Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Archiwum z Czerwiec 2010

Smile!!

Posted by charliethelibrarian w dniu 30 Czerwiec 2010

Bez tekstu dłuższego, po prostu banan na gębie z powodu pięknej pogody :)

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , | Zostaw Komentarz »

WUWZELE są k…a wszędzie!

Posted by charliethelibrarian w dniu 26 Czerwiec 2010

Nie wiem czy ktoś już o tym pisał (pewnie tak), ale ja dopiero teraz zobaczyłem opcje na youtubie taką, że można sobie kliknąć na piłeczkę przy oglądanym filmiku i co? i mamy dźwięk tych zjebanych trąbek. No to już jest k…a lekka przesada. Mam nadzieję, że te trombki to raczej nie zostaną zaadaptowane u nas bo co to za przyjemność oglądać mecz przy JEDNOSTAJNYM buczeniu jakiś afrykańskich wynalazków. Może u nich w Afryce to taki zwyczaj ale ja mieszkam, żyję, pracuję we Europie i nie podobaja mi się te trąbki.

Zresztą o tych mistrzostwach to można pisać i pisać.

Dla przykładu umieszczę filmik właśnie z taką piłeczką do kliknięcia:

Aha WAŻNE – dopiero teraz zobaczyłem, że opcja jest dostępna tylko na serwisie. W moim linku nie działa, więc proszę sobie po prostu kliknąć filmik i automatycznie zostaniemy przeniesieni na Youtubie gdzie piłeczkę już widać. I można sobie spokojnie oglądać przy przecudownym dźwięku narodowego instrumentu RPA.

Zresztą filmik sam w sobie zabawny, ale ta opcja, funkcjonalność czy jak to tam nazwać to puszczanie oczka do userów Youtube. Po prostu mnie to rozwaliło :)

I jeszcze zdjęcie paska żeby nie było, że sobie coś wymyśliłem:

P. S. Wszelkie błędy stylistyczne som zamierzone (żeby nie było, że nie potrafię po polskiemu pisać). Po prostu stwierdziłem, że uatrakcyjni to moją wypowiedź :) W pewien przewrotny sposób.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Jacek Dukaj “Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe”

Posted by charliethelibrarian w dniu 16 Czerwiec 2010

Jacek Dukaj "Xavras..."

Jacek Dukaj "Xavras..."

Książka napisana dosyć dawno, w roku 1997. Ja czytałem wznowienie, wydane w trochę innej formie. Tutaj mamy mikropowieść pod tytułem “Xavras Wyżryn” i 3 opowiadania dotyczące tych fikcji narodowych.

Dukaja znam, czytałem sporo jego opowiadań i trzeba o nim powiedzieć, że ma chłop fantazję jak mało kto. Światy, które tworzy są niesamowite i powalające. Jest świetny w tworzeniu takiej rasowej science – fiction ale również w zabawianiu się w coby było gdyby…? Czyli tak zwanej historii alternatywnej.

A historia alternatywna to jest coś co Charlie lubi bardzo, nawet bardziej od historyi prawdziwej zapisanej na kartach dziejopisarzy.

O czymże to postanowił napisać w 97 roku Dukaj? Ano o pewnym wydarzeniu z 1920 roku, którego na nasze nieszczęście w jego wersji historii nie było. Otóż Pan Jacek zupełnie nie zważając, iż może obrazić Matkę Boską postanowił nie dopuścić do “Cudu nad Wisłą”. I nasz kraj, który ledwo co się ogarnął dostał się pod panowanie sowieckiej zarazy. A sowiecka zaraza to jednak nie carska ochrana tylko znacznie gorsze skurwysyństwo. To wszystko jest wspomniane tylko w mikropowieści jako tak zwane tło historyczne, albowiem faktyczna akcja ma miejsce w roku 1996.

Jak przedstawia się rok 1996 w książce Dukaja – powiem krótko nieciekawie. Wielka Wojna rozegrała się pomiędzy III Rzeszą, Francją i Anglią a ZSRR. Odbyła się trochę później i w ruch poszły atomówki, które spadły głównie na nas. Chiny to potęga, która wciąż ostrzy sobie zęby na ruskich. Ogólnie teren naszego kraju to EWZ – European War Zone. Brud, smród i ubóstwo oraz kilkadziesiąt lat prześladowań stalinowskich oprawców jednak nie dało rady naszemu narodowi i wciąż walczymy o niepodległość. Najbardziej znanym, najpopularniejszym, najlepszym, najzajebistszym partyzantem jest Xavras Wyżryn! To on prawie odbił Kraków, to on wciąż pokazuje Czerwonoarmiejcom gdzie ich miejsce. To on jest medialną twarzą polskiej sprawy narodowej. To o nim kręcą filmy we Hollywoodzie. To on uświadamia sytemu Zachodowi, że Polacy choć dopuszczają się okrucieństw to są do tego zmuszeni i dlatego nie należy ich nazywać terrorystami.

Poznajemy Xavrasa dzięki korespondentowi wojennemu ze Ameryki. Ian Smith, bo tak nasz dzielny dziennikarz się nazywa ma polskie korzenie a jego babuszka pochodziła z Chrzanowa. Jest on 24 – godzinnym obserwatorem nadającym reportaże z akcji Xavrasa. Reportaże, które biją rekordy oglądalności. Cała powiastka to głównie dysputy i spieranie się człowieka Zachodu – który przemoc i krew widział tylko na ekranie z partyzantem polskim, który codziennie musi patrzeć na eksterminację swego narodu.

Dysputy te zacne są i mądre wielce,  pięknie i jakże trafnie opisuje Dukaj  charakter nasz narodowy, przywary i cnoty nasze wyssane z mlekiem matki. Tylko jeszcze bardziej je wyolbrzymia dodając do tego około 70 lat braku wolności, absolutnego terroru i ciągłej wojny.

Plastyczne opisy, świetne tło poboczne to znaczy różnego rodzaju wydarzenia polityczne, historyczne mają solidne podbudowanie. Czytając odnosi się wrażenie, że tak mogło być. Zresztą na jakim my świecie teraz żyjemy, może tylko trochę mniej hardkorowym od tego w “Xavrasie”. Oczywiście bez metafizyki nie mogło się obejść. Pełno nawiązań do romantyków (ciekawskim radzę spojrzeć na datę urodzin Xavrasa). Zakończenie interesujące i całkiem zaskakujące.

Czytało się to świetnie, do zarzucenia mam, jak to zwykle Dukajowi właśnie to nadmierne dyskutowanie i zbędne pieprzenie (moim zdaniem). Właśnie przez to nie skończyłem “Lodu” bo mnie po prostu znudził. No ale może wrócę do niego, bo pomysł alternatywnej rzeczywistości w “Lodzie” po prostu boski.

Trzy pozostałe opowiadanka to takie tam trochę ciepłe kluchy. Jedno o romantycznym spisku na początku XIX wieku w celu zabicia cara, jest całkiem interesujące. Ze względów na narzędzie jakim posłużyli się polscy zamachowcy. Ale nie będę zdradzał szczegółów.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Rowerzysto…!

Posted by charliethelibrarian w dniu 15 Czerwiec 2010

Będzie mało oryginalnie, w sensie pomysłu, bo po prostu tylko delikatnie przerobiłem obrazek, który zdobył kiedyś ogromną popularność: ja tylko zaprezentuję wersję dla cyklistów :)

Rowerzysto, napierdalaj!

Rowerzysto, napierdalaj!

No i jest również może mało kulturalnie, ale taka zachęta też może się przydać. I broń boże nie namawiam nikogo do jakieś nierozważnej jazdy. Słowo: napierdalaj! jest użyte tutaj raczej w kontekście uwierzenia we własny siły, zachęty do tego by rowerem jeździć bez względu na okoliczności przyrody i trudności jeśli chodzi o infrastrukturę. To swoisty apel do posiadaczy dwóch kółek napędzanych siłą mięśni by wyszli i pokazali, że są, że jeżdżą i za nic mają wszelkie niedogodności!

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 2 »

Lois McMaster Bujold “Barrayar”

Posted by charliethelibrarian w dniu 9 Czerwiec 2010

Lois McMaster Bujold "Barrayar"

Lois McMaster Bujold "Barrayar"

No i drugi tom przygód piękniej pani Kapitan, która wyszła za mąż za Vorkosigana i osiadła na planecie Barrayar i wraz z mężem zostaje regentką i opiekunką następcy tronu.

Drugi tom znacznie mniej ciekawy, za dużo ględzenia o polityce wewnętrznej Barrayaru. Spiski, bunty, walki może i dosyć ciekawe ale rozmyte w sentymentalno umoralniającej gadce jaką pani kapitan wciąż konsekwentnie wciska gdzie się tylko da.

Tę książkę również czytnąłem w LO, chyba wtedy bardziej mnie się podobała. Ale ogólnie klimacik spoko, ujdzie w tłumie.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Lois McMaster Bujold “Strzępy honoru”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Czerwiec 2010

Lois McMaster Bujold "Strzępy honoru"

Lois McMaster Bujold "Strzępy honoru"

I znowuż kolejna space opera. Tym razem znana mi wcześniej bo przeczytałem tę knigę nastolatkiem zasmarkanym będąc, jak tylko pojawiła się w bibliotece publicznej w mieścinie mej rodzinnej.

I tak jakoś się nadarzyła okazja żeby książeczkę odświeżyć i przypomnieć sobie jej treść.

Jak przedstawia się fabuła książki: otóż mamy panią kapitan zwiadu galaktycznego Cordelię jakąś tam. Pochodzi ona z Kolonii Beta – niezwykle rozwiniętej technologicznie planety z demokratycznym systemem rządów. Pani kapitan podczas eksploracji niedawno odkrytej planety, natyka się na oddział żołnierzy z pewnej barbarzyńskiej (przynajmniej według betańskiej klasyfikacji planety). Planeta nazywa się Barrayar (zawsze miałem problemy z wymówieniem tegoż słowa). W wyniku niespodziewanych okoliczności pani kapitan zostaje jeńcem pułkownika Vorkosigana, któremu żołnierze urządzili bunt. Podczas podróży po planecie, Cordelia poznaje bliżej żołnierza i zakochuje się w nim bez pamięci. Dalej mamy to co ma być w space opera – statki kosmiczne, wojny międzyplanetarne, pościgi, podstępy, pułapki, wielką politykę międzygwiezdną – no cud, miód i orzeszki.

Książka to kawałek niezłej rozrywki.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.