Chyba zmienię nazwę bloga na: Powroty bibliotekarza zza światów po weekendowych seansach spirytystycznych
Nawet nieźle się to ułożyło
Na szczęście ten weekend był w miarę spokojny, niedziela minęła bez szaleństw, takie łagodne dochodzenie do siebie. Dzień w pracy był całkiem spoko – chociaż przez większą część dyżuru nie było prądu. Bo panowie elektrycy coś tam podłączali. Trochę to niepoważne – spokojnie mogliby to zrobić rano jak nie ma za wielu czytelników. Ale nie – koniecznie trzeba machnąć to w samo południe. Przynajmniej ksero nie działało i był spokój
Remont już się skończył więc może będzie już normalno!