Blog Charliego Bibliotekarza

Blog Charliego o wszystkim i o niczym.

Archiwum z Kwiecień 2010

Przyszła kryska na matyska

Posted by charliethelibrarian w dniu 28 Kwiecień 2010

No i się doigrałem. Jeździłem na rowerze w różny sposób, często z brawurą i po kozacku (ale tylko po lasach i nieużywanych drogach). Dzisiaj rano wyczerpałem swój limit szczęścia. Zjeżdżając jak zwykle po raz nie wiem który, aleją Jerzego Waszyngtona prowadzącą na Kopiec Kościuszki rozpędziłem się do całkiem imponującej prędkości 45 km/h (dla mnie to całkiem sporo). No i wtedy na drodze mej rozpędzonej maszyny wyrosła albo dziura, albo jakaś góreczka na asfalcie! Efektem tego była utrata panowania nad rowerem, i ślizg na kolanach, łokciach i dłoniach po asfalcie. Bolało jak sam skurwysyn, tfu boli do teraz.

Po krótkim ocenieniu strat udałem się do najbliższego SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy), gdzie ekipa ratunkowa fachowo wyczyściła obtarcia, zrobiła rentgena nadgarstka i puściła do domu. Miałem fuksa bo to rano było i dosyć szybko i sprawnie to wszystko poszło.

Sam sobie jestem winien, bo rower jest inny niż ten, na którym dotychczas jeździłem i jeszcze go do końca nie wyczaiłem. Nie jestem jak widać żadnym mistrzem kierownicy, tylko pierdołowatym bibliotekarzem – książki liczyć a nie bawić się w kaskadera.

Refleksja – naprawdę człowiek myśli sobie, że wypadki go nie dotyczą. Że jemu nigdy coś takiego się nie stanie i on nie musi kupować kasku (bo głupio się wygląda), ochraniaczy (bo niewygodne) albo po prostu może jeździć jak szalony bo on takie sztuczki to ma opanowane. No i wtedy najczęściej zdarza się takie coś.

No dobra mój zjazd nie był aż tak imponujący ale…

Bilans dzisiejszego dnia nie jest może zbyt szczęśliwy – poobdzierane do żywej skóry łokcie, kolana i dłonie (zrobiłem mocne wrażenie na pogotowiu), stłuczony nadgarstek. No ale żyję i nic się nie złamało.

Straty materialne są bardziej dotkliwe – rower na szczęście cały, ale roztrzaskał mnie się aparat cyfrowy. Był w kieszonce spodenek. Ech i za co ja sobie kupię teraz nowy?! Poza tym siedzę na L4, mam taki niezamierzony, znacznie przedłużony weekend majowy. I co z tego? Kuśtykam jak 80 – letnia staruszka przed wymianą stawu biodrowego na tytanowy.

Zawsze takie gówna przytrafiają się mi. Akurat w tym konkretnym przypadku to jest tylko i wyłącznie moja wina i może wyciągnę z tego jakąś lekcję. Kończę ten mój nieszczęsny wpis bo kurewsko skóra pod opatrunkami piecze.

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , | Komentarzy: 9 »

bez komentarza:)

Posted by charliethelibrarian w dniu 27 Kwiecień 2010

Stare pewnie ale teraz wygrzebałem:)

Książki bez baterii

Książki bez baterii

viacagle.com

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , | Zostaw Komentarz »

Bo bez mp3 z myślami swemi sam zostaniesz…

Posted by charliethelibrarian w dniu 24 Kwiecień 2010

Naszła mnie tak refleksja. Jeżdżąc na rowerze, idąc gdzieś samemu zawsze mam ze sobą telefon z mp3. Nigdy nie słucham muzyki zbyt głośno, najczęściej jedną słuchawką, żeby mieć kontakt z rzeczywistością. Ale zawsze coś tam brzęczy. Wczoraj popsuły mnie się słuchawki i musiałem jechać bez muzyki. I wtedy człowiek zostaje sam na sam ze swoimi myślami. Toż to przerażające jest.  Z reguły nie są to myśli (przynajmniej w moim przypadku) pozytywne. Najczęściej dopadają mnie jakieś egzystencjalne pierdoły: w stylu co dalej z Twoim życiem, przydałaby się jakaś kobieta, ciekawe co teraz robi była narzeczona. Całe szczęście, że słuchawki nie psują się zbyt często :) Dzięki Ci o wynalazco odtwarzacza przenośnego.

BTW okazuje się, że wynalazcą walkmana nie jest firma Sony tylko jakiś niemiecki naukowiec:Andreas Pavel. Tak czy siak takie wynalazki zmieniają oblicze świata.
Na koniec przestrzegam przed zbyt głośnym i zagłuszającym słuchaniem mp3 bo to może grozić śmiercią lub groźnym wypadkiem wypadek w Dąbrowie to stary link ale nie chciało mnie się grzebać dalej.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , , , | 1 komentarz »

Bo bibliotekarz to nie praca, to Twoje życie!

Posted by charliethelibrarian w dniu 22 Kwiecień 2010

Fragmencik z filmu “Bibliotekarz III – Klątwa Kielicha Judasza”. Kino to może niezbyt ambitne. Ale nie jest takie złe. Szybko się ogląda i szybko zapomina.

Ach jakież to prawdziwe :)

Opublikowany w Praca | Otagowane: , , , | Komentarzy: 2 »

Sergiusz Piasecki “Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”

Posted by charliethelibrarian w dniu 20 Kwiecień 2010

Sergiusz Piasecki "Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy"

Sergiusz Piasecki "Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy"

Zaraz jak tylko skończyłem czytać “Zapiski…” wziąłem na “warsztat” pierwszą książkę Piaseckiego. “Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” napisany został w więzieniu gdzie przebywał Piasecki. Książka okazała się hitem w latach 30 – tych. Nic dziwnego.
“Kochanek…” to przepiękna, barwna, żywa opowieść o życiu przemytnika na granicy polsko – sowieckiej. Książka pulsuje rytmem życia przemytniczego, gdzie pracuje się w nocy a w dzień odpoczywa. Gdzie przyjacielem jest mrok, ciemność a wrogiem Księżyc to “cygańskie Słońce”. Przemytnik ryzykuje wiele, życie, zdrowie, ale przede wszystkim Wolność. “Kochanek…” to ballada o życiu wolnym, dzikim, surowym, gdzie liczy się chwila. Nieważna jest przyszłość, plany. Ważni są przyjaciele, których teraz masz u swego boku, ważne są dziewczyny, które w tym momencie obdarzają Cię miłością. Pieniądze są a później ich nie ma. Żyje się tylko raz i w każdej chwili na granicy może spotkać Cię Śmierć.
Książka super, taka prawdziwa, szczera i autentyczna. Ciężko uwierzyć, że została napisana ponad 70 lat temu. Czuje się klimat granicy. Szkoda, że bez happy endu ale tak to już w życiu bywa. Polecam ją każdemu.
Zacytuję poniżej wstęp, który zapowiada z jaką historią i jak napisaną będziemy mieć do czynienia.

“Żyliśmy jak królowie. Wódkę piliśmy szklankami. Kochały nas ładne dziewczyny. Chodziliśmy po złotym dnie. Płaciliśmy złotem, srebrem i dolarami. Płaciliśmy za wszystko: za wódkę i za muzykę. Za miłość płaciliśmy miłością, nienawiścią za nienawiść.

Lubiłem swych kolegów, bo nigdy mnie nie zawodzili. Byli to prości, niewykształceni ludzie. Lecz czasem byli tak wspaniali, że stawałem zdumiony. Wówczas dziękowałem Naturze, że jestem człowiekiem.

Lubiłem śliczne poranki wiosenne, kiedy słońce bawiło się jak dziecko, rozrzucając po niebie barwy i błyski.
Lubiłem późne letnie zachody, gdy ziemia dysząca spiekotą, a wiatr miękko pieścił i chłodził pachnące pola.
Lubiłem i barwną, czarowną jesień, gdy złoto i purpura leciały z drzew, i tkały na ścieżkach wzorzyste kobierce, a mgły siwe na gałęziach jodeł się huśtały.
Lubiłem i mroźne zimowe noce, gdy cisz kleiła powietrze, a zadumany Księżyc diamentami zdobił śnieżną biel.

A wśród tych cudów i skarbów, śród barw i błysków żyliśmy jak zabłąkane w bajkę dzieci. Żyli i walczyli nie o gnaty bytu, a o swobodę ruchu i wolność przyjaźni. Szumiały nam w głowach wichry, w oczach grały błyskawice, tańczyły nam chmury, śmiały się gwiazdy. Witały nas i żegnały karabinowe salwy – często na śmierć, która bezradnie tańczyła w krąg, nie wiedząc kogo wyrwać pierwszego.
Często w piersiach mi tchu brakowało z rozkoszy życia. Czasem dlaczegoś głupie oczy się załzawiły.. Czasem ktoś brutalnie zaklął, a dziecinnie się uśmiechnął i twardo podał wierną dłoń.
I mało było słów. Ale słowa były słowami i łatwo je zrozumieć mogłem i zawsze wiedziałem, że to nie słowa honoru, ani przysięgi, więc były pewne…
Tak pędziły w barwnym wirze głupie dnie i wariackie noce, którymi Ktoś za coś nas obdarzył.
A nad wszystkim: nad nami, Ziemią i chmurami, po północnej stronie nieba pędził dziwny Wielki Wóz, królowała wspaniała, jedyna zaczarowana Wielka Niedźwiedzica.
O Niej, o nas – przemytnikach i o granicy opowiem w tej powieści, która powstała z bólu i tęsknoty za pięknem Prawdy, Natury i Człowieka.”

Piękne.

A niżej fragment z książki, który mię rozbawił:

„Nad placem można by zawiesić olbrzymią chorągiew Bachusa. Pili wszyscy. Pili wszędzie. Pili stojąc, leżąc, siedząc. Pili na wozach, między wozami i pod wozami. Pili mężczyźni i kobiety. Matki poiły małe dzieci, żeby i one się zabawiły na kiermaszu: poiły i niemowlęta : aby nie płakały. Widziałem, nawet, jak pijany chłop zadarł koniowi pysk w górę i wlewał mu do gardła wódkę z butelki”

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , | Zostaw Komentarz »

Sergiusz Piasecki “Zapiski oficera Armii Czerwonej”

Posted by charliethelibrarian w dniu 19 Kwiecień 2010

Sergiusz Piasecki "Zapiski oficera Armii Czerwonej"

Sergiusz Piasecki "Zapiski oficera Armii Czerwonej"

Nie będę poruszał tutaj tematów, które obecnie zajmują wszystkie media. Powiem tylko, że opinia jest jak dupa i każdy ma swoją.

Chciałbym napisać o książce, którą skończyłem czytać dosłownie przed chwilką. Zanim będzie o książce to troszkę o autorze, czyli Sergiuszu Piaseckim. Człowiek ten urodził się na początku 20 wieku na Białorusi. Już na starcie nie miał lekko bo był nieślubnym dzieckiem szlachcica. Przeżył rewolucję w Rosji, walczył w wojnie polsko – bolszewickiej (po naszej stronie :) . Później był przemytnikiem, pracował w naszym wywiadzie na kresach. Narkoman, hulaka, za napady z bronią w ręku skazany na śmierć. Wyrok zmieniono na 15 lat ciężkich robót. W więzieniu zaczął opisywać swoje awanturnicze przygody. To tam powstał “Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” – książka, która przyniosła mu popularność. Po wojnie ścigany przez UB, osiadł w Anglii gdzie dalej pisał. Zmarł na raka w 1964 roku. Aż dziw mnie bierze, że o nim wcześniej nie słyszałem. Ano taki ze mnie oczytany człowiek. Żywot Sergiusza starczyłby dla kilku ludzi.

“Zapiski…” to satyra na sowiecki “Way of life”. Treść książki stanowi dziennik oficera Armii Czerwonej, który jest zapisem jego przygód podczas II wojny światowej. Książka w ironiczny, sarkastyczny obficie podlany czarnym humorem sposób rozprawia się z mentalnością ludzi wychowywanych w Związku Radzieckim. Autor obnaża schematyczne myślenie, głęboko zakorzeniony strach i nienawiść do wszystkiego co nie sowieckie. Uwypukla mechanizmy propagandy radzieckiej, która skutecznie potrafiła zaćmić umysły poddanych Stalina.

Główny bohater to “WYKSZTAŁCONY” przez radzieckie szkoły oficer, który jest zwyczajnym chamem, brak mu ogłady towarzyskiej. Ale nie brakuje mu sprytu i inteligencji. Ale jeśli mówimy o inteligencji to takiej, która pozwala mu przetrwać, dostosowywać się do zaistniałej sytuacji. Zubow bije pokłony temu kto wydaje mu się silniejszy – Stalin, Hitler a nawet Sikorski nie robią mu różnicy liczy się tylko fakt, kto w danej chwili jest silniejszy i przy kim można mieć pewność, że się przeżyje. Jego spaczone spojrzenie na świat każe dopatrywać się w każdym szpiega, sabotażysty i ogólnie element wywrotowy, zagrażający trwaniu Czerwonego Imperium. Pozornie budzący sympatię, okazuje się jednak zwykłym mordercą i skurwysynem.

Ogromnym plusem książki jest język. Pozwala on wczuć się w tok myślenia Zubowa, jego pokrętnej, wypaczonej logiki. Takim językiem posługuje się człowiek od dziecka musztrowany, poddawany praniu mózgu.

Co mnie trochę drażniło to przesada w drugą stronę – pokazanie jacy Ci Polacy są zajebiści i w ogóle. Pomogą nawet największemu wrogowi bo tak im nakazuje chrześcijański obowiązek.

Książka świetna, czyta się bardzo dobrze, wywołuje często śmiech, jest po prostu zabawna. Książka oprócz uśmiechu wywołuje również zadumę. Opisuje bowiem wydarzenia dla Polaków smutne i tragiczne. Jest to taki śmiech przez łzy.

Na koniec zacytuję sam początek bo jest on reprezentatywną próbką języka całej książki:

“Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra. Lecz nie ma siły na świecie, która by powstrzymała żołnierzy niezwyciężonej Armii Czerwonej, idących dumnie i radośnie wyzwalać z burżuazyjnego jarzma swych braci: chłopów i robotników całego świata”

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

….

Posted by charliethelibrarian w dniu 10 Kwiecień 2010

To co się stało jest po prostu niewyobrażalne. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę świadkiem czegoś takiego. Nawet nie wiem co teraz powiedzieć i myśleć. Jestem w szoku. Przecież takie rzeczy to sztabowcy wojskowi zapisują sobie w takich planach co by było gdyby, i z reguły te plany są tak nierealne że nigdy nie mają szans się spełnić. Sympatie polityczne odchodzą na bok, zostaje szok i żal po śmierci tylu ludzi. Katyń zebrał swoje żniwo po raz kolejny. Nawet nie chcę myśleć o tym co będzie później. Rosjanie będą mieli pasztet, my mamy ogromny pasztet, no po prostu jedna masakra. Najważniejsze osoby w państwie, konsekwencje polityczne jak dla mnie na razie nie do ogarnięcia. Ciekawe jak szybko powstaną teorie spiskowe i jakie one będą.
A miała być kolejna zwykła uroczystość pełna wielkich słów i patosu patriotycznego.

Opublikowany w Wpisy | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 2 »

Markus Zusak “Posłaniec”

Posted by charliethelibrarian w dniu 10 Kwiecień 2010

Markus zusak "Posłaniec"

Markus zusak "Posłaniec"

Zaczynam o sobie myśleć, że nie jestem dobrze zorganizowanym czytelnikiem. Oto kolejna książka, którą przeczytałem przez przypadek :) A bo koleżanka z pracy czytała. I kolejny całkiem sympatyczny przypadek.

Książka opowiada o 19 – letnim Edzie, który żyje sobie w małym, zapyziałym australijskim miasteczku i pracuje jako taksówkarz. Ma trójkę przyjaciół, z którymi grywa w karty i śmierdzącego straszliwie starego psa o imieniu Odźwierny. Ogólnie Ed uważa siebie za nieudacznika, przegrańca i fajtłapę. Jako jedyny z rodzeństwa został w miasteczku, jego własna matka go cały czas wyklina, ojciec był spokojnym, cichym alkoholikiem, który w końcu zmarł. Ed podkochuje się w swojej przyjaciółce Audrey niestety zdaje sobie sprawę, że Audrey nigdy nie będzie z nim bo jest jej kumplem. Jego doświadczenia seksualne nie świadczą o nim najlepiej. Ogólnie ED po prostu jest – i nic poza tym. Wszystko zmieni się w momencie gdy Ed podczas napadu na bank powstrzyma napastnika. Od tej pory Ed będzie otrzymywał karty z tajemniczymi zadaniami…

Jakie wrażenia po lekturze – jest to miła, ciepła i prosta opowieść o tym jak to warto czasem rozejrzeć się wokół siebie i dostrzec innych ludzi. Przełamać w sobie marazm i niechęć i ruszyć się, zrobić rzecz czasem niezwykle prostą – jak na przykład podarowanie samotnej matce lodów lub też niezwykle trudną – uratowanie kobiety przed gwałcącym ją co noc pijanym mężem. Książka jest napisana językiem prostym, czyta się ją bardzo dobrze. Jest może  troszku naiwna, ale taką naiwnością pozytywną. Edowi  tak naprawdę nie nastręcza wielkich trudności wykonywanie zadań. Ludzie okazują się dziwnie mili, otwarci i uczciwi, wystarczy tylko się do nich odezwać. O takiej naiwności mówię. Nie podobało mi się natomiast zakończenie ale nie będę spojlerował. (Bo a nuż może ktoś przeczyta ten wpis).

Ostatnio dużo rzeczy wydają mi się takie: Ogólnie lekturka spoko możne się zapoznać ale nic się nie stanie jeśli człowiek sobie daruje.

Czy popadłem w jakiś taki stan umysłu gdzie nic nie jest zimne ani gorące tylko ciepłe? To chyba niedobrze, przynajmniej mówił tak jeden hipis dawno dawno temu.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , | 1 komentarz »

Oleg Diwow “Najlepsza załoga słonecznego” tom 1 i 2

Posted by charliethelibrarian w dniu 9 Kwiecień 2010

Oleg Diwow" Najlepsza załoga słonecznego"

Oleg Diwow" Najlepsza załoga słonecznego"

Zupełnie przypadkiem wpadła mi w rączki ta książka. Cóż mogę stwierdzić czasem przypadek wyjdzie nam na dobre. Kumpel kupił obydwa tomy bo kosztowały tylko 9 złotych za każdy. Zupełnie nie rozumiem tej polityki cenowej. Pewnie Fabryka Słów się przeliczyła i książka nie okazała się taka popularna, a teraz trzeba jakoś to sprzedać.

Fabuła – dosyć odległa przyszłość ludzkości – po wojnie nuklearnej Ziemia jest wrakiem ale jakoś tam powolutku daje sobie radę. Ludzkość mimo wojny nuklearnej jest  zaawansowana technologicznie i sobie śmiga po Układzie Słonecznym. Niestety nie śmiga w pokoju – Ziemia walczy z dwiema swoimi koloniami – Marsem i Wenus. Walczy w sposób brudny, nikczemny i brzydki. Kiedy jednak wojna w końcu się kończy – żołnierze walczący na kosmicznych battleshipach okazują się zbędni. Władze Ziemi chcą się ich pozbyć, jak to bywa w przypadku władz Ziemi, w sposób  brzydki i nikczemny. Jednak weterani nie dają się nabić w butelkę i podejmują rzuconą rękawicę. Mamy jeszcze po drodze obcych, mutantów, seks – ogólnie chyba wszystko co potrzebne w science – fiction a może nawet troszkę więcej.

Podczas czytania pierwszego tomu bawiłem się setnie. Kilka smaczków dla miłośników fantastyki, dobry humor. Eugeniusz Dębski całkiem fajnie to przetłumaczył. Ja osobiście w science fiction uwielbiam gdy autor w troszkę szerszy sposób opisuje rzeczywistość, świat w jakim przyszło żyć jego bohaterom. Tutaj mamy troszkę tego – opis wojny nuklearnej, świata po niej. Odczułem również lekkie naigrywanie się z naszej rzeczywistości. Otóż system rządów na Ziemi to kapitalizm ludowy :) Nie ma narodów, nie ma państw a Ziemia to korporacja, wszyscy jej mieszkańcy to akcjonariusze. Autor puszcza oczko do naszej współczesności – wszyscy są zadłużeni, już rodzą się z kredytami na które będą musieli pracować do końca żywota.

Drugi tom znacznie słabszy, jakby brakło tego rozpędu jaki miał pierwszy tom. Ale też czytało się dobrze.

Ogólnie polecam – lektura lekka, łatwa i przyjemna.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 2 »

William Faulkner “Azyl”

Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Kwiecień 2010

William Faulkner "Azyl"

William Faulkner "Azyl"

Będzie o książce amerykańskiego klasyka, laureata Nagrody Nobla. Reprezentant prozy modernistycznej lat 30 – tych i to dało się odczuć.

Troszkę o fabule powieści – młoda dziewczyna trafia z pewnym kolegą do meliny gdzie handluje się pędzonym bimbrem. (Akcja rozgrywa się w czasach prohibicji). Spędza tam noc, towarzystwo w melinie jest co najmniej dziwne i przerażające. Na następny dzień dziewczyna jest świadkiem morderstwa i zostaje również zgwałcona przez jednego z oprychów. Ten następnie porywa ją do Memphis i umieszcza w domu publicznym gdzie dziewczyna pogrąża się w obojętności i apatii oraz oparach alkoholu i w dziwnym układzie seksualnym ze swoim porywaczem. Jest jeszcze adwokat, który postanawia bronić niesłusznie oskarżonego o morderstwo innego mieszkańca meliny. Finału nie będę opowiadał ale nie jest on bynajmniej optymistyczny.

Hmm…. cóż nie wiem czy to był dobry wybór jeśli chodzi o poznanie Faulknera – książkę ogólnie czytało mi się w porządku. Ale nie wywarła na mnie jakiegoś głębszego wrażenia. Wszystko tam było takie jakieś rozmyte – dużo niedopowiedzeń jeśli chodzi o fabułę, ciągłość akcji. Tak jakby autor opowiadał nam niektóre fragmenty historii o innych zupełnie zapominając. W przypadku tej powieści mocno mnie to drażniło. Poza tym książka smutna, bez happy endu i choć główny oprych nie uniknął kary, to kara ta nie spotkała go za jego przewinienia tylko za coś zupełnie przypadkowego. Jeden z głównych bohaterów – adwokat, który chce bronić niewinnie oskarżonego zupełnie bezinteresownie, w oczach ludzi z miasteczka robi to tylko po to by bzyknąć kobietę oskarżonego. Zgwałcona dziewczyna podczas rozprawy nie wskazuje prawdziwego winnego. Wniosek z lektury jest taki – świat jest niesprawiedliwy i nic nie jest w stanie tego zmienić. Człowiek sam w pojedynkę to sobie może najwyżej dupę podetrzeć o ile wcześniej mu ktoś papieru nie zajebie. Społeczeństwo jest pełne obłudy, fałszu i hipokryzji. Ważniejsze dla ludzi jest to co inni powiedzą a nie własne zdanie. W sumie to nic się nie zmieniło od lat trzydziestych. .

Ogólnie książka do przeczytania ale bez jakiejś rewelacji -  trochę czasu upłynęło we wodach Missisipi i książka nie jest już taka interesująca.

Opublikowany w Książki | Otagowane: , , | 1 komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.