Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Archiwum z Maj 2010

Haruki Murakami “Norwegian wood”

Posted by charliethelibrarian w dniu 29 Maj 2010

Haruki Murakami "Norwegian wood"

Haruki Murakami "Norwegian wood"

Następna książka Murakamiego. Książka, która przyniosła mu światowy rozgłos. Wydana w 1987 roku u nas ukazała się kilka lat temu.

Bohaterem a zarazem narratorem jest młody Japończyk, który rozpoczął studia i wchodzi w dorosłość.Poznajemy jego osobowość, jego przeszłość, jego miłości. Otaczają Watanabe (tak się kolo nazywa) ludzie nieszczęśliwi, pełno samobójstw w gronie jego przyjaciół i znajomych. I tak nam ten Watanabe opowiada o sobie przez całą książkę.

Książka nie jest zła ale też dobra nie jest. Ogólnie to się z nią trochę męczyłem. Ale była na tyle interesująca, że się chciałem z nią pomęczyć. Jest taka w pewien sposób nudna, nijaka i przeciętna. Ale przecież z takich dni w większości składa się życie. Poza tym trudno mi uwierzyć, że dwudziestolatek w taki sposób analizował by swoje postępowanie, jak robi to Watanabe.

W 1987 roku pewnie wywołała mały skandalik bo jest całkiem sporo seksu. Opisanego w taki beznamiętny sposób, z chirurgiczną wręcz precyzją. Podobno jest to książka, którą w Japan trza znać bo inaczej nie pogadasz.

Ogólnie szału nie ma i jak ktoś nie ma ochoty to raczej odradzam. Zdecydowanie bardziej podobały mnie się opowiadania.

Dużo też jest muzyki z lat 60-tych wspominanej. Żeby ożywić wpis zapodam tutaj “Norwegian wood” The Beatles. Tytuł książki zaczerpnięty właśnie od tego kawałka, wynika również po trochu z fabuły ale nie będę się o tym rozpisywał.

Ech, byłbym zapomniał otóż w książce znalazłem taki dialog:

“- Powiedz sobie, że życie to pudełko czekoladek. [...]
- W pudełku są różne czekoladki, jedne się lubi, inne mniej. Najpierw zjada się te ulubione i zostają tylko te, za którymi się nie przepada. Zawsze tak myślę, kiedy jest mi ciężko. Jeżeli teraz się z tym uporam, potem będzie łatwiej. Życie jest jak pudełko czekoladek.
- No, jest to pewna filozofia życiowa.
- To prawda. Nauczyło mnie tego doświadczenie – powiedziała Midorii.”

Takie to prawdziwe :D A poza tym od razu skojarzenie z “Forrestem Gumpem” z genialnym Tomem Hanksem. Wtedy co sobie siedzi na ławeczce.

I jeszcze jeden cytat dotyczący filmów porno:

“Choćbyś sto filmów obejrzała, zawsze robią to samo.

Na to nie ma rady. Przecież my też ciągle robimy to samo.”

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , | 1 komentarz »

Franz Kafka “Wyrok”

Posted by charliethelibrarian w dniu 28 Maj 2010

Franz Kafka "Wyrok"

Franz Kafka "Wyrok"

No i masz, kolejny zbiór opowiadań jednego autora. Chyba ja naprawdę nie jestem słowny.

Tym razem na warsztat trafił klasyk. Pokręcony, mroczny o bujnej wyobraźni i przerażającym spojrzeniu na kondycję człowieka. No a jak inaczej miał pisać autor, który był poddanym cesarza austriackiego, o żydowskich korzeniach, posługujący się wyłącznie językiem niemieckim i prawie całe życie mieszkający w Pradze. Każdy o nim słyszał, każdy powinien przeczytać “Proces” – choć ten nie jest utworem łatwym. Ale czy oprócz słynnej kafkowskiej sytuacji ludzie kojarzą coś więcej. Ja nie kojarzyłem i przyznaję się do tego bez bicia. Przeczytałem “Proces” ale to było w lyceum i jakoś tak nie za dobrze go wspominam.

Dlaczego teraz sięgam po Kafkę – znowuż z polecenia! Ech co ja bym bez tej kobiety zrobił. Szkoda, że mężatka.

Wracając do “Wyroku”. To zbiór kilku opowiadań Franza, niektóre nawet ciężko nazwać opowiadaniami bo są takimi króciutkimi formami literackimi.

Tytułowy “Wyrok” nie spodobał mnie się – po prostu był zbyt dziwny, troszku się pogubiłem i nie wiedziałem za bardzo o co biega. Mamy kolesia co to przez kilkanaście stron zastanawia się czy napisać kumplowi w Rosji, że się zaręczył a na koniec jego ojciec każe mu się utopić. To tyle jeśli chodzi o to opowiadanko.

Dobra nie będę pisał o tych co mnie się nie spodobały. Będzie o dwóch co mnie zmiażdżyły: “Przemiana” oraz “Kolonia karna”.

“Przemiana” w oryginale “Die Verwandlung”, ech ten piękny melodyjny język niemiecki. Moim zdaniem mamy tutaj najpiękniejsze pierwsze zdanie jakim można zacząć książkę, opowiadanie. Oto ono:

“Gdy Gregor Samsa obudził się pewnego rana z niespokojnych snów, stwierdził, że zmienił się w łóżku w potwornego robaka.”

Proste zdanie ale dla mnie ma jakiś taki wydźwięk, który zapowiada niezłą jazdę. Całe opowiadanie jest takie: koleś zamieniony w robala, nie panikuje, nie wrzeszczy tylko martwi się, że zaspał do pracy i jak on wytłumaczy swoje spóźnienie i nieobecność. Chłodny styl narracji, taki beznamiętny opisuje nam dalsze perypetie Gregora, który zostaje zamknięty w pokoju a rodzina przerażona metamorfozą bliskiego, nie wie za bardzo jak się zachować. Pięknie poprowadzona akcja, aż do smutnego końca. Patrzymy na powolną degenerację naszego robaczka i rozpad więzi z bliskimi. W końcu nie mają jakby to powiedzieć “wspólnego języka”.

Wyobrażacie sobie taką sytuację: budzisz się rano i masz odwłok, kilkanaście paskudnych owłosionych nóżek, czułki i ogólnie jesteś paskudnym robalem. Ale wciąż myślisz i próbujesz zachowywać się jak człowiek. Genialny pomysł i świetnie napisane.

“Kolonia karna” z kolei jest bardziej niepokojąca i przerażająca. Jest to opowiadanie o kolonii na której władzę absolutną sprawował komendant o bardzo wyostrzonym poczuciu sprawiedliwości oraz wyjątkowym talencie do majsterkowania. Otoż pan ten wymyślił Maszynę do egzekucji, która w okrutny i bardzo bolesny sposób pozbawiała skazańca życia. Komendant twardą ręką trzymał władzę, egzekucje odbywały się w najlepsze, kolonia kwitła (jeśli można tak to nazwać). Wszystkie te wiadomości poznajemy z relacji oficera, który był zastępcą komendanta. Żali się on podróżnemu, że od kiedy nastał nowy komendant egzekucje nie cieszą się popularnością a MASZYNA, która kiedyś w tak wspaniały i ewidentnie genialny sposób uśmiercała popada w ruinę.

Cała opowiadanie jest makabryczne, wywołuje dreszczyk emocji i swoim zakończeniem pozostawia dziwny niepokój pod czaszką.

Krótko: Kafka miał nieźle zryty berecik i potrafil w ten sam sposób zaszczepić swój niepokój i paranoję czytelnikowi. Podobno nie chciał by większość jego twórczości sie ukazała ale jego kumpel go nie posłuchał i po śmierci Kafki wydał co tam mógł.

Na koniec smaczek: pierwsze zdanie z “Przemiany” w oryginale :D

“Als Gregor Samsa eines Morgens aus unruhigen Träumen erwachte, fand er sich in seinem Bett zu einem ungeheueren Ungeziefer verwandelt.”

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Pedał w bibliotece!!!

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Maj 2010

Zobaczycie państwo za chwilkę zdjęcie zjawiska rzadko spotykanego w bibliotece: tak jak w tytule postu!

Pedał!

Pedał!

No może nie do końca taki zwykły pedał – to jest speed pedał! Ja wiem, że są pewne granice jakich przekraczać nie wolno ale żyjemy w wolnym kraju i każdy może robić co chce i przynosić do pracy co chce. A kolega przyniósł pedał. To podobno jakiś specjalny pedał do kolarki. Jeżdżę na rowerze ale wciąż powtarzam, że raczej tak rekreacyjnie – zawodowcem to ja nie jestem. Mój rower wart jest może 100 złotych, dlatego też wydawanie 200 złotych na pedały to trochę dla mnie zwyczajnie za dużo, ale to przecież nie moja kasa. Ale przynajmniej była okazja żeby zrobić zdjęcie pedała w bibliotece.

P. S. Ciekawe czy chwytliwy tytuł postu polegający na niezbyt wyrafinowanej grze słownej zaowocuje zwiększonymi odwiedzinami bloga:D

Opublikowany w Praca, Wpisy | Otagowane: , , | Komentarzy: 4 »

David Weber “Dziedzictwo zniszczenia”

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Maj 2010

David Weber "Dziedzictwo zniszczenia"

David Weber "Dziedzictwo zniszczenia"

No to bach! Idziemy za ciosem. Drugi tom trylogii Webera zatytułowanej “Dahak”.

Wrażenia w zasadzie takie same jak po pierwszej części. Baardzo szybko się czyta. Są obcy, z którymi walczą dzielni Imperialni i ich Ziemscy pomocnicy. Mamy resztki Czwartego Imperium w postaci ogromnych kosmicznych statków. Ogólnie mamy tutaj więcej, znacznie więcej kosmicznej napierdalanki, która mnie tam za bardzo do gustu nie przypada. Nasi dzielni wojownicy kosmicznej pustki nie dają sobie w kaszę dmuchać i zadziwiają siłą, wytrzymałością, przenikliwością i sprytem. Długaaaśne opisy kosmicznych pułapek, jakieś grawitrony, pętle przestrzenne. Przyznam się szczerze za dużo trochę tego było. No i jeszcze PATOS, mój boże tyle patosu to już dawno nie widziałem. Taka hamerkańska ta lektura. Ale nic to – wchodzi nie przerywając snu. A  nawet pozostawia pewien apetyt na trzecią część! Co samo w sobie jest pewną rekomendacją! A więc: hej! Ho ! Na kosmiczne rumaki HOP! I bij Ufoka, bij, prosto w zielony ryj!

Takim to optymistycznym, aczkolwiek niezbyt wyrafinowanym akcentem zakończymy kolejną recenzję Charliego. Do widzenia! Albo raczej po galaktycznemu: Do następnego skoku superhiperduperprzestrzennego AHOJ!

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , | Komentarzy: 3 »

David Weber “Księżyc buntowników”

Posted by charliethelibrarian w dniu 23 Maj 2010

David Weber "Księżyc buntowników"

David Weber "Księżyc buntowników"

Będzie o książce, którą przeczytałem tak sobie na szybko. W opisie będę zdradzał szczegóły fabuły
“Księżyc buntowników” to typowa książka science fiction. Mamy kosmos, mamy obcych, mamy wojnę międzygwiezdną.
Ciekawie napisana, posiada niezły pomysł – choć eksploatowany już wiele razy. Otóż ziemska cywilizacja to potomkowie znacznie bardziej zaawansowanej cywilizacji, którzy zmuszeni zostali awaryjnie lądować na Ziemi. Jak to zwykle bywa niektórzy potomkowie są źli i są również Ci dobrzy. Mamy jeszcze ogromny statek kosmiczny, który ukrywa się pod płaszczykiem srebrnego globu. Napisałem ukrywa bo statek obdarzony jest inteligencją, nawet poczuciem humoru.
Pewien amerykancki astronauta zostaje kapitanem tego statku. Statek potrzebuje kapitana gdyż do naszej galaktyki zbliża się śmiertelne niebezpieczeństwo – tajemnicza rasa, która za cel postawiła sobie zniszczyć przejawy obcego życia. Najpierw trzeba jednak pokonać okrutnych buntowników na ziemi.
Zawsze mnie intrygują takie pomysły, starożytna rasa, która zakłada kolonię na Ziemi, coś idzie nie tak i my okazujemy się być potomkami owej cywilizacji. Był kiedyś taki komiks, kurczę nie mogę sobie przypomnieć tytułu ale był dokładnie w ten deseń.
Książka spoko, czyta się dobrze, miejscami nawet zabawna. Ale też szczególnego szału nie ma.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , | 1 komentarz »

Andrzej Pilipiuk “Rzeźnik drzew”

Posted by charliethelibrarian w dniu 20 Maj 2010

Andrzej Pilipiuk "Rzeźnik drzew"

Andrzej Pilipiuk "Rzeźnik drzew"

We wcześniejszym wpisie pisałem, że rzadko trafiają mi się antologie pojedynczych pisarzy. A tu bach! Następna, tym razem polskiego autora. Pilipiuk znany jest ze swego cyklu o egzorcyście – bimbrowniku Jakubie Wędrowyczu. Znałem, czytałem. Czytałem też kiedyś inny zbiór jego opowiadań “2856 kroków”. To było taaaak dawno temu. Do dziś pamiętam okoliczności – holenderska wieś, ja stjudent na wakacjach ciężko harujący by zarobić Ojro na studia, zbierając truskawki na plantacji holenderskiego posiadacza ziemskiego. To były bardzo ciężkie wakacje ale kasa też była ciężka. Powiedziałem sobie wówczas, że nigdy nie odwiedzę Holandii, zmieniłem zdanie po wizycie  Amsterdamie!
Dość tych wspomnień. W “Rzeźniku drzew” mamy 12 opowiadań, horror, fantastyka, historia alternatywna. Powiem szczerze nie zachwyciło mnie żadne z nich jakoś szczególnie. Zresztą nie spodziewałem się szczególnych doznań i uniesień. Niektóre pomysły ciekawe, interesujące a niektóre takie naiwne i bez polotu, że aż strach. Ja lubię bardzo nurt w fantastyce zwany historią alternatywną i w tym zbiorze były takie opowiadania. Mamy również złe moce uwięzione w drzewie, zaginiony Eden, strasznego demona zaklętego przez Pomorzan, smoka a nawet gościa z innej planety.
“Rzeźnik drzew” to literatura lekka, łatwa i przyjemna. W sam raz na pogodę jaką mamy za oknem. Ale ogólnie to można sobie darować i nikomu krzywda się nie stanie.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Haruki Murakami “Wszystkie boże dzieci tańczą”

Posted by charliethelibrarian w dniu 18 Maj 2010

Haruki Murakami "wszystkie boże..."

Haruki Murakami "wszystkie boże..."

Kolejna książka z polecenia. I kolejne bardzo trafione polecenie. Znaczy się może nie tak do końca. Bo opiszę tutaj zbiór opowiadań kolesia, bardzo popularnego na Zachodzie a dopiero niedawno poznawanego u nas. Murakami pochodzi z kraju kwitnącej wiśni co daje się odczuć w jego pisarstwie. Jest jednak również na wskroś przesiąknięty kulturą Zachodu.

Rzadko jakoś trafiają w moje ręce zbiory opowiadań a jeśli już to z reguły jakieś antologie. “Wszystkie boże dzieci…” to zbiór siedmiu opowiadań, poruszających tematy…? Hmm… no właśnie jakie tematy. Nie jestem dobry w metafizyce, w uczuciowości i takie tam. Ale moim zdaniem autor pisze o wnętrzu, o duszy człowieka. Jego samotności, którą ciężko, o ile w ogóle można przełamać. Człowiek jest samotnym wszechświatem i raczej nigdy nie osiągnie pełnego porozumienia, połączenia z innym samotnym wszechświatem.

Z siedmiu opowiadań dwa zdecydowanie nie przypadły mi do gustu “Ufo ląduje w Kushiro” oraz “Krajobraz z żelazkiem” chyba zwyczajnie ich nie zrozumiałem. Musiały być dla mnie zbyt metafizyczne. Pięć pozostałych to niezła literatura. Mamy całkiem sporo humoru, mamy nawiązania do literatury zachodniej, do popkultury. Mamy również głęboką zadumę nad owym samotnym losem człowieczym. Czyta się bardzo przyjemnie.

Bohaterowie opowiadań to ludzie, którzy nie mają jakiś większych problemów. Żyją ustalonym trybem, życiem nie zakłócanym większymi wstrząsami. Nie czują się jednak szczęśliwi. Każdy odczuwa tęsknotę za czymś więcej, sami jednak nie potrafią określić czego poszukują i czego pragną. Ważna w ich życiu jest przeszłość – często jakieś wydarzenie w ich życiu, któremu nadają moim zdaniem zbyt wielkie znaczenie i które kładzie się cieniem nad ich całym życiem. Ale to tylko moje takie przemyślenia. Jest jeszcze jedna rzecz, która łączy wszystkie opowiadania – jest nim straszliwe trzęsienie ziemi jakie nawiedziło japońskie miasto Kobe.Owo trzęsienie często bywa impulsem dla bohaterów nad głębszym zastanowieniem się nad sobą i prowadzonym życiem.

Ogólnie książka nie pozostawia radosnego nastroju. Czuć w niej melancholię, i jakieś takie smutne pogodzenie z losem i życiem. Mimo wszystko polecam.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , | Komentarzy: 3 »

Pofantazjujmy…

Posted by charliethelibrarian w dniu 14 Maj 2010

Lubię swoją pracę. Autentycznie. Dzięki niej często miewam zupełnie za friko podróże w przeszłość.

Jakim cudem spytacie się ciekawscy moi czytelnicy?

Otóż przepis jest prosty jak budowa cepa (choć cepem to trza machać umić a nie tylko wymachiwać jak chujim – jak mawia sąsiad mojego dziadka).

Bierzecie starą gazecinę – taki najlepiej tzw. “tygodnik opinii” i zasiadacie do czytania. Przedział czasowy jaki można sobie wybrać jest dowolny – ja osobiście preferuję lata 50 – te i 60 – te XX wieku. Wówczas to ludzie rośli w siłę a Polska żyła dostatniej czy jakoś tak. Naprawdę dawka takiej prasy może sprawić, że człowiek obudzi się skacowany w socrealistycznej rzeczywistości. A takiego kaca to ja sobie nie życzę!…. Bo nie!

Moim wehikułem czasu dziś była “Polityka” numer 30 (490) Rok X z 23 lipca 1966 roku.

Polityka

Polityka

Poświęcony głównie tysiącleciu państwa polskiego. Ale co mnie zainteresowało to artykulik pana Waldemara Babinicza “Pofantazjujmy…” jak sprawdziłem na Wiki człowiek ten był pisarzem i pedagogiem.

Wracając do artykułu – pan Babinicz zadał swoim studentom pracę by napisali jak wyobrażają sobie rok zwaj tauzend (2000). I tu się nieźle uśmiałem. Następnie przyszła refleksja, że mogła być zbitka autora z tego ale nie jestem pewien. Przytoczone prace napisali reprezentanci różnych zawodów, jest również bibliotekarz!!!

I cóż tam nasz kolega po fachu wypisał:

“-Mam dwadzieścia dziewięć lat, w tym pięć lat w zawodzie bibliotekarza. Wiem, kto jakie książki czyta i wiem, kto pożycza książki dla zamydlenia oczu, dla pucu. Otóż przyjdzie taki dzień, musi przyjść, że każdy urzędnik, każdy kierownik, kto by to nie  był, będzie musiał zdawać dwa razy do roku kolokwium z czytelnictwa. Jeśli to miałoby nie nastąpić, to w ogóle nie doczekamy tego 2000 roku. Wiem, co piszę.  Jak długo mogą się szarogęsić ludzie, którzy czytają od kilku lat pierwszy tom “Potopu”! Będzie też nowa ustawa biblioteczna, a bibliotekarz bardzo wysoko uposażony, należeć będzie do ludzi cieszących się znacznym autorytetem i posiadać będzie zaufanie ludzi tak dalece, że żaden spowiednik w ciągu wszystkich poprzednich lat mu nie dorówna…”

Kolokwium z czytelnictwa, hmmm… w kraju gdzie ponad 50% obywateli nie przeczytało książki w ubiegłym roku. Ciekawy pomysł. Prognoza co do wysokiego uposażenia też się nie sprawdziła a szkoda… ech… I nie wiem czy chciałbym być czyimś spowiednikiem.

I jeszcze fragmencik:

“Biblioteki prywatne w ogóle znikną. Po co gromadzić prywatne księgozbiory, jeśli publiczne biblioteki na każdej ulicy zaopatrzone będą we wszystkie nowości.  Znikną zresztą, albo znikać będą książki w obecnym formacie. Będą znacznie mniejsze, poręczniejsze, zabierając mało miejsca. Poza tym w każdej bibliotece będzie ogromny wybór taśmotek. Dla słuchowców. Powieść nagrana przez wybitnego aktora. Można ją sobie będzie słuchać w dowolnym czasie i w dowolnym miejscu. Na ulicy, w poczekalniach, gdzie się da. Więc przepowiadam bibliotekarzom wielką przyszłość. Głowa do góry, koleżanki i koledzy…”

Tutaj prognozy całkiem trafne – audiobooki są, mają się w miarę dobrze. Inny nośnik ale idea ta sama. Książki tradycyjne są ale są również e-booki, które zajmują zdecydowanie mniej miejsca :D

Tylko te publiczne biblioteki zaopatrzone we wszystkie nowości, wielka przyszłość bibliotekarzy, rzeczywiście fantazja tutaj poniosła.

Cały artykuł należy traktować z przymrużeniem oka, bo są wypowiedzi przedstawicieli innych zawodów utrzymane w podobnym tonie. Ale kto wie, może ludzie tak myśleli naprawdę i nie jest to tylko fantazja autora.

Opublikowany w Praca, Wpisy | Otagowane: , , , , , , | 1 komentarz »

Markus Zusak “Złodziejka książek”

Posted by charliethelibrarian w dniu 13 Maj 2010

Markus Zusak "Złodziejka książek"

Markus Zusak "Złodziejka książek"

Kolejna książka australijskiego autora. O innej pisałem tutaj:“Posłaniec” Jest to książka napisana później niż przytoczony “Posłaniec” ale u nas ukazała się jako pierwsza. Pewnie dlatego, że przyniosła autorowi wiele nagród literackich i zdobyła światowy rozgłos.

Książka o wojnie, śmierci, przyjaźni, miłości, dzieciństwie, umieraniu i życiu. Historia niemieckiej dziewczynki z miasteczka pod Monachium, która zmuszona została dorastać podczas wielkiej zawieruchy jaką była, jak określają ją nasi bracia ze wschodu Wielką Wojną Ojczyźnianą. Wszystko to opowiadane przez bardzo zajętą Śmierć, która podczas owej World War II nie miała chwili wytchnienia. Dziewczynka mieszka z przybranymi rodzicami, na zabłoconej ulicy. Ojciec to malarz pokojowy, który jest dobrym człowiekiem. Spełnia daną kiedyś obietnicę i narażając życie swoje i swojej rodziny przechowuje żydowskiego zbiega. Jest to syn jego towarzysza z frontu I wojny światowej.

Narrator jest istotą, która wykonuje swoją pracę najlepiej jak umie. Jest również bardzo dobrym obserwatorem i nie bywa zawsze bezstronny. Momentami Śmierć jest wkurzona na ludzi, że przysparzają jej tyle pracy ale nic na to nie może poradzić.

Liesel obserwuje śmierć swojego braciszka i w momencie gdy spersonifikowana postać zabiera duszę dziecka następuje kontakt. TO wydarzenie sprawia, że Śmierć bliżej zainteresuje się Liesel. Dziewczynka, która podczas pogrzebu braciszka znalazła podręcznik dla grabarza z którego później czytać nauczył ją przybrany ojciec. Od tamtej pory słowa stają się dla dziewczynki przekleństwem lecz również ukojeniem. Słowa mają moc sprawiania zła ale można ich używać jako narzędzi do rozsiewania dobroci.

Cóż mogę rzec o książce. Jest dobra, wzruszająca, mądra. Opisuje życie Niemców podczas II wojny, zwykłych ludzi oraz tych opętanych fanatyzmem, rasizmem i zwykłą ludzką zawiścią. W niebanalny i oryginalny sposób Śmierć opisuje nam Liesel i jej życie. Śmierć opowiada o strasznych wydarzeniach w sposób dziwnie spokojny i ciepły. Odnosiłem wrażenie, że narrator naprawdę jest wszystkowiedzący i w specyficzny sposób daje ukojenie świadomością, że istnieje dusza i człowiek ma szanse trafić do lepszego świata.

Styl pisania jest podobny jak w “Posłańcu”.

Gorąco polecam.

Rozbroił mnie również jeden fragment, wypowiedź Śmierci:

“jedno miejsce, dwóch mężczyzn, krótka kłótnia i ja.

Czasem dobija mnie sposób w jaki giną ludzie”

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , | Zostaw Komentarz »

Sergiusz Piasecki “Żywot człowieka rozbrojonego”

Posted by charliethelibrarian w dniu 12 Maj 2010

Sergiusz Piasecki "Żywot człowieka rozbrojonego"

Sergiusz Piasecki "Żywot człowieka rozbrojonego"

Kolejna książka pana Piaseckiego. Tym razem bardziej biograficzna, napisana w więzieniu, nie przepuszczona przez międzywojenną cenzurę. Po wojnie Piasecki odtworzył ją  na emigracji i wydał w latach 60 – tych w Anglii. Kolejna książka, która mnie zachwyciła.

“Żywot…” to swoisty dziennik, zapiski polskiego żołnierza, który po demobilizacji (po wojnie 1920 roku) nie może znaleźć pracy, mieszkania. Coraz większa nędza i głód spychają go na ścieżkę przestępstwa. Najpierw drobne kradzieże, później udział w PORNOGRAFICZNYCH sesjach zdjęciowych, podrabianie czeków i więzienie.

“Żywot…” to książka pesymistyczna, z której bije niechęć do społeczeństwa jako miejsca gdzie nie ma miejsca na sprawiedliwość. Zawsze zwycięży chytrzejszy i sprytniejszy. A prawda i dobro umierają na gruźlicę wcześniej dając dupy w ciemnej bramie za chleb i wódkę. Książka jest również niezłą kroniką przedwojennego społeczeństwa polskiego. Pełnego kontrastów, między niewyobrażalną biedą a olbrzymim bogactwem. Gdzie trwonione są ogromne pieniądze na przyjemności bogatych kapitalistycznych grubasów podczas gdy inni umierają z głodu. Także kroniką zwykłego życia – ile co kosztuje, jak ludzie się zabawiali, i ten motyw pornografii – niezła jazda. Z tego co wiem Piasecki miał taki epizod w swoim życiu.

Główny bohater z coraz większą odrazą patrzy na istoty ludzkie, które za pieniądz zrobią wszystko. I choć sam postępuje źle – sprzedaje fałszywe czeki, to usprawiedliwia swoje postępowanie tym, iż tylko oszukuje chciwych kupców, którzy sami chcieli go oszukać. Jest w książce świetny fragment jak przebrany za chłopa, sprzedaje czek Żydom, którzy mając go za kmiota nieźle go chcą wyruchać na kasę.

Znów podobał mi się język książki – żywy, plastyczny.

Książkę polecam bardzo lektura pozwalająca troszkę od kuchni obejrzeć II RP.

Poniżej fragment idealnie oddający klimat książki:

„Człowiek piękny ma cudny dar natury. Człowiek zdrowy jest szczęśliwy. Człowiek mądry jest światłem w ciemności naszego życia. Człowiek silny wzbudza podziw. Człowiek dobry jest ozdobą naszego gatunku. Ale człowiek brzydki, chory, słaby, zły, niemądry, lecz chytry i bogaty – jest ich panem. On kupi człowieka pięknego do ohydnych orgii. Człowiek silny traci zdrowie pracując dla niego. Człowiek mądry zgłupieje wychwalając go. Człowiek dobry będzie jego stróżem.”

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.