają mi wczesne lata 90 – te. Kiedy po czterdziestu kilku latach posuchy do Polski znów powrócił kapitalizm pełną gębą. A produkty, które poniżej przedstawię wraz z wolnym rynkiem wróciły do naszego kraju również. I wiele z tych marek istnieje do dzisiaj i ma się świetnie.

Może zaczniemy od towaru wtedy naprawdę mega luksusowego czyli SAMOCHODU! Z góry przepraszam za jakość zdjęć – to nie są skany! Zdjęcia robione przez mnie moją cyfrówką. Miałem napisać mojom ale nie wiedziałem czy czytelnicy wychwycą mój subtelny żarcik. Dobra jadymy:

Reklama Forda

Reklama Forda

Reklama Forda 2

Reklama Forda 2

Reklama Forda 3

Reklama Forda 3

Reklama Forda 4

Reklama Forda 4

Prawda, że reklamy są spoko? Rzetelne informacje w co wyposażony jest samochód, jakie ma bajery. I te potężne 12 KM! Ech…

Henry Ford dużo zrobił dla rozwinięcia motoryzacji na świecie dzięki umasowieniu produkcji. Do historii przeszły jego słynne “Może sobie pan zażyczyć samochód w każdym kolorze, byle by był to czarny” a w oryginale “Any customer can have a car painted any color that he wants so long as it is black”.

A tutaj inny cytat, który mile łechce narodową dumę:

“Pomysły nadchodzą do nas z wszystkich stron. Polscy robotnicy z wszystkich cudzoziemców zdają się być najsprytniejsi w tym względzie. Polak, nie umiejący mówić po angielsku, pokazał, że osadzenie narzędzia w jego maszynie pod innym kątem może podwyższyć trwałość narzędzia, które zużywało się po czterech czy pięciu cięciach. Miał słuszność i mnóstwo pieniędzy oszczędziło się na ostrzeniu. Inny Polak …” .

Mam w zanadrzu jeszcze mnóstwo podobnych reklam i będę je serwował w odcinkach. Niektóre potrafią być naprawdę zaskakujące.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Drugie dno… vol. 2

Posted by charliethelibrarian w dniu 6 Wrzesień 2010

Pojadę troszkę dalej z tematem dopatrywania się podtekstów :) Tym razem na warsztat postanowiłem wziąć piosenkę znanej heavy hardcore death black grindcore thrash metalowej grupy pod wiele mówiąca nazwą “Fasolki”. “Fasolki” znane były z tego, że na koncertach odgryzały głowę lalce Zuzi oraz rozbierały pana Ogórka do rosołu, łykały “witaminki” niewiadomego pochodzenia ale przynajmniej dbały o higienę nawołując w jednym ze swoich największych hitów do mycia szyi! Handlowały również nielegalnie bursztynem oraz saską porcelaną ale tego nikt im nie udowodnił, choć Urząd Skarbowy wciąż poszukuje dowodów na to, że te wille na Majorce kupione zostały za pieniądze z przemytu. “Fasolki” nic nie zapłacą bo Pan Tik Tak był zajebistym księgowym i wszystko sprytnie rozpisał tak żeby to było legalne.

Weźmy taką piosenkę co ma wdzięczy tytuł “Fantazja”:

Ech… miałem się tutaj rozpisać na temat właśnie ukrytych przesłań, które znajdują się w tym kawałku – ale myślę, że wystarczy obejrzeć filmik, który zamieściłem aby przekonać się o czym chciałem pisać :D

Niestety tak to już bywa z człekiem – wraz z upływem lat oraz wraz z nabywanym doświadczeniem wiele rzeczy już nigdy nie będzie takie samo :) A przecież to taka piękna piosenka dla dzieci o tym, że należy się bawić na całego!

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , | Zostaw Komentarz »

Drugie dno…

Posted by charliethelibrarian w dniu 5 Wrzesień 2010

Każdy pamięta bajki z dzieciństwa – było ich tak wiele, zachwycały nas swoimi tajemniczymi światami, nierealnymi postaciami, cudownymi przygodami. Chłonęliśmy te opowieści jak gąbki, nie zdając sobie sprawy, że przecież bajki wymyślają dorośli i to oni nadają kształt owym cudownym opowieściom. Dzieci w swej niewinności i naiwności biorą bajki takie jakimi są – nie odczytują kontekstów, nie wgłębiają się w szczegóły i detale, dzieciom wystarczy happy end i tradycyjna formułka “i żyli długo i szczęśliwie”.

Są jednak ludzie, którzy potrafią się dopatrzyć takich skojarzeń w najfajniejszej nawet bajce, że po prosu mózg się ścina. Zapodam zaraz tutaj tekstem, który prawdopodobnie jest tak stary jak stary jest polski internet. Może trochę przesadziłem ale na pewno jest niewiele młodszy.

Pamiętam jak chyba na drugim roku jakiś nawiedzony gościu roznosił ksera z tym tekstem po akademiku, mieliśmy niezły ubaw przy czytaniu tego.

Wiem, że tekst strasznie długi ale przeczytać naprawdę warto!

“Rodzice! Chrońcie dzieci przed niewłaściwymi lekturami!

Niebezpieczeństwa związane z sektami są dziś powszechnie znane. Coraz ważniejszą rzeczą staje się uświadamianie dzieciom i młodzieży, jakie metody sekty stosują, i co wiąże się z różnymi, stosowanymi w nich praktykami. Niewolnicza praca na rzecz sekty, zaawansowane metody kontroli umysłów, uzależnianie od siebie członków, to wszystko jest, niestety, rzeczywistością. Praktyka zachęcania do „wpadnięcia” na jakieś tajemnicze spotkania przenosi się ze środowisk studenckich już do szkół średnich, toteż ciężar ostrzegania młodych ludzi przed związaniem się z sektą przenieść trzeba na szkołę podstawową.

Tu jednak widzimy rzecz straszną! Oto lektura szkolna klasy III wprost zachęca dzieci do sekt! Mowa oczywiście o książce pt. „Akademia Pana Kleksa” autorstwa niejakiego Brzechwy. Nie sposób już dziś ustalić, czy utwór ten został napisany na konkretne zamówienie, czy też poeta z własnej woli bawi się w zatruwanie młodych, niedojrzałych jeszcze umysłów. Zagadką pozostaje także kwestia zaliczenia tejże książki w poczet obowiązkowych lektur klasy trzeciej szkoły podstawowej. Przecież podświadome przejęcie wzorców w niej przedstawianych znakomicie ułatwić może w przyszłości pracę werbownika któregoś z „nieformalnych ruchów religijnych”! Pozostaje mieć nadzieję, że odpowiednie władze rychło zareagują na tak jawną , a długo nie zauważaną prowokację. Przyjrzyjmy się treści utworu.

Książka ma formę pamiętnika Adasia Niezgódki. Ma on 12 lat i od pół roku jest członkiem sekty zwanej Akademią Pana Kleksa. Już w jej nazwie zauważamy wzmiankę o charyzmatycznym liderze, jednak o tym później. Niewiele wiemy o przeszłości Adasia, jedyną rzeczową informacją jest to, że wcześniej uczył się już w dwóch innych szkołach. Znamiennym jest, że nigdy ani słowem nie wspomina o swojej rodzinie. W Akademii – podszywającej się pod szkołę z internatem – nie ma żadnych odwiedzin, dzieci pozbawione są jakiegokolwiek kontaktu z rodzicami. Jedynymi wspomnieniami Adasia dotyczącymi przeszłości jest to, że “zawsze spóźniał się do szkoły, nigdy nie zdążał odrobić lekcji, wszystko upuszczał i tłukł, nic mu się nigdy nie udawało”. Nietrudno zauważyć, że tę nadzwyczaj niską samoocenę wykorzystała sekta, gdyż w Akademii problemy bohatera nagle zniknęły. Podczas pobytu w sekcie Adaś pnie się szybko po stopniach kariery, zostając wedle słów Kleksa, jego najlepszym uczniem. Tak nagły skok musiał z pewnością uzależnić go od nowego otoczenia, gdzie nagle został zauważony i doceniony. Sekta zastąpiła mu rodzinę, w której czuł się odrzucony i niepotrzebny.

Na oddzielny opis zasługuje Pan Kleks. Ten kuglarz i doskonały psycholog zawładnął umysłami młodych chłopców. Niezależnie od przekonań i poglądów wpojonych im przez rodziców, chłopcy zapatrzeni są w swego mistrza. Zgodnie ze słowami Adasia, „wszyscy bardzo szanują i kochają Pana Kleksa, gdyż nigdy się nie gniewa i jest nadzwyczajnie dobry”. Wierzą, że umie wszystko. Mistrz bezwzględnie wykorzystuje tę wiarę. Adaś wielu rzeczy nie zauważa, lecz uważny czytelnik wychwycić może metody, jakimi posługuje się Kleks. Mimo pozorów przyjaźni i sympatii wymusza posłuszeństwo szantażem, co widać choćby na niniejszym przykładzie:

„Kleks: Pomyślałeś pewnie, że mam pewnie ze sto lat, prawda? (…)

Adaś: (myśli) Istotnie, tak sobie właśnie pomyślałem, dlatego zrobiło mi się przykro, że Pan Kleks te myśli zauważył.”

Inny fragment jeszcze bardziej odsłania prawdziwe oblicze Kleksa: “Byłem tym wydarzeniem zupełnie oszołomiony i nie wiedziałem, co mam począć. Pan Kleks przyglądał mi się uważnie przez jakiś czas, aż wreszcie rzekł do mnie surowo:

„- To wszystko ci się śniło! Rozumiesz? Idiotyczny, głupi sen! Po prostu jakieś brednie! Zabraniam ci o tym śnie opowiadać komukolwiek. Pan Kleks ci zabrania! I żeby mi się więcej takie sny nie powtarzały! Pamiętaj!

Przeprosiłem Pana Kleksa, bo cóż innego miałem uczynić (…)”

Czyż trzeba lepszego przykładu na to, że uczniowie cały czas są kontrolowani, że Kleks stosując hipnozę i sugestię wmawia im to, co chce, aby słyszeli? Trzeba dodać, że Adaś wspomina o przenikliwym wzroku Pana Kleksa, któremu nikt nie jest się w stanie oprzeć. Kleks serwuje łatwowiernym uczniom różne cuda, które nie dają się jednak sprawdzić empirycznie. Oto na przykład polewa jedzenie sosami, „wzmacniającymi zęby, poprawiającymi wzrok, regulującymi oddech (!), oczyszczającymi krew (!), usuwającymi łupież”. Nic, co dałoby się zweryfikować. Rano ogląda na specjalnych lusterkach sny, które śnili chłopcy, i najciekawsze krystalizuje podając im do jedzenia pod postacią tabletek. Znów czysta fantazja. Jak daleko guru tej groznej sekty musiał się posunąć, skoro wychowankowie są w stanie uwierzyć w takie bzdury…

Wprawdzie chłopcy nie potrafią sami rozmawiać z meblami, wierzą jednak, że Kleks to potrafi. Oczywiste jest dla nich, że przez potarcie nogi krzesła ich mistrz przynosi choremu sprzętowi ulgę. Na polecenie nauczyciela spisują piosenki usłyszane w kumkaniu żab itp. itd…

Pan Kleks umie zdjąć płomyk ze świecy i nosić go w kieszeni. Znamiennym faktem jest, że gdy sztuczka nagle przestaje wychodzić, chłopcy mu współczują. W tej fazie prania mózgów nie są już w stanie wzbudzić w sobie podejrzeń.

Przyjrzyjmy się organizacji Akademii i obowiązującemu w niej planowi dnia. Do sekty przyjmowani są wyłącznie chłopcy o imionach zaczynających się na literę „a”. Jest to ewidentny przykład wpajania chłopcom poczucia wyższości, gdyż według Kleksa „wiadomo z góry, że są zdolni i pracowici”. Wspomniano już o całkowitym odcięciu chłopców od ich rodzin. Wyjścia poza teren Akademii odbywają się tylko pod kontrolą Pana Kleksa. Nie jest w niej zatrudniony żaden personel, zamiast tego dyżury porządkowe mają chłopcy. Jak straszne warunki higieniczne muszą tam panować, skoro w przeciągu krótkiego czasu budynek Akademii nawiedzają plagi much i szczurów! Wzmianka o tym jest nad wyraz krótka, widać chłopiec nie przywiązuje do tego wagi, lub – co gorsza – uważa to za stan normalny.

Oglądanie rzekomych cudów tak bardzo obniża krytycyzm chłopców, że są skłonni uwierzyć w rzeczy nadprzyrodzone: Kleks żywi się kwiatami i motylami, magiczną pompką nadmuchuje jedzenie. W rzeczywistości widzimy tu jedynie przerażający stopień zniewolenia umysłów, Kleks poprzez hipnozę wmawia chłopcom wszystko! Sam Adaś stwierdza, że rzekome motyle mają w sobie pestki, zaś tuż po zjedzeniu powiększonych potraw wszyscy znów są głodni. Możliwe, że omamy wzrokowe – potęgowane przez głód – wywoływane są przez środki halucynogenne, stosowane przez Kleksa. Adaś wspomina tajemniczy zielony płyn przywracający pamięć, pigułki na porost włosów i kolorowe szkiełka. Do kompletu brakowałoby jedynie rozdawania zagadkowego proszku, lecz i tego jest pod dostatkiem – stosuje się go przy przyrządzaniu potraw. Dowodem na zażywanie przez Adasia środków odurzających są dwa jego sny: jeden, w miarę spójny mimo swej nierealności, drugi, będący raczej opisem wizji narkomana. Pierwszy jest przez chłopca uznawany za prawdę, choć trwać miał rzekomo 12 dni. Drugi, wznosząc z opisów, odbywał się w scenerii podobnej do tej, jaka przedstawiona została na obrazach Salvadora Dali. Co dziwniejsze, Kleks skłonił Adasia do opowiedzenia snu wszystkim chłopcom. Czyżby ten objaw powolnego rozstrajania się psychiki chłopca był czymś, do czego reszta miała dążyć?

Odwiedziny postaci bajkowych można traktować równie serio, jak wysłanie prawego oka Kleksa na Księżyc (co jest wyrazną kalką z kultury buddyjskiej – patrz: trzecie oko świadomości) , trudno za to na podstawie samych tylko wspomnień Adasia powiedzieć cokolwiek na temat szpaka Mateusza. Sam Kleks zaprzecza możliwości przemiany człowieka w ptaka, jednak chłopiec wielokrotnie rozmawia ze szpakiem, wysłuchując między innymi jego tragicznej opowieści. Możemy jedynie podejrzewać zwidy lub autosugestię. Pamiętnik Adasia w wielu miejscach razi niekonsekwencją. Za mury Akademii nie można wychodzić samemu, jednak chłopiec wspomina kłopoty, w jakie wpadał kradnąc przechodniom guziki. Działo się to już po wysłuchaniu historii młodego księcia alias szpaka Mateusza. W innym miejscu tekst informuje nas, że sam Pan Kleks nosił w kieszeni wiele guzików. Któż może udowodnić, że wspomnienia chłopca nie zostały pod wpływem hipnozy zmienione, zaś guziki nie były monetami? Wiele rzeczy wyjaśniłoby się w ten sposób; między innymi to, że Adaś w rzeczywistości wypuszczany był do miasta, aby jako kieszonkowiec kraść na rzecz sekty. Podobne spekulacje nie są tak bezsensowne, jak mogłoby się to na początku wydawać, w końcu inne wydarzenia wpływały na chłopców w równie destrukcyjnym stopniu. Na balu u Królewny Śnieżki umacniano w nich zachłanność, chciwość i obżarstwo, epizod z Dziewczynką z Zapałkami pokazał, jak obojętnym na ludzkie cierpienie może być człowiek z zagłuszonym sumieniem („(…) i przestań płakać. Nie lituj się nad tą dziewczynką, jest ona biedna i zziębnięta, ale tylko na niby. Przecież to bajka.”). Klasyczną niemal cechą sekt jest, oprócz charyzmatycznego przywódcy, także system nagród i kar. W Akademii rolę taką pełnią piegi. Są one przedmiotem pożądania („(…) nie wiem, co dałbym, aby otrzymać takie odznaczenie…”), jak i symbolem łaski Kleksa („… ale Pan Kleks powiada, że za mało jeszcze umiem.”). Zdobywane są poprzez wyróżnienie się podczas lekcji, ale jakie to są lekcje! Sam Pan Kleks informuje uczniów, że nie nabędą w jego Akademii, nota bene z definicji ośrodku edukacyjnym, wiedzy klasycznej, podręcznikowej. Chłopcy „uczą się” grając w piłkę lub babrając się w atramencie. Nic dziwnego, że sekta jest tak atrakcyjna, chłopcy cieszą się dniem dzisiejszym nie myśląc o jutrze.

Przez całą książkę, jak zły cień, przeplata się tajemnicza postać golarza Filipa. Z półsłówek i burknięć Kleksa zrazu dowiadujemy się niewiele, choć Filip jest w jakiś dziwny sposób związany z przywódcą Akademii. Pewnego dnia po rozmowie z Kleksem wybiega z gabinetu śmiejąc się demonicznie i wykrzykując, że on, Kleks, musi sobie znaleźć innego fryzjera (może „frajera”?). Niedługo później przyprowadza do Akademii dwóch nowych uczniów. Od tej pory sielanka zamienia się w koszmar. Pan Kleks odkrywa, że jeden z synów Filipa, Alojzy, jest w rzeczywistości lalką. Adaś, jak i cała reszta chłopców skupiają uwagę na jego wybrykach ciesząc się, że przynajmniej Anatol jest spokojny i grzeczny. W świetle pózniejszych wydarzeń sytuacja staje się jasna: Filip sponsorował utrzymanie Akademii chcąc umieścić w niej swojego jedynego syna. Ponieważ sekta kierowana przez Kleksa nie odpowiadała wizji Filipa, ten zaprzestał łożenia na Akademię, przysyłając zamiast tego dwie kukły. Jedna, znana jako Alojzy miała zaabsorbować uwagę chłopców na tyle, aby druga, Anatol wykonała swoje zadanie niepostrzeżenie. Gdy Anatol skończył infiltrację i destabilizację sekty, Alojzy poprzez symbolikę zniszczenia „sekretów” Pana Kleksa ujawnił prawdziwe oblicze Akademii.

Choć utworowi nie brakuje klasycznego happy-endu, młody czytelnik może zostać wyprowadzony na manowce. Utożsamiając się z Adasiem, rozpad sekty rozumie opacznie, żałuje tego i pragnie powrotu starych, rzekomo dobrych czasów. Wrażenie to potęguje programowe „przerabianie” lektury, kiedy to młodemu człowiekowi należałoby przedstawić w sposób jasny i jednoznaczny przewrotność i prawdziwe znaczenie powieści, a czego w programie nauki szkoły podstawowej zabrakło.

Nie ulega wątpliwości, że tego typu lektura powinna być czytana wtedy, gdy człowiek potrafi już sam kształtować swą osobowość, a więc na pewno nie w szkole podstawowej. Uczeń szkoły średniej czytający tę książkę musi mieć pod ręką przypisy mogące jednoznacznie objaśnić treść zawartości. Niewłaściwe rozumienie tekstu może zniszczyć całe późniejsze życie emocjonalne człowieka!

Ratujmy dzieci przed propagandą zachęcającą do zrzeszania się w sektach!
Nie pozwólmy, aby przerost ministerstwa nad edukacją zniszczył ich życie!”

Autorem tej analizy jest Tomasz Zieliński, niestety moje próby namierzenie gdzie pierwszy raz ten tekst został opublikowany spełzły na niczym tak samo jak nie mam pojęcia kim jest pan Tomasz. Pan Tomasz, który sprawił, że “Akademia…” nie będzie taka sama, taki żarcik.Czytając ponownie ową analizę, zacząłem się zastanawiać nad kondycją psychiczną autora wyżej zamieszczonego tekstu. u. Przecież ten gość potraktował “Akademię…” jak prawdziwy pamiętnik! Moje postanowienie jest takie, że sobie przeczytam “Akademię…” i odkryję te wszystkie sekciarskie metody.

Aha, “Akademia…” wypaczyła i zniszczyła moje życie emocjonalne, przecież nie chodzę do kościoła i nie daję na tacę!

I jeszcze smaczek filmowy – nie znałem tego pana wcześniej, to w ramach poszukiwań różnych komentarzy dotyczących “Akademii…” przedstawiam wam “Przemyślenia Niekrytego Krytyka, boskie naprawdę warto sobie obejrzeć!

Boki zrywać :)

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , | 1 komentarz »

Wiktor Suworow “Wyzwoliciele”

Posted by charliethelibrarian w dniu 2 Wrzesień 2010

Wiktor Suworow "Wyzwoliciele"

Wiktor Suworow "Wyzwoliciele"

Uwaga! Uwaga! Wnimanije! Kto jeszcze dyszy i żyw jest, kogo nie wykończyło NKWD, KGB i inne groźnie brzmiące skróty, ten chcąc przetrwać w radzieckiej Rosji, ratunku szuka w Armii Czerwonej – bo Armia Czerwona jak matka, surowa lecz kochająca. Matka, która nakarmi lecz wymaga za to bezwzględnego posłuszeństwa. Przygarnie wszystkich, którzy chcą służyć swojej komunistycznej Ojczyźnie. Nie patrzy na pochodzenie, wszystkich traktuje równo. Nie przeszkadza jej czyś Kozak, Tatar, Mongoł, Kirgiz czy Gruzin – jeśli tylko rozumiesz słowa: Do ataku i URRRA! to z ochotą powita Cię w jednej wielkiej, szczęśliwej żołnierskiej rodzinie.

I takim młodym, chętnym przygód chłopcem, był kadet Rezun Władimir Bogdanowicz, który trafił pod kochające lecz wymagające skrzydła Krasnyj Armiji. Przeżywa tam “najpiękniejsze” lata swojego życia.

To tyle słowem wstępu, Wiktor Suworow (to właśnie ów Rezun), rosyjski agent, który zbiegł na Zachód zaczął spisywać swoje wspomnienia pod koniec lat siedemdziesiątych. “Wyzwoliciele” to jego pierwsza książka wydana na Zachodzie. Opisuje ona życie jakie musi prowadzić żołnierz Armii Czerwonej. Niestety życie to dalekie jest od tego pokazywanego na plakatach propagandowych. Pełne sadyzmu, wyczerpujących ćwiczeń fizycznych oraz psychicznych. Gdzie zupełnie nieprzystający do rzeczywistości regulamin jest powodem cierpień wielu ludzi. Okrutne metody szkoleniowe, które po prostu są bezsensu to chleb powszedni każdego żołnierza. Suworow opisuje w formie esejów, szkiców literackich mnóstwo,  nie wiem jak to określić, anegdot, historyjek a może opowiastek (po prostu te określenia wydają się zbyt błahe jeśli się weźmie pod uwagę ich treść). Opisując absurdy radzieckiej armii Suworow przytacza zarówno groteskowo śmieszne i zabawne historie jak i śmiertelnie poważnie opisuje nadużycia, przekręty oraz przestępstwa jakich dopuszczali się radzieccy żołnierze i ich dowódcy.

Czytając tę knigę, wielokrotnie kręciłem głową z niedowierzaniem. Tyle jest w niej opisanej głupoty, debilizmu, że aż strach człowieka bierze, gdy sobie pomyśli co zdziałałaby Armia Czerwona gdyby mogła wykorzystać w stu procentach swój potencjał.

Sprzęt, pieniądze, wysiłek ludzi marnowany dla kaprysu dowódcy lub wysokiego członka partii. I nie mam na myśli tutaj wyprawy po hamburgera dla posłanki tylko ogromne manewry wojskowe, przygotowywane tylko po to by Komitet Centralny mógł się pochwalić jaka ta Armia Czerwona jest super wyszkolona. I pomyśleć, że w rękach tych ludzi spoczywał los całego świata. Chyba musi istnieć jakaś wyższa instancja, bo inaczej dawno hulałaby po naszej planecie Zima Atomowa a karaluchy ogryzałyby nasze szczątki jednocześnie formułując koncepcję Bytu jako filaru ich filozofii.

Suworow opisuje również w książce interwencję Armii Czerwonej w 1968 roku. Opisuje ją jako wielką, chaotyczną operacją. Gdzie zmarnowano pełno sprzętu, czasu i pieniędzy. Oni naprawdę byli przygotowani do walki z NATO.

Książka zabawna lecz jednocześnie śmiertelnie poważna. Naprawdę wiele razy szczerze się uśmiechnąłem, jednak często po śmiechu następowała właśnie refleksja w stylu: Chryste Panie! Toż to nie może być prawda. I tak sobie jeszcze myślałem podczas lektury, że skoro to była pierwsza książka Suworowa to czy nie ściemniał on czasem trochę aby przypodobać się czytelnikom na Zachodzie a jednocześnie ośmieszyć ZSRR. Książka jednak wydaje się zbyt absurdalna by została wymyślona.

Zdecydowanie bardziej podobała mi się niż “Akwarium”, polecam każdemu, naprawdę każdemu.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.