Przeczytałem sobie dosłownie przed chwilą, jakiś artykulik na gazetowym technonews, o tym jak to szef Amazon.com wieszczy śmierć książek bo już minął ich czas. Rozumiem zachwyt nowymi technologiami, sam nawet może zakupię sobie jakiś ten czytnik do e-booków (jak tylko będzie to jeszcze bardziej wygodne niż teraz). Boss amazon mówi, że książki przetrwały ponad 500 lat. Sporo ponad pięćset lat. Ciekawe dlaczego. Wpierw były drogie, niewielka część społeczeństwa umiała czytać. Później to one tworzyły kulturę zarówno wysoką jak i niską, masową. Książki nie znikną tak prędko. Ta “Technologia” jak mówi Jeff Bezos musi coś w sobie mieć skoro trwa już tak długo. Można mówić o niezapomnianym, magicznym uczuciu jakie towarzyszy czytaniu książki. Ale ja chciałem powiedzieć o czymś praktycznym – można mieć na swoim kompie setki gigabajtów muzyki, filmów, książek, zdjęć. Wszystkie zbiory muzeów i bibliotek. Co z tego? Bez prądu to wszystko jest nic nie warte. Kindla trzeba zasilać, potrzebny jest internet żeby ściągnąć nowe e-booki. By odczytać książkę, wystarczy umiejętność czytania – nic więcej. Dlatego też uważam, że książki bardzo długo nie znikną z powierzchni ziemi. I nie piszę tego tylko dlatego, że poczułem strach bo gdy znikną książki bibliotekarz będzie zbędnym zawodem. Bibliotekarze będą zawsze – będą strzec papierowych książek, będą udostępniać e-booki, będą udzielać informacji. Zmienią tylko profile działań.
Przeczytałem również cały wywiad z Jeffem Bozem – dotyczył on w głównej mierze sukcesu Kindla, całego serwisu Amazon.com. Artykulik na technonews jest dosłownym tłumaczeniem ostatniego akapitu z wywiadu. Więc też jest również trochę na wyrost. No ale musiałem skomentować
Archiwum z Grudzień 2009
Śmierć książek…
Posted by charliethelibrarian w dniu 29 Grudzień 2009
Opublikowany w Książki, Wpisy | Otagowane: amazon, bibliotekarz, kindle, Książki, śmierć | 1 komentarz »
Powrót zza grobu… vol. 7
Posted by charliethelibrarian w dniu 23 Grudzień 2009
No i powróciłem po bardzo ale to bardzo hucznej Wigilii w gronie przyjaciół.
W poniedziałek w pracy byłem jak to pani M. ujęła słowami Herberta:
“ściskany niewidzialnymi kleszczami
miażdżony innym czasem”
- to z wiersza “Pan Cogito obserwuje zmarłego przyjaciela”. Musiałem wyglądać naprawdę marnie. Ale to już minęło.
Dziś był ostatni dzionek w pracy. I choć pogoda za oknem w Krakowie nie nastraja za bardzo do świątecznych klimatów. (Nawet rowerem się nie za fajnie jeździło w taką pluchę.) I pani M. prawie zabiła mnie ciężkawymi tomami “Przeglądu Powszechnego”, to jednak przeciwieństwie do -Młodej Bibliotekarki nic do świąt nie mam.
No i czeka mnie jeszcze trzygodzinna podróż w rodzinne strony.
Nie wiem jak z netem w domu więc w razie czego życzę wszystkim po prostu WESOŁYCH i SPOKOJNYCH. Pozdrawiam serdecznie!
P. S. Owa Młoda Bibliotekarka wspomniała mnie na swym blogu! Niesamowite
Opublikowany w Praca, Wpisy | Otagowane: biblioteka, herbert, weekend, wątroba, święta | Zostaw Komentarz »
Prezent na gwiazdkę…
Posted by charliethelibrarian w dniu 19 Grudzień 2009
Nic nie dostałem na Mikołaja
zupełnie nie wiem czemu, przecież byłem grzeczny – w tym roku udało mi się przeprowadzić staruszkę na drugą stronę jezdni! Proszę mi szczerze powiedzieć komu tak naprawdę się to zdarzyło?
Musiałem więc sam sobie zafundować prezent. I dzisiaj przyszła… Chciałem ją mieć już gdzieś tak od 3 klasy liceum ale nigdy później nie zdarzyło mi się jej spotkać. Aż tu ostatnio wyczaiłem ją w necie…
Jedna z książek, które głęboko, bardzo głęboko wryła się w moją osobowość (jeżeli coś takowego posiadam).
Piszę tutaj o “Krzyżu Pańskim z Kościołem : seksualizm w historii chrześcijaństwa”, autorstwa Karlheinza Deshnera.
Przeczytałem ją w licem dzięki uprzejmości mojej polonistki, wspaniałej kobiety. Od tamtej pory jeśli tylko mogłem wracałem do lektury
Mocna, bezkompromisowa – co najważniejsze oparta na źródłach historycznych.
Uświadomiła mi, że ludzie nie zmienili się nic przez wieki. Te same zboczuszki są wszędzie i zawsze. Często łapałem się za głowę czego to ludzie nie wymyślili. Czyta się tę książkę jak jakiś wykaz wszystkich możliwych dewiacji. Ale na tę książkę nie można tylko patrzeć przez pryzmat pieprznych ciekawostek. To kawał solidnej naukowej pracy, który imponuje liczbą zebranych zdarzeń, faktów i informacji. Autor demaskuje hipokryzję Kościoła w sprawach seksualności. Czyli: ubogi prosty lud ma to robić tylko po bożemu, żadnych udziwnień a my duchowi pasterze będziemy robić co tylko nam przyjdzie do naszych zboczonych umysłów.
Oczywiście generalizuję ale mimo wszystko książka daje dużo do myślenia. I choć grubaśna strasznie i pełna przypisów do dokumentów historycznych to czytanie jej nie jest jakimś ciężkim wyczynem.
Polecam każdemu kto chce się przekonać jak to drzewiej bywało. Może jak mnie się będzie chciało zamieszczę kilka ciekawszych fragmentów.
Opublikowany w Książki | Otagowane: deshner, dewiacje, historia kościoła, kościól, książka, seksualizm | 1 komentarz »
Szczęki…
Posted by charliethelibrarian w dniu 15 Grudzień 2009
Zauważyłem ostatnio u siebie niepokojące zjawisko – otóż ciągle przyłapuję się na tym, że mam silnie zaciśnięte szczęki. Nie są to tylko ot tak zęby przy zębach ale naprawdę mocno, mocno zaciskam zęby. I nie rozumiem dlaczego. Nie zaciskam ich żeby mocniej i wydajniej pracować. Nie zaciskam ich też dlatego, że muszę przełknąć jakąś zniewagę. Tak naprawdę nie mam ani mniejszych ani większych powodów do zaciskania zębów. Jakoś się żyje, zdrowie na razie dopisuje, od rozstania z narzeczoną minęło już kilka ładnych miesięcy, a mnie jakoś nie ogarniały ani nie ogarniają myśli samobójcze. Więc teoretycznie nie mam powodów do nadmiernego zaciskania zębów.
Jak zwykle z pomocą przyszedł internet
Okazuje się, że istnieje coś takiego jak bruksizm.
Bruksizm (zgrzytanie zębami) to nadmierna, mimowolna aktywność mięśni żwaczy prowadząca do mocnego zaciskania zębów i tarcia nimi o siebie. Najczęściej występuje w czasie snu (sleep bruxism) i jest zaliczany do tzw. parasomnii, czyli podgrupy zaburzeń snu. Podobne zjawisko, być może odrębne od bruksizmu nocnego, może jednak występować także w dzień. (via http://online.synapsis.pl/Slowniczek/Bruksizm.html).
Ja jeszcze zębami nie zgrzytam i podczas snu raczej nie mam zaciśniętych zębów ale to chyba nie wróży dobrze na przyszłość. Przekształcę się pewnie w małego, łysego, zgrzytającego bibliotekarza, który w czytelni nie daje spokojnie się uczyć (brrrrrr….).Przerażająca wizja. Nie jestem hipochondrykiem ale może trzeba będzie się przejść do jakiegoś konowała. Póki co to nie jest problem, na razie tylko poczyniłem obserwację.
P. S. Mały, łysy to już jestem
Opublikowany w Wpisy | Otagowane: bibliotekarz, bruksizm, szczęki, zęby | Komentarzy: 2 »
Stanisław Lem “Ciemność i pleśń”
Posted by charliethelibrarian w dniu 14 Grudzień 2009
“Ciemność i pleśń” to zbiór sześciu opowiadań Lema. Dwa znałem wcześniej bo głównym bohaterem tych opowiadań był Pirx. Ogólnie Lema głównie kojarzę właśnie dzięki Pirxowi oraz dzięki książce “Bajki robotów”. Coś tam innego również czytałem, ale rozwiało się to w mrokach niepamięci.
Ogólnie wrażenia po lekturze są bardzo pozytywne. Czytało się bardzo zgrabnie, lektura wciągnęła. Niektóre zagadnienia tchnęły trochę stęchlizną ale pomysły naprawdę jak to u Lema genialne. Jedno z opowiadań zatytułowane “Sto trzydzieści siedem sekund” opisuje sieć teleinformatyczną, taką jaką wyobrażał sobie Lem. Powiem krótko – założenia podobne ale wnioski inne. Tytuł opowiadania dotyczy liczby 137, jest ona jakąś istotną liczbą w matematyce czy tam astrofizyce, zajmował się nią niejaki Eddington tu trochę więcej o tej liczbie Eddington number, dla mnie to czarna magia. Mam również skojarzenia z serialem “Flash forward” gdzie cała ludzkość odpłynęła właśnie na 137 sekund, i każdy widział swoją przyszłość za 6 miesięcy. Tylko że tam to tłumaczyli jakąś kabałą czy cuś. Nie zdziwiłbym się, że mogą coś powiedzieć w serialu o tej liczbie Eddingtona.
Natomiast tytułowa “Ciemność i pleśń” to opowiadanie przesycone czarnym humorem i ironią. W sposób dosyć zabawny i nieoczekiwany wieszczące zagładę.
Ogólnie pozytywna lekturka, miło spędzony czas. Polecam:)
Opublikowany w Książki | Otagowane: ciemność i pleśń, książka, stanisław lem | Zostaw Komentarz »
Mikołaj Ostrowski “Jak hartowała się stal”
Posted by charliethelibrarian w dniu 8 Grudzień 2009
Towarzysze, towarzyszki – młodzi komsomolcy i komsomołki, bolszewicy złączeni razem w walce z burżuazyjnym pasożytem wysysającym krew proletariatu jak pijawka, przedstawiam wam sztandarowe dzieło propagandy radzieckiej i nurtu w sztuce jakim był socrealizm. Do czytania! W ramach czynu pięciodniowego! Niech każde słowo z tej książki wniknie w wasze serca i umocni was w walce o
waszą radziecką Ojczyznę!
Teraz na poważnie. Książkę tę znalazłem zagrzebaną u nas w magazynie podczas remontu. Z nudów (pilnowałem panów elektryków), zacząłem czytać. Wcześniej coś mi się tam obiło o uszy ale nie wiedziałem za bardzo o co tam biega.
Dla tych, którzy nie kojarzą o co kaman (wbrew pozorom dawno VIVY nie oglądałem). Głównego bohatera poznajemy jako nastolatka, który zmuszony ciężką sytuacją finansową rodziny (samotna matka, brat hen daleko) podejmuje pracę w restauracji kolejowej w jego rodzinnym mieście na Ukrainie. Od początku spotyka się z wyzyskiem, biciem, kopniakami. Patrzy jak młode dziewczyny by utrzymać się w pracy zmuszone są oddawać się byle kelnerzynie. Zaczyna nienawidzić wszystkich bogatych. Wstępuje do partyzantki bolszewickiej, walczy, później jest członkiem partii i tak dalej. Przez całą powieść jest bez skazy, zachowuje wierność ideałom komunistycznym. Bla bla bla.
Będzie o moich wrażeniach po lekturze. Powiem krótko nic dziwnego, że książka mogła zapalić do czynu rewolucyjnego i przez lata była typowym przykładem propagandy komunistycznej. Do połowy gdzieś tak czyta się ją po prostu interesująco – nie ma za dużo ideologicznego jadu jest za to walka, wojna, młode dziewczyny z jędrnymi piersiami czyli to co potrzebne w książce przygodowej. Opisy wojny z roku 1920 są. Wzruszające jest jak to Paweł Korczagin walcząc z Polakami wie, że musi zabijać dla dobra sprawy i gdyby to od niego zależało to on komunizm wprowadziłby metodą pokojową. Później robi się mniej interesująco a nachalne moralizatorstwo aż bije w oczy. Główny bohater nie zważa na wdzięki niewieście, nie interesują go kobiety swoje życie oddał PARTII. Heroiczne czyny bolszewików, którzy na mrozie budują tory do lasu, walka z ukraińska partyzantką. Po prostu szał.
Książka pisana była na początku lat trzydziestych, wtedy właśnie na Ukrainie panował Wielki Głód (w powieści są wspomniane początki kolektywizacji). Jest coś przerażającego w czytaniu o tym, jak to wszystkim będzie po równo, wszyscy będą mieli cudowny robotniczy raj a człowiek wie jak to się skończyło.
W tej drugiej nudniejszej części książki bolszewikom zawsze coś przeszkadza w realizacji ambitnych planów: a to kułacy, drobni mieszczanie, ukraińscy partyzanci, a wreszcie mocno zadekowane w samym sercu PARTII siły reakcyjnego zachodu. Zawsze jest winien ktoś INNY, nie Partia tylko właśnie ONI. Taki wróg niejasno określony.
W powieści duży nacisk autor położył na równouprawnienie kobiet, one często są na pierwszej linii w walce o komunistyczny raj. Naprawdę wydawało mi się, że książka jest pełna szacunku do kobiet przedstawionych jako ofiary poprzedniego systemu, którym Partia niesie wolność i równość.
Ogólnie w wielu fragmentach książka budzi uśmiech politowania, kiedy naprawdę indoktrynacja aż razi.
Książka dla tych, którzy chcą wiedzieć jak kiedyś wyglądała propaganda i są zainteresowani socrealizmem. Jeśli kogoś to nie interesuje to można sobie darować.
Opublikowany w Książki | Otagowane: komunizm, książka, literatura, mikołaj ostrowski, propaganda, socrealizm | Komentarzy: 2 »
Powrót zza grobu… vol 6
Posted by charliethelibrarian w dniu 7 Grudzień 2009
Chyba zmienię nazwę bloga na: Powroty bibliotekarza zza światów po weekendowych seansach spirytystycznych
Nawet nieźle się to ułożyło
Na szczęście ten weekend był w miarę spokojny, niedziela minęła bez szaleństw, takie łagodne dochodzenie do siebie. Dzień w pracy był całkiem spoko – chociaż przez większą część dyżuru nie było prądu. Bo panowie elektrycy coś tam podłączali. Trochę to niepoważne – spokojnie mogliby to zrobić rano jak nie ma za wielu czytelników. Ale nie – koniecznie trzeba machnąć to w samo południe. Przynajmniej ksero nie działało i był spokój
Remont już się skończył więc może będzie już normalno!
Opublikowany w Wpisy | Otagowane: remont, weekend, wątroba | 1 komentarz »
Antoine de Saint-Exupéry “Mały Książę”
Posted by charliethelibrarian w dniu 2 Grudzień 2009
Będzie o książeczce, której nie mogę przetrawić, której nie lubię. Nie pamiętam, w której klasie się czytało “Małego” ale zapamiętałem pewien rodzaju wstręt do tej książki. Musiałem przeczytać ją ostatnio ponownie.
Będę szczery nic się nie zmieniło – dla mnie to jakiś stek bzdur, pół prawd napisanych przez rozgoryczonego życiem kolesia. Książka była maglowana na wszystkie strony przez setki czytelników, krytyków, badaczy literatury, którzy wciąż spierają się czy to książka dla dzieci czy dla dorosłych. Bo niby pod płaszczykiem historyjki dla dzieci autor miał na myśli: bla bla bla.
Dla mnie to po prostu historyjka pozbawiona jakiegokolwiek uroku, magii czy co tam o niej wypisują. Chyba już w podstawówce odczuwałem jak dorosły co to widzi kapelusz a nie słonia połkniętego przez węża boa.
No ale to moja opinia.
Opublikowany w Książki | Otagowane: książka, Mały książę | Komentarzy: 3 »
Powrót zza grobu… vol 5.
Posted by charliethelibrarian w dniu 1 Grudzień 2009
Tak jak już gdzieś napisałem, prawie po każdym weekendzie powinienem dodawać wpis o powrocie zza grobu ale często bywa tak, że jakoś nie mam siły. Andrzejkowy weekend okazał się niezwykle wyczerpujący. I choć lania wosku nie było, lało się coś innego i to strumieniami. Imprezy w gronie znajomych ze studiów zaocznych też mogą być fajne. Sobota była hardkorowa – to tak w ramach podsumowania.
Za to niedziela to delikatne dochodzenie do siebie na ławeczce na miasteczku studenckim AGH
Piękna pogoda, słoneczko świeciło cudownie. Ech zakręciła się człowiekowi łezka w oku…
Dobrze, że poniedziałek miałem wolny to dopiero odpocząłem ![]()
Dzisiaj na wykopie przeczytałem, że mija 30 lat od premiery albumu Pink Floydów “The Wall”. Ech przypomniało mi się jak słuchałem przegrywanej kasety od starszych kumpli z osiedla
Ciekawe jak to się miało do praw autorskich. Piosenki wryły się tak w pamięć, że szok. Chwile spędzone przy jamniku Panasonica wciąż będą w pamięci
Wrzucę coś You Tuby:
Dlatego, teraz od powrotu z pracy PINK FLOYDZI na mieszkaniu rządzą!
Opublikowany w Wpisy | Otagowane: alkohol, andrzejki, kac, miasteczko studenckie, pink floyd, wątroba | 1 komentarz »



